<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184</id><updated>2012-01-15T21:28:17.171+01:00</updated><category term='FACEBOOK'/><category term='TEATRY AMATORSKIE'/><category term='SĄSIEDZI'/><category term='MIASTO POEZJI'/><category term='WYWIADY'/><category term='KONFERENCJE'/><category term='PERFORMANCE'/><category term='KONTESTACJE'/><category term='GALERIA ZDJĘĆ'/><category term='PRZESTRZEŃ DZIAŁAŃ TEATRALNYCH ACK'/><category term='MAAT FESTIVAL'/><category term='KADRA TEATROLOGII'/><category term='TROCHĘ HISTORII'/><category term='MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA TEATRÓW TAŃCA'/><category term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category term='RECENZJE'/><category term='TEATROLOGIA'/><category term='LUBELSKIE FESTIWALE'/><category term='5 Ściana'/><category term='KONFRONTACJE'/><category term='KONTAKT'/><category term='TEATRY LUBELSKIE'/><title type='text'>teatrologia umcs</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>402</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-8311078756879144518</id><published>2012-01-05T18:42:00.002+01:00</published><updated>2012-01-05T18:44:43.073+01:00</updated><title type='text'>Spotkanie SKANT i "Piątej Ściany"</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;ZAPROSZENIE NA SPOTKANIE STUDENCKIEGO KOŁA ARTYSTYCZNO-NAUKOWEGO TEATROLOGÓW I GAZETY FESTIWALOWEJ PIĄTA ŚCIANA&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;wtorek 10 stycznia godzina 19:00, sala 27 Nowa Humanistyka UMCS&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapraszamy teatro- i wszystkolubnych kreatywnych ludzi do współpracy!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W programie między innymi:&lt;br /&gt;1. Organizacja pracy koła i gazety w tym roku, ewentualne zmiany w obsadzie (przewodnictwa i redakcji).&lt;br /&gt;2. Podsumowanie ubiegłego roku oraz ustalenie planów i projektów, ja...kie chcemy realizować w tym roku (Forum Młodego Teatru, Wiosna Teatralna, wydawanie czasopisma kulturalnego, wejściówki i wyjazdy na festiwale, bilety na spektakle lubelskie).&lt;br /&gt;3. Rozważenie współpracy z Fundacją Teatrikon (Kino teatralne, ogólnopolski projekt Spotkajmy Się Teatralnie - sieć festiwali teatralnych, Zwierciadła oraz Zwierciadła PL- kilkudniowa impreza teatralna dla młodzieży oraz ARTikon - grupa generująca niecodzienne wydarzenia artystyczne).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla każdego zakręconego kulturalnie i artystycznie (nie zamykamy się jedynie na teatr!) znajdzie się coś miłego!!!&lt;br /&gt;Osoby do tej pory związane z kołem czy gazetą zapraszamy szczególnie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-8311078756879144518?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/8311078756879144518/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2012/01/spotkanie-skant-i-piatej-sciany.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/8311078756879144518'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/8311078756879144518'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2012/01/spotkanie-skant-i-piatej-sciany.html' title='Spotkanie SKANT i &quot;Piątej Ściany&quot;'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-6082135105526882654</id><published>2011-12-12T22:54:00.008+01:00</published><updated>2011-12-12T23:57:40.662+01:00</updated><title type='text'>WARSZTATY KRYTYKI TEATRALNEJ</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-EOfw-i2T1tA/TuZ_M5Kj5II/AAAAAAAAAwk/Duh4afModz4/s1600/plakat.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 283px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-EOfw-i2T1tA/TuZ_M5Kj5II/AAAAAAAAAwk/Duh4afModz4/s400/plakat.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5685371439082103938" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16-18 grudnia 2011, prowadzenie: Justyna Czarnota&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;Wstęp wolny - obowiązują zapisy-wyślij swoje dane kontaktowe na adres 5sciana@wp.pl, dodatkowe informacje zostaną wysłane mailem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Warunkiem uczestnictwa jest obejrzenie spektakli: &lt;br /&gt;„Królowa Śniegu” Teatru im. H.Ch. Andersena, &lt;br /&gt;„Iwona Księżniczka Burgunda” Teatru im. Juliusza Osterwy, &lt;br /&gt;„gracerunners” Lubelskiego Teatru Tańca.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;Program:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Piątek (16.12.), godz. 15:30 – 18:30 &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jak pisać o teatrze dla dzieci? &lt;br /&gt;Czy pisanie o spektaklach skierowanych do najmłodszej publiczności różni się od pisania o teatrze dla dorosłych? W jaki sposób rozmawiać z dziećmi w teatrze i o teatrze? Czy zabieranie do teatru dzieci poniżej 3 roku życia ma sens? Na te i inne pytania odpowiemy podczas piątkowego spotkania.&lt;br /&gt;Podstawą do dyskusji będzie spektakl „Królowa śniegu” w reż. Katarzyny Aleksander-Kmieć z Teatru im. Andersena w Lublinie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Sobota (17.12.), godz. 14:30 – 17:30 &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Powinności krytyka albo gdzie powinien stać fotel recenzenta?&lt;br /&gt;Co różni krytyka od recenzenta? Czym różni się praca w piśmie branżowym od pracy w gazecie codziennej? Wreszcie – czy każdy może pisać o teatrze? O tych zagadnieniach porozmawiamy w sobotni poranek.&lt;br /&gt;Podstawą do dyskusji będzie spektakl „Iwona, księżniczka Burgunda” w reż. Bogdana Toszy z Teatru im. Osterwy w Lublinie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Niedziela (18.12.), godz. 10:00 – 13:00 &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jak pisać o tańcu?&lt;br /&gt;Dlaczego taniec staje się coraz bardziej modny? Czy można pisać o tańcu, nie tańcząc? Jak ubrać w słowa swoje wrażenia? Te problemy poruszymy ostatniego dnia warsztatów.&lt;br /&gt;Podstawą do dyskusji będzie spektakl „Gracerunners” w chor. Karen Foss z Lubelskiego Teatru Tańca.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;Justyna Czarnota &lt;/span&gt;– absolwentka filologii polskiej ze specjalnością nauczycielską i teatrologiczną Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, słuchaczka podyplomowych studiów z zakresu redakcji językowej tekstu na Uniwersytecie Warszawskim, koordynatorka projektu Nowa Siła Krytyczna w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie. Niegdyś redaktor naczelna gazety festiwalowej „Piąta Ściana”. Od dawna – miłośniczka teatru; od niedawna – baczna obserwatorka i recenzentka produkcji teatralnych przeznaczonych dla dzieci i młodzieży. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warsztaty krytyki teatralnej adresowane są do studentów, którzy zainteresowani są poszerzeniem swojej wiedzy z zakresu sztuki pisania o teatrze dramatycznym, teatrze tańca i teatrze dla dzieci. Wspólnie z uczestnikami będziemy zastanawiać się nad specyfiką pracy krytyka oraz jego kompetencjami, analizując jednocześnie konkretne spektakle. Celem warsztatów jest rozbudzenie zainteresowania teatrem dla dzieci i młodzieży oraz teatrem tańca, zwykle rzadko opisywanymi w profesjonalny sposób, oraz doskonalenie językowe i merytoryczne przyszłych dziennikarzy działów kulturalnych.&lt;br /&gt;Efektem warsztatów będzie szereg recenzji opisujących najnowsze wydarzenia lubelskiego życia teatralnego, które zostaną zamieszczone na blogu prowadzonym przez Studenckie Koło Artystyczno-Naukowe Teatrologów (www.teatrologia-umcs.blogspot.com). Mamy nadzieję, że warsztaty przyczynią się do zwiększenia liczby redaktorów pisma teatralnego "Piąta Ściana", które towarzyszy lubelskim wydarzeniom teatralnym już od 6 lat. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Organizator: Studenckie Koło Artystyczno-Naukowe Teatrologów UMCS, Gazeta Festiwalowa „Piąta Ściana”&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-6082135105526882654?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/6082135105526882654/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/12/warsztaty-krytyki-teatralnej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/6082135105526882654'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/6082135105526882654'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/12/warsztaty-krytyki-teatralnej.html' title='WARSZTATY KRYTYKI TEATRALNEJ'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-EOfw-i2T1tA/TuZ_M5Kj5II/AAAAAAAAAwk/Duh4afModz4/s72-c/plakat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-9188384271488813245</id><published>2011-11-28T22:51:00.013+01:00</published><updated>2011-11-30T21:12:01.953+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONTESTACJE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='GALERIA ZDJĘĆ'/><title type='text'>Galeria  KONTESTACJI 2011</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-nrCoypR7KlQ/TtQCymXEJxI/AAAAAAAAAvE/VnpQolNMw4s/s1600/1.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-nrCoypR7KlQ/TtQCymXEJxI/AAAAAAAAAvE/VnpQolNMw4s/s400/1.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5680168098335041298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Chatka Żaka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-joLGX_hKahk/TtQDHp04byI/AAAAAAAAAvQ/dRwJIXanl6s/s1600/8.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-joLGX_hKahk/TtQDHp04byI/AAAAAAAAAvQ/dRwJIXanl6s/s400/8.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5680168460042661666" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czytelnia dramatu - Wejście smoka.Trailer&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-DrEiPLl2wv8/TtQJMCoEsRI/AAAAAAAAAvo/1RwtL7yAuto/s1600/12.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-DrEiPLl2wv8/TtQJMCoEsRI/AAAAAAAAAvo/1RwtL7yAuto/s400/12.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5680175132489068818" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czytelnia dramatu - Wejście smoka.Trailer&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-7YoEHnC2zWU/TtQHLTkB2iI/AAAAAAAAAvc/D5MvKHBMX4Y/s1600/10.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-7YoEHnC2zWU/TtQHLTkB2iI/AAAAAAAAAvc/D5MvKHBMX4Y/s400/10.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5680172920832383522" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czytelnia dramatu - Wejście smoka.Trailer&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-hIovni1tSVI/TtQJruriO-I/AAAAAAAAAv0/rsYhl3XkucY/s1600/15.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-hIovni1tSVI/TtQJruriO-I/AAAAAAAAAv0/rsYhl3XkucY/s400/15.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5680175676890692578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czytelnia dramatu - Wejście smoka.Trailer&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-PPsylPoLzG0/TtQKLWi_8AI/AAAAAAAAAwA/_eJWLUL7Oek/s1600/17.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-PPsylPoLzG0/TtQKLWi_8AI/AAAAAAAAAwA/_eJWLUL7Oek/s400/17.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5680176220168253442" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Edward Gramont (Teatr Terminus a Quo)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-BB_X4J2RCn4/TtQLFfM9m8I/AAAAAAAAAwM/2m_WaSYNMtc/s1600/21.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-BB_X4J2RCn4/TtQLFfM9m8I/AAAAAAAAAwM/2m_WaSYNMtc/s400/21.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5680177218924157890" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Justyna Jasłowska&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-lVnkEmoFJSU/TtQMOu52x2I/AAAAAAAAAwY/XArX_iTT_Vw/s1600/22.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-lVnkEmoFJSU/TtQMOu52x2I/AAAAAAAAAwY/XArX_iTT_Vw/s400/22.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5680178477269436258" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Justyna Jasłowska &amp; Dolar &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Zdjęcia Dorota Besztak&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;VII Studencki Ogólnopolski Festiwal Kontestacje - Lublin 24-27 listopada 2011&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-9188384271488813245?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/9188384271488813245/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/galeria-vii-kontestacji.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/9188384271488813245'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/9188384271488813245'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/galeria-vii-kontestacji.html' title='Galeria  KONTESTACJI 2011'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-nrCoypR7KlQ/TtQCymXEJxI/AAAAAAAAAvE/VnpQolNMw4s/s72-c/1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-2797272923452920102</id><published>2011-11-27T12:29:00.004+01:00</published><updated>2011-11-27T12:36:58.232+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONTESTACJE'/><title type='text'>Widzowie o  plakacie Kontestacji</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-dGkUJZiN47c/TtIgWspYTUI/AAAAAAAAAtM/O1MQsbkmvsc/s1600/baner%2Bkontestacje%2B750x234px.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 125px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-dGkUJZiN47c/TtIgWspYTUI/AAAAAAAAAtM/O1MQsbkmvsc/s400/baner%2Bkontestacje%2B750x234px.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5679637654381546818" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Zapytaliśmy kilku widzów Kontestacji jak podoba się im tegoroczny plakat festiwalu:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Wojtek, student prawa, Lublin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że mogę zaryzykować i powiedzieć, że podoba mi się tegoroczny plakat Kontestacji. Jak zwykle wzbudza wiele kontrowersji i skrajnych emocji. Ujmuje mnie jego surrealistyczna istota, nawiązanie do abstrakcji. Wykonany jest profesjonalnie i widać, że twórca zna się na rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Kasia, studentka ekonomia, Warszawa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Bardzo podoba mi się motyw kochanków. Zastanawia mnie tylko, o czym trzeba myśleć, żeby taki obraz połączyć z teatrem. Nawiązanie jest oryginalne, pasuje stonowanie i pastelowa kolorystyka. Tylko napisy mogłoby być bardziej kolorowe, bo trochę zlewają się z całością. Ogólnie jestem na tak, fajny pomysł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Magda, kulturoznawstwo, Lublin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Trudno mi powiedzieć, co myślę o plakacie. Jest na tyle pozbawiony realności, że fajnie wkomponowuje się w pojęcie alternatywy. Mam wrażenie, że już gdzieś widziałam podobny motyw, więc nie jest to nic odkrywczego. Być może o to chodzi, o nawiązanie do tradycji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Małgorzata, medycyna, Lublin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Plakat jest przerażający. Kojarzy mi się ze śmiercią, z okrutnym morderstwem, przed którym ofiarom nakładają na głowię worki, aby nie mogli rozpoznać oprawcy. Budzi we mnie bardzo negatywne odczucia i dziwię się, że w ogóle coś takiego oficjalnie promuje festiwal Kontestacje. Ten plakat zamiast przyciągać potencjalnych odbiorców, definitywnie ich odstrasza!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Kamila, prawo UW, Warszawa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Plakat bardzo fajny, oddziałuje na emocje. Słyszałam o nim zarówno wiele pozytywnych jak i negatywnych opinii i teraz ciężko mi się jednoznacznie do niego ustosunkować. Na pewno awangardowość, jaką prezentuje została ujęta w sposób niezwykły i ciekawy. Teatr studencki kojarzy się właśnie jeszcze z pewną anonimowością, alternatywnością. Twórcy jak ci ludzie z zasłoniętymi twarzami są prawie na takiej samej pozycji. Dla potencjalnego widza nie liczy się przecież kim jest twórca przedstawienia, które ogląda, kim są aktorzy, jakie role pełnią na co dzień w społeczności. Tak samo jak dla twórcy nie liczy się status społeczny odbiorcy. To niestety podejście obustronne. Pozostają oni zatem dla siebie ludźmi anonimowymi, bez twarzy tak jak te marionetki z obrazu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Bartek, grafik, Kraków&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Mam problem z tym plakatem. Zdecydowanie jest bardzo prowokujący, chociaż znając jego twórcę i wcześniejsze próby jego twórczości, choćby plakat na zeszłoroczną edycję LAF, nie ma się czego dziwić. Zabawna gra konwencją, wyrazista kontrastowość, obsesyjny niepokój. Pod względem graficznym jest bardzo czytelny, zarówno samo liternictwo jak i jego kolorystyka wpasowują się w całość. Natomiast jeśli chodzi o obraz to w tej kwestii pozostawia wiele do życzenia. Niemniej jednak plakat zwraca uwagę i niewątpliwie stanowi pretekst do długich dyskusji, co z kolei jest rolą prawdziwej sztuki, a przecież o to w tym wszystkim chodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Sandra, historia sztuki, Lublin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Lekko szokuje mnie wykorzystanie motywu zasłoniętych twarzy. Zupełnie nie rozumiem, co twórca miał na myśli i po co sięgał po tak trudny w odbiorze obraz. Z tego, co pamiętam motywacją René Magritte do namalowania obrazu „Kochanków” była dramatyczna śmierć jego matki. Popełniła ona samobójstwo i wyłowiono ją z rzeki z głową owiniętą białym prześcieradłem. To bardzo wstrząsnęło młodym malarzem i odbiło się później dość mocno na jego psychice, wpłynęło na sposób obrazowania. Co zaś motywowało twórcę plakatu do zastosowania tak kontrowersyjnej stylistyki? Chyba po prostu chęć wzbudzenia emocji i próba sensacji, co poniekąd osiągnął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Klaudia Olender&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;VII Studencki Ogólnopolski Festiwal Kontestacje - Lublin 24-27 listopada 2011&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-2797272923452920102?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/2797272923452920102/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/widzowie-o-tegorocznym-plakacie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/2797272923452920102'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/2797272923452920102'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/widzowie-o-tegorocznym-plakacie.html' title='Widzowie o  plakacie Kontestacji'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-dGkUJZiN47c/TtIgWspYTUI/AAAAAAAAAtM/O1MQsbkmvsc/s72-c/baner%2Bkontestacje%2B750x234px.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-6388857661661838807</id><published>2011-11-27T12:13:00.002+01:00</published><updated>2011-11-27T12:29:04.332+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONTESTACJE'/><title type='text'>Jajo niespodzianka - Izabela Śliwa „Fiu, Fiu!”</title><content type='html'>Muszę przyznać się, że nie zdarza mi się oglądać spektakli dla maluchów, dlatego spektakl Izabeli Śliwy trudno jest mi ocenić. Moje odczucia po zobaczeniu tego przedstawienia były mieszane, ale przeważyły rzeczy dobre. Przy czym zaznaczam, że na specyfice spektakli dla dzieci się po prostu nie znam – jeszcze. Z zaufanego źródła, czyli od znajomej pani teatrolog, dowiedziałam się jakich rzeczy nie powinno się robić podczas spektakli takich jak ten. Niestety okazało się, że wiele elementów w „Fiu, Fiu!” nie funkcjonuje jak należy, ale nie chcę ich tu wymieniać niczym litanii, wspomnę tylko o niektórych. Przede wszystkim spektakl okazał się bardzo krótki, trwał około 15  minut i skończył się w sposób dość gwałtowny, czyli zniknięciem zwierzątek za drzwiami sali. Poza tym jesienne liście, okazały się niewykorzystanym elementem scenografii i można się było bez nich z pewnością obejść, oszczędzając maluchom wdychania kurzu jaki się z nich potem unosił. Przerażającą postacią, która pojawiła się na zakończenie na scenie była papuga z głową kota. Zupełnie nie rozumiem, co to miało zilustrować dzieciom, a jestem mocno przekonana, że niejedno dziecko może się bardzo przestraszyć takiego stwora-potwora.&lt;br /&gt;Po wejściu na salę oczekiwałam, że znajdę się trochę w „innym świecie”. Poniekąd tak się stało, dzięki niewielkiej przestrzeni sali wypełnionej scenografią. Początkowo wszyscy widzowie mieli znaleźć dla siebie miejsce i usiąść na dywanie. Aktorka-kotek zachęcała dzieci do interakcji. Najważniejszym momentem dla dzieciaków, według mnie, okazał się ten, kiedy z ogromnego jaja wykluło się pisklę, wzbudził on silne emocje i zainteresowanie wśród najmłodszych. Przyznaję, że pomysł z jajem bardzo mi się spodobał. Kolorowe stroje ptaków przyciągały uwagę najmłodszych widzów. &lt;br /&gt;Uważam, że na największą pochwałę zasługuje osoba odpowiedzialna za muzykę podczas spektaklu, a właściwie to w jaki sposób radziła sobie z poniektórymi entuzjastycznie nastawionymi widzami. Liczyła się interakcja z maluchem, który mógł dotknąć, ale i wspólnie zagrać na instrumencie. Umiejętność zabawy z dziećmi, a nie ich kontrolowania podczas spektaklu, jest bardzo cenna.&lt;br /&gt;To, co według mnie najpiękniejsze podczas takiego spektaklu, to reakcje najmłodszych widzów, a te bywają naprawdę różne – od płaczu, poprzez śmiech i spontaniczne oklaski, aż po silne zaangażowanie czy strach o bohaterów. Liczą się przede wszystkim odczucia najmłodszych widzów, a jak sądzę te były w większości pozytywne. Nie oznacza to, że nad podniesieniem wartości spektaklu nie należy popracować. Owszem, należy i to sporo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Iwona Oroń&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;VII Studencki Ogólnopolski Festiwal Kontestacje - Lublin 24-27 listopada 2011&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-6388857661661838807?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/6388857661661838807/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/jajo-niespodzianka-izabela-sliwa-fiu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/6388857661661838807'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/6388857661661838807'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/jajo-niespodzianka-izabela-sliwa-fiu.html' title='Jajo niespodzianka - Izabela Śliwa „Fiu, Fiu!”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-1015413738410941163</id><published>2011-11-27T12:11:00.004+01:00</published><updated>2011-11-27T12:25:44.790+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONTESTACJE'/><title type='text'>Kiedy tańczę dzwoni budzik- Kolektyw Artystyczny Furu „Księżyc, księżyc umieranie – sekwencje improwizowane”</title><content type='html'>Kolektyw Artystyczny Furu starał się pokazać, że można wyjść na scenę i po prostu improwizować. Sposób reakcji widza staje się ważnym elementem spektaklu - nie wiem czy wszyscy zdają sobie sprawę jak bardzo istotnym.&lt;br /&gt;Dużym plusem było wykorzystanie motywu budzika, który odmierza czas do końca improwizowanego spektaklu. Z całą pewnością to ciekawe rozwiązanie. Muzyka jest kolejnym atutem, który dodaje wartość całości. Dźwięki i melodie odgrywane na żywo w pewnych momentach stają się zabawą z aktorkami, a także z widzem. Istotnym elementem nawiązania kontaktu z widownią był gwizdek, który w pewnym sensie stymulował zachowania artystek na scenie. Każdy komu nie spodobał się występ mógł użyć gwizdka, po czym na scenie improwizowane były kolejne sekwencje. Miało to zachęcić widzów do aktywnego uczestniczenia w tym wydarzeniu. Widz dzięki temu dostał szansę, aby wpłynąć na to, co działo się dookoła. Początkowym punktem przykuwającym uwagę podczas spektaklu był ruch sceniczny, który rozpoczął się na widowni, gdzie spośród wielu osób aktorki wyszły na scenę. Najpierw powoli i delikatnie, by potem przyspieszyć i dać się wciągnąć w wir tańca, który, jak deklarowały, „Sprawia, że jesteśmy wolni”.&lt;br /&gt;Przyznaję, że początkowo ruch na scenie przypominał mi bezcelowe pląsy, chaotyczne i niczym nieuzasadnione. Nierozdzielne były dla mnie przejścia, od zagranych deklaracji tego czym jest taniec dla poszczególnych osób występujących na scenie do momentów, w których artystki zwracały się bezpośrednio do widza. Początkowo nie byłam zachwycona pląsami, które widziałam na scenie. Piszę „pląsy”, bo ruch ten nie wydał mi się wystarczająco uzasadniony, był po prostu bez emocji. Nie podobało mi się, być może dlatego, że fragment ten okazał się za długi, czyli mówiąc wprost – nudny. &lt;br /&gt;W pewnym momencie jednak coś we mnie drgnęło i z uwagą zaczęłam śledzić to, co działo się na scenie. Forma zachęcenia widza i pobudzania go poprzez dźwięk gwizdka okazała się według mnie trafiona. Zwiększające się tempo odgrywanych scenek sprawiło, że stawały się one coraz zabawniejsze, coraz bardziej dynamiczne i kreatywne. Szczególnie spodobał mi się fragment obrazujący ćwiczenia, który klarownie pokazał ilustrację powiedzenia: „W zdrowym ciele, zdrowy duch”. Spektakl zakończył się dźwiękiem budzika, który to okazał się idealną klamrą spinającą całość. Podsumowując, dostrzegam plusy, ale i minusy tego przedsięwzięcia. Będę kibicować artystom związanym z Furu, ponieważ widzę sens w ich działaniach (szczególnie jeśli chodzi o kontakt z widownią), ale i potrzebę dopracowania pewnych elementów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Iwona Oroń&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;VII Studencki Ogólnopolski Festiwal Kontestacje - Lublin 24-27 listopada 2011&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-1015413738410941163?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/1015413738410941163/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/kiedy-tancze-dzwoni-budzik.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1015413738410941163'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1015413738410941163'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/kiedy-tancze-dzwoni-budzik.html' title='Kiedy tańczę dzwoni budzik- Kolektyw Artystyczny Furu „Księżyc, księżyc umieranie – sekwencje improwizowane”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-3721526610052672519</id><published>2011-11-27T12:10:00.001+01:00</published><updated>2011-11-27T12:29:50.842+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONTESTACJE'/><title type='text'>Niech nas boli, ale nie pozostawia śladów, czyli "Piosenki o wierze i poświęceniu"</title><content type='html'>Tegoroczny siódmy już Studencki Ogólnopolski Festiwal Teatralny Kontestacje w Lublinie rozpoczął projekt lokalny, czyli Czytelnia Dramatu przygotowana w ramach Przestrzeni Działań Teatralnych w Akademickim Centrum Kultury "Chatka Żaka". Cała idea przedsięwzięcia opiera się na zgłębianiu tekstów współczesnych młodych dramaturgów. Tym razem twórcy wzięli na warsztat tekst Przemysława Wojcieszka – „Piosenki o wierze i poświęceniu”, i był to wybór całkiem udany. Wojcieszek to bowiem reżyser bardzo ciekawy, dziś już z powodzeniem tworzy zarówno dla teatrów, jak i dla widza kinowego. Jednym z jego większych sukcesów był film „Doskonałe popołudnie”, nagrodzone m.in. Paszportem "Polityki", ale tym największym można dziś okrzyknąć sztukę i film „Made in Poland”.&lt;br /&gt;Wojcieszek w swojej reżyserskiej drodze wyrobił już sobie wyrazistą wizytówkę, często bowiem porusza tematy młodego pokolenia. Pokolenia, którego problemy i rozterki nie są wydumane. Twórca sam mówi, że w swoich sztukach i filmach lubi dawkować widzowi sentymentalizm, ale i plebejski humor, mimo że tematy jakie porusza nie są  banalne i błahe. Sam autor borykający się z rozterkami swojego życia ciekaw jest jak z takimi problemami radzą sobie inni. I tak słyszymy z ust Piotra w jednej z pierwszych scen Czytelni, że ten „nie potrzebuje w nic wierzyć, żeby rano wstać, wynieść śmieci”, podczas gdy jego żona Anna poszukuje sensu i przewodnictwa duchowego w Biblii. Dramat Wojcieszka to historia nie tylko zwykłych ludzi – tu pary trzydziestolatków, którzy nagle tracą syna, ale i historia zwykłego księdza, którego osobista tragedia polega na tym, że nie zna prawdziwego życia. Twórcy czytelni bardzo sprawnie stworzyli kreacje młodego duchowego przewodnika, przerysowali, trochę obśmiali. Cierpiąca kobieta w obliczu śmierci swojego dziecka  staje przed młodym natchnionym księdzem Mariuszem, notabene kolegą z czasów studiów, by usłyszeć stek nieprzystawalnych do życia cytatów z Pisma Świętego, wycinków z kazań i przemówień pogrzebowych. On nie potrafi zachować się jak kolega czy mężczyzna. I nie ma w tym żadnej przesady, że jego postać została tak czy inaczej potraktowana, obśmiana. Umiejętność łamania tabu, sarkastycznego śmiechu ze śmierci, patosu czy radosnego posłannictwa księży, na co pokusiła się zupełnie niedawno Szumowska w swoim głośnym filmie „33 sceny z życia”, jest nam bardzo potrzebna. Szumowska osiągnęła w ten sposób wręcz zawstydzający poziom autentyzmu.&lt;br /&gt; W Czytelni ciężar całej piątki bohaterów dźwigała na swoich barkach dwójka aktorów. Byli oni jednak na tyle wyraziści, że tekst, który został widzom tylko ekspresyjnie przeczytany, wybrzmiał przejrzyście i zrozumiale. Oprócz ciekawej kreacji księdza na uwagę zasługuje również postać prostytutki Agnieszki. Nie jest to ot zwykła dziewczyna, która zbłądziła, którą do decyzji o prostytucji przymusiło życie. Agnieszka to dziewczyna pewna siebie i raczej szczęśliwa, o której po prostu można powiedzieć, że jest cwana. Swój fach i cielesne doświadczenia traktuje jako coś wielkiego i wręcz mistycznego. Jej los splata się w dramacie z postacią korzystającego z jej usług, zapracowanego, ale osiągającego liczne sukcesy Piotra. Ich relacje to nie tylko masochistyczny seks – kobieta stara się przekazać mężczyźnie swoje życiowe prawdy, które momentami nabierają tonu nauk udzielanych przez księdza Mariusza. W efekcie daje to podobnie humorystyczny efekt. Dwie pary – ksiądz i Anna oraz Piotr i Agnieszka wzajemnie napędzają się i uzupełniają. Wszyscy prowadzą w swoim życiu podwójną moralność. Piotr zdradza Annę, Anna coraz bardziej angażuje się w przyjaźń z księdzem. Ostatecznie okazuje się, że nikt z nich świętym nie jest i raczej nim nie zostanie. Tekst Wojcieszka w wykonaniu twórców Czytelni dramatu to opcja ciekawa i godna obejrzenia. Minimalizm wykonania – bo Czytelnia jak nazwa wskazuje to projekt nie grany a ekspresyjnie czytany, pozwolił twórcom na pełne skupienie się i pochylenia nad dramatem. Dramaturg i odtwórcy postawili na tekst, który bywa bezwstydny, niezwykle szczery, nie ugrzecznia, nie koloryzuje – tekst o traumie śmierci, zdradzie, dojrzewaniu i nieprzystawalności kościoła. Tekst, który bez ogródek wywleka mroki ludzkiej duszy na widok publiczny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Agnieszka Wójtowicz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;VII Studencki Ogólnopolski Festiwal Kontestacje - Lublin 24-27 listopada 2011&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-3721526610052672519?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/3721526610052672519/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/niech-nas-boli-ale-nie-pozostawia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3721526610052672519'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3721526610052672519'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/niech-nas-boli-ale-nie-pozostawia.html' title='Niech nas boli, ale nie pozostawia śladów, czyli &quot;Piosenki o wierze i poświęceniu&quot;'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-960956458772831959</id><published>2011-11-27T12:05:00.000+01:00</published><updated>2011-11-27T12:27:28.414+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONTESTACJE'/><title type='text'>Niekończąca się walka - Teatr Widzenie  „Wojna wciąż trwa”</title><content type='html'>Czym właściwie jest wojna? Jakie są jej konsekwencje? Jak oddziałuje na człowieka?  Zgadzam się, pytania te są banalne. Ponadto na tyle oczywiste, że już się nad nimi nie rozwodzimy. Po co? Przecież żyjemy w „wolnej Polsce”. Interesujące nas konflikty dotyczą głównie Bliskiego Wschodu, gdzie stacjonuje nasze wojsko. Jednak czy walki niedotyczące bezpośrednio Polski nie mają na nas wpływu?&lt;br /&gt;Spektakl Adama Bartosia porusza temat konfliktu zbrojeniowego między Rosją a Czeczenią. Wiemy, że taki spór miał miejsce, ale wiedza ta jest chaotyczna, przefiltrowana przez media. W podobny sposób reżyser konstruuje akcję spektaklu – sceny są niespójne, wydają się być marzeniami sennymi (w tym przypadku koszmarami), wyobrażeniami, wspomnieniami. Oniryczne wrażenie wzmacnia delikatne światło lampek w zupełnie ciemnej przestrzeni. Najbardziej dramatycznym snem bohatera okazuje się potężna bomba, którą to, dzięki podświetleniu,  widownia nagle zauważa tuż  nad swoimi głowami. Efekt potęguje wytworzony cień na pustej ścianie.&lt;br /&gt;Każdy z pięciu bohaterów zasiadających za szerokim stołem nazywa siebie partyzantem, głośno maszeruje i symbolicznie morduje przy żywiołowej grze akordeonu, żeby zaraz potem pracować przy budowie wyrabiając dwieście procent normy ku chwale Rosji. W pewnym momencie widzowie obserwują prezentację krwistoczerwonych płaszczy wzorowaną na pokazie mody, by chwilę później znaleźć się na pogrzebie Stalina. &lt;br /&gt;W taki sposób widzi tę wojnę młode pokolenie. Jest to co prawda nieuporządkowane spojrzenie, ale na swój sposób dojrzałe. Dowodzi o rzezi niewinnych ludzi, śmierci, która zaskoczyć może  we własnym łóżku. Konflikt stanowi dla młodych lekcję o okrutnej rzeczywistości, której prędzej czy później doświadczą. Pozostawia ich sumieniom to, w jaki sposób traktują czeczeńskich emigrantów – jako przybłędów z nieznanego kraju czy w ogóle ich nie zauważają?&lt;br /&gt;Jestem za tym, aby przedstawienie odczytać także jako walkę w rozumieniu uniwersalnym. Wychodząc ze spektaklu zastanawiałam się w ilu wojnach uczestniczę? Jako społeczeństwo od czasu do czasu walczymy z krzyżem,  z rakiem, z uzależnieniami, z głodem na świecie, o orzełka na koszulkach reprezentacji piłki nożnej… I nagle uświadamiamy sobie, że ta lista nie ma końca. Cały czas jesteśmy w stanie wojny. Mało tego – staczamy bardzo wiele starć jednocześnie. Pojedynkujemy się z rzeczywistością, z losem, niekoniecznie podejmując rękawicę. Także z samym sobą. Niezależnie od tego czy atakujemy czy jesteśmy atakowani – całe nasze życie jest ukształtowane przez nieustanną walkę.&lt;br /&gt;Spektakl miał swoją premierę w kwietniu 2008 roku, rok przed ogłoszeniem pokoju między zwaśnionymi narodami. Niestety, mimo formalnego zakończenia, do tej pory dochodzi do zamachów. Wojna wciąż trwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W. A.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;VII Studencki Ogólnopolski Festiwal Kontestacje - Lublin 24-27 listopada 2011&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-960956458772831959?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/960956458772831959/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/niekonczaca-sie-walka-teatr-widzenie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/960956458772831959'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/960956458772831959'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/niekonczaca-sie-walka-teatr-widzenie.html' title='Niekończąca się walka - Teatr Widzenie  „Wojna wciąż trwa”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-5343482344875284864</id><published>2011-11-26T12:41:00.003+01:00</published><updated>2011-11-28T12:24:02.640+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONTESTACJE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='GALERIA ZDJĘĆ'/><title type='text'>K-O-N-T-E-S-T-A-C-J-E</title><content type='html'>Jak co roku litery Kontestacji opanowały miasto. W tym roku zdobyły też nowe przestrzenie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-fWExKBxa4cE/TtIkJc1Yc5I/AAAAAAAAAuU/UzuF2qVQOow/s1600/PB210017.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-fWExKBxa4cE/TtIkJc1Yc5I/AAAAAAAAAuU/UzuF2qVQOow/s400/PB210017.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5679641824845132690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-tFbGoIvw7Z8/TtIkDPTR0HI/AAAAAAAAAuI/wXXJfloFrkw/s1600/PB210042.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-tFbGoIvw7Z8/TtIkDPTR0HI/AAAAAAAAAuI/wXXJfloFrkw/s400/PB210042.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5679641718133215346" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-X-CGypdZ5KI/TtIkXET0L7I/AAAAAAAAAus/RA2aZgGHSdU/s1600/PB210048.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-X-CGypdZ5KI/TtIkXET0L7I/AAAAAAAAAus/RA2aZgGHSdU/s400/PB210048.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5679642058780061618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-P7bEWihZCyo/TtIkQPPHF_I/AAAAAAAAAug/xtPApx-lF7k/s1600/PB210045.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-P7bEWihZCyo/TtIkQPPHF_I/AAAAAAAAAug/xtPApx-lF7k/s400/PB210045.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5679641941454034930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-dk8p7aceANI/TtIjumEprhI/AAAAAAAAAtw/CJoJ-YF0lkw/s1600/P1010034.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-dk8p7aceANI/TtIjumEprhI/AAAAAAAAAtw/CJoJ-YF0lkw/s400/P1010034.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5679641363468627474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-Z_JvG17RzGE/TtIjej7fLVI/AAAAAAAAAtk/MfQXP---djA/s1600/P1010033.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Z_JvG17RzGE/TtIjej7fLVI/AAAAAAAAAtk/MfQXP---djA/s400/P1010033.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5679641088015412562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-ioQ90Ei1Oao/TtIiTSLKebI/AAAAAAAAAtY/hX6lCMroWHU/s1600/P1010032.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-ioQ90Ei1Oao/TtIiTSLKebI/AAAAAAAAAtY/hX6lCMroWHU/s400/P1010032.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5679639794759137714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;VII Studencki Ogólnopolski Festiwal Kontestacje - Lublin 24-27 listopada 2011&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-5343482344875284864?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/5343482344875284864/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/k-o-n-t-e-s-t-c-j-e.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5343482344875284864'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5343482344875284864'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/k-o-n-t-e-s-t-c-j-e.html' title='K-O-N-T-E-S-T-A-C-J-E'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-fWExKBxa4cE/TtIkJc1Yc5I/AAAAAAAAAuU/UzuF2qVQOow/s72-c/PB210017.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-5455007319365499439</id><published>2011-11-14T23:33:00.009+01:00</published><updated>2011-11-29T11:13:46.904+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONTESTACJE'/><title type='text'>VII SOFT Kontestacje - Lublin 24-27 listopada 2011</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Zapraszamy na VII Studencki Ogólnopolski Festiwal Kontestacje - &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-YKkFH4aaj1E/TsGX8wAhnEI/AAAAAAAAAs0/pHbtGz7KHWY/s1600/baner%2Bkontestacje%2B750x234px.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 125px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-YKkFH4aaj1E/TsGX8wAhnEI/AAAAAAAAAs0/pHbtGz7KHWY/s400/baner%2Bkontestacje%2B750x234px.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5674984075398585410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tematem festiwalu jest kontestacja, sprzeciw wobec zastanej rzeczywistości, bunt.&lt;br /&gt;Temat poddawany w wątpliwość już na zeszłorocznej edycji. Czy młody teatr nadal kontestuje? Czy może kontestuje dziś nieco inaczej? Albo czy dzisiaj kontestacja jest w ogóle komukolwiek potrzebna? Jak rozumiemy Kontestację? Zapraszamy na festiwal i na dyskusję dotyczącą tego problemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas tegorocznej edycji uruchomiona zostaje Scena Monodramu w Sali Czarnej Chatki Żaka oraz Scena Performance w przestrzeni kawiarni ACK. Każdy dzień kończymy panelem dyskusyjnym i koncertem w Nowej Scenie Opium, spektakle będzie można oglądać na scenie Chatki Żaka oraz w Domu Kultury LSM.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Zapraszamy, organizatorzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czwartek 24.11.2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;• 16.00 Czytelnia Dramatu – Przemysław Wojcieszek „Piosenki o wierze i poświęceniu”(SC)&lt;br /&gt;• 17.00 Teatr Pierwszego Kontaktu (Lublin) „Witkacy bez końca” (SW)&lt;br /&gt;• 18.15 Scena Performance – Szymon Pietrasiewicz (Lublin)"Leczenie głupoty" (kawiarnia)&lt;br /&gt;• 19.00 Kolektyw Artystyczny Furu (Warszawa) „Księżyc, księżyc umieranie – sekwencje improwizowane” (SW)&lt;br /&gt;• 20.00 Teatr WAK – „52” (DK LSM)&lt;br /&gt;• 21.15 Panel dyskusyjny (foyer)&lt;br /&gt;• 22.15 Sex Machine Band – koncert (SO) &lt;br /&gt;• 23.00 After party w Opium – Sebastian Kozak (SO)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Piątek 25.11.2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;• 9.00, 10.00, 11.00,12.00 Izabela Śliwa „Fiu, Fiu!” (Lublin) – spektakl dla dzieci (SC)&lt;br /&gt;• 17.30 Teatr Widzenie (Lublin) „Wojna wciąż trwa” (SW)&lt;br /&gt;• 18.15 Scena Monodramu – Chance Theatre (Warszawa) „Jeppe” (SC)&lt;br /&gt;• 19.15 Scena Performance – Paweł Korbus (Lublin)„Wolałbym nie” (kawiarnia) &lt;br /&gt;• 19.45 Scena Performance – Dominik Złotkowski (Poznań) „Santo subito” (kawiarnia) &lt;br /&gt;• 20.15 Kompania Teatralna Mamro (Białołęka) „Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna” (SW)&lt;br /&gt;• 21.30 Panel dyskusyjny (foyer)&lt;br /&gt;• 22.30 JoãoBAB – koncert (SO)&lt;br /&gt;• 23.30 After party w Opium – Śmierć Disko Sound(s) (SO)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Sobota 26.11.2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;• 14.30 Warsztaty wokalne z Karoliną Cichą (SC)&lt;br /&gt;• 16.00 PREMIERA: Audiowizualny projekt Teatru Bocznego (Lublin) „Rachunek nieprawdopodobieństwa” (MS)&lt;br /&gt;• 17.00 Teatr CST (Cieszyn) „Bolko Kantor” (SW) &lt;br /&gt;• 18.30 Teatr Delikates (Pisz)„Pozor uż nemôżem” (foyer) &lt;br /&gt;• 19.30 PREMIERA: Teatr Lustra Strona Druga (Gdańsk) „Makbet / Impresje” (SW) &lt;br /&gt;• 21.00 Panel dyskusyjny (foyer)&lt;br /&gt;• 22.15 „Karolina Cicha Solo” (Białystok) – koncert (SW)&lt;br /&gt;• 23.15 After party w Opium – Multikulti&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Niedziela 27.11.2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;• 14.30 Warsztaty wokalne z Karoliną Cichą (SC)&lt;br /&gt;• 17.00 Czytelnia Dramatu – Mateusz Pakuła „Wejście smoka. Trailer” (SC)&lt;br /&gt;• 18.30 Justyna Jasłowska (Lublin) „November” (SW)&lt;br /&gt;• 19.30 Scena Monodramu – Teatr CST (Cieszyn) „Russkij Ostrov” (SC)&lt;br /&gt;• 20.30 Teatr Terminus A Quo (Nowa Sól) „Spokojnie” (SW)&lt;br /&gt;• 21.15 Panel dyskusyjny (foyer)&lt;br /&gt;• 22.00 Paru Ludzi  – koncert (SO) &lt;br /&gt;• 23.00 After party w Opium – Jam session (SO) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ceny biletów: &lt;/span&gt;karnet na cały Festiwal – 40 zł (ulgowy 30 zł), bilet na jeden dzień Festiwalu – 20 zł (ulgowy 10 zł), bilet na jeden spektakl – 10 zł (ulgowy 7 zł), koncerty i after party w Opium – 7 zł, spektakl dla dzieci – 10 zł, Czytelnia Dramatu – wstęp wolny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Warsztaty wokalne z Karoliną Cichą &lt;/span&gt;– 20 zł (z karnetem na cały Festiwal – bezpłatne)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Rezerwacja biletów na spektakl dla dzieci:&lt;/span&gt; przedzial.teatr@gmail.com lub tel. 696 432 053 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Miejsca: &lt;/span&gt;SW – Sala Widowiskowa ACK UMCS „Chatka Żaka”, ul. Radziszewskiego 16, SC – Sala Czarna ACK UMCS „Chatka Żaka”, ul. Radziszewskiego 16, SO – Opium Cafe/Scena, ul. Langiewicza 10, DK LSM – Dom Kultury LSM, ul. Wallenroda 4a&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-5455007319365499439?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/5455007319365499439/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/vii-soft-kontestacje.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5455007319365499439'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5455007319365499439'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/vii-soft-kontestacje.html' title='VII SOFT Kontestacje - Lublin 24-27 listopada 2011'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-YKkFH4aaj1E/TsGX8wAhnEI/AAAAAAAAAs0/pHbtGz7KHWY/s72-c/baner%2Bkontestacje%2B750x234px.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-5708449810345297107</id><published>2011-11-14T14:55:00.006+01:00</published><updated>2011-11-29T11:14:35.521+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONTESTACJE'/><title type='text'>VII Studencki Ogólnopolski Festiwal Kontestacje - Lublin 24-27 listopada 2011 - szczegółowy program</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-31bp8Eaa548/TsJ0FRH3fqI/AAAAAAAAAtA/Higc4Qw-F88/s1600/Kontestacje%2B2011.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 281px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-31bp8Eaa548/TsJ0FRH3fqI/AAAAAAAAAtA/Higc4Qw-F88/s400/Kontestacje%2B2011.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5675226114284813986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;CZWARTEK 24.11.2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16.00 Czytelnia Dramatu Przemysław Wojcieszek „Piosenki o wierze i poświęceniu”(SC)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;„Piosenki o wierze i poświęceniu” to jedna z najnowszych sztuk teatralnych Przemysława Wojcieszka – reżysera filmowego i teatralnego, scenarzysty i dramatopisarza.  To dramat, który – jak mówi sam autor w wywiadzie dla „Dialogu” – traktować ma o silnym związku między religią a seksualnością człowieka. Pod wpływem traumy, jaką jest śmierć dziecka, cztery postaci – mąż, żona, ksiądz i prostytutka – podejmują między sobą trudne rozmowy, kłócą się, pocieszają, zdradzają i uspokajają. Przemiana bohaterów następuje w kontekście relacji między kobietą a mężczyzną, co zdaniem dramatopisarza, jest tematem rzadko podejmowanym w polskim teatrze. &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;17.00 Teatr Pierwszego Kontaktu (Lublin) „Witkacy bez końca” (SW)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Przedstawienie „Witkacy bez końca” oparte jest na motywach dramatu S.I. Witkiewicza „Matka” oraz na podstawie relacji ostatniej partnerki artysty – Czesławy Korzeniowskiej. Przeżyła ona próbę samobójczą próbując zabić się wraz z Witkacym 17 września 1939 r. w Jeziorach. Spektakl to portret artysty niezrozumiałego przez otoczenie i osamotnionego w świecie własnych idei.&lt;br /&gt;Teatr Pierwszego Kontaktu powstał w październiku 2005 roku przy Wojewódzkim Ośrodku Kultury w Lublinie, w wyniku współpracy z założycielem Teatru Scena 6: Henrykiem Kowalczykiem. Inicjatorami i pomysłodawcami teatru jest para instruktorów teatralnych: Tomasz Załucki i Mariola Strzelczyk.&lt;br /&gt;Scenariusz, reżyseria, scenografia: Tomasz Załucki&lt;br /&gt;Aranżacja muzyczna: Maciej Wieżyński&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;18.15 Scena performance - Szymon Pietrasiewicz (Lublin) "Leczenie głupoty"  (kawiarnia)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Człowiek zostanie poddany fizycznym bodźcom doprowadzonym do skrajności.&lt;br /&gt;Upokorzenie, ból, strach.Podczas działania publiczność będzie mogła zaspokoić swoje najskrytsze pragnienia estetyczne. Miłego podglądania.&lt;br /&gt;Szymon Pietrasiewicz - performer i animator kultury. Z Kontestacjami związany od samego początku  - najpierw jako organizator, potem jako występujący artysta. Znany z akcji budzących kontrowersje. &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;19.00 Kolektyw Artystyczny Furu (Warszawa) „Księżyc, księżyc umieranie - sekwencje improwizowane” (SW)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W spektaklu improwizacja ruchowa i muzyczna jest jedyną metodą tworzenia. Widz jest  jej dyrygentem - dzięki gwizdkowi, który otrzymuje od nas na początku, posiada możliwość wpływania na to, co wydarza się na scenie. Tytuł – „Księżyc księżyc umieranie” to pejoratywne określenie nadmiernego natchnienia/przeżywania tańca. Objawia się przesadzonymi gestami, z kultowym już wzniesieniem prawej ręki w stronę księżyca i pozostawieniem lewej na sercu lub na czole. Spektakl ironizuje wokół tego tematu i eksploatuje możliwości ruchu ciała w przestrzeni.&lt;br /&gt;Pomysł, realizacja, improwizacja ruchowa: Nela Mitukiewicz / Małgorzata Rostkowska / Basia Songin&lt;br /&gt;Improwizacja muzyczna: Marcin Drabik / Łukasz Owczynnikow&lt;br /&gt;Kolektyw Artystyczny FURU zawiązał się w marcu 2010 z inicjatywy Barbary Songin, tworzą go niezależni artyści różnych dziedzin sztuki. Ich dzieła są na pograniczu muzyki, tańca, teatru, cyrku i sztuk plastycznych. &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;20.00 Teatr WAK - „52” (DK LSM)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Spektakl opiera się na fragmentach z „Czekając na Godota” S. Becketta i „Uczty” Platona. Składa się z kilku scen opowiadających o współczesnym człowieku, który w celu zapewnienia sobie godnych warunków życia jest w stanie pracować w różnych, nie do końca zgodnych ze swoimi zainteresowaniami, zawodach. Potrzebuje silniejszych sposobów na odreagowanie codziennej walki z samym sobą - sięga po używki pomagające mu poczuć maksymalną swobodę. Wtedy też przypomina sobie o ideach i wartościach, którymi mógłby się kierować, gdyby nie musiał zabiegać o dobra materialne.&lt;br /&gt;„52” to spektakl przygotowany przez Daniela Chlibiuka na egzamin dyplomowy ze specjalizacji teatralnej w ramach studiów na kierunku Pedagogika o specjalności Animator i Menedżer Kultury na lubelskim UMCS. Premierowy pokaz odbył się w maju 2011 roku. &lt;br /&gt;Reżyseria: Daniel Chlibiuk&lt;br /&gt;Występują: Marek Żmuda i Piotr Deneka&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;21.15 Panel dyskusyjny (foyer) prowadzenie Gabriela Żuk&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;22.15 Sex Machine Band – koncert (SO&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;Sex Machine Band to żywiołowa funkowa muza, która nie pozwala ustać w miejscu.  Zespół tworzą: Marcin 'Sushkin' Suszek - wokal/trąbka, Tomek 'DD' Deutryk – perkusja, Piotrek 'Piter' Dankiewicz – bas, Tomek 'Piatas 'Piątek – saxofon, Bartek 'Bartez 'Węgliński – gitara. Pochodzą z Lublina. Ich hasło to „We want the funk!”&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;23.00 After party w Opium - Sebastan Kozak – dj set (OS)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;PIĄTEK 25.11.2011 &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;9.00, 10.00, 11.00, 12.00 Izabela Śliwa „Fiu, Fiu!” - spektakl dla dzieci (SC)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Spektakl dla najnajmłodszych, czyli dla dzieci w wieku wczesnoprzedszkolnym. Ze względu na wiek i związane z nim możliwości percepcji młodego widza fabuła zredukowana została do minimum. Reżyserka spektaklu postawiła duży nacisk na warstwę akustyczną i zmysł dotyku.  Dorosłych wpuszczamy tylko z dziećmi.&lt;br /&gt;Reżyseria i scenografia: Izabela Śliwa&lt;br /&gt;Choreografia: Dorota Porowska&lt;br /&gt;Obsada: Izabela Śliwa, Dorota Porowska&lt;br /&gt;Światło: Łukasz Gładysz&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;17.30 Teatr Widzenie (Lublin) „Wojna wciąż trwa” (SW)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;„Wojna wciąż trwa” to spektakl poświęcony zestawieniu trzech tematów: miłości, Rosji i wojnie. W czasie przedstawienia usłyszymy niejeden cytat z Czeczeńskiej poezji, Cohena, Tuwima, Biblii i pogrzebu Stalina. Spektakl był tworzony drogą aktorskich improwizacji. &lt;br /&gt;Scenariusz i reżyseria: Adam Bartoś&lt;br /&gt;Lubelski Teatr Widzenie, założony i prowadzony przez Adama Bartosia, funkcjonuje od 2001 r. Tworzy go grupa pasjonatów sztuki teatru i animatorów kultury, którzy współpracują z ACK UMCS „Chatka Żaka”.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;18.15 Scena monodramu – Chance Theatre (Warszawa) „Jeppe” (SC)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Inspiracją monodramu „Jeppe” był film Larsa von Triera „Idioci". Opowiada historię członka zbuntowanej grupy ludzi, którzy symulując choroby psychiczne pozwalali sobie na przekraczanie norm społecznych. Grupa rozpadła się, ale Jeppe pozostał wierny jej ideom. Powrót do rzeczywistości oznaczałby dla niego utratę pozornej, bo uzależnionej od łamania konwenansów wolności. Smutek i osamotnienie to cena jaką płaci za usprawiedliwiającą brak logiki wolność. Bohaterowi pozostają tylko emocje, jedyne prawo rządzące jego światem. Pobyt w pokoju Jeppe to możliwość zmierzenia się z traumatycznymi przeżyciami, zazwyczaj  spychanymi w podświadomość albo rozpamiętywanymi samotnie. Widz jako świadek tych rozważań, musi zastanowić się czym jest tak zwana normalność, która definiuje obłęd.&lt;br /&gt;Marcin Zarzeczny to zawodowy aktor, występował m. in w spektaklach Teatru na Woli, Sceny In Vitro, Teatru Polskiego ze Szczecina. &lt;br /&gt;Reżyseria: Ewa Kaleta, Marcin Zarzeczny&lt;br /&gt;Produkcja: Chance Theatre i Teatr Druga Strefa&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;19.15 Scena performance - Paweł Korbus (kawiarnia)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;„wolałbym nie&lt;br /&gt;wolność i przyjemność&lt;br /&gt;w życiu chcę zajmować się tylko sztuką i seksem”&lt;br /&gt;Zawieszenie pomiędzy sprzecznymi potrzebami, poddawanie się kulturowej dyscyplinie, zasada powściągliwości, zasada przyjemności, hedonizm refleksyjny, zupa domysłów, chmura skojarzeń, konkurs piękności i fajności. Przechylam się w kierunku hasła Bartleby’ego "wolałbym nie". Fetysze, grzechy, abstrakcje, rejony nieoznaczone, wycofanie, trwanie. Sztuka jest najważniejsza!&lt;br /&gt;Paweł Korbus - performer, aktor, scenograf, artysta wizualny. Związany m. in. ze Stowarzyszeniem Teatralnym Chorea, neTTheatre, ostatnio Teatrem Bocznym.  Prowadzi Studio Artystyczne ARTKOR w Świdniku. Specjalnie na Kontestacje artysta przygotuje instalację.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;19.45 Scena Performance – Dominik Złotkowski (Poznań) „Santo subito” (kawiarnia) &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Praca ta stawia pytanie o sens istnienia autorytetów - czy są nam potrzebne? Jeśli tak, to czy można je poddać krytyce, zdekonstruować mit bohatera, który jest takim samym człowiekiem jak my? A jeśli się ściągnie z cokołu owego bohatera, to czy można zastąpić go innym bohaterem? Jakim? Kto może nim zostać?&lt;br /&gt;Dominik Złotkowski to aktor, performer, animator kultury, nauczyciel akademicki. Wielokrotnie prezentował swoje prace na Kontestacjach.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;20.15 Kompania Teatralna Mamro - „Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna” (SW)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;„Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna” to sztuka chorwackiego autora Ivo Brešana, który historię duńskiego księcia wpisał w rzeczywistość socjalistycznej spółdzielni rolnej. Bohaterami są spółdzielcy z dalmackiej wioski, którzy wystawiają amatorskie przedstawienie "Hamleta". Podczas prób odkrywają coraz więcej analogii między gnijącym państwem duńskim pokazywanym przez Szekspira, a swoim życiem przeżartym przez zło. Spektakl zdobył liczne nagrody.&lt;br /&gt;Kompania Teatralna Mamro działa od 2004 roku przy Białołęckim Domu Kultury w Warszawie.&lt;br /&gt;Reżyseria: Grzegorz Reszka&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;21.30 Panel dyskusyjny (foyer)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;22.30 JoãoBAB - koncert (SO)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;JoãoBAB to projekt João - odpowiedzialnego za słowa i B.A.B. - odpowiedzialnego za muzykę. João i B.A.B., jako osobnicy mający szerokie zainteresowania oraz problemy z kolokacjami, komentują życie lubelskie w sposób bardzo subiektywnie-prozaiczny, z lekką domieszką pejoratywnej sublimacji zaprzężonej. JoãoBAB wystąpią w towarzystwie dwóch uzdolnionych Lublinian i tak do końca nie wiedzą co zaprezentują. Na pewno się postarają. Chyba.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;23.30 After party w Opium - Śmierć Disko Sound(s) (OS)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;SOBOTA 26.11.2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16.00 PREMIERA: Audiowizualny projekt Teatru Bocznego (Lublin) „Rachunek nieprawdopodobieństwa” (MS)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Koncepcja: Maciej Połynko&lt;br /&gt;Video: Maciej Połynko, Karol Rębisz&lt;br /&gt;Audio: Tomasz Młynarski, Maciej Połynko&lt;br /&gt;Słowa: Wojciech Hawryluk&lt;br /&gt;Współpraca: Michał Jadczak, Paweł Korbus, Paulina Połowniak&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;17.00 Teatr CST (Cieszyn) „Bolko Kantor” (SW)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;„Bolko Kantor” to spektaklu o Adolfie Bolko Kantorze – przedwojennym mistrzu boksu, żołnierzu, patriocie i społeczniku pochodzącym z Cieszyna.  Bolko walczył z całym światem, z historią. Najpierw z faszyzmem, potem z komunizmem, a zawsze z ludzką niegodziwością i głupotą. Walczył o zdrowe społeczeństwo. O prawdę.&lt;br /&gt;CST istnieje od 2000 roku. W 2005 roku jego twórcom udało się stworzyć Ośrodek Teatru Kultur we wsi Morochów, gdzie organizowany jest festiwal teatralny.&lt;br /&gt;Występują: Katarzyna Słupczyńska, Joanna Rakus, Monika Serafin, Dagmara Stanosz,  Bogusława Słupczyński, Szymon Pilch, Łukasz Matuszek, Wojciech Kadłubiec, Jarosław Maszluch, Tomasz Kłaptocz, Szymon Słupczyński&lt;br /&gt;Reżyseria: Bogusław Słupczyński&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;18.30 Teatr Delikates „Pozor uż nemôżem” (foyer)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Spektakl dotyczy kwestii  istnienia św. Graala.  Zadając sobie całą masę pytań dotyczących Graala dochodzimy do wniosku, że może on być wszystkim i wszędzie. W tym poważnym temacie próby odkrycia tajemnicy nie mają nic wspólnego  z poważnymi badaniami.&lt;br /&gt;Teatr Delikates tworzy Wiktor Malinowski i Małgorzata Meller. Jego nazwa pochodzi od  miana każdemu znanych sklepów, a celem działania jest stworzenie teatru pełnego smakowitych specjałów.&lt;br /&gt;Scenariusz, tekst: Wiktor Malinowski&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;19.30 Teatru Lustra Strona Druga (Gdańsk) ,,Makbet / Impresje’’  (SW)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Spektakl ,,Makbet / Impresje’’  jest w wielu aspektach przedstawieniem przełomowym  i ryzykownym dla Teatru Lustra Strona Druga. Po raz pierwszy  tak dużą rolę odegra tu tekst (fragmenty wspaniałego tłumaczenia Antoniego Libery), a tempo gry zostało spowolnione, by  nadać przedstawieniu bardziej refleksyjną formę. W Lublinie odbędzie się premiera spektaklu!&lt;br /&gt;Teatr Lustra Strona Druga  to niezależny teatr z Trójmiasta,  założony w 2005 roku przez Alicję Mojko. Obecnie działa przy Akademickim Centrum Kultury Uniwersytetu Gdańskiego ,,Alternator’’. Grupa została bardzo ciepło przyjęta podczas zeszłorocznej edycji Kontestacji.&lt;br /&gt;Występują: Paweł Opieszyński, Weronika Podlesińska, Celina Fit, Paula Siwak, Adriana Lisewska, Adam Akerman, Monika Bartoszewicz, Paweł Oleksiński, Katarzyna Huzarska, Maciej Gorczyński &lt;br /&gt;Reżyseria: Maciej Gorczyński&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;20.30 Panel dyskusyjny (foyer)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;22.00 „Karolina Cicha Solo” (Białystok) – koncert (SW)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Instrumentów jest kilka. Artystka jest jedna. Obsługuje niekiedy kilka instrumentów na raz. Przy klawiaturze fortepianu, z akordeonem na ramionach, z bębnami, które obsługuje stopą, sprawiać może chwilami wrażenie wielkiego muzycznego organizmu. Organizmu, z którego dobywa się głos o ogromnej skali i emocjonalności, głos, który jest „czystą ekspresją”. Oryginalność ekspresji artystki reprezentować mogą wykonania nagradzane na najbardziej prestiżowych festiwalach wokalnych w Polsce i za granicą oraz wieloletnia praca w roli odtwórcy tytułowych ról w teatrze Gardzienice.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;23.00 After party w Opium - Multikulti&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;NIEDZIELA 27.11.2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;17.00 Czytelnia Dramatu Mateusz Pakuła „Wejście smoka. Trailer” (SC)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W ramach Czytelni Dramatu aktorzy studenckich teatrów amatorskich przeczytają kolejną – po tekście „Marcin wieczny Artur” – sztukę młodego polskiego dramatopisarza, Mateusza Pakuły. „Wejście smoka. Trailer” to tekst odwołujący się do właściwych pokoleniu autora młodzieńczych fascynacji filmami o sztukach walki. Operuje on na micie Bruce’a Lee i jego syna, Brandona, ale też prześmiewa współczesne efekciarstwo w sztuce. A może jest tylko zabawą. Premiera spektaklu odbyła się we wrześniu bieżącego roku w Teatrze Łaźnia Nowa w Krakowie.&lt;br /&gt;Gościem specjalnym spotkania, podobnie jak podczas czytania jego poprzedniej sztuki w styczniu 2011 roku, będzie autor tekstu.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;18.30 Justyna Jasłowska (Lublin) „November” (SW)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Solo Jasłowskiej odnosi się do treści „Pani Dolloway” Virginii Woolf, stawia uniwersalne pytania dotyczące szczęścia oraz upływu czasu. Pojawia się refleksja - czy istnieje decydująca, jedyna chwila wyboru, a nie dostrzegając jej tracimy możliwość powrotu? Czy dokonane wybory były słuszne? Jednoczesna ucieczka od prawdziwej, szalenie nieznośnej odpowiedzi. Wykonywane przez Dolara na żywo utwory stanowią tło dźwiękowo-estetyczne i swoistą linię narracyjną spektaklu. Raper-performer z własnej perspektywy czyni komentarz, refleksję wobec stawianych pytań. &lt;br /&gt;Justyna Jasłowska to performerka, tancerka i choreograf związana z Lubelskim Centrum Kultury, współpracowała z Teatrem MAAT Projekt (2004-2011). W 2011 roku została rezydentką programu Rezydencja/Premiera w Gdańskim Klubie „Żak”, czego efektem jest „November”.&lt;br /&gt;Tomasz Dymek (Dolar) – lubelski raper zajmujący się freestyle`em, ma na swoim koncie liczne nagrody.&lt;br /&gt;Reżyseria, choreografia, taniec: Justyna Jasłowska&lt;br /&gt;Utwory na żywo, teksty: Tomasz Dymek (Dolar)&lt;br /&gt;Konsultacja artystyczna: Wojciech Mochniej&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;19.30 Scena monodramu – Teatr CST (Cieszyn) „Russkij Ostrov” (SC)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;„Russkij Ostrov” – monodram w wykonaniu Łukasza Matuszka na motywach sztuki Jewgienija Griszkowca „Jak Zjadłem psa”. Oparty jest na elementach biografii Griszkowca, a dokładnie czasie służby wojskowej na wschodnich krańcach Rosji, która siłą rzeczy związana jest z jej rzeczywistością. Bohater przywołuje swoje wspomnienia próbując je zrozumieć. W spektaklu nacisk kładzie się przede wszystkim na przeżycia ludzi znajdujących się w danej sytuacji.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;20.30 Teatr Terminus A Quo (Nowa Sól) „Spokojnie” (SW)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;„Spokojnie" to spektakl oparty na motywach prozy Wiliama Bourroughsa „Nagi lunch”. Przedstawienie prowokuje do zadania sobie pytania o miejsce sztuki we współczesnym świecie. Treść sztuki nie jest jednoznaczna: z jednej strony aktorzy eksponują prymitywny sylaboton dźwięków charakterystycznych dla simopatów z drugiej zaś opowiadają o świecie totalitarnym – Anexii, gdzie wszystko poddane jest kontroli a ludzie poprzez zezwierzęcenie ograniczają się do swego fizis w aspekcie seksualnym. Apokaliptyczna końcówka sztuki, przywodzi na myśl orwellowski świat pełen inwigilacji, przemocy i upadku moralnego.&lt;br /&gt;Teatr Edwarda Gramonta TERMINUS A QUO został założony w 1976 roku w Nowej Soli. Do tej pory zrealizował 210 premier. &lt;br /&gt;Występują: Agata Wojtkowiak, Agnieszka Małecka, Cezary Molenda, Konrad Gramont&lt;br /&gt;Reżyseria: Edward Gramont&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;21.15 Panel dyskusyjny (foyer)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;22.00 Paru Ludzi (Lublin) - koncert (SO)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;To co usłyszymy na koncercie granym przez Paru Ludzi można określić jako  muzykę elektryczną z elementami world music i muzyki latynoskiej. Skład: Maciej Wieżyński  – gitara, Igor Wójcik - gitara basowa, Marwen Mosbah - instrumenty perkusyjne, Justyna Kazek – wiolonczela.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;23.00 After party w Opium - jam session (SO)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Warsztaty:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;czwartek - piątek - Warsztaty recenzenckie - prowadzenie Justyna Czarnota&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;11.00-15.00 ACK UMCS „Chatka Żaka”, Sala szklana &lt;br /&gt;Absolwentka polonistyki UMCS, Wiedzy o Teatrze w Akademii Teatralnej w Warszawie. Była redaktor naczelna „5ściany”, koordynatorka projektu Nowa Siła Krytyczna w Instytucie Teatralnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;sobota - niedzielaWarsztaty wokalne z Karoliną Cichą&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;Płatne 20 zł, z karnetem na cały festiwal warsztaty bezpłatne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;Program może ulec rozszerzeniu!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ceny biletów: &lt;/span&gt;karnet na cały festiwal - 40 zł (ulgowy: 30 zł), bilet na jeden dzień festiwalu - 20 zł (ulgowy 10 zł), bilet na jeden spektakl - 10 zł (ulgowy 7 zł), koncerty i after party w Opium 7 zł&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-5708449810345297107?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/5708449810345297107/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/vii-studencki-ogolnopolski-festiwal.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5708449810345297107'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5708449810345297107'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/vii-studencki-ogolnopolski-festiwal.html' title='VII Studencki Ogólnopolski Festiwal Kontestacje - Lublin 24-27 listopada 2011 - szczegółowy program'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-31bp8Eaa548/TsJ0FRH3fqI/AAAAAAAAAtA/Higc4Qw-F88/s72-c/Kontestacje%2B2011.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-6422463656591892164</id><published>2011-11-14T12:09:00.001+01:00</published><updated>2011-11-14T12:17:37.379+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA TEATRÓW TAŃCA'/><title type='text'>„If you can find it. It's a wonderful life…”  - „Q61” Ann Van den Broek</title><content type='html'>Piętnasta edycja Międzynarodowych Spotkań Teatrów Tańca powoli zmierza ku końcowi. Minął właśnie przedostatni dzień festiwalu. Dziś na scenie zobaczyliśmy teatry z Włoch, Wielkiej Brytanii i Holandii. Z wielką przyjemnością obejrzałam, przepraszam, przeżyłam spektakl przygotowany przez Ann Van den Broek pt. „Q61”.&lt;br /&gt; Usiadłam na sali widowiskowej ACK i od razu moją uwagę przykuła surowa dekoracja – sześć białych, oświetlonych jarzeniówkami słupków przypominających szafy, klatki – bezpieczną przestrzeń, w której można się ukryć, do której można uciec...&lt;br /&gt; Mężczyzna siedzi zamyślony, zapatrzony gdzieś w dal. Spektakl się zaczyna. Na scenę wychodzą pozostali aktorzy, a z głośników wydobywają się dźwięki utworu „Wonderful life” Nicka Cave’a. Piosenki, która moim zdaniem, jest nie tylko motywem przewodnim, ale i kluczem w zrozumieniu tego spektaklu. Bo oto sześcioro tancerzy zaczyna bardzo rytmicznie pulsować w takt muzyki. Każdy z bohaterów kolejno opowiada swoją historię. Historię o samotności, strachu, miłości i poszukiwaniu. By w końcu złączyć te opowieści w jedną, którą połączą podobne problemy. Każde z tych sześciorga usiłuje uwolnić się, wyjść poza nakreśloną odgórnie przestrzeń. Są to ludzie zagubieni, nie tylko w świecie, ale może przede wszystkim we własnych emocjach. Kipi z nich niepewność i strach, które bardzo trudno im zwalczyć. Szukają różnych sposobów, by się odnaleźć, by zaistnieć i znaleźć sens. &lt;br /&gt;Obserwujemy jak zmienia się napięcie , początkowo dość spokojny, płynny ruch, nagle staje się nerwowym, urywanym, pulsującym drganiem. Cisza i skrywane emocje w końcu wychodzą na jaw, przeradzając się w krzyk bezradności.&lt;br /&gt; Obserwujemy jak zmienia się napięcie , początkowo dość spokojny, płynny ruch, nagle staje się nerwowym, urywanym, pulsującym drganiem. Cisza i skrywane emocje w końcu wychodzą na jaw, przeradzając się w krzyk bezradności.&lt;br /&gt; Jeśli o teatrze tańca mowa, zawsze w takim widowisku zachwycał mnie fakt, że muzyką jest wszystko, nie tylko płynny dźwięk, misternie obudowany instrumentami, ale oddech i bicie serca, które wyznaczają rytm, w końcu także cisza…&lt;br /&gt; Z pewnością zostanę pod ogromnym wrażeniem umiejętności tancerzy. Sama mając za sobą taneczne doświadczenia, doskonale zdaję sobie sprawę, jak wielką pracę musieli wykonać artyści, by osiągnąć taki poziom. Ann Van den Broek słynie z tego, że jej twórczość poświęcona jest człowiekowi, jego zachowaniom i uczuciom. To pozawala nie tylko na budowanie najróżniejszych emocji podczas spektaklu, ale wzbogaca, urozmaica i odświeża język tańca.&lt;br /&gt; Jest to spektakl szalenie emocjonalny, a muzyka w połączeniu z tańcem przeszywa i wzrusza. Aktualna edycja MSTT przebiega pod hasłem „Osobowości”. Myślę, że bohaterowie „Q61” idealnie wpisali się w klimat ukazując obraz każdego z nas, codziennie toczących walkę o samych siebie, o nasze prawdziwe, niczym nieskrępowane „ja”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Joanna Samołyk&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-6422463656591892164?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/6422463656591892164/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/if-you-can-find-it-its-wonderful-life.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/6422463656591892164'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/6422463656591892164'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/if-you-can-find-it-its-wonderful-life.html' title='„If you can find it. It&apos;s a wonderful life…”  - „Q61” Ann Van den Broek'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-4689632262265441829</id><published>2011-11-14T11:10:00.000+01:00</published><updated>2011-11-16T20:37:01.003+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA TEATRÓW TAŃCA'/><title type='text'>Warsztaty taneczne  15. MSTT oczami uczestników</title><content type='html'>To już tradycja, że każdy festiwal teatrów tańca odbywa się wraz z warsztatami. W tym roku, pod okiem międzynarodowej kadry nauczycielskiej zajęcia odbywały się w dniach 10-13 listopada. Uczestnikiem mógł być każdy. Zajęcia zostały podzielone na trzy grupy: zaawansowana, średnia i początkująca. W trzecim dniu warsztatów spytałam uczestników o wrażenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Małgosia:&lt;/span&gt; Jest cudownie, ale to ocena nieobiektywna, ponieważ taniec to jest moje drugie życie. Obojętnie, co by się działo, to i tak będzie mi się podobać – czy będzie męcząco, fizycznie czy więcej będzie improwizacji, to zawsze będzie cząstka czegoś nowego.&lt;br /&gt;Podoba mi się nowy podział na grupy, jest łatwiej. Na warsztaty przychodzisz dobrowolnie, z przekonaniem, że robisz coś dla siebie, chcesz się czegoś nauczyć. W momencie, kiedy w grupie są osoby, które lepiej, szybciej przyswajają pewne sekwencje, którym łatwiej przychodzą pewne ruchy, mają już to wypracowane, bo zajmują się tym zawodowo, występują na scenach, są do tego przyzwyczajone, to rodzi się mała frustracja i to jest trochę demotywujące. Średnio zaawansowana grupa składa się z ludzi, którzy mieli styczność z tańcem, ale też wciąż się uczą.&lt;br /&gt;Najtrudniejsze zajęcia były wczoraj z Andreasem Kuckiem (Niemcy), były bardzo fizyczne i dobrze zaplanowane, miał zapisane na kartce wszystkie ćwiczenia, które chciał z nami zrobić. Uczył nas precyzji – każde, nawet najprostsze sekwencje powtarzaliśmy kilkakrotnie, nawet po kilkanaście razy, tak żeby poznać jak technicznie dobrze wykonać ruch. Dla mnie trudne były dzisiaj zajęcia z Danielem Rackiem ze Słowacji, ze względu na pewne elementy, których wykonanie wymagało przełamania się i otwarcia, trzeba było przestać myśleć i po prostu zacząć to robić. Jak zaczyna działać wyobraźnia, to już jest po zawodach. Kiedy trzeba wykonać trudniejszy ruch, to nie można się nad nim długo zastanawiać, bo nie działa się wtedy spontanicznie, tylko zaczyna się analizować ten ruch.&lt;br /&gt;Najciekawsze zajęcia, to te najtrudniejsze. Najbardziej zainteresowało mnie to, co powiedział Andreas na początku zajęć: „ Pokazuje wam ruch, który dla mnie jest wygodny, ale to nie oznacza, że wy go poczujecie”. To przypomina mi postępowanie Piny Bausch. Proponowała ona swoim tancerzom konkretny ruch i mówiła musicie dalej szukać. Jakość ruchu jest tylko propozycją, na którą musimy się otworzyć i odnaleźć swoją alternatywę.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Mariusz:&lt;/span&gt; Każde warsztaty wnoszą coś nowego i ciekawego do techniki tańca. Joe Alter, dla mnie największa osobowość, ma niesamowitą aurę i potrafi wytworzyć świetną atmosferę na sali. Oczywiście wszyscy pozostali choreografowie też są ciekawi, muszę wspomnieć Andreasa Kucka. Był bardzo energiczny, po zajęciach z nim wszyscy jesteśmy obolali, mamy siniaki na całym ciele, ale to są siniaki zdrowe. Zakwasów jeszcze nie ma. Warsztaty z punktu fizyczności nie są bardzo ciężkie. Nie polegają na ciężkiej pracy przez półtorej godziny, ale na tym, żeby skupić się na konkretnych ruchach i aby szkolić warsztat. Przyglądaliśmy się kierunkom, takim jak release, spięcie, czy agresja, którą w ruchu proponował nam Dario Tortorelli z teatru Ann Van den Broek. Dosyć ciekawe zajęcia były z Sylvie Pabiot, które polegały na improwizacji, która opiera się na bardzo łagodnych miękkich ruchach, dużym luzie całego ciała i wyprowadzaniu ruchu z miednicy.&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o Lublin, to są moje pierwsze warsztaty, i jestem zadowolony. Nastawiłem się na trochę cięższą pracę, ale trudno jest, żeby wszyscy ćwiczyli naraz, gdy na sali jest 20 – 30 osób, dlatego pracujemy na zmiany i to powoduje, że ta intensywność jest troszeczkę mniejsza. Te warsztaty wnoszą wiele nowych pomysłów. Jeszcze nie wiem czy za rok też będę brał w nich udział, ale jestem dobrej myśli. Chciałbym tu przyjechać jeszcze raz i poznać Lublin, na razie nie miałem okazji, grafik jest bardzo napięty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmawiała:&lt;br /&gt;Barbara Żarinow&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-4689632262265441829?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/4689632262265441829/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/warsztaty-taneczne-15-mstt-oczami.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/4689632262265441829'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/4689632262265441829'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/warsztaty-taneczne-15-mstt-oczami.html' title='Warsztaty taneczne  15. MSTT oczami uczestników'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-2675277141606829218</id><published>2011-11-14T10:11:00.000+01:00</published><updated>2011-11-16T20:30:11.557+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA TEATRÓW TAŃCA'/><title type='text'>Krótka rozprawa o błędach - "Ohm” Ann Van den Broek</title><content type='html'>Obejrzenie, drugiego już w tej edycji MSTT, spektaklu grupy Ann Van den Broek o niewiele  mówiącym tytule: „Ohm”, zmusiło mnie do nieco głębszej niż zwykle kontemplacji istoty błędu. Nie zamierzam rozpisywać się na temat kosmetycznych potknięć artystów. Oczko w rajstopach, może puścić zawsze.   Nawet ciężko by to było nazwać błędem – ot, przypadek, pech. Nieistotny zresztą dla całościowego obrazu przedstawienia. Istotnym jest, widoczny jedynie ze szczytu wieży z kości słoniowej, błąd ludzki i kosmiczny. &lt;br /&gt; Z niewiadomych przyczyn, podczas trwania spektaklu, moje myśli powędrowały w kierunku technologii komputerowych. Oto troje ludzi, to upada, to podnosi się z ziemi, w rytm wybijany o blaszane rury przez panią reżyser schowaną w głębi sceny. Jak automaty. Po chwili jednak jasnym staje się, że nie mamy tu do  czynienia ze sprawnie działającym systemem. Co to, to nie. Widzimy raczej wnętrze komputera, na którym zainstalowano system operacyjny Windows Vista. Mnóstwo możliwości, pamięci przerobowej, estetycznie  przyjemnie i przyjaźnie. A mimo to, choćby nie wiem jak się starał, zawsze coś odmawia posłuszeństwa. Błąd. Jak każda rzecz we szechświecie, także i błędy mają swoją skalę. Nie wszystkie powodują załamanie systemu, niektóre tylko w niewielkim stopniu utrudniają nam życie. Powiedzmy, że dziesięć otworzonych okienek nie chce działać, jedno trzeba zamknąć – nic wielkiego. Są jednak i takie błędy, zarówno w świecie informatyki, jak i w omawianym przedstawieniu, które uniemożliwiają dalsze funkcjonowanie systemu. Wybijany rytm niknie, aktorzy przestają się poruszać, wyskakuje niebieskie okienko, które zdaje się mówić: „Błąd, koniec zabawy, przyczyna nieznana i nieistotna. Spróbuj ponownie później”. Mówisz i masz. Mija chwila, restart systemu i wszystko wraca do normy. Pojawia się rytm, pojawia się ruch. &lt;br /&gt; No dobrze, ale skąd ten błąd? Przecież system był tak zaprogramowany, aby działał. Ludzie są zaprogramowani do działania, więc dlaczego tego nie robią? Czy to kwestia buntu, ludzie nie chcą zostać zautomatyzowani? Pozwolę się nie zgodzić. Człowiek jest pierwszą przyczyną, demiurgiem technologii. Ludzie lubią mechanizację, ponieważ jest bezpieczna i daje wymierne rezultaty. Nie wymaga ona podejmowania decyzji, które mogą zniweczyć cały trud, ponadto w razie czego można się schować za: „to nie ja, to ta piekielna machina!”. To kusi, bardzo kusi, a jednak gdzieś z tyłu głowy pobrzmiewa głos mówiący coś zupełnie przeciwnego, głos namawiający do nieposłuszeństwa w imię wolności – Błąd. Dla jasności dodam, że wcale nie uważam, aby ten ukryty głos oznajmiał treści błędne ideologicznie. Ale gdy spojrzymy nań z punktu widzenia maszyny, okaże się, że jest on jedynie przyczyną braku produktywności i załamania systemu. &lt;br /&gt; Ktoś pewnie powie: „Człowiek to nie maszyna” i będzie miał całkowitą słuszność. Ze słuszności tej jednak nic nie wynika. Alegoria pozostaje nietknięta, człowiek potrafi odmówić posłuszeństwa, tak samo jak maszyna. Przyczyny owego ”nieposłuszeństwa” moim zdaniem także się nie różnią. Są nimi – na całe      szczęście istniejące – błędy w oprogramowaniu. Przy całej naszej mocy stwórczej, czujemy jeszcze czasem wątpliwości w zakresie zasadności tego, co tworzymy. Ba, nawet w celowości naszego własnego istnienia. To daje mi podstawy aby sądzić, że niedoskonałość potrafi nie tylko oszpecać, ale i uszlachetniać. Wątpliwość bowiem jest pierwszym krokiem ku świadomości. Świadomość zaś pozwala tworzyć nie dla samego tworzenia, a w sposób odpowiedzialny.&lt;br /&gt; Tak też został stworzony ten spektakl, odpowiedzialnie i z pełną świadomością, co sprawiło, że był czytelny. Od początku do końca konsekwentnie opowiadał jedną historię, bez zbędnych dygresji, które wprowadziłyby jedynie zamęt. Należy oddać sprawiedliwości, że był on także nudny. W końcu jak długo można z zainteresowaniem śledzić poczynania obracających się trybików? Niedługo, nawet jeśli te trybiki tańczą. Spektakl spełnił jednak swoją podstawową funkcję. Zrodził w mojej głowie wiele pytań. Na kilka z nich zdążyłem już sam sobie odpowiedzieć, ale jedno (niezwykle interesujące) pozostawiam bez odpowiedzi. Jedyną rzeczą wyraźnie odróżniającą nas od wytworów technologii – nawet tych bardzo zaawansowanych – jest to, że doskonale wiemy kto je stworzył. Wiedza ta tłumaczy również, dlaczego pełne są błędów i często przestają działać. Ale jeśli tak jest w istocie, to kto stworzył nas? I dlaczego – dzięki Bogu (?) – zrobił to tak kiepsko?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jarosław Olejniczak&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-2675277141606829218?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/2675277141606829218/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/krotka-rozprawa-o-bedach-ohm-ann-van.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/2675277141606829218'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/2675277141606829218'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/krotka-rozprawa-o-bedach-ohm-ann-van.html' title='Krótka rozprawa o błędach - &quot;Ohm” Ann Van den Broek'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-822496426871070803</id><published>2011-11-13T15:23:00.001+01:00</published><updated>2011-11-13T15:30:58.361+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA TEATRÓW TAŃCA'/><title type='text'>W podróży za wolnością  - „Odisseo” Compagnia Zappalà Danza</title><content type='html'>Sobotnie spotkanie z teatrem tańca rozpoczęła dobrze już wszystkim znana, grupa Compagnia Zappalà Danza. Tym razem Włosi przybyli do Lublina ze spektaklem pt. „Odisseo”, którego głównym zadaniem było skupienie naszych zabieganych myśli na wątku związanym z migrantami i na relacjach jakie nas, ludzi zachodu, łączą z nimi. Bez wątpienia był to długo wyczekiwany spektakl podczas tegorocznego festiwalu, gdyż niecierpliwa publiczność zgromadziła się nad wyraz licznie i z ogromnym entuzjazmem. Tylko czy wszystkim udało się utrzymać ten entuzjazm do samego końca? By spróbować odpowiedzieć sobie na to pytanie, zacznijmy najlepiej od samego początku.&lt;br /&gt;Pusta scena, brak rekwizytów, tylko srebrzysto mieniące się tło. Jedyne dostępne światło pada na leżącą piłeczkę golfową. Po chwili na scenę wychodzi artysta i śpiewając, próbuje w nią trafić. Bezskutecznie. Beztroski, swobodny początek, który w żaden sposób nie zapowiada tego, co w sztuce się później wydarzy. A dzieje się bardzo wiele, ekspresyjnie i nierównomiernie. Emocje potęgowane są stopniowo, by osiągnąć swoje apogeum w ostatniej scenie, gdzie ósemka artystów już nie tylko eksploatuje się ruchem, ale także głosem i włoskim słowem, które w spektaklu pojawia się niejednokrotnie.&lt;br /&gt;Przestrzeń spektaklu, prócz tradycyjnej sceny, roztacza się także na widowni, w bezpośrednim kontakcie z widzem. Artyści jednak przeżywają swoje role zamykając się w obrębie własnych ciał i emocji, które w „Odisseo” eksplodują często i gwałtownie, nadając nieco chaotycznego wyrazu całej sztuce. W samym tańcu jednak można odnaleźć także harmonię, która przede wszystkim wyraża się w wielu synchronach i wspólnych choreografiach całego zespołu. Bardzo liczne są także partnerowania, które niejednokrotnie wywoływały podziw i zachwyt nad możliwościami ludzkiego ciała i jego udziału w interpretacji sztuki.&lt;br /&gt;Bez wątpienia, niezwykle istotną rolę w spektaklu odegrała muzyka, bowiem obok charakterystycznych dźwięków przywołujących na myśl muzykę dzikich plemion, bardzo często mamy do czynienia z typowo filmową ścieżką dźwiękową. Tworzy ona jedyny w swoim rodzaju klimat, który w połączeniu z nieco jazzowymi choreografiami, sprawia że spektakl chwilami przypomina nam bardziej film niż teatr. Ponadto bogactwo i różnorodność środków ekspresji, jakie zostały użyte, działają niczym efekty specjalne. Mowa tutaj przede wszystkim o sztucznym dymie, falującym tle, śpiewaku wykonującym utwory na żywo, spadającej z „nieba” balonowej kuli ziemskiej czy o scenie, w której wszyscy artyści jednocześnie wymiotują. Z całą pewnością zabiegi te wzbogaciły estetykę odbioru sztuki, przełamując jej prostotę i tworząc spektakl wyjątkowo barwny i spektakularny.&lt;br /&gt;Również sam wątek główny został potraktowany bardzo ekspresyjnie. Poszczególne sceny obrazujące sytuację migrantów są niezwykle wyraziste i skrajne aż do bólu. Ostry, chaotyczny ruch, silna mimika twarzy, liczne krzyki czy nawet płacz, sprawiają że żaden widz nie może pozostać obojętnym na cierpienie i losy innych, prześladowanych ludzi.&lt;br /&gt;Spektakl chwilami jednak jest tak ekspresyjny i dosłowny w swoim przekazie, że zaczyna niebezpiecznie balansować na pograniczu czystej prawdy i komercyjnej efektowności. Bo czyż poważne potraktowanie tak znaczącego wątku powinno wywoływać niekiedy u publiczności niekontrolowany śmiech? I czy naprawdę najistotniejszym wspomnieniem z tej sztuki powinna być dla przeciętnego widza scena z wymiotującymi artystami?&lt;br /&gt;Reasumując, spektakl barwny i wyrazisty w swoim przekazie, zmuszający do refleksji w swojej wymowie, któremu jednak daleko jest do prostoty i minimalizmu teatrów tańca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Joanna Dudek&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-822496426871070803?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/822496426871070803/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/w-podrozy-za-wolnoscia-odisseo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/822496426871070803'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/822496426871070803'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/w-podrozy-za-wolnoscia-odisseo.html' title='W podróży za wolnością  - „Odisseo” Compagnia Zappalà Danza'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-8662818253589600350</id><published>2011-11-13T15:22:00.000+01:00</published><updated>2011-11-13T15:23:01.288+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA TEATRÓW TAŃCA'/><title type='text'>Szumi w-brew czemuś... - „Caffè latte” Dada von Bzdülöw</title><content type='html'>Coś szumi. I już nie wiadomo, co. Coś w głowie, a może NA głowie? Caffè latte to spektakl na pozór wolny i frywolny. To spektakl, gdzie od scenariusza i jego interpretacji bywają odstępstwa. Znaczne. Nic nie jest pewne, nic a nic. Pełne udziwnień, zaskoczenia, fantazji, humoru i wariacji na temat słowa, tańca, muzyki i aktorstwa.&lt;br /&gt; Publiczność usadzona dość niestandardowo. Po trzech stronach sceny, która de facto sceną typową nie jest. Bliżej jej do symetrycznej przestrzeni okolonej widownią. Nie ma barier przestrzennych. Nie ma żadnych barier. Aktor nie jest nastawiony pompatycznie, nie unosi się swoją aktorskością, teatralny patos odszedł w kąt. I słusznie. Powaga usunęła się na rzecz żartu, improwizacji, komizmu. A w tym wszystkim prozaicznie czaił się szczery, wolny od zbyt ambitnych i przerysowanie górnolotnych przemyśleń, przekaz. Aktor (Leszek) na scenie był człowiekiem z krwi i kości. Tym zabiegiem kuriozalnie prostym, zdobył sobie sympatię widzów. Gra toczyła się nie bezpośrednio na przestrzeni scenicznej, ale gdzieś w powietrzu, między widzem a aktorem. Dowcip był trafiony w dziesiątkę. Oczywiście całokształt nie byłby pełny, gdyby nie wyśmienici muzycy i uzdolniona tancerka.&lt;br /&gt; Muzycy przeszli samych siebie. Utwory, różne gatunkowo, były odtwarzane na żywo. Różnorodność instrumentów i ich niestandardowe użycie ukazało wirtuozerskie umiejętności obu panów. Nawet w ekstremalnych warunkach można wydobyć dźwięk z fletu czy ze skrzypiec… czasem wykorzystując je całkiem inaczej niż przykazano. W spektaklu użyto też mniej popularnych „instrumentów”; jak pozytywka, syrena strażacka czy budzik. Dźwięk mógł pochodzić nawet z pocierania fryzurą o mikrofon, co być może było manifestacją szumu myśli. Szumu było „w bród”, szum był „w-brew”, a nawet „pod włos”. Panowie z pewności mieli „nieczyste szumienie”. Naturalna gra aktorska, dystans do sceny, błyskotliwe myśli i komentarze, emocjonująca muzyka. Jeśli te niesamowite umiejętności połączy się z dużą dawką dobrego humoru, która płynie nawet z saksofonu, to już prawie, już blisko będzie do odtworzenia tego, czym jest caffè latte. &lt;br /&gt; Nie sposób pominąć aktorkę, która uświetniła występ swoim tańcem. W jej ruchach było widać ogromną precyzję. Jej ciało współgrało z muzyką, jakby były sprzężone. Jakby muzyka nie mogła istnieć bez tańca, i taniec nie mógłby istnieć bez muzyki. Jej ciało wpuszczono w sieć rytmów i dźwięków, i nawet z ciszy nie zdołało się uwolnić. W pamięci pozostał pewien cytat: „Najpierw tańcz, potem myśl” i wszystko działo się zgodnie z tą zasadą.&lt;br /&gt; Chociaż na scenie nikt nie pił kawy. I nawet na widowni nie zagościło tradycyjne latte, to zespół zagwarantował porządną dawkę kofeiny. Było to jednocześnie niezbyt mocne, właściwie bardzo subtelne i całkiem delikatne, choć czasem lekko niedorzeczne i szalone. Okraszone zdroworozsądkową dawką cukru, nieprzesadnie podgrzane i jednocześnie bardzo gustownie smaczne. Niezmieszane, trójwarstwowe, dźwięczne i spienione. Pite przez słomkę cafe latte, szumiało jak nigdy dotąd. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patrycja Małek&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-8662818253589600350?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/8662818253589600350/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/szumi-w-brew-czemus-caffe-latte-dada.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/8662818253589600350'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/8662818253589600350'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/szumi-w-brew-czemus-caffe-latte-dada.html' title='Szumi w-brew czemuś... - „Caffè latte” Dada von Bzdülöw'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-1171958864538735841</id><published>2011-11-13T15:11:00.000+01:00</published><updated>2011-11-13T15:13:39.446+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA TEATRÓW TAŃCA'/><title type='text'>Ruch w cetrum uwagi - "STAND BY”</title><content type='html'>Nataszy Ziółkowskiej-Kurczuk wystarczyły trzy dni zdjęciowe, żeby pokazać widzom pracę nad nowym spektaklem Lubelskiego Teatru Tańca.&lt;br /&gt;Film rozgrywa się na dwóch płaszczyznach, pierwsza to przygotowania do nowego spektaklu pod czujnym okiem choreografki Karen Foss oraz druga – ukazuje efekt artystycznych działań i pokazuje fragmenty spektaklu „gracerunners”. Tancerze byli sfotografowani na terenie dawnego kompleksu  klasztornego, a obecnie remontowanego Centrum Kultury. To tło nadawało wyjątkowego charakteru oraz wyrazistości. &lt;br /&gt;Widzimy jak tancerze Lubelskiego Teatru Tańca: Beata Mysiak, Anna Żak, Ryszard Kalinowski oraz Wojciech Kaproń, podczas przygotowań zmagają się ze sobą i otoczeniem, żeby osiągnąć perfekcję ruchu. Widać, że Karen Foss jest wymagającą choreografką, która nie pozwala sobie i innym na artystyczne kompromisy. Widz ma szansę zajrzeć na salę taneczną i zobaczyć jak wiele pracy trzeba włożyć, aby końcowy efekt mógł zachwycić kogoś podczas spektaklu. Szkoda tylko, że realizatorzy filmu nie pomyśleli o osobach nieznających dobrze języka angielskiego (i tłumaczeniu anglojęzycznych fragmentów filmu), gdyż jest przynajmniej jedna scena, którą ważne jest, aby widz zrozumiał. Paradoksalnie dotyczy właśnie problemów z komunikacją, tego jak zespół tancerzy rozumie to, co ma do przekazania choreografka. Wbrew pozorom przekazywanie swojej wizji artystycznej w żadnym języku nie jest oczywiste.&lt;br /&gt;W „Stand by” przeplatają się sceny dokumentujące pracę nad spektaklem oraz jej artystyczny efekt. Reżyserka pokazuje w bardzo plastyczny sposób ruch tancerzy. Duża w tym zasługa operatorów kamer, Jacka Grzelaka i Dariusza Piłata, którzy nie zanudzają widza powtarzalnością ujęć, wręcz przeciwnie, zatańczony fragment starają się pokazać z różnych perspektyw, w sposób niebanalny. Ogromną rolę odgrywa miejsce, czyli surowe, opuszczone wnętrza byłego klasztoru, które tworzą niecodzienny klimat. To bardzo atrakcyjne wizualnie dla widza otoczenie stawia tancerzom nowe wyzwania, muszą się oni zmierzyć z tą przestrzenią. &lt;br /&gt;Na ekranie widzimy grupę tancerzy, dla których głównym elementem choreografii staje się bieg pełen zatrzymań. Operatorom udało sportretować tancerzy, pokazać ich emocje, dwa takie kadry przedstawiające Beatę Mysiak oraz Ryśka Kalinowskiego zapadły mi głęboko w pamięć. W filmie widzimy też sceny, które pokazują po prostu tancerzy i pustą scenę, tam zwyczajnie nie ma miejsca na nic więcej, na nic, co   mogłoby odwrócić  uwagę widza. W filmie wszystko jest  zaprezentowane w harmonijny sposób, ruch pozostaje w centrum uwagi. Przedstawiony w choreografii bieg, nadaje wielu scenom dynamiki, pozwala odczuć tempo, które często jest przyspieszone. Reżyserka używa bardzo   wielu środków plastycznych, zarówno w sferze obrazu, jak i dźwięku. Czy słusznie? Tego już nie jestem pewna.&lt;br /&gt;Jestem natomiast przekonana, że mnóstwo osób z przyjemnością będzie wracało do tego filmu, ponieważ oglądając go po raz kolejny można dostrzec inne elementy, ciekawe szczegóły, ciągle przeżywając ten film na nowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Iwona Oroń&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-1171958864538735841?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/1171958864538735841/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/ruch-w-cetrum-uwagi-stand-by.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1171958864538735841'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1171958864538735841'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/ruch-w-cetrum-uwagi-stand-by.html' title='Ruch w cetrum uwagi - &quot;STAND BY”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-5673380090625331521</id><published>2011-11-11T13:13:00.002+01:00</published><updated>2011-11-11T16:22:07.109+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA TEATRÓW TAŃCA'/><title type='text'>Podnosząc się z upadku - „falling grace” Cie Linga</title><content type='html'>Podczas piątego dnia Międzynarodowych Spotkań Teatrów Tańca w Lublinie na deskach Teatru   Muzycznego mogliśmy podziwiać  sześciu znakomitych tancerzy, którzy wystąpili u nas z przedstawieniem „falling grace”, w reżyserii Katarzyny Gdaniec i Marco Cantalupo. &lt;br /&gt;Oficjalna premiera spektaklu miała miejsce w Szwajcarii w tym roku. Jest to zatem młody spektakl, który miał okazję zawitać do naszego miasta. Cie Linga działa od 1992 roku i jest jednym z czołowych teatrów tańca współczesnego w Szwajcarii, który występuje w wielu krajach Europy. Motywem głównym uczyniono w spektaklu stan równowagi, który każdy z nas czasem gubi i następnie stara się ponownie osiągnąć. Poprzez kilka ujęć mogliśmy zobaczyć na scenie szereg emocji – gniew, złość, zagubienie czy podekscytowanie. W każdej scenie starano się pokazać brak równowagi, oczywiście w innej odsłonie.&lt;br /&gt;Początkowi spektaklu towarzyszyła muzyka fortepianowa – widzowie mogli usłyszeć pojedyncze dźwięki, idealnie współgrające ze scenografią, na którą w tym momencie składały się czarne i białe klawisze stworzone za pomocą światła. W scenie pierwszej publiczność mogła wniknąć w świat równowagi, który niosły ze sobą dźwięki muzyki. Z warstwą dźwiękową harmonizowali mężczyźni ubrani w ciemne stonowane kolory, jak i kobiety przystrojone w fioletowe i czerwone bluzki na ramiączka oraz kwiatowe spódnice. Nagle wszystko zaczyna się burzyć. Każdy na siebie wpada, niszcząc w ten sposób stan równowagi drugiej osoby, by po chwili powrócić do poprzedniego stanu. &lt;br /&gt;Oprócz stanu równowagi pojawia się na scenie również miłość. Dwójka aktorów w energiczny sposób pokazała cały wachlarz emocji (od zgody aż po kłótnię) towarzyszących relacjom ludzi będących w związku. Tu znaczącą rolę odegrały kurtki, niesamowicie wkomponowujące się w taniec. &lt;br /&gt;Kolejne partie widowiska unaoczniają jak ciężko jest odnaleźć w sobie równowagę i jednocześnie jak łatwo stracić tę już uzyskaną. Mogliśmy zobaczyć półnagą kobietę, która balansuje na świetlanych kulach; porusza się na nich, tworzy coś na kształt drogi, którą podąża. Wszystkie jej ruchy są precyzyjne i dokładnie dobrane, kosztują ją wiele wysiłku. Ostatnia scena rozgrywa się w pełnym skupieniu. Dominuje muzyka, która oddaję klimat walki ducha. Teraz aktorka ubrana jest w piękną suknię i czerwone szpilki. Niesiona i wspierana jest przez trzech mężczyzn, którzy następnie pomagają jej postawić pierwsze kroki. Widać, iż kobieta czuje się niepewnie i samodzielne stąpanie po ziemi nie jest dla niej łatwe. Na jej twarzy można zobaczyć wiele emocji, a przede wszystkim walkę z samą sobą. W ostatnim momencie staje na nogi i idzie powoli przed siebie, nadal obserwowana przez ludzi, którzy jej pomagali. Kobieta ostatecznie odnalazła w sobie równowagę. Wykorzystane w widowisku środki przekazu niejednokrotnie prowokowały widzów i wywoływały na twarzach delikatny uśmiech. &lt;br /&gt;Gdyby ktoś zapytał, co dał mi ten spektakl i jaki niósł ze sobą przekaz, to z pewnością powiedziałabym, że pokazał mi wewnętrzną, jak i zewnętrzną, walkę o równowagę – równowagę emocjonalną, psychoruchową i fizyczną. Pokazuje jak długą drogę trzeba przemierzyć, by poczuć się dobrze we własnej skórze i móc postawić pierwsze kroki w różnych sytuacjach życiowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katarzyna Łopata&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-5673380090625331521?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/5673380090625331521/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/podnoszac-sie-z-upadku-falling-grace.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5673380090625331521'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5673380090625331521'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/podnoszac-sie-z-upadku-falling-grace.html' title='Podnosząc się z upadku - „falling grace” Cie Linga'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-1884338183581308234</id><published>2011-11-11T13:11:00.003+01:00</published><updated>2011-11-11T13:15:03.091+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA TEATRÓW TAŃCA'/><title type='text'>Celebracja twórczej delikatności - „falling grace” Cie Linga</title><content type='html'>Piąty dzień 15. edycji Lubelskich Międzynarodowych Spotkań Teatrów Tańca, to zdecydowanie jeden z mocniejszych punktów programu, który tym razem nie rozczarował swojej publiczności.&lt;br /&gt;Na festiwalowej scenie Teatru Muzycznego mieliśmy okazję zobaczyć widowisko szwajcarskiej grupy Cie Linga – „falling grace”, pomysłu i choreografii Katarzyny Gdaniec i Marco Cantalupo. Organizatorzy połączyli premierę pokazu z inauguracją i otwarciem jubileuszowej 15. już edycji festiwalu. Zdaje się, że organizatorzy nie przypadkowo wybrali na tę okazję właśnie ten spektakl. Po pierwsze jego poziom, atrakcyjność i efektowność były bardzo duże, po drugie – tańcząca „kobieta lampa” widniejąca na reklamowym plakacie festiwalu, to właśnie jedna z bohaterek widowiska szwajcarskiej grupy. O tym jednak za chwilę, bo występ, mimo że prosty w środkach, złożony jest z kilku innych – takich i podobnych motywów, które osobno, jak i całościowo, dają bardzo ciekawy efekt.&lt;br /&gt;„falling grace” jest widowiskiem szóstki tancerzy – trzech mężczyzn i trzech kobiet tworzących w fazie początkowej, środkowej i końcowej wymieniające się partnerami pary. Relacje postaci nie są całkowicie jasne. Aktorzy tańczą razem, ale każdy stanowi odrębny, indywidualny element – ich taniec przybiera formę przepychanek. Te ustępują miejsca etiudzie, chyba najbardziej efektownej.&lt;br /&gt;Pusta, ciemna scena staje się polem popisu dla półnagiej tancerki – kobiety, która w sposób bardzo precyzyjny porusza się na scenie jak pająk, czyniąc dla swoich rąk i nóg pomost z przesuwanych i przestawianych świetlanych klocków. Świecące w ciemności  latarenki, poruszająca się po nich „kobieta pająk” to widok bardzo efektowny i zmysłowy zarazem.         Najprościej można powiedzieć, że jest to obrazek   ładny, robiący na widzu wrażenie. &lt;br /&gt;Cały spektakl to  seria pomniejszych scenek, taneczne pary pojawiają się, ich relacje wprowadzają nastrój nierównowagi, niepewności – tej samej, o której mówią w swojej idei twórcy spektaklu. Ich pojawianie się, znikanie, wprowadzanie nowych par lub postaci sprawia wrażenie złożoności pokazu. W istocie jego budowa, struktura wydaje się skomplikowana, ale same wykorzystane w dziele środki są raczej skromne i proste. Wspomniana wcześniej ciemność i poruszająca się po świecących latarenkach kobieta to motyw nieskomplikowany, ale niezmiernie efektowny. Takim ciekawym elementem jest też jedna z piękniejszych etiud – tańcząca para „ludzkich lamp”. Tak, tych samych, które widnieją na festiwalowych plakatach. Scena ta wzbudziła na twarzach widowni euforię, uśmiechy, uśmieszki, zaskoczenie, ale i szmer zainteresowania. Nic dziwnego, bo damsko-męska para „ludzkich lamp” – ich delikatność, prawdziwość gestów i uczuć, miały prawo się podobać. Człowiecze korpusy z zapaloną lampą i z abażurem w miejscu głowy, wchodzące ze sobą we flirt, składany pocałunek, precyzja ruchów budziły podziw. Bo jak my zachowalibyśmy się mając na głowie coś takiego? Czy potrafilibyśmy tak subtelnie grać, poruszać się i oddawać emocje? Mam co do tego wątpliwości, dlatego scena ta, mimo swojej   częściowej absurdalności, budzi we mnie całą masę pozytywnych emocji. Nie ona zresztą jedna, bo do tych ciekawszych, a nawet wzruszających, można zaliczyć inną etiudę – taniec pary. Bez znaczenia jest czy to para przyjaciół, kochanków – ich napięte relacje, rozstania i powroty są tu bardzo dokładnie zobrazowane w tańcu. Przejmująca muzyka staje się tłem do ich burzliwego związku, który w tym wszystkim jest bardzo namiętny.&lt;br /&gt;Warto wspomnieć o interesującym tańcu aktorów w metalowych uprzężach – rodzajach siedzisk, podpór, które umożliwiły wprowadzenie bardzo wielu pozycji i układów ruchowych. Subtelność, celebracja twórczej delikatności, jak mówią o spektaklu twórcy, to zdecydowanie dominujący pierwiastek „falling grace”. Końcowa scena tancerki w lekkiej pistacjowej sukience i mocno czerwonych szpilkach, ostrożnie przenoszonej przez tancerzy, niezwykle wolno i lekko stąpającej z nimi po scenie, to kwintesencja wszystkiego, co do tej pory można było w tym pokazie zobaczyć.&lt;br /&gt;Widowisko Cie Lingi to rzecz naprawdę godna polecenia. Jest to widowisko lekkie, delikatne, przepełnione całą paletą uczuć i emocji, które chłonie się z każdą kolejną sceną, etiudą, obrazkiem. Obrazkiem bardzo efektownym, ładnym i smakowitym. Widz nie szuka tu szczególnej fabuły, historii, która przecież niekoniecznie być tam musi. Oczywiście niezwykła precyzja, technika i  miejętność wyrażania emocji przez tancerzy sprawiła, że bez problemu możemy odczytać w „falling grace” kilka pomniejszych historii. Myślę zresztą, że wielu widzów tak też uczyniło. Sądzę jednak, że widowisko to należało do tych, które bez problemów i wyrzutów     sumienia można chłonąć – bez zbędnych komentarzy i nadbudowy ideologicznej. „falling grace” po prostu powinien cieszyć oko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Agnieszka Wójtowicz&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-1884338183581308234?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/1884338183581308234/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/celebracja-tworczej-delikatnosci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1884338183581308234'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1884338183581308234'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/celebracja-tworczej-delikatnosci.html' title='Celebracja twórczej delikatności - „falling grace” Cie Linga'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-5301928030508558418</id><published>2011-11-11T13:10:00.001+01:00</published><updated>2011-11-11T16:26:23.291+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA TEATRÓW TAŃCA'/><title type='text'>Być mężczyzną - „We Solo Men” Ann Van den Broek</title><content type='html'>Scena jest niemal pusta. Gdzieś w tylnym rogu stoi wieszak z koszulami, na środku sceny leży metalowa rura, z sufitu zwisają liczne mikrofony. W tle słychać tylko rytm bijącego serca. Sześciu tancerzy wkracza spowolnionym krokiem na scenę. Ich strój, zachowanie oraz ruch przywodzą na myśl boysband z czasów swojej świetności. Tłumy fanów szaleją na widok swoich idoli. Słychać hałas i rozgardiasz, typowy dla wielkich koncertów. Mężczyźni są bardzo pewni siebie, sukces mają przecież w zasięgu wzroku. Rozglądają się po widowni, wyłapując pojedyncze spojrzenia. Stanowi ono pewnego rodzaju wyzwanie czy też zaproszenie do zabawy. Trochę aroganckie, trochę kokieteryjne i zaczepne. Z pewnością powinno rozpalić do czerwoności  żeńską część publiczności. &lt;br /&gt;Rozpoczyna się koncert. Na pierwszy rzut oka widać ogromną siłę sceny. Tutaj wszystko jest możliwe. Ujawniają się wielkie osobowości, charyzma i determinacja. Mężczyźni wiodą prym w różnych momentach występu. Każdy wykonuje własne ruchy, by później spotkać się we wspólnej, synchronicznej choreografii. Współdziałają. Są jak jedna drużyna. Ba! Jeden organizm! Artystami targają skrajne emocje. Szał tworzenia (bądź też odtwarzania), doprowadza ich do scenicznego amoku, szaleńczego, wręcz obłąkańczego tańca i obnażenia swoich pierwotnych, zwierzęcych instynktów. Wszyscy wydają się tacy szczęśliwi i tak zaangażowani. Dają z siebie wszystko. Mimo fizycznego zmęczenia, wręcz beztrosko napawają się swoją sławą i swym blaskiem… Pozornie. Bowiem, gdy cichnie muzyka, widz obserwuje zakulisowe życie członków zespołu, którzy beznamiętnie, znów w spowolnionym tempie, zmieniają stroje sceniczne. Spójny organizm rozpada się. Nie ma interakcji ani komunikacji. Każdy jest osobnym bytem i tak łatwo wyczuć wszechobecną samotność. Ten stan trwa jednak tylko chwilę. Na scenę trzeba wrócić, by znów desperacko walczyć o uwagę widza. Nawet kosztem własnego moralnego upadku. &lt;br /&gt;W "We men solo" ciało ludzkie zostało sprowadzone do produktu. Producent kontroluje ciała, sprzedaje je, nawet kosztem ich hańby, byleby tylko dać satysfakcję rozwrzeszczanym konsumentom. Zwabione sławą ciało, raz wepchnięte w machinę show biznesu, próbuje utrzymać swój status. Zrobi wszystko dla kariery, choćby wymagało to maksymalnego obnażenia się. W efekcie tancerze tracą koncentrację. Zachowują się niczym odurzeni silnym narkotykiem. Ich ruchy są chwiejne, niepewne, niezsynchronizowane i chaotyczne. Jednak jakby wciąż nie zdawali sobie sprawy z tego, że tkwią w jakimś systemie, który sprowadza ich do poziomu ludzkich maszyn. &lt;br /&gt;Aktorzy pozbywają się prawie całej garderoby. Ich nagość spotyka się z zaskoczeniem. Nie widać w nich wstydu, doszczętnie zostali obdarci z intymności. Imitują zwierzęcy seks pozbawiony emocji, wyzuty z wyższych wartości, rodem z animal planet. W tle gra "More news from nowhere" Nicka Cave’a. Piosenka potęguje przekaz sztuki. Pokazuje nikłą moc przyjaźni i miłości w momencie wyboru między tymi wartościami a sławą. Ważniejsze wydaje się Więcej wiadomości znikąd niż zachowanie własnej tożsamości. Dopiero po dłuższym namyśle, gdy plotki z „wielkiego świata” zaczynają doskwierać, można zdać sobie sprawę jak bardzo tęskni się za domem, ciepłem i za samym sobą. Tego nie zastąpią bogactwa, pokusy cielesne czy używki, które są w większości nieodzownym składnikiem sławy. Człowiek na scenie, mimo że jest wśród tłumu, uwielbiany i adorowany, to jednak dla siebie pozostaje tą ludzką maszyną, która na własne życzenie wplątała się w samotność.&lt;br /&gt;We solo men to także ukazanie człowieka na zasadzie przeciwieństw. Odwaga – strach, akcja – wycofanie, siła – słabość, konfrontacja – alienacja. Ann Van den Broek osiągnęła ten złożony, silnie skontrastowany obraz dzięki współgraniu choreografii, muzyki, dźwięków, słów i języka ciała ze światłem. Bernie van Velzen, projektant oświetlenia, oddał klimat koncertu. Wyraźnie oddzielił od siebie poszczególne sekwencje. Samym światłem oddał klimat niczym z teledysku, by później wyłonić z częściowego zaciemnienia głęboko skrywane uczucia artystów. Tancerze dotykają okolicy serca wyraźnie cierpiąc. Grymas rysuje się na ich twarzach. W tle nie słychać już gromkich braw. Są tylko pojedyncze, jednostajne, powtarzalne klaśnięcia. Światło gaśnie. Wszystko przemija. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patrycja Małek&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-5301928030508558418?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/5301928030508558418/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/byc-mezczyzna-we-solo-men-ann-van-den.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5301928030508558418'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5301928030508558418'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/byc-mezczyzna-we-solo-men-ann-van-den.html' title='Być mężczyzną - „We Solo Men” Ann Van den Broek'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-3036175492006552164</id><published>2011-11-11T13:08:00.001+01:00</published><updated>2011-11-11T13:10:06.990+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA TEATRÓW TAŃCA'/><title type='text'>„Jadłam ludzkie mięso. I drżę z radości. A to jest nasza pamięć.”- „BESTIA – Książka w pomarańczowym namiocie” K&amp;C Kekäläinen &amp; Company</title><content type='html'>Kolejny dzień 15. Międzynarodowych Spotkań Teatrów Tańca przyniósł nową dawkę emocji i wzruszeń, które nie łatwo jest pojąć racjonalnym rozumem. W trakcie czwartkowego wieczoru, obok tanecznych przedstawicieli ze Szwajcarii, Belgii i Holandii, spragniona widownia mogła ujrzeć coś jedynego w swoim rodzaju. Niebanalnego w codzienności. Metaforycznego w iluzji istnienia. Destrukcyjną prawdę uniwersalnej rzeczywistości, która niezmiennie oscyluje wokół pojęcia wyobraźni. Mowa tutaj bowiem o najnowszej solowej pracy Finki, Sanny Kekäläinen, która gościła w Lublinie już nie po raz pierwszy. &lt;br /&gt;Jej świeży spektakl, zatytułowany „BESTIA – Książka w pomarańczowym namiocie” wprowadza nas w najgłębsze zakamarki naszej pamięci i wyobraźni. Sztuka ta to nie tylko taniec ciała, ale przede wszystkim silna interakcja, która zachodzi pomiędzy słowem a ludzkim ruchem, pomiędzy poezją a tańcem, który wypływa prosto z pierwotności człowieka. W spektaklu tym, zarówno słowa, muzyka, obrazy, jak i sam ruch nie mogą bez siebie istnieć i wzajemnie idealnie się uzupełniają, tworząc niezwykle absorbującą całość. Ciężko opisać w jednym zdaniu o czym tak naprawdę jest ta sztuka. Ciężko też ją jednoznacznie sklasyfikować i wrzucić do jednogatunkowego worka. Jest ona bowiem na tyle uniwersalna i bogata w swojej treści oraz przekazie, że może trafić do każdego i jednocześnie pozwolić każdemu na zupełnie swobodną interpretację. Dążąc jednak do stworzenia obiektywnej recenzji, należałoby zacząć od samego początku.&lt;br /&gt;Cisza. Delikatne, punktowe światło padające na niepozorny, stary, pomarańczowy namiot. Obok ustawione czarne worki, które póki co są dla widza wielką tajemnicą i jednocześnie pobudzają niecierpliwą ciekawość. Chwila napięcia i niepewności zostaje stopniowo przerywana wzmagającym się odgłosem wody. Trzeba przyznać, że dźwięk ten spełnia w spektaklu bardzo istotną rolę i znacząco wpływa na wyobraźnię widowni. Głos artystki, pierwsze słowa swoistego monologu, natychmiastowo wprowadzają widza w zupełnie inny wymiar, w świat, w którym sama odtwórczyni tkwi po same uszy, a może raczej pływa jak zagubiona ryba czy próbuje latać niczym nowo wykluty ptak. Zabieg ten nadał spektaklowi niezwykłego nastroju intymności, w którym artystka zamykając się, ograniczyła kontakt z publicznością. Wyżej wspomniany pomarańczowy namiot przeistoczył się w symbol ludzkiej pamięci a sama artystka wcieliła się w rolę tytułowej bestii. Ubrana jedynie w kolorową „kurtkę” wyłania się bowiem z owego namiotu niczym dzikie zwierzę, które niepewnie bada nowy teren, sferę naszych fantazji i instynktownej podświadomości.&lt;br /&gt;Dalsza część spektaklu przeplatana jest krótkimi monologami i idealnie dopasowanym do nich ruchem, który nie tylko obrazuje je, ale przede wszystkim interpretuje. Nie zawsze jednak dosłownie i ściśle z treścią tekstu. Bardzo istotną rolę odgrywają także rekwizyty, którymi wykonawczyni wręcz zasypuje widza. Ukryte w tajemniczych czarnych workach, kolejno i stopniowo ujawniają się, w ścisłej interakcji ze słowem mówionym. Wśród ukazanych przedmiotów należy wspomnieć o: czarnym krześle, czarnej jedwabnej sukience, kanistrze z wodą oraz gumowym czarnym penisie – nie tylko obrazowały one katastroficzną myśl przewodnią sztuki, ale także metaforycznie nawiązywały do problemów społecznych Afroamerykanów. Artystka porusza również zagadnienia związane ze zwierzęcą naturą człowieka, tolerancją społeczną, homoseksualizmem, a także zadaje sobie odwieczne pytanie czym tak naprawdę jest miłość i dokąd zmierza nasza ludzka podświadomość. &lt;br /&gt;Warto wspomnieć ponadto o samym zakończeniu spektaklu, które na pewno wzbudziło w widzach wiele skrajnych emocji. Można je przyrównać do typowo                    performance'owych akcji, w których publiczność odczuwa lekką dezorientację. Została ona wywołana nagłym zejściem artystki i niejasnym zakończeniem sztuki, podczas którego na niemalże pustej scenie ustawiono telewizory i ekrany, które prezentowały treści ściśle powiązane z tematem spektaklu.&lt;br /&gt;Pomimo licznych kontrowersji, jakie wywołało widowisko, a które można było zaobserwować w reakcjach publiczności, artystka została nagrodzona gromkimi brawami. Sądzę, że zdecydowana większość widzów z ogromną przyjemnością obejrzy drugą część spektaklu, którą Sanny Kekäläinen planuje na rok 2013. Osobiście, przyłączam się do aprobaty usatysfakcjonowanej publiczności, polecając tym samym wszystkim entuzjastom ambitnych teatrów tańca spektakle fińskiej artystki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Joanna Dudek&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-3036175492006552164?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/3036175492006552164/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/jadam-ludzkie-mieso-i-drze-z-radosci-to.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3036175492006552164'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3036175492006552164'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/jadam-ludzkie-mieso-i-drze-z-radosci-to.html' title='„Jadłam ludzkie mięso. I drżę z radości. A to jest nasza pamięć.”- „BESTIA – Książka w pomarańczowym namiocie” K&amp;C Kekäläinen &amp; Company'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-1766266231614034403</id><published>2011-11-10T00:07:00.001+01:00</published><updated>2011-11-11T13:15:21.959+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA TEATRÓW TAŃCA'/><title type='text'>Etiudy dla rozdwojonej jaźni</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Aleksandra Borys „lost in details”, Cie Stanislaw Wisniewski „Antypody”, Dance Theatre Gallery „Cisza”, „Dysonans&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Czwartego dnia 15. Międzynarodowych Spotkań Teatrów Tańca w Lublinie po raz kolejny zaprezentowano widzom trzyczęściowy cykl etiud, które realizować miały tegoroczne hasło –”Osobowości”. Z racji swojego jubileuszu organizatorzy zaprosili gości, którzy zdążyli zapaść w pamięć tutejszej publiczności podczas poprzednich edycji.&lt;br /&gt;Tym razem prezentujący się twórcy to grupa ludzi młodych, których spektakle do łatwych w odbiorze nie należą. Trzeba przyznać, że Warsztaty Kultury stały się tego wieczoru eksperymentalną sceną dla tancerzy o absolutnie innych, specyficznych pomysłach i technikach tańca. Skonsternowane spojrzenia publiczności, niepewność na ich twarzach po zakończeniu spektakli mogły świadczyć o tym, że prezentujące się teatry były propozycjami, które trudno jednoznacznie pozytywnie lub negatywnie ocenić.&lt;br /&gt;Nieoswojona z takimi projektami publika mogła mieć spore problemy, bo twórcy postawili w swoich krótkich etiudach na techniki tańca trudne do sklasyfikowania i określenia czy słabo zrozumiałe sensy i ich zastosowania. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że gdyby hasłem przewodnim i inspiracją tegorocznych pokazów była muzyka, spektakle te zdecydowanie znakomicie wpisywałyby się w tę formułę. Muzyka i podkłady dźwiękowe były bowiem najmocniejszymi atutami zaprezentowanych widowisk.&lt;br /&gt;Pierwsze z nich to solowy projekt Polki, Aleksandry Borys, zatytułowany – ”lost in details”, powstały w 2010 roku w ramach Solo Projektu – programu rezydencjalnego Art Stations Foundation w Starym Browarze w Poznaniu. Borys to ubiegłoroczna stypendystka Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, która mimo młodego wieku zdążyła już pokazać się na scenach rodzimych, jak i międzynarodowych.&lt;br /&gt;Widowisko zaprezentowane przez nią na scenie lubelskiej to występ zainspirowany fragmentem książki Lewisa Carolla – „Alicja w krainie czarów”. Projekt, jak można przypuszczać, jest solową ekspresją książkowej bohaterki – białego pionka na szachowej planszy, jaką stanowi kraina po drugiej stronie lustra.&lt;br /&gt;Utwór sprawia wrażenie dzieła złożonego. Wyraźnie kontrastowe dwie części widowiska to jakby dwie etiudy-historie, gdzie pierwsza to Borys w dziewczęcej białej sukience przewiązanej dużą, czerwoną kokardą, w czerwonych skarpetkach i w trampkach, która rozgrywa się w ciszy, na oświetlonej białej scenie; dominują sekwencje ruchowe nad tanecznymi.&lt;br /&gt;Jest to część zdecydowanie słabsza od tej, która następuje później – po symbolicznym przebudzeniu Alicji. Druga etiuda rozgrywa się bowiem przy dźwiękach muzyki – najpierw perkusyjnej, potem żywej gitarowej gry. Jest zdecydowanie mocniejszym, energiczniejszym i wyrazistszym punktem pokazu młodej Polki.&lt;br /&gt;Zaraz po niej za sprawą „Antypodów” Cie Stanislawa Wisniewskiego publiczność przekonała się jak dwa zupełnie inne światy i kultury mogłyby się ze sobą splatać. Odniosłam jednak wrażenie, że w tym, co zobaczyliśmy niekoniecznie tak się stało. Muzyka, o której już wspomniałam wcześniej, również i tu stanowiła najmocniejszy punkt programu.&lt;br /&gt;Projekt akompaniowany utworami Henryka Mikołaja Góreckiego – niedawno zmarłego polskiego kompozytora muzyki poważnej – to huśtawka nastrojów, od tych obrazowanych smutnym utworem na wzór epitafium do tych, którym przewodzą radosne, żywe preludia. „Antypody” to solowe widowisko czarnoskórego tancerza, który wyzyskał do swojego projektu zimną, pustą przestrzeń sali i grę świateł padających z rozmieszczonych nisko reflektorów.&lt;br /&gt;Artysta starał się zaprezentować to, co może powstać z przemieszania kultury ulicznej, hip-hopu z kulturą wyższą – w tym przypadku muzyką klasyczną. Chciał pokazać, że te dwa odległe światy mogą łączyć pewne punkty wspólne. Nie jestem pewna czy aby na pewno udało mu się to osiągnąć. Osobiście nie przekonał mnie ani taniec ani jego połączenie z muzyką klasyczną.&lt;br /&gt;Kilkukrotna próba zmieniania koloru ubioru (koszuli) – kolejno z czarnego na biały, ponownie na czarny i ostatecznie na czerwony współgrała ze zmianami nastroju muzyki, tej o zabarwieniu poważnym, smutnym, żałobnym na tę nieco bardziej energiczną i optymistyczną. W całym projekcie najsłabiej bronił się taniec. Niestety sekwencje ruchów, gestów były czymś, co zupełnie rozbijało jakąkolwiek próbę połączenia tych dwóch odmiennych światów – kultury miejskiej, hiphopu i tradycji muzyki klasycznej. Spowodowało to, że całość projektu wypadła w oczach widzów raczej słabo, o czym mogły świadczyć ich późniejsze komentarze.&lt;br /&gt;Zdecydowanie najmocniejszym punktem wtorkowego programu był pokaz białoruskiego duetu Dance Theatre Gallery, czyli dwie krótkie etiudy „Cisza” i „Dysonans”. Pierwsza to solowy projekt Victorii Baltser, która tańczy i buduje ruchem swoją historię w sposób zdecydowanie bardziej świadomy i kunsztowny, a także lepszy technicznie niż jej młodsza koleżanka, Aleksandra Borys (projekt „lost in details”).&lt;br /&gt;Bosa kobieta ubrana w biały, lekki, prześwitujący kostium wspaniale zgrywa się z muzyką, która i w tym widowisku nie zawiodła co wrażliwszych widzów. Tancerka początkowo tańczy do słyszalnego w tle deszczu, by zaraz potem rozmarzyć się z publicznością przy pięknych i przejmujących dźwiękach preludium e-moll Fryderyka Chopina. Drugą cześć stanowiła etiuda „Dysonans” będąca duetem tanecznym tej samej Victorii Baltser i Vlada Tereshenki. Tym razem tłem muzycznym do ich historii stały się utwory Jona Hopkinsa, Henrego Purcella oraz angielskiej grupy „Smoke City”. Dwoje tancerzy ubranych w czarne kostiumy w sposób jasny i wyrazisty oddało problem dysonansów, napięć, różnic, jakie mogą łączyć i dzielić ludzi, a w szczególności kobietę i mężczyznę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A.W.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-1766266231614034403?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/1766266231614034403/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/etiudy-dla-rozdwojonej-jazni.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1766266231614034403'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1766266231614034403'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/etiudy-dla-rozdwojonej-jazni.html' title='Etiudy dla rozdwojonej jaźni'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-7684180180486920173</id><published>2011-11-09T17:34:00.002+01:00</published><updated>2011-11-10T00:28:38.203+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA TEATRÓW TAŃCA'/><title type='text'>Trzy w jednym: po trzech i po jednym</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„Święto wiosny” Janusz Orlik, „Crete for C” Karol Tymiński,&lt;br /&gt;„Świat jest pełen przeszkód: żadna z nich nie jest prawdziwa” Joe Alter Dance Group&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas trzeciego dnia, tegorocznego festiwalu MSTT w Warsztatach Kultury w ramach jednego bloku programowego, wystawione zostały trzy spektakle. Trudno stwierdzić dlaczego organizatorzy zdecydowali się na taką a nie inną konfigurację przedstawień, gdyż różniły się one od siebie na każdym poziomie wykonania i odbioru. Taka znakomita różnorodność ma jednak jeden, bardzo silny punkt – każdy z widzów mógł odnaleźć coś dla siebie. A co takiego było do wyboru?&lt;br /&gt;„Święto wiosny” w reżyserii Janusza Orlika, „Crete for C”, wykonane w całości przez Karola Tymińskiego oraz „Świat jest pełen przeszkód: żadna z nich nie jest prawdziwa”, spektakl amerykańskiej grupy Joe Alter Dance Group. Zrealizowane w tej właśnie kolejności i jedno po drugim, przedstawienia ze względu na swój intensywny charakter, zmuszały widza do ciągłego wysiłku percepcyjnego. Nie pomogły ani przerwy pomiędzy spektaklami ani krótki czas trwania poszczególnych inscenizacji. Wciąż było to półtorej godziny trudnego w odbiorze teatru. Trudnego, ale wartego wysiłku, nie tylko ze strony publiczności, ale przede wszystkim ze strony artystów.&lt;br /&gt;Janusz Orlik w swojej interpretacji „święta wiosny” wykonał ogromną pracę, podobnie zresztą jak dwóch pozostałych tancerzy Dom Czapski i Nicholas Keegan, którzy na scenie wykonywali taniec, bez mała karkołomny. Swój występ artyści rozpoczęli od dość długiego wprowadzenia, podczas którego widz oślepiany był światłem o zmieniającym się natężeniu.&lt;br /&gt;Ten zabieg sprawił, że głębia sceny spowita była nieprzenikalną dla oka ciemnością. W tych ciemnościach rozbrzmiała po chwili muzyka autorstwa Igora Strawińskiego. Z początku łagodna, budowała napięcie, aby w momencie rozświetlenia sceny eksplodować energią. Widzom ukazali się trzej dobrze zbudowani mężczyźni występujący wyłącznie w bokserkach. Już po krótkiej chwili na ich obnażone ciała wystąpił pot zdradzający jak wiele sił kosztuje ich wykonywana choreografia. Liczne podskoki, wykopy i przysiady zrealizowane z ogromną precyzją były momentami synchroniczne a momentami przywodziły raczej na myśl kanon.&lt;br /&gt;Całość zatańczona na zerowym kontakcie fizycznym pomiędzy tancerzami przywołuje skojarzenia raczej z pokazem tanecznym niż inscenizacją teatralną. A jednak momenty załamania, odpoczynku na scenie i kontaktu wzrokowego zdradzały podszewkę fabularną schowaną pod wirtuozerskim tańcem. Jeśli celem Janusza Orlika było wywołanie u publiczności ożywienia i dreszczyku emocji, to wielomiesięczne próby przyniosły oczekiwane rezultaty. Mówię tu także we własnym imieniu, po zakończeniu spektaklu czułem się jak po wypiciu mocnego, gatunkowego espresso.&lt;br /&gt; „Crete for C” nie miało w sobie aż tyle energii, ale posiadało wiele innych elementów, które uznać można za wartościowe. Karol Tymiński na materializacje swojej wizji potrzebował zgoła innej przestrzeni, dlatego w przerwie pomiędzy spektaklami poproszono widownię o przejście do sąsiedniej sali. Tam zastali dwa długie rzędy krzeseł i równie długą matę, na której miało odbyć się przedstawienie. Realizatorzy zadbali również o tłumaczenie tekstu przedstawiania a dokładniej fragmentu z „Kroniki Ptaka Nakręcacza” autorstwa Haruki Murakamiego. Przed wejściem na widownię każdy członek publiczności dostał to tłumaczenie na wycinku kartki. Było to, nota bene, jedyne przedstawienie tego wieczoru wykorzystujące słowo. Było ono również jedynym, do którego artysta przebierał się na oczach publiczności. Na tym nie koniec osobliwości. Artysta inscenizował swoje przedstawienie w jednym kierunku, od prawej do lewej strony sceny. Wykonując powtarzające się ruchy, jakby podczas próby, tańczył aż skończyła mu się mata. Następnie brał głęboki oddech i wracał na początek, aby z kamienną twarzą zacząć od nowa. Nie chcąc zdradzić zbyt wiele, powiem tylko, że w tej rutynie nastąpił moment załamania, pełen konwulsyjnych ruchów, krzyku i imitacji onanizmu. Stanowił on punkt kulminacyjny i, do pewnego stopnia, sens spektaklu. W porównaniu ze „Świętem wiosny” było to doświadczenie o wiele bardziej teatralne i niepokojące. Jednakże proponowało ono mniej walorów artystycznych związanych z tańcem i być może przesadnie prowokowało.&lt;br /&gt;O ile pierwsze dwa spektakle były mocno skoncentrowane na jednym z dwóch elementów składowych „teatru tańca”, to Joe Alter Dance Group najlepiej połączyło obydwie sztuki i zaprezentowało swoje umiejętności w przedstawieniu pt. „Świat jest pełen przeszkód: żadna z nich nie jest prawdziwa”. A mówiąc dokładniej to efekty pracy grupy zaprezentowała w pojedynkę Dorota Łęcka. W istocie całą fabułę tego widowiska zdradza jego tytuł. Opowiada ono o tym, co zwykło się nazywać ludzką percepcją, o tym jak sposób postrzegania rzeczywistości determinuje nasze zachowania i o tym jak sami rzucamy sobie kłody pod nogi. &lt;br /&gt;Efekt ten Joe Alter Dance Group uzyskał przede wszystkim poprzez umiejętne użycie świateł punktowych, które w symboliczny sposób wyznaczały artystce przestrzeń na scenie. Były one czymś w rodzaju scenografii lub raczej projekcji myśli tańczącej zapamiętale artystki. Dorota Łęcka doskonale poradziła sobie zarówno z wyzwaniem aktorskim, jak i tanecznym. Wszystko było przedstawione poprawnie i wykonane precyzyjnie, jednak w przedstawieniu zabrakło „je ne sais quoi”, które wciągnęłoby widza w spektakl i porwało swoją charyzmą. &lt;br /&gt;Każdy z tych spektakli odznacza się własną myślą, ideologią, sposobem realizacji i przesłaniem. Nie łączy ich absolutnie nic poza arbitralnym przydziałem do wspólnego bloku programowego oraz tym, że wszystkie one (po raz kolejny) udowodniły, że teatr z tańcem można z powodzeniem łączyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jarosław Olejniczak&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-7684180180486920173?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/7684180180486920173/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/trzy-w-jednym-po-trzech-i-po-jednym.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/7684180180486920173'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/7684180180486920173'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/trzy-w-jednym-po-trzech-i-po-jednym.html' title='Trzy w jednym: po trzech i po jednym'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-41937426917074804</id><published>2011-11-08T15:56:00.002+01:00</published><updated>2011-11-08T16:00:13.791+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='WYWIADY'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA TEATRÓW TAŃCA'/><title type='text'>Czy dwa razy wchodzi się do tej samej rzeki – wywiad z Anną Żak</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;O historii GTWPL oraz ich najnowszym spektaklu z Anną Żak – tancerką i choreografką, rozmawia Barbara Żarinov&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Piętnastą edycję Międzynarodowych Spotkań Teatrów Tańca uroczyście otworzył spektakl „Cokolwiek stanie się” Grupy Tańca Współczesnego Politechniki Lubelskiej, do którego choreografię przygotowała założycielka grupy, Hanna Strzemiecka.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;W tym roku mija osiemnaście lat od założenia GTWPL. Jak wyglądały początki? Czy zaszły jakiekolwiek zmiany od czasów, kiedy grupę prowadziła Hanna Strzemiecka?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zmiany na pewno zaszły. Minęło osiemnaście lat odkąd grupa zaistniała w postaci teatru tańca, wcześniej miała formę gimnastyki artystycznej. To był czas tworzenia tańca współczesnego w Polsce. Myślę, że wzięliśmy udział w tworzeniu kawałka historii. To był dopiero początek, trudno było o nauczycieli, szukaliśmy przeróżnych możliwości. Taniec współczesny dopiero zaczynał się rozwijać. Uczyliśmy się dopiero z Hanią na przeróżnych warsztatach. Pierwszym okresem dojrzałości, był moment kiedy Hani udało się powołać z GTWPL zawodowy zespół tancerzy czyli Lubelski Teatr Tańca, który w tym roku także obchodzi jubileusz dziesięciolecia. To był nasz pierwszy krok w dojrzałość. Z GTWPL systematycznie współpracują młode osoby, adepci. Grupa funkcjonuje wciąż od nowa i od nowa. Minęło już osiemnaście lat, grupa osiągnęła pełnoletniość i myślę, że moje tancerki także dojrzały do tego, aby mogły posmakować współpracy z osobą, która formowała taniec współczesny w Polsce.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czy trudno było namówić Hannę Strzemiecką do powrotu?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Nie, nie było trudno. Jesteśmy w stałym kontakcie. Hania od pięciu albo sześciu lat nie robiła choreografii, ale jest kobietą wizjonerką. Tak naprawdę nigdy nie przestała być choreografem. Cały czas nowe pomysły, wizje, obrazy nosiła w głowie. Nieraz rozmawiałyśmy o tym powrocie. Ten okres jubileuszowy stał się okazją do tego, aby Hanna zmobilizowała się czasowo, żeby mogła pogodzić obowiązki i stworzyć od nowa choreografię dla młodych tancerzy.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czy dwa razy wchodzi się do tej samej rzeki?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czy była to forma pracy, do której przyzwyczajone są dziewczyny?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Dziewczyny, które pracują ze mną od sześciu lat na pewno przyzwyczajone są do innego systemu pracy. Musiały przystosować się do prowadzenia zajęć silną ręką. Uznałam jednak, że dojrzały do tego, aby poznać to, na czym my się wychowaliśmy.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czym ten spektakl różni się od innych?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Na pewno widać w nim rękę Hanki. Są rzeczy, które po prostu lubi w choreografiach, do których często powraca. Przewija się sposób charakterystycznego dla niej sposobu prowadzenia choreografii. Dla dziewczyn była to bardzo ciekawa współpraca. Przez te kilka miesięcy dużo się nauczyły, sporo nowych rzeczy i umiejętności odkryły w sobie. Choreografia ta nie jest łatwa w odbiorze, również dla tancerzy. Sposób prowadzenia ruchu, przebieg całego spektaklu wymagał od nich przyjęcia nowego sposobu pracy ze sobą jak i ze swoim ciałem.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Skąd w spektaklu inspiracja twórczością tak mało popularnego poety, jakim jest Ezra Pound?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Cała oprawa, koncepcja spektaklu to pomysł Hanny i to jej najlepiej byłoby się zapytać. Wiem, że dobór poezji był dziełem przypadku, ale bardzo szczęśliwego, można powiedzieć intuicyjnego, co zdarzało się Hannie. Sięgnęła po czasopismo „Poezja”, otworzyła i to było dokładnie to, o czym chciała mówić w spektaklu, od razu zadzwoniła do mnie. Sama była zaskoczona tym dziełem przypadku. Tekst wiersza stał się mottem spektaklu, lepiej nie dało się tego wyrazić.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;O czym dla pani jest ten spektakl?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Chyba po prostu o życiu, o przemijaniu i o powracaniu do źródeł. Jest próbą udowodnienia, że nie jest prawdą, iż nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Czasami wchodzi się i to wielokrotnie. Dla Hani natomiast jest to spektakl o zbieraniu doświadczeń i łapaniu chwil.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-41937426917074804?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/41937426917074804/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/czy-dwa-razy-wchodzi-sie-do-tej-samej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/41937426917074804'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/41937426917074804'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/czy-dwa-razy-wchodzi-sie-do-tej-samej.html' title='Czy dwa razy wchodzi się do tej samej rzeki – wywiad z Anną Żak'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-7581414351528475306</id><published>2011-11-08T15:54:00.003+01:00</published><updated>2011-11-14T12:19:38.501+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='WYWIADY'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA TEATRÓW TAŃCA'/><title type='text'>Festiwal osobowości - wywiad z z Ryszardem Kalinowskim</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;W niedzielę odbył się premierowy pokaz filmu Lubelskiego Teatru Tańca oraz TVP Lublin „Stand by”, w reżyserii Nataszy Ziółkowskiej-Kurczuk, z wykorzystaniem choreografii norweskiej artystki Karen Foss. Z tej okazji rozmawiałam z Ryszardem Kalinowskim – tancerzem, choreografem LTT oraz organizatorem Międzynarodowych Spotkań Teatrów Tańca.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jesteś autorem regionalnego raportu o stanie tańca, zatem zapytam: czy taniec w Lublinie ma się dobrze?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Taniec w Lublinie ma się bardzo dobrze, zwłaszcza ten nowy, ludowy także, ale mnie jednak łatwej będzie wypowiadać się o formach współczesnych. O jego dobrym stanie świadczy chociażby nasz festiwal czy spektakle grane w Teatrze Centralnym. Przemawiać za tym również regularność, z jaką są pokazywane oraz niesłabnące zainteresowanie publiczności, także warsztatami regularnie prowadzonymi w tygodniu przez LTT. Wiem ponadto, że dużo młodzieży szkolnej i tej starszej zajmuje się tańcem współczesnym, nie tylko w Lublinie, ale i w regionie. Trudno zestawić mi jakość tańca lubelskiego z tańcem w dużych ośrodkach europejskich (takich jak, np.: Holandia, Niemcy, Francja) czy światowych, gdzie zwłaszcza współczesny taniec ma swoją tradycję i jest mocno osadzony w kulturze. Ciężko ocenić czy nasz taniec jest tak dobry jak ich. Zaczęliśmy dużo później. Po wojnie zainteresowanie tańcem współczesnym było niemal zerowe. Taniec wtedy zdominowany był przez folklor, taniec towarzyski czy inne estradowe formy, a współczesny właściwie odrodził się dopiero po upadku komunizmu.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Co odróżnia ten festiwal od poprzednich?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;On jest szczególny, dlatego że zgromadziliśmy osobowości, które w jakiś sposób łączą się z poprzednimi edycjami. Nawiązuje do twórczości artystów, którzy już się u nas pojawili, a jednocześnie jest nowy, ponieważ zgromadziliśmy, naszym zdaniem, samą śmietankę artystów - uznanych i znaczących twórców, którzy wpłynęli na kształt i wizerunek festiwalu. Dla nas, organizatorów oraz twórców w całej Polsce i nie tylko są bardzo ważni i wywarli duży wpływ na młodsze pokolenie artystów. Wśród bardzo inspirujących postaci wymieniani są: Ann Van den Broek, Joe Alter, który regularnie pojawia się w Polsce, a także Stanisław Wiśniewski, który chętnie współpracuje z Polakami i nie traci kontaktu z naszym krajem, oraz Cie Linga z Katarzyną Gdaniec, którzy regularnie bywają w Gdańsku, ale i u nas prowadzą warsztaty. Jest to wyjątkowa sytuacja, w której gromadzimy najlepszych z najlepszych, świętujemy z nimi jubileusz, bo jest to piętnasta edycja festiwalu, połączona z dziesięcioleciem LTT i osiemnastką GTWPL. Te wszystkie jubileusze sprawiły, że ta edycja jest wyjątkowa.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Które spektakle polecasz szczególnie?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Polecam wszystkie spektakle Ann Van den Broek, które odbywać się będą w Chatce Żaka. Polecam również Pala Frenaka, jego spektakl jest bardzo efektowny i plastyczny. Forma, kolor, użycie niezwykłych rekwizytów oraz akrobatyczna forma tańca sprawiają, że spektakl jest ciekawy wizualnie. Mogę tutaj zdradzić, iż będzie to taniec z użyciem lin. Natomiast dla ludzi wymagających, ale i cierpliwych, proponowałbym wszystkie spektakle, które odbywać się będą w Warsztatach Kultury. To spektakle, które wykraczają poza typowe ramy tańca, są bardzo eksperymentalne. Będzie taniec bez tańca, jak w spektaklu Jonathana Burrowsa „Speaking dance”, czy jak w przypadku Sanny Kekäläinen, której bliżej do performance’u, czy zdarzenia z wykorzystaniem ruchu, multimediów i tekstów. Nie będą to spektakle łatwe w odbiorze.&lt;br /&gt;Myślę, że ciekawe dla widza będą spektakle przedstawiane przez młodych twórców, które zobaczyć będzie można 7-8 listopada. Ci ludzie mają swój pomysł i odrębną koncepcję tańca. Czy jest ona tak całkowicie oryginalna trudno powiedzieć, ale myślę, że z racji ich wieku jest propozycją odświeżającą, zbliżającą nas do innego świata, mówię „nas”, czyli tych doświadczonych, którzy spędzili sporo na scenie w tańcu.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Do waszego spektaklu nie zachęcasz?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zachęcam, bardzo zachęcam. Tym bardziej, że ten spektakl powstał pod kierunkiem choreograf z Norwegii. Osoby, którą poznaliśmy i której twórczość bardzo polubiliśmy.&lt;br /&gt;Karen Foss nie jest pierwszy raz w Lublinie.&lt;br /&gt;Nie, już jakiś czas temu prowadziła z nami warsztaty. Spotykaliśmy się, wiele rozmawialiśmy, i wreszcie zrodził się pomysł, żebyśmy razem zrobili spektakl. Zależało mi, aby zaprosić kogoś z zewnątrz.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;I w ten sposób odświeżyć swój teatr?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Odświeżyć to może nie, bo wyszłoby na to, że jesteśmy nieświeży, ale chodziło nam o zmianę kierunku. Jest to dla nas ciągle bardzo istotne, aby poszukiwać i coś zmieniać, wychodzić poza ramy, otworzyć się na inny sposób myślenia. Karen Foss coś takiego wprowadza, ale z dużym szacunkiem dla nas. Nie próbuje nas przeinaczyć, bierze z nas jak najwięcej. Na pewno proponuje nam coś innego.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Na czym polegają zmiany wprowadzone przez Karen Foss?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zaproponowała nam przede wszystkim inny ruch, inaczej prowadzony, tworzony na podstawie odmiennych impulsów, w nowej przestrzeni i posiadający różną od dotychczasowej dynamikę. Jest to taniec bez kontaktu, co jest dla nas nowością. Myślę, że jesteśmy w Polsce jednym z tych teatrów, dla których charakterystyczne jest używanie kontaktu z partnerem, improwizacji w kontakcie. W „Stand by” kompletnie od tego odchodzimy, podczas całej choreografii nie dotykamy się, co jest dla nas ewenementem.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Skąd pomysł, aby spektakl wykorzystać w filmie?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Spektakl stanowi jedynie inspirację do stworzenia nowego, odrębnego dzieła. My go całkowicie nie przenosimy. Na pewno nie jest to także adaptacja. Nawiązujemy i wykorzystujemy pewne wątki, które pojawiają się w spektaklu. Myślę, że to dwie odrębne rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czy przystosowywaliście choreografię do nowych przestrzeni lub pomieszczeń, w których graliście?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Tak, tak można powiedzieć. My z tą choreografią, z tą dynamiką wchodziliśmy w nowe wnętrza, to powoduje, że jesteśmy trochę inni niż w spektaklu, powiedziałbym nawet, że tutaj gramy inne role.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;W takim razie czy wymowa filmu jest inna niż w spektaklu?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Tak. Myślę, że przesłanie filmu jest inne.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czy mógłbyś zdradzić, jakie jest przesłanie filmu i co, dla ciebie, jest w nim najważniejsze?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie w filmie najważniejsza jest plastyka obrazu. Mamy do czynienia z taką specyficzną sztuką, jaką jest film, która inaczej wpływa na widza. My wiedząc, że jesteśmy zamknięci w małej dwuwymiarowej przestrzeni inaczej się poruszamy i zachowujemy. Jesteśmy kimś innym. Stajemy się tylko częścią rzeczywistości, która pokazana jest za pomocą dodatkowych obrazów, niezwiązanych z naszym tańcem i ruchem. Dla tej rzeczywistości stanowimy jedynie uzupełnienie. A w spektaklu, to my jesteśmy przede wszystkim. Mamy żywy kontakt z widzem, który determinuje inne zachowania oraz odmienną dynamikę ruchu. Powiedziałbym, że w spektaklu jesteśmy bardziej obecni. Film opowiada o nas bardzo lirycznie, a w spektaklu jesteśmy cieleśni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmawiała Barbara Żarinov&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-7581414351528475306?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/7581414351528475306/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/festiwal-osobowosci-wywiad-z-z.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/7581414351528475306'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/7581414351528475306'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/festiwal-osobowosci-wywiad-z-z.html' title='Festiwal osobowości - wywiad z z Ryszardem Kalinowskim'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-6702570187045389083</id><published>2011-11-08T15:53:00.001+01:00</published><updated>2011-11-08T16:03:35.417+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA TEATRÓW TAŃCA'/><title type='text'>Ta edycja stawia na ważne nazwiska Idea i propozycje 15. Międzynarodowych Spotkań Teatrów Tańca</title><content type='html'>Za nami pierwsze dwa dni festiwalowych wrażeń, jakie fundują tegoroczne Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca, jednak nie jest jeszcze zbyt późno, by przypomnieć ideę przyświecającą tej edycji.&lt;br /&gt;W tym roku Spotkania świętują 15. rocznicę, dlatego organizatorzy zadbali, by była to edycja specjalna. Nosi ona hasło „OSOBOWOŚCI” i skupia gości – artystów: tancerzy, choreografów, reżyserów, muzyków oraz teoretyków teatru i tańca, którzy są najbardziej doceniani w swoich dziedzinach i oczywiście najmocniej zapadli w pamięć lubelskiej publiczności. Zatem pojawią się na festiwalu takie osobowości, jak między innymi: Roberto Zappala, Jonathan Burrows, Pal Franek, Stanisław Wiśniewski, Joe Alter, Ann Van den Broek, czy Leszek Bzdyl. Obok tych twórców, którzy publiczności z Lublina wielokrotnie prezentowali swoje dokonania, pojawią się artyści (Aleksandra Borys, Karol Tymiński i Janusz Orlik), którzy pomimo młodego wieku już stali się rozpoznawalni, zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami.&lt;br /&gt;Trzy edycje poprzedzające tę, jubileuszową, były tematycznie związane. Miały na celu ukazanie relacji zachodzących pomiędzy różnymi dziedzinami sztuki oraz wpływu, jaki wywierają one na teatr tańca. Zatem zobaczyliśmy spektakle inspirowane sztukami plastycznymi, literaturą i muzyką. Wszystkim zaś edycjom towarzyszyły wystawy, koncerty, konferencje, wykłady i warsztaty. Tak też jest i w tym roku.&lt;br /&gt;Obok nurtu głównego, podczas którego zobaczymy spektakle tworzone przez tytułowe osobowości teatru tańca, możemy również spotkać tak ważnych gości, jak Anna Królica, czy też wziąć udział w Ogólnopolskich Warsztatach Tańca Współczesnego (prowadzonych m.in. przez Joe Waltera z USA, Gry Bech-Hansen z Norwegii, Sylvie Pabiot z Francji oraz Witolda Jurewicza z Polski).&lt;br /&gt;W tym roku nie zabraknie też czegoś dla oka, czyli serii wystaw, w której skład wejdą: prezentacja fotografii Mariusza Bieleckiego pod tytułem „śladem tańca i światła”, pokaz wybranych prac laureatów i uczestników czterech edycji Ogólnopolskiego Konkursu Fotograficznego pod tytułem „Taniec – energia ciała i wyobraźni” oraz wystawa obrazów Leszka Strzemieckiego „Zdarzenia nie-optymistyczne”. To oczywiście tylko część wydarzeń, jakie proponuje tegoroczna edycja Spotkań. Warto zatem przejrzeć program i sprawdzić, jakie spektakle, filmy i spotkania wybrać oraz, co najważniejsze, jakie osobowości warto spotkać w tym roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;KK&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-6702570187045389083?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/6702570187045389083/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/ta-edycja-stawia-na-wazne-nazwiska-idea.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/6702570187045389083'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/6702570187045389083'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/ta-edycja-stawia-na-wazne-nazwiska-idea.html' title='Ta edycja stawia na ważne nazwiska Idea i propozycje 15. Międzynarodowych Spotkań Teatrów Tańca'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-2786857618151617498</id><published>2011-11-02T12:25:00.004+01:00</published><updated>2011-11-14T23:41:11.556+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LUBELSKIE FESTIWALE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA TEATRÓW TAŃCA'/><title type='text'>15. Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;5 listopada, sobota &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;19:00 - Grupa Tańca Współczesnego Politechniki Lubelskiej – PREMIERA – "Cokolwiek stanie się” 40' - Warsztaty Kultury - Scena Główna (Uwaga! wejście za okazaniem bezpłatnych wejściówek, które są w kasie CK. Jedna osoba może odebrać maksymalnie dwie )&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;6 listopada, niedziela&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;19:00 - "STAND BY”- Premiera filmu Lubelskiego Teatru Tańca oraz TVP Lublin 52' - Studio TVP Lublin ( Uwaga! wejście tylko na zaproszenia)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;7 listopada, poniedziałek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;18:00 - Janusz Orlik (Polska) - "Święto wiosny” 35' - Warsztaty Kultury - Scena Główna&lt;br /&gt;Karol Tymiński (Polska) - "Crete for C” 16' - Warsztaty Kultury - Hala&lt;br /&gt;Joe Alter Dance Group (USA) - "Świat jest pełen przeszkód: żadna z nich nie jest prawdziwa” 18' - Warsztaty Kultury - Scena Główna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;8 listopada, wtorek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;18:00 - Aleksandra Borys (Polska) - "lost in details” 25' - Warsztaty Kultury - Scena Główna&lt;br /&gt;Cie Stanislaw Wisniewski (Francja) - "Antypody” 30' - Warsztaty Kultury- Hala&lt;br /&gt;Dance Theatre Gallery (Białoruś) - "Cisza" 5', "Dysonans" 15' - Warsztaty Kultury- Scena Główna&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;9 listopada, środa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;18:00 - Lubelski Teatr Tańca PREMIERA - "gracerunners” 45' - Warsztaty Kultury - Scena Główna&lt;br /&gt;20:00 - Cie Linga (Szwajcaria) - "falling grace” 65' - Teatr Muzyczny (Uwaga! wejście tylko na zaproszenia)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;10 listopada, czwartek&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;18:00 - Cie Linga (Szwajcaria) - "falling grace” 65' - Teatr Muzyczny&lt;br /&gt;20:00 - Ann van den Broek (Holandia/ Belgia) - "We Solo Men” 70' - ACK UMCS "Chatka Żaka”&lt;br /&gt;22:00 - K&amp;C Kekäläinen &amp; Company (Finlandia) - "BESTIA – Książka w pomarańczowym namiocie” 80' - Warsztaty Kultury - Scena Główna&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;11 listopada, piątek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;18:00 - Prezentacja filmu "STAND BY” 52' - Teatr Muzyczny ( Uwaga! wejście za okazaniem bezpłatnych wejściówek, które są w kasie CK. Jedna osoba może odebrać maksymalnie cztery)&lt;br /&gt;20:00 - Ann van den Broek (Holandia/ Belgia) - "Ohm” 60' - ACK UMCS "Chatka Żaka”&lt;br /&gt;22:00 - SzaZa &amp; Dada von Bzdülöw (Polska) - "Caffe Latte” 60' - Warsztaty Kultury - Scena Główna&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;12 listopada, sobota&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;18:00 - Compagnia Zappalŕ Danza (Włochy) - "Odisseo” 80' - Teatr Muzyczny&lt;br /&gt;20:00 - Ann van den Broek (Holandia/ Belgia) - "Q61” 70' - ACK UMCS "Chatka Żaka”&lt;br /&gt;22:00 - Jonathan Burrows i Matteo Fargion (Wielka Brytania) - “Cichy taniec” 40' “Mówiący taniec” 45' - Warsztaty Kultury - Scena Główna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;13 listopada, niedziela&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;18:00 - karen foss quiet works (Norwegia) - “TO” 50' - Teatr Muzyczny&lt;br /&gt;20:00 - Compagnie Pal Frenak (Węgry/ Francja) - “Fiuk/ Ukryci Ludzie” 43' - ACK UMCS "Chatka Żaka”&lt;br /&gt;22:00 - Witold Jurewicz i Juliusz Grzybowski - "Czy filozof może mówić o tańcu?” - 35' Warsztaty Kultury - Scena Główna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;BILETY&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Bilety można kupować w Kasie Centrum Kultury (ul. Narutowicza 32 w Lublinie) w godz. 12–17 oraz na godzinę przed spektaklem w miejscach prezentacji. Ceny: 25 zł/ 15 zł. Karnety: 280 zł/ 140 zł; karnet na 5 wybranych spektakli:100 zł/50 zł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-OkWyRz-yHt8/TrgFgiEAJdI/AAAAAAAAAsk/F3BuHigY73w/s1600/3mx1_5m_LZW.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 160px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-OkWyRz-yHt8/TrgFgiEAJdI/AAAAAAAAAsk/F3BuHigY73w/s320/3mx1_5m_LZW.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672289787130684882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-2786857618151617498?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/2786857618151617498/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/15-miedzynarodowe-spotkania-teatrow.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/2786857618151617498'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/2786857618151617498'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/11/15-miedzynarodowe-spotkania-teatrow.html' title='15. Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-OkWyRz-yHt8/TrgFgiEAJdI/AAAAAAAAAsk/F3BuHigY73w/s72-c/3mx1_5m_LZW.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-4169929631360110794</id><published>2011-10-22T19:21:00.001+02:00</published><updated>2011-10-24T15:24:34.299+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Konfrontacje - co za nami?</title><content type='html'>Tegoroczny XVI Międzynarodowy Festiwal „Konfrontacje Teatralne” rozpoczął poruszający spektakl w reżyserii Leszka Mądzika stworzony z portugalską grupą ACTA-A Companhia de Teatro do Algarve. „Żar. Ines i Pedro” to historia o nieszczęśliwej miłości, wielkiej dumie i odwadze. Pedro nie mogąc pogodzić się ze śmiercią ukochanej posuwa się do radykalnych kroków - postanawia wydobyć z grobu umarłą, koronuje trupa, a poddanym każe oddawać mu cześć. Leszek Mądzik, mimo iż swój spektakl realizował daleko od Lublina i Sceny Plastycznej KUL , nie odszedł jednak na krok od wypracowanej tu estetyki. Zatem w „Żarze” wielkie znaczenie mają światło, mrok, kolor i faktura materii. Mądzik ustawia na scenie parawany, wielkie konstrukcje przypominające trudne do pokonania mury. Nad tym umieszcza stado krążących ptaków, zaś widownię, jak na niego przystało, otula wszechobecną nocą. Portugalscy aktorzy w milczeniu opowiadają przepiękną historię o żarliwej, gorącej miłości. Miłości, która może stać się przykładem najdoskonalszego uczucia.&lt;br /&gt;Trzeciego dnia festiwalu widzowie mogli dokonać swoistej konfrontacji dwóch legend polskiego teatru alternatywnego. Obok siebie wystąpili Teatr Ósmego Dnia z Poznania oraz Teatr Provisorium z Lublina. Ósemki pokazały spektakl będący efektem warsztatowej pracy w poznańskim więzieniu przy ulicy Młyńskiej 1. Stąd nazwa ich spektaklu „Osadzeni. Młyńska 1”. Bohaterami, których historie słyszymy z ust aktorów, stają się zatem skazani odbywający karę w tym więzieniu. Wielkim sukcesem grupy jest zdobycie zaufania skazanych, umiejętność dotarcia do nich, co poskutkowało otworzeniem się tych mężczyzn i opowiedzeniem przez nich historii swojego życia. Niestety sama forma przedstawienia nie była sukcesem. Snucie opowieści na ascetycznej scenie, która przypominać miała tzw. spacerniak nie przypadła publiczności do gustu. Przez taką koncepcję spektaklu, mającą dać możliwość wybrzmienia tragicznym opowieściom, uzyskano zupełnie odwrotny efekt – publiczność nudziła się i oczekiwała na jakiś mocniejszy akcent, miast słuchać w skupieniu. Nie pomogło nawet, dość wzruszające, przeplatanie opowieści widoprojekcjami, które ukazywały więźniów recytujących wiersze Rillke’go (w zamierzeniu miało to dać efekt zderzenia dwóch światów –poezji i więzienia).&lt;br /&gt;Za to „Bracia Karamazow” w reżyserii dyrektora festiwalu Janusza Opryńskiego nie zawiedli. Po wyjściu z tego spektaklu odzywały się głosy, iż widzowie czuli się, jakby przez trzy godziny kręcili się w kółko wraz z obrotową sceną i aktorami. To wybitne dzieło Teatru Provisorium, co do tego nie ma wątpliwości. Wciągający spektakl, w którym skondensowane zostały wszystkie najważniejsze wątki z wielkiej powieści Fiodora Dostojewskiego. Mamy tu połączenie genialnego aktorstwa ze świetnymi rozwiązaniami scenograficznymi (wspomniana okrągła obrotowa scena co rusz puszczana w ruch). Spektakl zadaje ważne pytania, na długo po jego zakończeniu kręcące się po głowie, o Boga, zło, duszę i jej losy po śmierci, miłość. W wielu wywiadach Opryński mówił, iż realizacja tego spektaklu będzie dla niego spełnieniem marzeń. I myślę, że stałaby się też nim dla Dostojewskiego.&lt;br /&gt;Na festiwalu zagościli również twórcy z innych miast Polski. Tu warte wymienienia są trzy ważne dla współczesnego teatru nazwiska, a mianowicie: Grzegorza Jarzyny (Warszawa) i duetu Strzępka&amp;Demirski (Wałbrzych). Ze spektaklem „Między nami dobrze jest”, w reżyserii Jarzyny właśnie, gościł w Lublinie TR Warszawa. Przedstawienie bazuje na tekście Doroty Masłowskiej, który jest błyskotliwy, zabawny, tnie jak żyletka, bazując przy tym na komizmie. Sprawnie i głównie za pomocą warstwy językowej odziera Polaków ze złudzeń, każe nam w bohaterach odszukiwać samych siebie i wyśmiewać się ze swoich poczynań. Spektakl pokazuje biedną rodzinę gnieżdżącą się w ciasnym mieszkanku, której losy są po trochu komiczne (bo to ludzie niedouczeni, naiwni, płytko postrzegający świat), a po trochu tragiczne (pokonują oni trudy dnia codziennego, mają kompleksy i nieskie poczucie własnej wartości). Na tą historię nakłada się druga – o wielkim świecie telewizyjnych show, pełnym używek i zakochanych w sobie pseudoartystów. Jednak tylko tekst i gra aktorska ratują spektakl. Nie ma tam bowiem ciekawych rozwiązań scenograficznych, zaskakujących konceptów, brakuje powiewu świeżości. Mam wrażenie, że od Jarzyny można oczekiwać czegoś więcej.&lt;br /&gt;Za to Monika Strzępka i Paweł Demirski to połączenie idealne. Demirski napisał „Niech żyje wojna!!!” językiem nie mniej ciętym niż Masłowska.&lt;br /&gt;Spektakl bazuje na zmityzowanym wizerunku walczącego Polaka, który stworzył m.in. serial „Czterej pancerni i pies”. Realizatorzy tego widowiska wyśmiewają taki cukierkowy i naiwny obraz wojny, unaoczniają, iż walczący na froncie Polacy nie są lepsi moralnie od innych narodów. Przy tym robią to z dużym przymrużeniem oka i szerokim uśmiechem. Na koniec zaś dostajemy jeszcze przesłanie: Nie ma już takich ludzi, nie ma takiego teatru, zatem niech żyje wojna!&lt;br /&gt;Na Konfrontacjach Teatralnych gościmy również w Lublinie spektakle z innych krajów europejskich: tym roku zawitali do nas goście z Białorusi, Ukrainy, Gruzji oraz oczywiście, wymienionej już Portugalii. Dziś zaś obejrzymy też spektakl Teatru Praktika z Moskwy.&lt;br /&gt;Teatr Wolny z Białorusi przywiózł dwa spektakle „Eurepica. Challenge” oraz „Być jak Harold Pinter”. Skupmy się jednak na pierwszym z nich. Widowisko bazuje na kompilacji kilkunastu tekstów autorstwa pisarzy i dramaturgów z całego świata. Eurepica to linie lotnicze, które zabierają swoich pasażerów, czyli widzów przedstawienia, w transkontynentalny lot. Gdy samolot przelatuje nad kolejnym krajem na scenie odgrywana jest opowieść właśnie o nim. Wszystkie z historii mają na celu ukazanie, jak stereotypowo postrzegany jest każdy kraj. Zatem w Hiszpanii dręczone są kobiety, które w rozwiniętym kraju należącym do UE nie posiadają praktycznie żadnych praw. Łotysze wyjeżdżają do Irlandii, by szukać godziwego wynagrodzenia za pracę, a Amerykanie wiecznie się obżerają śmiecąc przy tym niebotycznie i spychając winę za zanieczyszczenie planety na inne kraje. Najbardziej oczekiwany był „przystanek” w Polsce. Dowiedzieliśmy się bowiem, że w oczach innych narodów jesteśmy fałszywymi katolikami, którzy przy modlitwie żują gumę, zaś nasz kler odbywa erotyczne przygody z prostytutkami. W naszym obrazie nakreślonym przez Białorusinów można doszukać się też smutnej nutki, bowiem ukazane są tam damsko-męskie popękane relacje. To relacje ludzi niepotrafiących się dogadać, nieodpowiedzialnych, niedopasowanych. Przykładem może być scena, gdzie kobieta udaje orgazm, by zadowolić zakompleksionego i płaczliwego mężczyznę. Reżyser spektaklu Vladimir Shcherban obiecał, że po polskiej scenie policzy wychodzących z oburzeniem widzów. Nie wiem, czy zdołał tak szybko dodawać, widownia przerzedziła się bowiem w mgnieniu oka.&lt;br /&gt;Gruziński „Makbet” zapowiadany był na gwiazdę tegorocznej edycji. Okazało się jednak, że po przerwie wyszło z niego tyle osób, co po białoruskiej ocenie naszego&lt;br /&gt;społeczeństwa. „Makbet” to tekst, który grany jest tak często, że od każdej jego realizacji oczekuje się świeżości i oryginalności. Tego w warstwie interpretacyjnej zabrakło. Język polskiego przekładu był okropny, nie było to żadne z dostępnych nam tłumaczeń. Zdawało się, iż translacja zrobiła przypadkowa osoba tylko na potrzeby festiwalu. Po gruzińsku brzmiało to przepięknie, jednak nie sądzę, by wśród widzów było wiele osób potrafiących docenić (zrozumieć) kunszt językowy, a nie tylko melodyjność. Jednak należy przyznać, że Teatr Dramatu i Muzyki Vaso Abashidze pod względem plastycznym stworzył rzecz niebywałą. Spektakl bowiem jest przepiękny, estetyczny, pełen scenograficznych „smaczków”. Często wykorzystuje zmianę perspektywy, operuje światłem. Aktorzy grają wśród poruszających się konstrukcji, często zawisają na linach nad sceną. Wiedźmy (wśród nich mężczyzna) w cylindrach i przepięknych strojach, zaś Lady Makbet w srebrnej sukni do ziemi prezentują się doskonale. Ten spektakl to prawdziwa uczta dla oka.&lt;br /&gt;W zupełnej opozycji do niego stoi „Edyp. Psia klatka” Centrum Sztuki Współczesnej DAKH. Tu nie ma sceny, a klatka wielkości całego pomieszczenia z wydzielonymi małymi, klaustrofobicznymi norami. Śmierdzi jedzeniem dla zwierząt, odchodami. Widzowie ulokowani są na metalowej konstrukcji i obserwują akcję dziejącą się w środku klatki. Tam dochodzi do zastraszania ludzi, prania ich mózgów. Rytm ich życia wyznacza huk metalowej śruby o pręty klatek. Los mieszkańców tej pułapki odzwierciedla losy obywateli Ukrainy. Tu na rozkaz: „niech odezwie się ten komu władza się nie podoba, niech się sprzeciwi, śmiało, możecie mówić, to wolny kraj”, też nikt się nie odzywa. W drugiej części spektaklu to widzowie ściśnięci są w cuchnących boksach w wielkiej klatce, a wydarzenia dzieją się nad ich głowami. Tam rozgrywa się tragiczna historia Edypa. Zadzierając w górę głowy i słysząc śpiew chóru czujemy podniosłość dziejących się gdzieś w górze wydarzeń. Na koniec, gdy bohaterowie układają podłogę z desek, tym samym budując nam sufit, który nie przepuszcza ani krzty światła, słyszymy z ich ust: „grzebiemy wasz naród, czemu nie protestujecie?” „Edyp. Psia klatka” wywołuje strach, zaskakuje kolejnymi rozwiązaniami, a wreszcie pozostawia w widzach szereg trudnych pytań. To najlepszy i najbardziej poruszający z obejrzanych dotychczas spektakli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;KK&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-4169929631360110794?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/4169929631360110794/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/konfrontacje-co-za-nami.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/4169929631360110794'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/4169929631360110794'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/konfrontacje-co-za-nami.html' title='Konfrontacje - co za nami?'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-5391106045334081982</id><published>2011-10-22T19:18:00.003+02:00</published><updated>2011-10-24T19:18:56.156+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='RECENZJE'/><title type='text'>Szukając klucza - Teatr Provisorium „Bracia Karamazow”</title><content type='html'>Janusz Opryński dał się już poznać jako niezwykle sprawny adaptator powieści na scenę – za przykład można podać „Ferdydurke” i „Trans-Atlantyk” Gombrowicza. Spektakl “Bracia Karamzow” trwa trzy godziny - powieść liczy sobie (w zależności od wydania) około 800 stron: selekcja musiała więc być radykalna. Dokonany wybór scen pozwolił na uzyskanie zwartej i wewnętrznie spójnej kompozycji - można by rzec esencji treści. Adaptator rezygnuje z barwnego panoramicznego tłumu XIX wiecznych Rosjan, na rzecz wyeksponowania sedna powieści: uniwersalnych pytań, na które odpowiedzi poszukują główni bohaterowie. Inscenizacja Opryńskiego nie wymaga od widza znajomości adaptowanego utworu. Ale bez wątpienia spektakl zachęca do samodzielnego wejścia w świat prozy Dostojewskiego i przypomnienia sobie pytań, których nie zadaje dziś odbiorcom popkultura.&lt;br /&gt;Pośrodku okrągłej sceny stoi czarny prostopadłościan – wszystkie ścianki są podwójne i rozkładają się wydzielając mniejsze przestrzenie, trochę kojarzące się z mansjonami. Powstała w ten sposób struktura przypomina rozłożone karty otwartej książki . Czarne, półprzezroczyste ekrany są ruchome i można zmieniać ich układ. Aby ukazać związek pomiędzy pewnymi dialogami, aktorzy zaczynają czasem toczyć rozmowy w dwóch planach – nieraz to tylko strzęp wyrwany z obszernego dialogu. Wykonawcy cały czas pozostają na scenie gotowi zabrać głos, gdy ktoś przywołuje ich wypowiedź w bieżącej scenie. Puszczonej raz w wir machiny nie można ani zatrzymać, ani opuścić. Trzeba bacznie trwać na posterunku. Akcja w wydzielonych niszach zazębia się, wzajemnie warunkuje - a ukazani poszczególnych planów w synchronii podkreśla skomplikowanie losów Karamazowów.&lt;br /&gt;Po skrajnych stronach sceny reżyser umieścił kobiety-antagonistki stereotypowo ubrane w anielską biel (Katarzyna Iwanowna) i wszeteczną czerwień (Agafiena Aleksandrowna). Szybko okazuje się, że takie przyporządkowanie bohaterek jest złudne, bo zaczyna przebijać fałsz Katii i dobre serce Gruszy. Pomiędzy nimi – jakby rozpięci miedzy świętością, a grzechem – mężczyźni toczą dysputy. O Bogu i diable, wolności człowieka, szeroko rozumianej miłości, „naturze Karamzowów”, pieniądzach, rosyjskim chłopie... Zasadniczym tematem przedstawienia będzie właśnie ta rozgrywka intelektualno-emocjonalna między mężczyznami. Kobiety są w niej o tyle ważne , o ile przyczyniają się do komplikowania sytuacji w rodzinie Karamazowów. (Chociaż reżyser zostawił kilka sygnałów, że powieść pozwala poznać motywacje dla postaw bohaterek).&lt;br /&gt;Chęć skondensowania treści dyktuje duże tempo. Zostajemy wręcz zarzuceni przeróżnymi postawami wobec życia, filozofiami, wątpliwościami egzystencjalnymi… - nie sposób ogarnąć ich wszystkich, zachować w pamięci, nie mówiąc już o wypośrodkowaniu sądów. W głowie zostają przede wszystkim piętrzące się znaki zapytania i tematy pod rozwagę. Z teatru wychodzi się zafrapowanym i – w moim przypadku – z mocnym postanowieniem sięgnięcia po lekturę, aby jeszcze raz na spokojnie, prześledzić punkty widzenia i argumentację postaci. Najbardziej dojmująca stała się jednak refleksja: gdzie się podziały takie rozmowy? Zmietliśmy wielkie pytania pod dywan i żyjemy małymi, codziennymi sprawami. A przecież przez te grubo ponad sto lat dzielące nas od epoki Dostojewskiego, wątpliwości Karamazowów nie zostały rozstrzygnięte, nie straciły na aktualności. I nie twierdzę, że nikt już tych spraw nie roztrząsa we własnym sumieniu – to podstawowe kwestie, które wpływają na nasze codzienne wybory. Problem tkwi wg mnie w tym, że otwarte zadawanie pytania „Jak żyć?” stało się czymś wstydliwym. Należy ono do grupy tematów wypływających po opróżnieniu butelki czegoś wysokoprocentowego – i może tu tkwi tajemnica niekończących się rozpraw Karamazowów...- można odnieść wrażenie, że ojcu, prowodyrowi debat, kieliszek nie odkleja się od ust.&lt;br /&gt;Janusz Opryński swoim zwyczajem umieszcza na scenie tylko te przedmioty, które są absolutnie niezbędne do budowania sytuacji . Stawia też na wielofunkcyjność– jedyne łóżko będzie więc co i rusz symbolizowało sypialnie innego bohatera (najczęściej oczywiście Gruszy). Iwan odbywając przed podróżą pożegnalno-wyjaśniającą rozmowę z Aloszą wcale nie potrzebuje krzesła – może przecież przysiąść na ogromnej walizce, którą ze sobą zabiera. Bohaterowie zostali umieszczeni na obrotowej scenie, która przesuwa się tak w ślad za miejscem zdarzeń. W ruch, zamiast mechanizmu, wprawiają ją aktorzy. Może to kojarzyć się z bryczką wirującą wokół palmy w spektaklu „Trans-Atlantyk”. Tam jednak wirował jedynie wehikuł symbolizujący Formę polską – tutaj w coraz bardziej szalone obroty wprawiany jest cały świat bohaterów. W zestawieniu z krzątaniną aktorów zmieniających ustawienie i przesuwających scenografię sprawia to wrażenie niewyobrażalnego wprost chaosu, gorączkowego pędu, zagubienia. I nie jest to zarzut – wręcz przeciwnie: zamęt staje się środkiem wyrazu. Gdy dodamy do tego wzajemnie wykluczające się pragnienia bohaterów okaże się, że tragizm egzystencji wynika właśnie z zawiłej plątaniny ludzkich charakterów i dążeń. Planów na przyszłość nie krzyżuje zły demon, ale drugi człowiek, który chce zrealizować swoje potrzeby. Rozmowa staje się próbą znalezienia porządku, klucza do interpretacji rzeczywistości. Realizacja „Braci Karamazow” przemawia za tym, że warto tego klucza szukać, nawet jeśli nie istnieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kaśka Piwońska&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-5391106045334081982?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/5391106045334081982/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/szukajac-klucza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5391106045334081982'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5391106045334081982'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/szukajac-klucza.html' title='Szukając klucza - Teatr Provisorium „Bracia Karamazow”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-9111646849067622498</id><published>2011-10-22T18:20:00.001+02:00</published><updated>2011-10-24T15:24:15.448+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>„Niech żyje wojna!!!” Teatr Darmatyczny w Wałbrzychu</title><content type='html'>Tandem Monika Strzępka i Paweł Demirski stworzył spektakl pozostający w nurcie ich poszukiwań, krytyczny aż do bólu. Autorzy podjęli temat kontrowersyjny, który może być niewygodny. Dla niektórych zaś jest zabawny tam, gdzie najwyraźniej nie powinien być. Osadzając główny wątek wokół popularnego niegdyś serialu - "Czterej pancerni i pies" – twórcy zbudowali historię naszpikowaną odwołaniami do mitów patriotycznej i bohaterskiej Polski. Co gorsza, mity te są na naszych oczach obnażane, jak w początkowej scenie nagi premier Mikołajczyk negocjujący ze Stalinem. Słowem kluczem staje się mówione jak wyrok "demaskuję cię". Naświetlane są więc wszystkie wątki, począwszy od kultowego serialu, o którym wiadomo, że nijak ma się do tak zwanej prawdy historycznej. Dalej środowiska kojarzące się z cnotą najwyższą - pomnikowych żołnierzy AK oraz rząd emigracyjny w Londynie. Do tego jeszcze tablice "ku czci", "chwile ciszy" oraz "debaty, które poświęcone będą...". Wreszcie demaskatorzy demaskują swoją demaskacje. Wiedzą, że widz ma świadomość i wiedzę, więc rezygnują z moralizatorstwa.&lt;br /&gt;Spektakl ma swój rytm, prężny i nie dający wytchnienia, zarówno twórcom, jak i odbiorcom. Narzucone tempo i fakt odgrywania przez aktorów kilku ról nie pozwala na budowanie postaci od początku do końca. Widzimy jakby fragmentarycznie każdą z nich, na tyle, na ile wymaga tego prezentowana opowieść.&lt;br /&gt;Można się zastanawiać czy nie za dużo na scenie “brudów”, i tych "wyciąganych i pranych" z historii i szeroko pojmowanej kultury, a także tych namacalnych i słyszalnych: w obrazie i słowie. Nasuwają się pytania: czy tylko w ten sposób można o czymś opowiedzieć, czy jest to w ogóle potrzebne? Albo zupełnie inaczej: czy spektakl musi być ładny? Jednak mimo tych pytań, to właśnie teatr daje możliwość wypowiedzenia się. Nie ma jednego właściwego sposobu, a na scenie nie muszą zawsze gościć “prawdy uniwersalne”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludwika Mroczkowska&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-9111646849067622498?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/9111646849067622498/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/niech-zyje-wojna-teatr-darmatyczny-w.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/9111646849067622498'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/9111646849067622498'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/niech-zyje-wojna-teatr-darmatyczny-w.html' title='„Niech żyje wojna!!!” Teatr Darmatyczny w Wałbrzychu'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-4468200192374291552</id><published>2011-10-21T19:31:00.000+02:00</published><updated>2011-10-24T19:32:44.467+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Konsekwencje samotności  - „Wygnanie”, reż. Andrej Zwiagincew</title><content type='html'>Andriej Zwiagincew tym razem nie zaskakuje. To dobrze, biorąc pod uwagę, że jego poprzedni film „Powrót” był świetny. Oglądając „Wygnanie” widz może poczuć się jednak znużony, film jest bardzo długi (trwa 2,5h). Reżyser w dalszym ciągu przywiązuje ogromną wagę do gry aktorskiej. Sceny są pełne napięcia i niejednokrotnie przemilczanych emocji. W rolach głównych oglądamy Marię Bonnevie oraz po raz kolejny Konstantina Ławronienko (który za tę rolę w Cannes odebrał Złotą &lt;br /&gt;Wszyscy marzymy o pełnej wolności, uwolnieniu się od konsekwencji czynów naszych rodziców. Tak naprawdę w podświadomości wiemy, że to tylko iluzja i że nie jesteśmy w stanie uciec od losu który jest nam przeznaczony. Wolimy jednak oszukiwać się i mieć poczucie, iż wpływamy na własny los. Ale wszyscy jesteśmy jego więźniami. Bez względu na to jaką decyzję podejmiemy i tak dojdziemy do tego samego punktu.&lt;br /&gt;O tym, że życie jest labiryntem bez wyjścia próbowało przekonać nas Centrum Sztuki Współczesnej DAKH spektaklem „Edyp. Psia klatka”. Połączyli starożytną tragedię Sofoklesa ze współczesna sztuką rosyjskiego pisarza Klima. Ta oryginalna kompilacja wzbudziła sporo kontrowersji. Scenografię spektaklu stanowi metalowa klatka. W pierwszej części widowiska widzowie z góry obserwują, co dzieje się w środku. Wszystko jest kontrolowane, każdy aspekt życia, skromną intymność stwarzają tylko liche, stare zasłonki. Widzimy, jak zamknięcie wpływa na zachowanie ludzi. W drugiej części następuje zamiana, to my zostajemy zamknięci w klatce na dole i mamy okazję obserwować wydarzenia z perspektywy więźniów. Aktorzy zaś grają na górze, na klatce. Gaśnie światło i słyszymy chór, który opowiada o przeszłości Edypa i zapowiada jego przyszłe losy.&lt;br /&gt;Dramat Sofoklesa został regularnie odegrany i przedstawiony. Stanowił opozycję do metaforycznej „Psiej klatki”, która przypominała iście orwellowską rzeczywistość i mogła stanowić aluzję do państwa totalitarnego - więzienia, gdzie zaburzona jest wolność słowa, a silnie rozbudowany aparat kontroli. Znamienna jest końcówka spektaklu, w której publiczność zostaje „pogrzebana” (klatka zostaje przykryta deskami tak, że do środka klatki nie wpada żadne światło), aktorzy komentują, że zadziwiające jest to, iż publiczność nie reaguje, milczy i w spokoju daje się pogrzebać. W pierwszej części oglądaliśmy jak zamykali, grzebali uwięzionych ludzi, co było bardzo poruszające - kobiety płakały, modliły się i błagały o uwolnienie. W chwili kiedy widzowie znaleźli się na ich miejscu, doszło do dziwnej reakcji - zaczęli chichotać.&lt;br /&gt;Spektakl podobnie jak dramat Sofoklesa pokazuje tragedię, do której prowadzi próba uniknięcia przeznaczenia. Uświadamia, że od wieków nasza kultura uwikłana jest w ten mit, usiłując zapomnieć o kazirodczej miłości. Ten spektakl próbuje uświadomić że ucieczka nie jest możliwa, a dusza ludzka na tyle skomplikowana, że nie jest w stanie przewidzieć jej torów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Barbara Żarinov&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-4468200192374291552?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/4468200192374291552/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/konsekwencje-samotnosci-wygnanie-rez.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/4468200192374291552'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/4468200192374291552'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/konsekwencje-samotnosci-wygnanie-rez.html' title='Konsekwencje samotności  - „Wygnanie”, reż. Andrej Zwiagincew'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-5213575286996739158</id><published>2011-10-21T15:54:00.001+02:00</published><updated>2011-10-24T15:23:56.139+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Zakamarki ludzkiej duszy - Centrum sztuki Współczesnej DAKH „Edyp. Psia klatka”</title><content type='html'>Wszyscy marzymy o pełnej wolności, uwolnieniu się od konsekwencji czynów naszych rodziców. Tak naprawdę w podświadomości wiemy, że to tylko iluzja i że nie jesteśmy w stanie uciec od losu który jest nam przeznaczony. Wolimy jednak oszukiwać się i mieć poczucie, iż wpływamy na własny los. Ale tak naprawdę wszyscy jesteśmy jego więźniami. Bez względu na to jaką decyzje podejmiemy i tak dojdziemy do tego samego punktu. O tym, że życie jest labiryntem bez wyjścia próbowało przekonać nas Centrum Sztuki Współczesnej DAKH spektaklem „Edyp. Psia klatka”. Połączyli starożytną tragedię Sofoklesa ze współczesna sztuką rosyjskiego pisarza Klima. Ta oryginalna kompilacja wzbudziła sporo kontrowersji. Scenografię spektaklu stanowi metalowa klatka. W pierwszej części widowiska widzowie z góry obserwują, co dzieje się w środku. Wszystko jest kontrolowane, każdy aspekt życia, skromną intymności stwarzają tylko liche, stare zasłonki. Widzimy, jak zamknięcie wpływa na zachowanie ludzi. W drugiej części następuje zamiana, to my zostajemy zamknięci w klatce na dole i mamy okazję obserwować wydarzenia z perspektywy więźniów. Aktorzy zaś grają na górze, na klatce. Gaśnie światło i słyszymy chór, który opowiada o przeszłości Edypa i zapowiada jego przyszłe losy. Dramat Sofoklesa został regularnie odegrany i przedstawiony. Stanowił opozycje do metaforycznej „Psiej klatki”, która przypominała iście orwellowską rzeczywistość i mogła stanowić aluzję do państwa totalitarnego - więzienia, gdzie zaburzona jest wolność słowa, a silnie rozbudowany aparat kontroli. Znamienna jest końcówka spektaklu, w której publiczność zostaje „pogrzebana” (klatka zostaje przykryta deskami tak, że do środka klatki nie wpada żadne światło), aktorzy komentują, że zadziwiające jest to, iż publiczność nie reaguje, milczy i w spokoju daje się pogrzebać. W pierwszej części oglądaliśmy jak zamykali, grzebali uwięzionych ludzi, co było  bardzo poruszające -  kobiety płakały, modliły się i błagały o uwolnienie. W chwili kiedy widzowie znaleźli się na ich miejscu, doszło do dziwnej reakcji, zaczęli się chichotać. Spektakl podobnie jak dramat Sofoklesa pokazuje tragedię, do której prowadzi próba uniknięcia przeznaczenia. Uświadamia, że od wieków nasza kultura uwikłana jest w ten mit, usiłując zapomnieć o kazirodczej miłości. Ten spektakl próbuje uświadomić że ucieczka nie jest możliwa, a dusza ludzka na tyle skomplikowana, że nie jest w stanie przewidzieć jej torów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Barbara Żarinov&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-5213575286996739158?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/5213575286996739158/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/zakamarki-ludzkiej-duszy-centrum-sztuki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5213575286996739158'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5213575286996739158'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/zakamarki-ludzkiej-duszy-centrum-sztuki.html' title='Zakamarki ludzkiej duszy - Centrum sztuki Współczesnej DAKH „Edyp. Psia klatka”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-3460191623555508386</id><published>2011-10-21T13:05:00.001+02:00</published><updated>2011-10-24T15:23:50.004+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MAAT FESTIVAL'/><title type='text'>Po sznurku do kłębka - rozmowa o „Wyjściu awaryjnym” grupy Adekada</title><content type='html'>Jarek: Działania warszawskiej grupy Adekada są niezwykle pomysłowe. Pierwszą rzeczą, jaka ukazała się po zapaleniu świateł, była dziwna wisząca konstrukcja. Składała się z nie-wielkiego tekturowego kartonu o nieregularnych kształtach i zawieszonej pod nim ekierki skierowanej ostrym końcem w kierunku ziemi. Na podłodze leżał zwinięty w ślimak żółty sznurek. Całość obrazu dopełniał umieszczony pod samym sufitem, czerwony, neonowy napis: „Wyjście awaryjne”.&lt;br /&gt;Jadzia: I ta dość osobliwa scenografia stała się tłem dla trzech młodych tancerek: Anny Marii Dąbrowskiej, Adrianny Kabzy oraz Karoliny Szafranowskiej-Sienkiewicz. Te trzy kobiety odziane w czarne sukienki z początku jedynie poruszały się w rytm muzyki. Za chwilę zaczęły jednak zaskakiwać wprowadzać na scenę nowe elementy, przeciągając przez całą jej długość sznurki, bawiąc się splątanymi kłębkami oraz poruszając się z różnej wielkości kulami zatkniętymi na wszystkich kończynach. Adekada nie boi się plastyczności i wyzwań.&lt;br /&gt;Jarek: Wyzwaniem mogły być niektóre sekwencje ruchowe. One wymagały niezwykłej sprawności fizycznej. Ale widać było, że artystki poradziły sobie świetnie, a co więcej na ich twarzach można było odnaleźć prawdziwą radość.&lt;br /&gt;Jadzia: Ale zastanówmy się nad interpretacją. Spektakl bez-sprzecznie posiada wiele możliwych interpretacji, poziomów, ukrytych treści, symboli i nawiązań. Inspiracją dla twórców były obrazy Joana Miró. Jest ona właściwie wiernym odzwierciedleniem jego dzieł takich jak umieszczona w centrum Hiszpańska Tancerka (konstrukcja z ekierką), Złoto Błękitu czy Niebieski II.&lt;br /&gt;Jarek: Tytułowe „Wyjście awaryjne” to wyjście poza schematy patrzenia na świat, poza otaczającą nas rzeczywistość. Lecz odbiór tej niezwykle zagmatwanej, niczym kłębek wełny, sztuki uzależniony jest także od tego, co osobiście rozumiemy pod pojęciem wyjście awaryjne. Być może odnajdziemy tu bezpo-średnie nawiązanie do ludzkiego życia. Egzystując wplątuje-my się w kłębki trudnych spraw, które wciągają nas, zniewala-ją. Toczymy z nimi walkę, tak jak niewielkich rozmiarów ptak z ogromnymi i szybkimi orłami. Od nas zależy czy przetniemy sznury czy zwyciężymy z nimi walkę na równych zasadach. Wyjście awaryjne to przejście przez śmierć, która ostatecznie rozliczy nas z naszych małych, codziennych bitew.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin/ MAAT FESTIVAL&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-3460191623555508386?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/3460191623555508386/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/po-sznurku-do-kebka-rozmowa-o-wyjsciu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3460191623555508386'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3460191623555508386'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/po-sznurku-do-kebka-rozmowa-o-wyjsciu.html' title='Po sznurku do kłębka - rozmowa o „Wyjściu awaryjnym” grupy Adekada'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-6396800050949421312</id><published>2011-10-21T13:02:00.001+02:00</published><updated>2011-10-24T15:23:21.028+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Rozstania i powroty Kino Konfrontacji - „Powrót” reż. A. Zwiagincew</title><content type='html'>Nigdy nie jest łatwo się rozstać. Czasem to powrót bywa trudniejszy. Co można powiedzieć swoim synom po 12 latach nieobecności w ich życiu? Początki nie są łatwe, a z czasem bywa jeszcze trudniej. Zadziwiające jak reżyserowi udało się połączyć wszystkie elementy w spójną i interesującą całość.&lt;br /&gt;Już pierwsza scena przyciąga uwagę widza. Chłopiec, który boi się skoczyć z wysoka do wody siedzi godzinami na wieży. Nie chce dokonać czynu, ale nie chce też z niej zejść i zostać posądzony o tchórzostwo. Do domu po latach wraca ojciec, chłopcy szukają starego zdjęcia, aby upewnić się, że to właśnie on. Co powinni powiedzieć tacie, który jest dla nich właściwie obcym człowiekiem? Nie widzieli go od lat.&lt;br /&gt;W chłopcach budzą się dwie skrajne postawy. Starszy, Andriej, aprobuje wszystko, o co tylko ojciec poprosi lub co rozkaże, widać jak bardzo potrzebuje wzorca. Młodszy syn Iwan nie rozumie dlaczego ojciec wrócił, ma też problem z tym, żeby nazywać go swoim tatą. I trudno dziwić się temu chłop-cu, którego wychowywały tylko matka i babcia. Ojciec zabiera chłopców na wycieczkę, która okaże się nie tylko lekcją wy-chowania, męskości i oswajaniem się z od lat niewidzianym tatą, ale przede wszystkim lekcją dojrzewania i odpowiedzialności.&lt;br /&gt;W tym filmie nie ma niepotrzebnych dialogów. Oprawa muzyczna jest również skromna, ale jakże dopasowana do panującej atmosfery. Reżyser ma świetne wyczucie jeśli chodzi o aktorów, chłopcy odgrywający główne role zrobili to w sposób bardzo naturalny, szczególnie na pochwałę zasługuje Iwan Dobronravov odgrywający rolę młodszego syna. Świetny w roli ojca jest także Konstantin Ławronienko, który swoją klasę pokazuje w kluczowej scenie, pod koniec filmu.&lt;br /&gt;Andrzej Zwiagincew po mistrzowsku pokazał narastanie emocji towarzyszących bohaterom. Widz nie nudzi się ani przez chwilę podczas seansu, a tajemnicza przeszłość ojca do końca pozostaje w sferze domysłów. Reżyser potrafił wykorzystać język filmu i w sposób nieoczywisty pokazać widzom trudne relacje ojca i jego nastoletnich synów.&lt;br /&gt;Z czystym sumieniem mogę polecić ten film. Wiem, że ten czas nie będzie stracony, bo dobre kino po prostu należy doceniać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Iwona Oroń&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-6396800050949421312?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/6396800050949421312/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/rozstania-i-powroty-kino-konfrontacji.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/6396800050949421312'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/6396800050949421312'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/rozstania-i-powroty-kino-konfrontacji.html' title='Rozstania i powroty Kino Konfrontacji - „Powrót” reż. A. Zwiagincew'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-3433023027359611037</id><published>2011-10-21T12:58:00.002+02:00</published><updated>2011-10-24T15:25:13.827+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Peryferie ciała pod mikroskopem - Anna Steller "Delia"</title><content type='html'>Gdzie ciało ma swój początek? Czy jest coś takiego, jak koniec ciała? Jak bardzo w swoim ruchu ciało jest ograniczone, a jak bardzo wolne? Anna Steller pokazuje, że ciało to coś więcej niż kości, mięśnie i płyny ustrojowe. Zabiera widza na Peryferie ciała bez dokładnej mapy, bez przewodnika, bez kompasu…&lt;br /&gt;Wszystko zaczyna się od ciszy, która przeradza się w dosyć przypadkowe dźwięki. Nagle staje się głośno - to mieszanka iście psychodeliczna. Dziwne połączenie przypominające ty-kanie zegara, szelest wiatru, padanie deszczu, gong, flet, młot, a nawet zakłócone fale radiowe. Dźwięki wirują w głowie: niemiarowo, szaleńczo.&lt;br /&gt;Na scenie kobieta i mężczyzna. Mimo że stoją tuż obok siebie, istnieją jako byty niezależne. Każde z nich ma swoje ciało, swój ruch. Wspólne dla nich są tylko czas i przestrzeń. Nie ma steatralizowanych emocji, przerysowanego tańca, wykwintnej, cyrkowej choreografii. Jest po prostu ruch. Widać w nim pod-łoże tańca klasycznego. Figury są wykonane z niezwykłą dbałością i konsekwencją. Klasyczny układ kończyn, ciała wygięte w estetyce modern jazzu. Wszystko wygląda kunsztownie. Raz przypomina to taniec przeplatany bezruchem, innym razem jest to przyspieszony chód w różnych kierunkach sceny. Momentami aktorzy poruszają się synchronicznie. Nic nie jest stałe, zwłaszcza dźwięk i rytm ruchu. W tej pozornej prostocie ukryte jest jednak wiele słów, mimo że podczas sztuki nie pada nawet jedno. „Ograbione ciało staje się żywym laboratorium ruchowym”, niemal namacalne są peryferie ciała.&lt;br /&gt;„Delia” staje się swoistym studium nad ludzkim ciałem. Nie w charakterze anatomicznym, bo nie obnaża człowieka z ubrań, jak może sugerować plakat, na którym jawi się odwrócony tyłem, nagi mężczyzna. Obnaża człowieka z ruchu, który mo-że pozwolić mu dotrzeć nie tylko do samego siebie, ale i do rzeczywistości, której awangardowość sięga tak daleko, że potrzebuje wypracowania własnego języka i prywatnych rozwiązań. Sztuka wydaje się być polemiką ze współczesnym kanonem piękna, poszukiwaniem nowych rozwiązań, które nie dają gotowych recept i odpowiedzi na żadne z zadanych pytań. Nie ma czytelnych i jasnych emocji. Jest tylko ciało, którego peryferie nagle wrzucono pod mikroskop i okazało się, że nic nie jest jasne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patrycja Małek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin/ MAAT FESTIVAL&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-3433023027359611037?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/3433023027359611037/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/gruzinski-miszmasz-teatr-dramatu-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3433023027359611037'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3433023027359611037'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/gruzinski-miszmasz-teatr-dramatu-i.html' title='Peryferie ciała pod mikroskopem - Anna Steller &quot;Delia&quot;'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-8183929044521045864</id><published>2011-10-21T12:57:00.005+02:00</published><updated>2011-11-09T16:15:03.441+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Gruziński miszmasz - Teatr Dramatu i Muzyki Vaso Abashidze „Makbet”</title><content type='html'>Spektakl „Makbet” jest najbardziej znanym dziełem gruzińskiego reżysera Davida Doiashvili, czołowego przedstawiciela nowego pokolenia twórców teatralnych. Doiashvili w swoich przedstawieniach stawia na „eksperyment”, jednak w jego pojęciu inaczej rozumiany niż w Polsce. O tym próbował opowiedzieć na środowym spotkaniu i było to dobrze widoczne na wczorajszym spektaklu. Wśród publiczności panowała cała gama emocji od zachwytu po znudzenie, czy nawet zażenowanie. Lubelska publiczność chyba nie jest przyzwyczajona do takiej formy teatralnej. Styl jaki prezentuje Teatr Dramatu i Muzyki Vaso Abashidze to choreodrama, czyli forma teatralna, której integralną część stanowi taniec.&lt;br /&gt;Gruziński Makbet został misternie przygotowany, a każdy element gry aktorskiej czy scenografii dopracowany. Po spektaklu wśród widzów często pojawiała się opinia, że jest efektowny i robi wrażenie. W scenografii dominował przepych, bogactwo rekwizytów. Scenografia bazuje na ogromniej instalacji, która i tak została zmniejszona i przystosowana do lubelskiej sceny, bo w rodzinnym Tbilisi umiejscowiona jest na wysokości drugiego piętra.&lt;br /&gt;Wybór młodej obsady może stanowić aluzję do współczesnej sytuacji w Gruzji, do wymiany pokoleniowej, która właśnie następuje. To trzydziestolatkowie tworzą rząd i kierują zmianami w państwie. Reżyser nie odcina się od tego stanowczo, jednak podkreśla, że w jego spektaklu nie zależało mu na wyeksponowaniu aspektów politycznych, a na podkreśleniu tek-stu dramatu, ukazaniu mistrzostwa językowego, które przejawia się w łączeniu skrajności: tragedii z komedią, błyskotliwości z liryzmem.&lt;br /&gt;Ciekawy jest sposób postrzegania przez reżysera dwójki głównych bohaterów. Twierdzi, że losy państwa Makbet mogłyby być kontynuacją (gdyby nie tragiczna śmierć) życia Romea i Julii oraz widzi analogię do historii Bonnie i Clyde`a. Na każdym poziomie spektaklu mamy do czynienia z miszma-szem różnych stylów, estetyk. Na tym właśnie polega gruziński eksperyment - wymieszać wszystko, tak, by wybuchło i sprawiło wielkie poruszenie na widowni. W Lublinie nie do końca się to udało. Część widowni na stojąco oklaskiwała artystów. Ja jednak należałam do tej drugiej części, która nie-zbyt zaaprobowała rozwiązania teatralne Gruzinów. Oczywiście doceniam pracę artystów, ale nie przywykłam do tego typu estetyki, i trudno było mi zrozumieć to, jak tragedię Szekspira można było połączyć z musicalem, akrobacjami cyrkowymi i farsą. Mimo wszystko i tak polecam, było to ciekawe doświadczenie i w końcu „Konfrontacje” od tego są, żeby zderzać ze sobą różne poglądy i estetyki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Barbara Żarinov&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-8183929044521045864?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/8183929044521045864/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/peryferie-ciaa-pod-mikroskopem-anna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/8183929044521045864'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/8183929044521045864'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/peryferie-ciaa-pod-mikroskopem-anna.html' title='Gruziński miszmasz - Teatr Dramatu i Muzyki Vaso Abashidze „Makbet”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-7614851735354271106</id><published>2011-10-21T12:56:00.002+02:00</published><updated>2011-10-24T19:19:17.808+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>W sprawie Białorusi - Teatr Wolny „Być jak Harold Pinter”</title><content type='html'>Siódmego dnia festiwalu Konfrontacje Teatralne, lubelska publiczność miała okazję już po raz drugi zobaczyć propozycję białoruskiego Teatru Wolnego. Tym razem był to spektakl „Być jak Harold Pinter”. Pierwsze z prezentowanych przez nich wydarzeń, „Eurepica. Challenge”, pozwolił widzom le-piej poznać materię, z której jedyny niezależny, białoruski teatr tka swoje historie. Założony w 2005 roku „Belarus Free Theater”, to grupa działająca w podziemiu. Jego założyciele - Nikolaia Khalezina i Natalia Kaliada i inni członkowie zespołu za swoją działalność wielokrotnie bywali zatrzymywani i przesłuchiwani, a zupełnie niedawno na tych dwoje wydano nakaz aresztowania. Twórczość Wolnego Teatru można na-zwać sztuką zaangażowaną, sięgającą po problemy polityczno-społeczne. Forma i tematyka działań grupy nie mieści się w Białoruskiej estetyce, dlatego też zostały one uznane za nielegalne. Artyści i sam reżyser – Vladimir Shcherban uważają, że promocja ich spektakli w Europie jest jednym z antidotów na cenzurę, której ofiarami stali się we własnym kraju, a teatr, który kultywują stał się jedną z niewielu wolnych przestrzeni, zdolnych posuwać naprzód kulturę białoruską.&lt;br /&gt;Sztuka „Być jak Harold Pinter” to utwór, którego podstawę stanowi postać i twórczość Harolda Pintera – angielskiego dramaturga, scenarzysty filmowego i aktora, który w roku 2005 (to też rok założenia Belarus Free Theater) otrzymał literacką Nagrodę Nobla. Dla Białorusinów jest on postacią szczególnie bliską, a to dlatego, że bardzo mocno angażował się w sprawy polityczne i społeczne na świecie. W spektaklu oglądamy więc sytuacje gdzie fikcja miesza się z rzeczywistością – mamy sylwetki i historie zmyślone, bohaterów sztuk napisanych przez Pintera, a także te całkiem prawdziwe i aktualne tj. postać nieżyjącego już dziś Noblisty, czy więźniów z Abu-Graib.&lt;br /&gt;Spektakl rozpoczyna się od wejścia Pintera, który streszcza widzom historię swojego Nobla i próbuje odnaleźć odpowiedź na stawiane w jego przemowie pytania: W jaki sposób powstaje sztuka teatralna? Jak jest różnica pomiędzy prawdą w życiu i prawdą w sztuce? Czy artysta powinien być zaangażowany w politykę?. Wiele miejsca w utworze zajmuje proces tworzenia dzieła. Jednym z motywów jaki pojawia się w spektaklu jest autentyczny tekst Pintera „Z prochu powstałeś”, z którego reżyser Shcherban wyciąga scenę dwojga rozmawiających ze sobą ludzi. Mężczyzna wypytuje kobietę o przeszłość, by dowiedzieć się o jej kochanku związanym zawodowo z agencją podróży, o niej samej pracującej w dziwnej fabryce z tysiąca-mi ludzi w jednakowych czapkach, czy w końcu o dziecku trzymanym przez nią na rękach na stacji pociągów. Pinter nie mówi wprost kim i czym są owa kobieta, fabryka, kochanek, czy pociągi. Widz może się jednak domyśleć, że bohaterka więziona była w obozie koncentracyjnym, nazistowskim albo innym, tam straciła dziecko, a żeby przeżyć związała się z oprawcą. Utwór zawiera w sobie tą i inne historie, na przykład sceny agresji, przesłuchań czy kastracji. Teatr sięga swoją tematyką do okresu II wojny światowej, do której wehikułem staje się tu wspomniana sztuka Herolda Pintera. Autentycznym elementem są tu listy i wypowiedzi białoruskich więźniów politycznych. Odtwarzane są również historie pojedynczych osób - ofiar przypadkowych łapanek, czy działaczy więzionych w ciasnych, zimnych i odosobnionych celach.&lt;br /&gt;Ponad godzinna sztuka to widowisko pozornie proste w środkach i wyrazie. Takie wrażenie można odnieść w początkowych jego partiach, kiedy widzimy jeszcze zasadniczo ascetyczną czarną scenę z umieszczonym w tle wizerunkiem nie-symetrycznej męskiej twarzy(oczu). Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że nie będzie to utwór bogaty w rekwizyty i efekty. Stojące na scenie cztery krzesełka i zasiadający na nich dwaj mężczyźni i dwie kobiety ubrani w czarne garnitury i białe koszule, tworzą z czarną sceną i wiszącym wizerunkiem jedną spójną całość. Późniejsze zmiany czasu, miejsca akcji, tematu zostają zaznaczone przez przestawiane i układane w różnych pozycjach krzesełka. Trzeba bowiem wiedzieć, że tych zmian będzie w dalszej części całkiem sporo, a tempo utworu i gry aktorów zdecydowanie nabierze rozpędu. Sztuka skromna w rekwizyt i kostium w początkowych swoich partiach, skorzystała z nich w nadmiarze nieco później. Przez to spektakl wydał się momentami trudny w odbiorze. Fakt ten spotęgowało duże tempo i konieczność śledzenia opóźniające-go się na telebimie tekstu.&lt;br /&gt;Cała działalność Białoruskiego Teatru Wolnego oraz sztuka „Być jak Harold Pinter” pokazują jak dalecy są jej twórcy od koncepcji artystycznej Łukaszenki. Ich celem jest rozbudzenie świadomości Białorusinów. Wiele treści w ich sztukach koncentruje się wokół problemu niesprzyjających warunków w kraju, gdzie nie można realizować się w sposób swobodny lub znaczący. Na koniec warto dodać, że biorąc pod uwagę pierwszy spektakl grupy wystawiony na festiwalu dzień wcześniej – ten wypada w zestawieniu z nim zdecydowanie słabiej. Nie mniej warto zobaczyć w jaki sposób reżyser i artyści angażują się w problematykę Białorusi oraz jak chcą na ten problem wyczulić swoją publiczność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Agnieszka Wójtowicz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-7614851735354271106?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/7614851735354271106/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/w-sprawie-biaorusi-teatr-wolny-byc-jak.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/7614851735354271106'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/7614851735354271106'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/w-sprawie-biaorusi-teatr-wolny-byc-jak.html' title='W sprawie Białorusi - Teatr Wolny „Być jak Harold Pinter”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-4912020365897353173</id><published>2011-10-20T21:23:00.002+02:00</published><updated>2011-10-24T15:22:52.717+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='WYWIADY'/><title type='text'>Rozmowa z Szymonem Sędrowskim i Bartłomiejem Kasprzykowskim („Kamienie w kieszeniach”)</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Basia: Gracie ten spektakl już 5 lat. To nie męczy?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Szymon Sędrowski: Nie i nawet szkoda, że następują takie długie interwały między spektaklami, bo mamy świadomość tego, jaki potencjał jest w tym tu do wykorzystania.&lt;br /&gt;B: Dziś było to widać. Entuzjazm od strony widowni był ogromny - dziękowała Wam owacjami na stojąco.&lt;br /&gt;Szymon: Bardzo nam miło.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Iwona: Czy zaobserwowaliście jak ten spektakl ewoluuje?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Bartek Kasprzykowski: Nawet nie jesteśmy świadomi jakie zmiany zaszły, bo wszystko zmienia się płynnie. Tekst dawno już gdzieś nam się zgubił, nawet nie mamy możliwości go skonfrontować z rzeczywistością. Zmiany też wynikają z przypadków, które często się pojawiają. Dzisiaj na przykład, pomimo dokładnego sprawdzenia rekwizytów zabrakło nam rolki papieru na szczotce i trzeba było to jakoś ogrywać.&lt;br /&gt;Sz: Często zdarzają się takie wypadki i to one kreują spektakl.&lt;br /&gt;B: Zawsze zdarza się coś nie po linii. To co widzą widzowie to jedno, a to co się dzieje z tyłu – cała partytura ruchów, umieszczanie rekwizytów to…&lt;br /&gt;Sz: …to drugi spektakl.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;I: Czy spotykacie się z różnymi reakcjami widowni? Czy zawsze śmieje się ona w tych samych momentach?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Bartek i Szymon: Nie!!&lt;br /&gt;B: Zawsze kiedy gramy spotykamy się z inną reakcją.&lt;br /&gt;Sz: Nie jest skrajnie różna. Natężenie się zmienia oraz energia, która płynie od publiczności i od nas, bo to my zaczynamy, zaczepiamy publiczność. A jak załapie to ciągnie 150 na godzinę, czasami zwalnia do 130.&lt;br /&gt;B: A czasami nawet do 100.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;B: A dzisiaj jak było? Na pełnych obrotach?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;B: Dzisiaj na pewno na pełnych, silnik wył mocno, a prędkość trudno ocenić.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;I: Co jest trudniejsze: grać w tak szybkim tempie czy rozdzielić i zagrać kilkanaście postaci?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;B: Tak naprawdę w całym spektaklu są dwie postacie: Charlie i Jake, reszta jest przez nich pokazywana, to aktorstwo, które my uprawiamy nazywane jest „quick change” – zmianę postaci zaznacza się tylko głosem, sylwetką, zadarciem koszulki, czy zmianą kierunku daszka czapki. To delikatne różnice i chodzi o to, aby delikatnie zróżnicować to, co w środku się wytwarza . Bazą jednak jest tylko Charlie i Jake.&lt;br /&gt;Sz: Tak naprawdę robiąc ten spektakl nie mieliśmy świadomości jak nazywa się nasza forma, jakiś krytyk dopiero nam uświadomił, że jest to „quick change” [Joanna Derkaczew, „Trzydziestu aktorów w jednym”– dop. red.].&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;B: Pierwszy raz spotkaliście się z tą formą przy tym spektaklu?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Sz: Tak, przy pierwszym spotkaniu ze scenariuszem. Kiedy Łukasz przyniósł tekst powiedziałem: ja biorę tego, a Bartek tego. A kto resztę? Nie, to jest na dwóch aktorów.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;I: Czy pomysł, żeby pewne elementy spolszczyć np. melodia z programu „Kocham kino”, to efekt jaki powstał w trakcie pracy czy może to pierwotny pomysł reżysera?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;B: To się działo w trakcie pracy. Cały czas, na każdym spotkaniu jest Łukasz Witt- Michałowski. Jest nieustannie, przychodzi w przerwie, daje uwagi, podsumowuje spektakl po zakończeniu. W pracy było tak, że łączyliśmy nasze siły, pomysły szły z trzech stron.&lt;br /&gt;Sz: Nie robiliśmy sobie rankingów kto wymyślał więcej, kto mniej. Pracowaliśmy na bieżąco. Akurat mamy taką relację między sobą, że jak coś odpadało, to nikt nie miał pretensji, łatwo się żegnaliśmy z jakąś rzeczą. Najbardziej nas kręciło w pracy to, że szukaliśmy czegoś nowego.&lt;br /&gt;B: Decydujący głos miał zawsze reżyser, to jest nasza podstawa w relacjach w pracy, on jest naszym szefem.&lt;br /&gt;Szymon: On nas widzi z boku.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;I: Czy minimalizm na scenie wzmaga kreatywność? Chodzi mi o scenografię i wykorzystywanie różnych przedmiotów podczas spektaklu. Tak naprawdę na scenie są tylko trzy toalety…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Bartek: Nieprawda, to nie jest tak naprawdę minimalizm, bo oprócz tych trzech toalet pojawia się mnóstwo rurek, kubków, jakichś innych rzeczy, które pełnią różne funkcje. Jest cała lista rekwizytów, które są do wykorzystania. Ja rozumiem, gdyby stała jedna toaleta, nie przebieralibyśmy się i nie używali niczego, natomiast tutaj jest mnóstwo, mnóstwo rzeczy do wykorzystania.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;I: Chodzi przecież o sztukę wyobraźni - jak z jakiegoś przedmiotu zrobić coś zupełnie innego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Sz: Wyszliśmy od mechanizmu powiedziałbym naiwnego, tak&lt;br /&gt;jak dzieci, które potrafią zastosowanie jednego przedmiotu zwielokrotnić, potrafią zrobić z patyczka karabin, szlaban, miecz itd. Myśmy kombinowali w ten właśnie sposób.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;B: Czy mieliście już określone zamiary, na przykład, że z pojemnika na szczotkę zrobicie balsam do włosów?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Bartek i Szymon: To wyszło w trakcie prób, pracowaliśmy nad tym we trójkę.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;I: Czy panowie prywatnie również się przyjaźnią?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Szymon i Bartek: Tak.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;I: Jak to ułatwia współpracę na scenie?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;B: Mamy wspólny język i wierzymy w podobne rzeczy, jeżeli chodzi o zawód aktora. Dzięki temu nie było między nami konfliktów na tym tle. Jeżeli one powstawały, jak to zawsze bywa w pracy, to wynikały bardziej z nieśmiałości w podejściu do tematu.&lt;br /&gt;Ja na przykład miałem problem z tym, że ten minimalizm- jak to pani określiła wcześniej - jest za duży, że pewne rzeczy musimy&lt;br /&gt;zastąpić rekwizytami oprócz tej całej hydrauliki plastikowej. Rzeczywiście takie trzy rekwizyty tu się wkradają: okulary, czepek robiony na szydełku i flaszka.&lt;br /&gt;Sz: Ale nasze „dekodery” mieliśmy już przed samą pracą zestrojone ze sobą więc nam było o tyle łatwiej, że nie musieliśmy szukać wspólnego języka, bo między nami on już funkcjonował. Musieliśmy znaleźć język spektaklu.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;I: O czym jest dla Was ten spektakl?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Bartek: O marzeniach. Cała realizacja spektaklu, dla mnie to było spełnienie marzenia o teatrze. Wtedy byłem czwarty czy piąty rok na etacie w Teatrze Słowackiego w Krakowie, gdzie grałem cały czas role drugo- i trzecioplanowe.&lt;br /&gt;Marzyłem o czymś takim, żeby się wyżyć, żeby zrobić teatr po swojemu. Nie mieliśmy nic oprócz tekstu i naszej trójki, ani sali, ani pieniędzy. Z tego zrobiliśmy coś.&lt;br /&gt;Szymon: Zrobiliśmy start taki, jak nasi bohaterowie.&lt;br /&gt;I: Powstał spektakl, za który otrzymaliście niejedną nagrodę.&lt;br /&gt;Bartek: Tak, to też spełnienie marzeń. Ostateczną decyzję no zdawaniu do szkoły teatralnej podjąłem oglądając przedstawienia na Kontrapunkcie w Szczecinie, który to zresztą wygraliśmy później.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmawiały Iwona Oroń i Barbara Żarinov&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-4912020365897353173?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/4912020365897353173/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/rozmowa-z-szymonem-sedrowskim-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/4912020365897353173'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/4912020365897353173'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/rozmowa-z-szymonem-sedrowskim-i.html' title='Rozmowa z Szymonem Sędrowskim i Bartłomiejem Kasprzykowskim („Kamienie w kieszeniach”)'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-6411932756432788116</id><published>2011-10-20T21:17:00.003+02:00</published><updated>2011-10-24T15:21:40.761+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Strach się bać - Anna Steller i Magdalena Jędra „Have a nice hell”</title><content type='html'>Anna Steller i Magdalena Jędra zafundowały widzom niezłe piekło - zgodnie z tytułem występu „Have a nice hell”. Spektakl pokazany w studiu Radia Lublin należał do gatunku dość eksperymentalnych i narażających odbiorcę na nierzeczywiste doznania. Twórcy określili go jako performans ehxibistyczny - cokolwiek to oznacza.&lt;br /&gt;W piekielno-absurdalne klimaty wprowadza zwłaszcza początkowa muzyka – zbyt głośna, pełna zgrzytów i huku. Przenikająca słuchacza tym bardziej, że głośniki zostały ustawione lekko z tyłu, a widownia usadzona głównie na krzesłach blisko sceny. Dzięki temu miało się wrażenie, że dźwięk ogrania nas z każdej strony i ogłusza. Obiekty autorstwa Patrycji Orzechowskiej – rodzaj podświetlonej łańcuchowej pajęczyny, czajnik, żelazko, kilka drewnianych skrzynek i leżący na nich lis ze świecącymi na czerwono oczyma stanowiły niezwykłą scenografię i tło dla tańca.&lt;br /&gt;Tematem, wokół którego zbudowany został spektakl, jest strach - dziewczyny wciąż powracają do pokazywania tego uczucia. Występ rozpoczyna się głośnym krzykiem, a potem jękami opętanej. Skoro jesteśmy w piekle musi być szatan i demony – jeden z powodów do strachu. Bać można się także mordercy - stąd inna scena. Powodów, by czuć strach można znaleźć jeszcze więcej. Przedstawione sytuacje nie budzą jednak przerażenia, lecz wręcz głośny śmiech wywołany absurdalnością tego, co widzimy na scenie. Kolejne fragmenty zestawione są ze sobą dość kontrastowo – dziewczyny raz walczą, raz trzymają się za ręce śpiewając „nie boję się Krzyśka” , by za chwilę robić coś zupełnie w innym klimacie. Niestety, mimo takiej konstrukcji nie czuć tu dużego napięcia, a tempo wydarzeń z pewnością nie przypomina filmowego thrillera.&lt;br /&gt;Sceny odgrywania strachu na szczęście przerywane są momentami tańca i wtedy występ staje się zdecydowanie ciekawszy. Momenty improwizowane wyglądają całkiem nieźle, zwłaszcza gdy dziewczyny wykorzystują technikę kontakt improwizacji udając zaciętą walkę. Interesujący jest moment, gdy tancerki wzajemnie ściągają z siebie ubranie i szczypią swoje ciała. Czyżby chciały sprawdzić, czy naprawdę żyją? Chwilami w ich ruchach widać coś obcego, jakby nie do końca miały władzę nad swoimi ciałami i toczyły walkę z czymś obcym w środku. Efekt działania demona, którego głosy słychać było na początku?&lt;br /&gt;W lekką konsternację wprowadza zakończenie. W ostatniej sekwencji jedna z tancerek leży zwinięta na podłodze, druga nad nią stoi. Obie zamierają w bezruchu, a publiczność nie wie – czy to na pewno wszystko co Steller i Jędra chciały pokazać publiczności Konfrontacji? Falstartu jednak nie było, choć mimo braw publiczności artystki nie ukłoniły się widzom na koniec. Czyży się bały?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wioleta Rybak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin/ MAAT FESTIVAL&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-6411932756432788116?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/6411932756432788116/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/strach-sie-bac-anna-steller-i-magdalena.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/6411932756432788116'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/6411932756432788116'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/strach-sie-bac-anna-steller-i-magdalena.html' title='Strach się bać - Anna Steller i Magdalena Jędra „Have a nice hell”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-3745213639130451878</id><published>2011-10-20T21:16:00.002+02:00</published><updated>2011-10-24T15:21:18.871+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Spotkanie z Grzegorzem Jarzyną</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jadzia Kamińska i Ola Wolczyk zanotowały najciekawsze wypowiedzi reżysera, których udzielił w rozmowie z Romanem Pawłowskim:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;O pracy z Masłowską: Zajęło nam parę lat zanim udało się nakłonić Dorotę Masłowską, by napisała pierwszą sztukę, czyli „Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku”, którą bardzo chciałem zainscenizować, ale prawdę mówiąc nie wiedziałem jak to zrobić. Tekst trochę stawiał mi opór, w związku z tym poprosiliśmy Dorotę, żeby napisała dla nas jeszcze jeden tekst. Szczerze mówiąc jeszcze nadal nie do końca go chyba rozumiem!&lt;br /&gt;O zmianach, jakie miała dokonały się w spektaklu za sprawą wizyty w Lublinie: Teraz w Lublinie, kiedy robiliśmy próbę, to na nowo odkryłem nim potencję. Trochę inaczej ten spektakl wczoraj poprowadziliśmy. Co mi się w nim podoba, to kilka warstw. Oprócz warstwy dramaturgicznej, która jest u Doroty trochę pokręcona, wszystkie rzeczy mają duży sens. Ta nielinearność dramaturgiczna okazuje się potem atutem. Mimo, że zagraliśmy już prawie sto spektakli, to poczułem bardzo mocno tu w Lublinie warstwę wnętrza tych postaci. Pokład prawdy psychologicznej i emocjonalnej w kontekście wszystkich uwikłań i relacji. Ten tekst jest zrobiony trochę jak kostka Rubika. Minimalne przesunięcie akcentu powoduje inną interpretację. Dlaczego to tak mówię, ponieważ robiliśmy wczoraj zastępstwo do postaci Edyty. Inne wskazówki odkryły po prostu inną postać. To już zawsze będzie dla mnie odkrycie z Lublina. W tekście jest tak dużo zaprzeczeń, że ciągle można do na nowo odkrywać&lt;br /&gt;O tym, co w tekście najbardziej interesuje samego reżysera: Kontekst człowieka, w tym przypadku Polaka, nawet tych elit warszawskich, w naszym kontekście polityczno - kulturalnym. Powiem szczerze, że dla mnie ten tekst staje się bliższy, coraz bardziej osobisty. Na początku fascynował mnie swoją obcością, celnością spostrzeżeń, oryginalnością, pod wszystkimi poglądami, które są tam reprezentowane podpisałbym się w stu procentach, a teraz to nie jest dla mnie takie istotne. Dramat zrobił się dla mnie jeszcze bardziej polski, bardziej z naszymi korzeniami. Może ja to trochę gloryfikuję, ale właściwie czemu nie, jestem tu po to, żeby ten tekst wyciągnąć dalej. O postępie cywilizacyjnym i postępie ludzkości: Ja mam specyficzne podejście do postępu, raczej wolałbym się wycofywać, niż przeć w nasze osiągnięcia cywilizacyjne. Nie wierzę w postęp cywilizacyjny. Mnie interesuje to, co jest w środku ludzi, odczuwanie przez nich rzeczywistości i rezonacja z nimi. I to jest dla mnie postęp ludzkości, a nie to, czy my świadomie wyjdziemy na ulice i będziemy protestować, że bankierzy mają za wysokie pensje, a te pieniądze nam się należą. Dobrze, niech tak będzie, niech się wyrażają, ale czy to jest dużym osiągnięciem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zanotowały: Jadwiga Kamińska i Aleksandra Wolczyk&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-3745213639130451878?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/3745213639130451878/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/spotkanie-z-grzegorzem-jarzyna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3745213639130451878'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3745213639130451878'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/spotkanie-z-grzegorzem-jarzyna.html' title='Spotkanie z Grzegorzem Jarzyną'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-3771116617500095071</id><published>2011-10-20T15:42:00.006+02:00</published><updated>2011-10-24T19:21:57.241+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Free = Wolny = Frywolny?  *„Eurepica. Challenge” Białoruski Teatr Wolny</title><content type='html'>Indywidualizm w pełnej krasie i odwaga spektaklu budujące obraz współczesnej Europy i Stanów Zjednoczonych był jedną z propozycji, których w czasie Konfrontacji nie można pominąć. Białoruski Free Theater, scenami opartymi na "wizycie" w 14 krajach opowiedział językiem teatru o światowych sprawach politycznych i społecznych, niejednokrotnie przemilczanych.&lt;br /&gt;Wielość rekwizytów, bezpośredniość w kontakcie z widzem, wielowątkowość i wielopłaszczyznowość scen budowała zadziwiające i zaskakujące widowisko, które polskich widzów mogło w pewnych momentach zawstydzać (o tym później). "Eurepica" burzy zastane porządki, konwenanse, podejmuje tematy tabu i mówi o nich językiem codziennym, wulgarnymi, przez to wiarygodnym.&lt;br /&gt;Symboliczny samolot, na pokład którego wstępują widzowie, przekraczając prób sali w Warsztatach Kultury stanowi początek podróży liniami Eurepica. W czasie spektaklu jesteśmy pasażerami samolotu, którego obsługa wcielając się w kolejne role gra przed nami spójne i nad wyraz czytelne sceny obrazujące charakter narodowy kolejnych krajów. W ten oto sposób zaczynamy wędrówkę od Rumunii, towarzyszy nam hymn Unii Europejskiej grany na flecie. Ta sama melodia pojawia się jeszcze w trakcie trwania spektaklu, na końcu zaś na tle flagi UE aktorzy śpiewają inną radosną piosenkę, znaną wszystkim Europejczykom.&lt;br /&gt;Gościmy w państwach, których ustrój polityczny, czy sytuacja ekonomiczna, materialna i duchowa obywateli pozostawia wiele niedomówień, wiele do życzenia. Grupa zmusza nas do zadawania sobie trudnych pytań, stawia nas twarzą w twarz z rzeczywistością, o której rozmawiać nie chcemy, bo potrafi nas ranić. W Hiszpanii dotykamy problemu poniżania kobiet, morderstw i znęcania się nad współmałżonkami. Rosja częstuje nas informacją o tym, że 87% jej mieszkańców nigdy nie opuszcza terenu dawnego ZSRR, zaś chorobliwie tworzy fikcyjne wakacje włoskie czy hiszpańskie w ścianach własnych, ciasnych mieszkań. W Irlandii ścieramy się z problemem pracy emigrantów, w Szwecji z dylematem czy wierzyć żebrakom, a nawet jeśli nie wierzymy, to czy oddawać im pieniądze. Tu poruszona została też kwestia Szwecji jako kraju nad wyraz ekologicznego, gdzie zarobki są wysokie. Stawia to nas, widzów w obliczu dwóch światów – bogatej północy i biednego wschodu.&lt;br /&gt;Turcja wulgarnie wita nas sceną odegraną jak teatrzyk lalek, które zostały utworzone ze stóp aktorki. Tutaj znów, stawiamy czoła morderstwom i gangom. Podobny problem poruszany jest na Białorusi, gdzie studenta złapanego na demonstracji, torturowanego i poniżanego porównano do rozcinanego arbuza. W Stanach Zjednoczonych codzienność, to dbanie o porządek, poprzez wyrzucanie śmieci do odpowiednich koszy, chociaż tak naprawdę widzimy obżerających się czipsami i owocami ludzi, którzy bynajmniej nie wyglądają na realnie zatroskanych o losy Globu. Poza tym ukazano jeszcze Francję, Niemcy, Macedonię, Łotwę, Ukrainę i Niemcy.&lt;br /&gt;Wreszcie Polska – jej chcę poświęcić najwięcej czasu, bo doceniam i szalenie podziwiam to, w jaki sposób zagraniczna grupa na nas spojrzała. Były dwa elementy – motyw kościoła i nieczystości kleru oraz samolot, który w kontekście katastrofy smoleńskiej (być może przypadkiem) pojawił się na ekranie i przywołuje jednoznaczne skojarzenia. Przekleństwa kobiety wynajmowanej jako prostytutka przez biskupa, jej udawany stosunek seksualny rodziły w mojej głowie lokalny=polski problem ingerencji władzy kościelnej w sprawy świeckie. Postać duchownego umieszczona za parawanem, co powodowało, że dostrzegaliśmy tylko jego cień ma kilka znaczeń. Uważam, że to podstawowe dotyczy kwestii tuszowania problemu i przede wszystkim działania w ukryciu.&lt;br /&gt;Zastanawia mnie fakt czy aktorzy potrzebowali dużo czasu i jak dogłębnie studiowali literaturę, telewizję, prasę czy internet, by tak fantastycznie oddać całą prawdę. Bez krzty wątpliwości stawiam piątkę z plusem za wiarygodność tego, co zostało nam podane w formie, nie tyle artystycznego, ile społecznie odpowiedzialnego spektaklu. Byliśmy świadkami aktorsko znakomicie dopracowanego apelu o świadomość przemian, naszej roli jako obywateli niejednorodnego świata.&lt;br /&gt;Forma widowiska czyli podzielenie go na 14 części (krajów) z pewnością jest interesującym rozwiązaniem, niemniej bywały części mniej lub bardziej efektowne. Dla niektórych niestety pięć minut to stanowczo za długo, dla innych zdecydowanie za krótko. W ogólnej ocenie jednak nie możemy narzekać na nudę.&lt;br /&gt;Wielkie ukłony w stronę aktorów za talent i świetne przygotowanie muzyczne. Rytmiczne, doskonałe instrumentalnie i głosowo wstawki dodawały spektaklowi nie tylko lepszej i bliższej sercu jakości, ale też wprowadzały w konkretne nastroje.&lt;br /&gt;Aktorzy oparli się na zbudowaniu epopei, podążając za 14 dramaturgami europejskimi. Uważam, że się udało. Poważna tematyka, porozcinana epizodami z życia pokładowego Eurepica Airlines, komicznie włączająca widownie w interakcję z artystami poprzez ćwiczenia w rozluźnianie i spinanie pupy, bynajmniej nie psuła koncepcji lecz odciążała psychicznie od trudnych tematów.&lt;br /&gt;Martwi mnie jedynie, że tworząc spektakl, jego realizatorzy co raz częściej decydują się na zastosowanie multimediów. Jednoznacznie tego nie neguję, bo nie mając na dość wiedzy reżyserskiej nie wiem, czy jest inne rozwiązanie np. kwestii tłumaczenia tekstów mówionych na język(i) widowni. W Eurypice nie brakowało problemów natury czysto technicznej. Tekst&lt;br /&gt;pojawiał się z opóźnieniem, częściowo w nieodpowiednich momentach. Dwa monitory z wyświetlonym tłumaczeniem wprowadzały chaos i powodowały lekki oczopląs. Biada tym, którzy nie znają angielskiego, bo przy tak szybko postępującej akcji nie sposób skupić się na grze i tekście jednocześnie. Eurepica. Challenge miała wielkie, tłumacząc dosłownie wyzwanie. Sprostała mu znakomicie, mimo chwilami przeciągającej się akcji i różnorodności językowej, powodującej drobny mętlik.&lt;br /&gt;Dobry spektakl może nie mieć ani jednego słowa, a jeśli jest przygotowany spójnie i czytelnie, zrozumieć go nie trudno. Tak było tutaj – jasny początek, klarowne zakończenie, świadome przejścia między epizodami składały się na bardzo dobry spektakl.&lt;br /&gt;Kibicuję takim realizacjom, bo uważam, że podejmowanie tematów trudnych poprzez sztukę ułatwia ich przyswajanie, rozwiązywanie, a przynajmniej świadome stawianie im czoła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;e.j.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Tytuł inspirowany wypowiedzią redaktorki "5 Ściany"&lt;br /&gt;K.Krzywickiej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-3771116617500095071?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/3771116617500095071/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/free-wolny-frywolny-wolny-teatr-z.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3771116617500095071'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3771116617500095071'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/free-wolny-frywolny-wolny-teatr-z.html' title='Free = Wolny = Frywolny?  *„Eurepica. Challenge” Białoruski Teatr Wolny'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-1401796896663844487</id><published>2011-10-20T15:42:00.004+02:00</published><updated>2011-10-24T15:20:59.723+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MAAT FESTIVAL'/><title type='text'>Ciało w służbie języka Justyna Jasłowska „November”</title><content type='html'>Teatr ruchu, jest o tyle niezwykły, że pozwala widzowi na wiele dowolności w interpretacji przekazywanych treść. Brak oczywistej linii fabularnej sprawia, iż odczuwa się go nieco głębiej i na zgoła innym poziomie świadomości. Jasnym jest więc, że owe treści, muszą pochodzić z samego dna duszy i posiadać na tyle mocy, aby zostać dobrze zrozumianymi. Tu artyści napotykają wiele trudności i często rujnują swoją pracę poprzez przerysowanie, doprowadzając do przejaskrawienia rzeczy, które powinny pozostać – do pewnego stopnia – niedopowiedziane.&lt;br /&gt;Zrozumiałe przez swoją autentyczność i uniwersalność, a nie przez emocjonalny ekshibicjonizm. Z przyjemnością stwierdzam, że Justyna Jasłowska w swoim spektaklu uchroniła się przed tym błędem. Wszystko co widz mógł obejrzeć i usłyszeć w Studiu Radia Lublin zeszłej nocy, było absolutnie niezbędne dla inscenizacji i, co najważniejsze, szczere. Duża i pusta, kwadratowa scena pokryta białymi matami była, niczym innym, jak tylko miejscem akcji, dzięki czemu uwaga widza pozostawała całkowicie skupiona na wykonawcach.&lt;br /&gt;Rytmiczna muzyka, złożona prawie wyłącznie z powtarzających się sekwencji paru dźwięków działała hipnotyzująco i zdawała się więzić w zaklętej pętli czasowej. Jeśli nie liczyć Tomasza Dymka (który wystąpił w zwyczajnym stroju hiphopowym), to na scenie pojawiły się jedynie trzy prymarne kolory: biały, czarny i czerwony. Niepodobnym było więc oderwać oczy od tego, co najważniejsze – tańczącej Justyny Jasłowskiej.&lt;br /&gt;Artystka, z dużą sprawnością i odwagą opowiedziała widzom niezwykle niepokojącą historię używając swojej cielesności i wspomagając się muzyczną narracją wygłoszoną przez wspomnianego już Tomasza Dymka. Cała reszta była ruchem i rytmem. Co takiego ujrzeli widzowie? Kobietę, ubraną w czarną koszulkę typu „kabaretka”, czarne legginsy i czerwone szpilki. Z początku wijącą się po scenie, poruszającą się w sposób prawie paralityczny – jakby stawiającą pierwsze kroki, walczącą o to, by zapanować nad własnym ciałem.&lt;br /&gt;Po chwili jednak kobieta przestaje się wić, wstaje i wykonuje czynności, których jeszcze przed chwilą nie była w stanie wykonać. Jej ruchy są pewne, ale i schematyczne, wszystko, co robi powtarza się i współgra z rytmem hipnotycznej muzyki. Przystaje, bierze parę głębokich oddechów i zaczyna od nowa. Przywodzi na myśl zaprogramowaną maszynę, ale może jeszcze bardziej człowieka. Człowieka, który do czegoś trenuje lub jest zmuszony wykonywać pracę w której nie widzi sensu.&lt;br /&gt;I tu zbliżamy się do sedna. „November” jest opowieścią o dysonansie pomiędzy tym czego człowiek pragnie, a tym, czego się od niego wymaga. Pomiędzy tym, kim się jest a tym, kim musi się być. Natura tego zagadnienia jest jednak zmienna. Z początku kobieta, zdaje się bardzo zdeterminowana, aby pokonać swój paraliż, walczy o to by zmusić się do wykonywania powtarzalnych czynności. Pod koniec przedstawienia, sytuacja jest już odwrotna. Niekontrolowane ruchy zdają się wybuchać spod wykonywanej rutyny, są gwałtowniejsze i bardziej dzikie. Wszystko to ma w swojej wymowie zauważalny aspekt nieuchronności. Nie jest to po prostu kolejna opowiastka o artystycznej duszy pragnącej wyrwać się ze społecznej uwięzi. Jej wydźwięk ma w sobie subtelną nutę tragizmu i ciężaru dokonywanych przez każdego człowieka wyborów. Części z tego co zostało powiedziane, dowiedzieć się można z piosenek, wykonywanych w trakcie spektaklu przez rapera.&lt;br /&gt;Ten aspekt przedstawienia, wzbudził jednak mój wewnętrzny protest. Chociaż nie ujmuję mu funkcjonalności ani walorów estetycznych, to w pewien sposób zburzył on jedność stylową spektaklu. Jeśli dodać do tego kłopoty z udźwiękowieniem (mikrofon miał zdecydowanie zbyt dużą głośność), to powstanie poważna rysa na szkle.&lt;br /&gt;Zarówno artystka jak i całe przedstawienie, mają bezsprzecznie ogromny potencjał oddziaływania na odbiorcę. Uniwersalna problematyka, ciekawa i czytelna postać języka ciała, oraz doskonała muzyka zdolne są dotrzeć do najgłębszych warstw ludzkiej jaźni. Zdolność ta wynika z formy, która wprowadza w trans, zakotwicza wzrok na jednej osobie i poddaje umysł próbie sprawności. Wejścia rapera-narratora, burzą ten porządek, wybijają z transu, budzą uśpioną czujność. A jak wiadomo, człowiek raz wybity z rytmu staje się nań coraz mniej podatny i trudny do ponownego zahipnotyzowania. Jednocześnie, narrator jest w tej sztuce absolutnie potrzebny aby mogła być do końca zrozumiała. Ma to w sobie subtelną nutę tragizmu, zmusza artystkę do podjęcia ciężkiego wyboru – takiego przed jakim w sztuce staje jej bohate r k a . Ni e u c h r o n n i e k o ł o s i ę z a my k a .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jarosław Olejniczak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin/ MAAT FESTIVAL&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-1401796896663844487?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/1401796896663844487/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/ciao-w-suzbie-jezyka-justyna-jasowska.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1401796896663844487'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1401796896663844487'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/ciao-w-suzbie-jezyka-justyna-jasowska.html' title='Ciało w służbie języka Justyna Jasłowska „November”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-39516978432630885</id><published>2011-10-20T15:41:00.002+02:00</published><updated>2011-10-24T15:20:46.077+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Spotkanie z twórcami białoruskiego Teatru Wolnego</title><content type='html'>Białoruś na pierwszy rzut oka przypomina państwo demokratyczne. Obywatelom gwarantuje się wolność i niezależność. Biorą oni udział w wyborach i na pozór tworzą szczęśliwą wspólnotę. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że systemem panującym w kraju jest reżim autorytarny. Pomimo zapewnień o wolności, władze państwowe kontrolują większość sfer życia swoich obywateli. Jednym z tych obszarów jest sztuka.&lt;br /&gt;Na wtorkowym spotkaniu z założycielami Białoruskiego Teatru Wolnego, przedstawiciele grupy opowiadali o problemach występujących w ich kraju (choć żartowali, że mieli rozmawiać o sztuce, a rozmawiają o polityce). Ich twórczość artystyczna jest silnie powiązana z kontekstem społecznym i politycznym, należą do nurtu teatru zaangażowanego, który komentuje sytuację społeczno – polityczną, a także sprzeciwia się tradycyjnym, zastanym wzorcom kultury. Poruszają sprawy drażliwe, prowokujące do dyskusji (co jest niebezpieczne dla dyktatury). Sama ich nazwa odwołuje się do sfery wolności, w której uczestniczą widzowie. Dobry teatr nie istnieje bowiem bez poruszenia audytorium. A dotknąć widza można tylko poprzez zaaplikowanie mu współczesnego tematu, zwłaszcza przemilczanej problematyki.&lt;br /&gt;Jak twierdzą artyści, jest to jedyny niezależny zespół działający na terenie ich ojczyzny (patronem grupy jest sam Tom Steppard). I co ciekawsze działają choć w ukryciu, działają pomimo problemów finansowych i represji władz. Zdają sobie sprawę z ryzyka, jakie podejmują. Informują o nim swoich uczniów po to, aby byli świadomi wyboru. Jest to pewnego rodzaju wyzwanie. Mało prawdopodobne, że dostaną pracę w oficjalnym sektorze (zmonopolizowanym przez władzę), raczej powinni liczyć się z prześladowaniem i aresztowaniami.&lt;br /&gt;Nie zważając na to funkcjonują, mówią o tematach tabu, zmuszają do refleksji nad problemami społecznymi, zapraszają na swoje spektakle na portalach społecznościowych (co po dwóch godzinach zostaje usunięte przez władzę). Białorusią, choć jest to jedyne europejskie państwo rządzone przez dyktatora, nikt się nie interesuje. Mówi się o niej tylko wtedy, gdy dochodzi do protestów amerykańskiego i brytyjskiego środowiska artystycznego. Jest to jedyny moment, w którym zauważa się nagminne łamanie praw człowieka.&lt;br /&gt;A dyktatura przecież nie jest problemem politycznym, tylko moralnym. Dlatego właśnie ich sztuka spotyka się z działalnością obywatelską. Dlatego poruszają trudne tematy. Dlatego występują wbrew kulturowym stereotypom. Jednocześnie zauważają, że nie tylko u nich występują tego rodzaju problemy społeczne. Tabu jest doświadczeniem uniwersalnym, występuje ono i w państwach demokratycznych. O tym jest właśnie spektakl tej grupy - „Europica. Challenge”.&lt;br /&gt;Twórcy zaprosili do współpracy czternastu dramaturgów (z trzynastu krajów europejskich i ze Stanów Zjednoczonych). Wskutek tego ustalili podział Europy na strefy dramatyczne i geopolityczne. Na kanwie poszczególnych fragmentów przewijają się prawdziwe bądź fałszywe wyobrażenia narodowe. Reżyser obiecał, że osobiście policzy widzów, którzy wyjdą po części poświęconej Polsce. Misją teatru to przekaz o tym, że idealny ustrój nie istnieje. Obywatel państwa demokratycznego chciałby zasmakować w socjalizmie i na odwrót.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katarzyna Myszak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-39516978432630885?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/39516978432630885/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/spotkanie-z-tworcami-biaoruskiego.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/39516978432630885'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/39516978432630885'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/spotkanie-z-tworcami-biaoruskiego.html' title='Spotkanie z twórcami białoruskiego Teatru Wolnego'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-4103296865321254741</id><published>2011-10-20T12:18:00.002+02:00</published><updated>2011-10-24T19:21:08.992+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Wyliczanka postaci -"Kamienie w kieszeniach"</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;O spektaklu „Kamienie w kieszeniach” rozmawiają Basia Żarinov i Iwona Oroń&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Basia: Chyba nie trzeba nikomu przypominać o czym spektakl Łukasza Witt-Michałowskiego „Kamienie w kieszeniach” opowiada. Mija już 5 lat odkąd po raz pierwszy pojawił się na lubelskiej scenie. Początki nie były łatwe, jak mówi w rozmowie Bartłomiej Kasprzykowski, jednak na przychylność publiczności nie musieli długo czekać. Szósty dzień festiwalu zdaje się także to potwierdzać. Na wieczorny spektakl przyszło mnóstwo osób, jednak dla większości nie był to pierwszy raz i jak zwykle dziękowała aktorom, owacjami na stojąco. Iwona: Początkowo większość widzów zerkała z wyczekiwaniem na scenę, natomiast pierwszy aktor - Bartłomiej Kasprzykowski - wyłonił się zza pleców widzów i "poczęstował" cytrynową bezą jedną z pań siedzących w przednim rzędzie (widzowie otrzymali bezy jako poczęstunek przy wejściu na widownię). Tak rozpoczął się spektakl. Ku zaskoczeniu widzów bezy nie posmakowały granej przez Kasprzykowskiego postaci. Basia: Widowni (a raczej statystom) za to bardzo, przez pierwsze parę minut słychać było jak zadowoleni chrupią cytrynowe bezy. Podobała mi się otoczką z jaką widz został przywitany. Od samego początku widać było pewną konsekwencję. Aktorzy reagowali na zachowanie publiczności, zauważali ją, nie napastując zbyt mocno, a prowadząc z nią delikatną grę.&lt;br /&gt;Iwona: A interakcja z widownią nie była wymuszona, a raczej płynnie wynikała z toczącej się fabuły. Aktorzy wykazali się zarówno spostrzegawczością, jak i dystansem, nie przekraczając istotnej granicy pomiędzy sceną a widzem. Pomimo, że pewne elementy dogrywali będąc poza deskami.&lt;br /&gt;Basia: Ich gra zasługuje na brawa. Dwóch aktorów wcielających się w kilkanaście postaci to nie lada wyczyn. Wszystko dzięki formie „quick change”, którą zręcznie wykorzystują. Błyskawiczne metamorfozy jak w kalejdoskopie wprawiają w osłupienie. Spotkałam się jednak z krytyką wykorzystania tej formy w tego typu spektaklu, autor tej uwagi stwierdził, że ’’Potęguje to nastrój zgrywy, ale i niesmak’’. Ja tak nie uważam.&lt;br /&gt;Iwona: Zgadzam się, że niełatwo jest przeskakiwać w przeciągu kilku sekund od jednej postaci do kolejnej, nawet jeśli przedstawiany jest tylko szkic czyjejś osobowości. Tempo gry było szybkie, widz nie mógł się nudzić siedząc w fotelu. Pojawiło się jednak kilka scen, które nie bawiły, ale skłaniały do refleksji. Koniec końców jest to tragikomedia napisana przez Marie Jones.&lt;br /&gt;Basia: Publiczność także została wciągnięta do gry pt. „quick change” i musiała nadążyć za aktorami balansującymi pośród różnych emocji. Nie odniosłaś jednak wrażenia, że pod koniec publiczność z trudem już przeskakiwała z różnych stanów emocjonalnych i nie nadążała za aktorami? Ja takie odnoszę wrażenie i zastanawiam się, czy końcówka nie była zbyt skrajnie emocjonalna.&lt;br /&gt;Iwona: Nie mogę się zgodzić. Emocje rzeczywiście narastały od pewnego momentu, ale nie uważam, żeby były przesadzone. Aby dotrzeć do zakończenia, konieczne było doprowadzenie niektórych postaci do stanu emocjonalnego oczyszczenia. Widz przez to nie powinien wcale czuć się zagubiony. Myślę, że ten zabieg pomógł pokazać sedno poruszanych w tej sztuce problemów.&lt;br /&gt;Basia: Myślę jednak, że sedno sztuki zostaje przytłoczone przez komizm tej adaptacji, i to właśnie on sprawia, że spektakl cieszy się niegasnącą popularnością i ciągle przyciąga rzeszę widzów.&lt;br /&gt;Iwona: Z pewnością warto zobaczyć na scenie duet Szymona Sędrowskiego i Bartłomieja Kasprzykowskiego, którzy świetnie radzą sobie z wyliczanką granych postaci, bawiąc przy tym publiczność do łez.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-4103296865321254741?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/4103296865321254741/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/wyliczanka-postaci-kamienie-w.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/4103296865321254741'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/4103296865321254741'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/wyliczanka-postaci-kamienie-w.html' title='Wyliczanka postaci -&quot;Kamienie w kieszeniach&quot;'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-7268112984763212812</id><published>2011-10-20T00:57:00.002+02:00</published><updated>2011-10-24T15:20:31.739+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='RECENZJE'/><title type='text'>Reżyser bezczelny i genialny jednocześnie - Teatr Provisorium „Bracia Karamazow”</title><content type='html'>Powszechnie mówi się, że Janusz Opryński zawsze marzył o teatralnej adaptacji Braci Karamazow. Należy pamiętać o tym, że Fiodor Dostojewski do dzisiaj zajmuje niebagatelną pozycję w kręgu literatury europejskiej. W Braciach Karamazow, uważanych ze jego najwybitniejsze dzieło, odnajdujemy artyzm, wieloznaczność i uniwersalność. Autor umieścił tu ponadczasowe tematy, takie jak konflikt rodzinny, brak jednoznacznych odpowiedzi na fundamentalne pytania, skandal, okropność, okrucieństwo i potworność. Reżyser, który sięga po dzieło tak uniwersalne, musi być człowiekiem bezczelnym i genialnym jednocześnie. W innym przypadku widz niewątpliwie odczuje wszelkie niedoskonałości.&lt;br /&gt;I tu warto się zastanowić nad tym, co zrobić, aby dzieło nabrało cech genialności. Teatr Provisorium, pokazuje niesłychane rzemiosło artystyczne. Kunszt ten jest na tyle wyrazisty, że nikt nie patrzy na drobne przejęzyczenia, czy na trudności związane z poruszaniem maszyny. Poza wspaniałym aktorstwem i pięknymi obrazami pokazanymi na scenie musi być coś więcej. I Opryński o tym wie. Dlatego popisuje się swoją erudycją, dlatego umieszcza w swoim dziele mnóstwo elementów znaczących. Tak, to symbolika najmocniej przemawia do intuicji widza. I z tego względu właśnie używa obrotowej sceny. To właśnie ona jest największym znakiem w całym spektaklu. Czymże inaczej jest koło, jeżeli nie figurą idealną, symbolem Boga, ponadczasowych praw, wieczności i czasu? Okrąg spełnia funkcje ochronne, magiczne i święte. Wiąże się z przemijaniem, z następowaniem dni i nocy, życia i śmierci. Już samo wielkie obracające się koło jest próbą zmaterializowania nieuchwytnych idei – czasu i bytu. Aktorzy bowiem grają na karuzeli i jednocześnie w wielkiej tarczy zegara, gdzie punkt centralny wyznacza usytuowana na środku przezroczysta, choć ciemna rozsuwana scenografia w kształcie pudła.&lt;br /&gt;Kolejnymi, jakże oczywistymi znakami są kolory. Przeważają trzy czyste barwy, najbardziej wyeksponowane w spektaklu: czerń, biel i czerwień. Czarny to niewątpliwie kolor religijności, żałoby, śmierci, tajemniczości, nowoczesności i tradycji. Biały zazwyczaj funkcjonuje jako jej przeciwieństwo, wiąże się z doskonałością, życiem duchowym, czystością, ale również i ze śmiercią. Czerwony kojarzony jest z życiem, emocjami, erotyzmem, miłością i pasją. Triada ta jest dopełniona przez barwy złamane, najczęściej brudną zieleń. Symbolikę spektaklu dopełniają rekwizyty: woda (odrodzenie, chaos, zmienność, mądrość), chleb (mądrość, ofiara, byt) i lustro (kruchość, dwoistość, świadomość). Opryński w każdym detalu, pojawiającym się na scenie, pokazuje nam swój indywidualny sposób konkretyzacji arcydzieła. Za jednym zamachem mierzy się z mistrzem i dokonuje swojej osobistej interpretacji.&lt;br /&gt;A w czymże przejawia się bezczelność? Po pierwsze Opryński aktualizuje Dostojewskiego, multiplikuje sensy, dodaje nowe treści. Zreinterpretował utwór poprzez zmieniające się okoliczności historyczne oraz społeczne i tak właśnie powstali jego Bracia Karamazow. Poprzez osobisty punkt widzenia i pojmowania rzeczywistości uwypuklił ponadczasowe wartości dzieła. Po drugie jego arogancja dotyczy samego czasu trwania spektaklu. Od początku reżyser założył, że jego dzieło ma się podobać. To dlatego nie daje widzowi odetchnąć, nie pozwala mu wyjść na przerwę. Zdaje się kpić z widza, tak jakby mówił: Skoro przyszedłeś na mój spektakl, to teraz siedź.&lt;br /&gt;Spektakl Opryńskiego niewątpliwie należy do wielkich dzieł polskiego teatru. Teatr Provisorium kolejny raz zadaje pytania dotyczące religii, miłości, nauki i filozofii. Za pomocą tych pytań próbuje obnażyć fałsz. Równocześnie wymaga od widza, aby sam sobie na nie odpowiedział. Ponadto w Braciach Karamazow udało się skonkretyzować najważniejsze elementy arcydzieła, takie jak kunszt, duża pojemność znaczeniowa, ponadczasowość i wielowarstwowa symbolika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katarzyna Myszak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-7268112984763212812?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/7268112984763212812/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/rezyser-bezczelny-i-genialny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/7268112984763212812'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/7268112984763212812'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/rezyser-bezczelny-i-genialny.html' title='Reżyser bezczelny i genialny jednocześnie - Teatr Provisorium „Bracia Karamazow”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-637814381010592314</id><published>2011-10-20T00:56:00.002+02:00</published><updated>2011-10-24T15:20:21.815+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MAAT FESTIVAL'/><title type='text'>Trzeci wymiar tańca -Marcin Janus, Barbara Bujakowska „3D Dance”</title><content type='html'>Od dawien dawna wiadomo, że język ciała mówi wiele, a mowa niewerbalna od zawsze interesowała artystów. Postanowiła z tego skorzystać Barbara Bujakowska – niezależna tancerka, absolwentka między innymi krakowskiego Studia Baletowego Przy Operze i Operetce oraz laureatka prestiżowej nagrody programu TVP „Dolina Kreatywna”. Przy współpracy z krakowskim kompozytorem Marcinem Janusem stworzyła niezwykły spektakl, zatytułowany „3D Dance”, który mogliśmy podziwiać niedzielnym popołudniem w Studiu TVP Lublin.&lt;br /&gt;Kiedy publiczność zajęła już swoje miejsca, w niecierpliwości oczekując na spektakl, każdy zadawał sobie to samo pytanie: czego będę dzisiaj świadkiem? Czy będzie to projekcja trójwymiarowego filmu, czy raczej show taneczne? Jak się później okazało, drobna i wyglądająca niepozornie Barbara Bujakowska zaskoczyła wszystkich skomplikowanym układem tanecznym, najpierw wykonanym w zupełnej ciszy, a następnie przy żywiołowej muzyce i projekcji filmu Marcina Janusa. Ciekawy układ choreograficzny łączył w sobie elementy baletu i tańca nowoczesnego, ale ważniejsze jest to, że ruchy były przesycone skrajnymi emocjami. W jednej chwili swobodna i radosna tancerka nagle zmieniała się w osobę przepełnioną rozpaczą.&lt;br /&gt;Oglądając projekt Bujakowskiej i Janusa odnosi się wrażenie, że na całość składają się dwie główne części. Pierwsza polega na ukazywaniu skrajnych emocji poprzez energiczne ruchy; jednocześnie na dwóch dużych ekranach widzieliśmy nagranie tej samej sekwencji tanecznej, pozbawionej uczuciowości. Podczas drugiej części było odwrotnie: żywa tancerka była bez wyrazu, na podobieństwo manekina, natomiast tę z ekranu przepełniała żywiołowość. Warto dodać, że projekcja filmu nie była tłem dla tańczącej Barbary Bujakowskiej – film i rzeczywistość współgrały ze sobą i uzupełniały się wzajemnie, tworząc spójną całość.&lt;br /&gt;Na osobną uwagę zasługuje dzieło Marcina Janusa, a mianowicie muzyka i wideo. Artysta, operując dźwiękiem i obrazem nadał ostateczny kształt projektowi multimedialnemu. Sprawił, że „3D Dance” ma swój indywidualny i oryginalny język wypowiedzi.&lt;br /&gt;Długo zastanawiałam się nad zagadkowym tytułem projektu Bujakowskiej i Janusa. Jak się okazało, odpowiedź jest prostsza, niż mogłoby się wydawać. Autorzy pomysłu, chcąc odnieść się do zagadnienia percepcji, zestawili ze sobą trzy materiały: dźwięk, ruch tancerki i wygenerowany obraz. Właśnie to sprawia, że te części stanowią nierozerwalną całość niesamowitego spektaklu. Tylko wytrawny obserwator dostrzeże sens w tym nowatorskim dziele. „Czekałem w napięciu na kolejne ruchy artystki; to było nieprzewidywalne i zaskakujące” - powiedział jeden z widzów tuż po  spektaklu. Nie jest to jedyna pozytywna opinia na temat „3D Dance”, ponieważ spektakl został wyróżniony na polskiej Platformie Tańca w 2010 roku oraz na festiwalu Dance Union'2011 w Londynie. Szkoda tylko, że tak niewiele osób zdecydowało się na obejrzenie tego przedsięwzięcia. Może w przyszłości sztuki na wysokim poziomie będą się cieszyły większą popularnością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anna Czyż&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin/ MAAT FESTIVAL&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-637814381010592314?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/637814381010592314/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/trzeci-wymiar-tanca-marcin-janus.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/637814381010592314'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/637814381010592314'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/trzeci-wymiar-tanca-marcin-janus.html' title='Trzeci wymiar tańca -Marcin Janus, Barbara Bujakowska „3D Dance”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-2280518356937143751</id><published>2011-10-20T00:55:00.001+02:00</published><updated>2011-10-24T15:20:07.720+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MAAT FESTIVAL'/><title type='text'>Sylwia Hanff po raz kolejny w Lublinie</title><content type='html'>"Interesuje mnie nie to jak ludzie się poruszają, ale to, co w ich wnętrzu porusza nimi" powiedziała niegdyś Pina Baush, zaś słowa te w ustach Tomasza Bazana, kuratora MAAT Festiwal stanowią przesłanie tegorocznych spotkań z ciałem i tańcem butoh.&lt;br /&gt;Festiwal co roku skupia najlepszych artystów z Polski i zagranicy, daje możliwość obcowania z tym co chociaż ludzkie jest wielce niecodzienne dla przeciętnego człowieka. &lt;br /&gt;Wpisanie MAAT Festiwalu w Konfrontacje stanowi ich pewne uzupełnienie. Pomysłodawcy zaznaczają, że jest to przede wszystkim przestrzeń do awangardowych poszukiwań i laboratoryjnej pracy, a także prezentacji indywidualnych stylów każdego z artystów. &lt;br /&gt;Tytuł "Peryferie ciała" nawiązuje do dwóch poprzednich nazw festiwalu, skupiając w jeden sens przestrzeń i formę prowadzenia ciała. Poszukując tego co dziewicze, zapomniane z pierwotnego teatru greckiego, realizatorzy częstują nas dawką najwyżej światowej klasy realizacji, które pokazują, że to co nazywamy tańcem w zasadzie nazywać należy szeroko pojętą performatyką.&lt;br /&gt;"Arya" autorskie solo Sylwii Hanff, z video-art'em Gamid Ibadullajev'a można było zobaczyć w studio TVP Lublin. Widownia nie należała do najliczniejszych. To jednak nie było przeszkodą to powodzenia spektaklu. Kameralne spotkanie widzów, z pewnością fanów tego typu teatru, choć także wielu przypadkowych gości to doskonała artystyczna kolacja. &lt;br /&gt;Sylwia Hanff, po raz kolejny z muzyką Indii Czajkowskiej, na pustej scenie opowiedziała ciałem historię poszukiwania siebie, miłości i śmierci. Dźwięk pianina, przechodzący z łagodnych uderzeń w mocne akordy wprowadzał w trans i nie pozwalał oderwać wzroku od tancerki. S. Hanff zaczęła swoją opowieść od wcielenia się w postać młodej kobiety w białej sukni, która przeżywała miłość, stan uniesień i radości. Kolejny krok stanowiło przejście na granicę życia i śmierci, by wreszcie po zmaganiach z samą sobą i poszukiwaniem właściwego znaczenia życia ziemskiego i pozaziemskiego odnaleźć na nowo spokój i miłość.&lt;br /&gt;Grał rekwizyt – czerwone kwiaty, zmieniające swoje znaczenie, w zależności od sytuacji. Interesującym i dodającym czytelności elementem było zastosowanie dwóch kolorów i form stroju – białej kreacji z czerwonymi wstęgami, którą artystka porzuciła niczym kokon by ukazać się w wąskiej, czarnej sukni. &lt;br /&gt;S. Hanff stworzyła projekt "Arya", jako wpisujący się w jej inne, wielopoziomowe działania "Czarna Latifa". Odkrywa on butoh jako taniec medytacyjny czy taniec drugiego brzegu. Otwarcie ciała i umysłu pozwala na dotarcie do najgłębszych i najtrudniej dostępnych sfer ludzkiej świadomości i człowieczeństwa. Aktorka poprzez szczerą rozmowę ze śmiercią i poszukując jednocześnie źródła miłości, ukazywała widzowi to co gołym okiem jest niezauważalne lub spychane na dalszy plan. &lt;br /&gt;W przypadku projektu jakim jest "Arya" dotykamy sfer tak intymnych i nie raz bolesnych, że nie sposób przejść obojętnie obok tych treści. Spektakl odbiera się wszystkimi zmysłami. Ciało kobiety szarpane konwulsjami staje się naszym własnym.&lt;br /&gt;Muzyka i gra świateł w tym przypadku były niezbędne i skomponowane nad wyraz dobrze. Budowały nastrój i pozwalały na estetycznie czysty odbiór całości. Widoczny w tle video – art w moim mniemaniu rozpraszał kontakt z artystką i chociaż świetnie przygotowany, czytelny i komponujący się z całością zmuszał do wyboru gdzie skierować wzrok.&lt;br /&gt;Nazwałam performance "artystyczną kolacją", bo jak na zakończenie festiwalowego weekendu obecność na scenie S. Hanff należała do wyborów trafionych i oczyszczających, wręcz wprowadzających w medytacyjny nastrój.&lt;br /&gt;Ocieranie się o trudne do zwerbalizowania sfery to wynik doskonałej w swojej formie gry aktorskiej. Aby zrozumieć sens butoh, a przede wszystkim towarzyszyć artystce w podróży w głąb siebie trzeba być blisko i otworzyć na to spotkanie umysł. &lt;br /&gt;Sylwia Halff nie gości w Lublinie po raz pierwszy. Wielokrotnie zebrała świetne recenzje. Podążając za słowami, że „Prawdziwa wolność polega na wyborze pomiędzy beznadzieją, rozpaczą, zachwytem i radością. Nie ma znaczenia, co wybierzesz. To jedynie różne smaki tej samej esencji.” (Chameli Gad Ardagh) dochodzimy do sedna spektaklu. &lt;br /&gt;Wspólnie i mam nadzieję – dla większości ze skutkiem - tego wieczoru, w kotle różnych emocji odnaleźliśmy siebie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ewelina Jurasz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin/ MAAT FESTIVAL&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-2280518356937143751?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/2280518356937143751/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/sylwia-hanff-po-raz-kolejny-w-lublinie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/2280518356937143751'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/2280518356937143751'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/sylwia-hanff-po-raz-kolejny-w-lublinie.html' title='Sylwia Hanff po raz kolejny w Lublinie'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-1352548889877926165</id><published>2011-10-20T00:53:00.001+02:00</published><updated>2011-10-24T15:19:43.752+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='RECENZJE'/><title type='text'>Namiętność i szaleństwo - Teatr Provisorium „Bracia Karamazow”</title><content type='html'>Wystawiając „Braci Karamazow” Janusz Opryński udowodnił, że jak nikt potrafi z dobrego tekstu wyciągnąć to, co najważniejsze i podać publiczności w odpowiedni dla siebie sposób. &lt;br /&gt;Dostojewski w swoich powieściach w nadzwyczajnym stylu ukazuje psychologizm i złożoność postaci. Dokonuje swego rodzaju analizy psychologicznej, rozkłada postać na czynniki pierwsze, szuka przyczyn i motywów postępowania. „Bracia Karamazow”, to powieść o kondycji człowieka, o jego dylematach, sensie życie i poszukiwaniu Boga.&lt;br /&gt;Pierwsze, co zwraca uwagę, to z pewnością scenografia. Bardzo plastyczna- obrotowa scena, a na niej sporych rozmiarów prostopadłościan, coś na kształt klatki. W trakcie spektaklu aktorzy sami budują swoją przestrzeń. Przesuwają ściany, dzieląc tym samym scenę na strefy, odrębne przestrzenie, w których toczy się akcja. Do tego dołóżmy świetnie dobraną obsadę i wyjdzie nam po prostu dobra realizacja. &lt;br /&gt;Adam Woronowicz w roli ojca stwarza bardzo ciekawą postać. Aktor gra z niebywałą lekkością, jest konkretny, buduje rolę bardzo misternie. Eksperymentuje, bada granice. Jego postać ociera się o szaleństwo. Widać, że aktor bawi się rolą, urozmaica ją. Fiodor Karamazow z początku drwi, wygłasza swoją własną filozofię z kpiącym uśmieszkiem, poczym żąda powagi od swoich synów. Jego konflikt z Dymitrem, najstarszym synem, dotyczy nie tylko spadku po zmarłej matce, ale także kobiety, która zawładnęła sercem jednego i drugiego – Gruszy (Karolina Porcari). Obaj chorobliwie zakochani, kierowani zazdrością walczą ze sobą. Grusza, to kobieta, której historia także nie jest taka prosta, jakby się wydawało. W przeszłości uwiedziona i porzucona przez polskiego oficera w ciągu paru lat przechodzi ewolucję. Z małej chudziutkiej, pokrzywdzonej i biednej dziewczynki, zmienia się w miejscową piękność, uwodzicielkę, istną femme fatale. Bez skrupułów rozkochuje w sobie dwóch Karamazowów: ojca i syna, wyciągając dla siebie korzyści finansowe. Nie wydaje się, żeby przeszkadzała jej ogromna różnica wieku, między nią a Fiodorem, ani fakt, że Dymitr posiada narzeczoną. Grusza po prostu postawiła sobie cel, do którego bez względu na wszystko dąży.&lt;br /&gt;Jej przeciwieństwem jest wykształcona, inteligentna Katarzyna Iwanowna (Magdalena Warzecha), narzeczona Dymitra. Obsesyjnie w nim zakochana, poświęcająca się i pozwalająca na pomiatanie sobą. Mitia nie dostrzega w niej tej szlachetności i dobroci, tego co kobieta jest w stanie dla niego zrobić. Kierowany namiętnością odchodzi do Gruszy. Katarzyna Iwanowna zaś pozostaje wierna do końca, pozwala się obrażać, byle tylko odzyskać Dymitra i jego uczucie. Jest przekonana, że tylko ona potrafi mu pomóc, uchronić i uratować przed złem jego duszę. Podobnie jest z Mitią, który wierzy, że jest w stanie sprowadzić Gruszę na drogę prawdy, cnoty i szczęśliwego życia. Po wielu zawirowaniach, Grusza jednak zwraca swe uczucia ku Mitii. Udowadnia, że jest zdolna do szczerej, prawdziwej miłości, potrafi być wsparciem dla Dymitra w momencie, gdy ten zostaje skazany za zamordowanie ojca. Kobiety Karamazowów, usiłują wywalczyć sobie swoje, decydujące stanowisko. Chcą niejako  podporządkować sobie braci, uzurpując sobie prawo bycia ich bogami. &lt;br /&gt;Na uwagę zasługują Łukasz Lewandowski (Iwan) i Marek Żerański (Alosza). Stworzyli znakomicie kontrastującą parę. Iwan Lewandowskiego to twardo stąpający po ziemi ateista, który usilnie próbuje wytłumaczyć wszystkim, że Bóg nie istnieje, bo gdyby istniał nie pozwoliłby na całe zło tego świata i krzywdę wyrządzaną tym niewinnym, na przykład dzieciom. Początkowo wydaje się pozbawiony uczuć, lecz z czasem widzimy jego miłość względem Katarzyny Iwanowny. Z drugiej strony mamy Aloszę- dobry, bogobojny mnich, który wierzy w istnienie Boga i jego ingerencję w ludzkie życie.  &lt;br /&gt;Na koniec należy wspomnieć o Smierdiakowie - lokaju starego Karamazowa, jego nieślubnym synu. Milczący, zamknięty w sobie, szczerze nienawidzący ojca- gospodarza. Jak się później okazuje, faktyczny zabójca Fiodora. Pozorując atak padaczki, misternie układa plan zabójstwa, które następnie ze szczegółami opowiada Iwanowi, wzbudzając tym samym poczucie winy. Jacek Brzeziński, który wciela się w rolę Smierdiakowa wyśmienicie zbudował tę rolę. Lokaj sprawia wrażenie człowieka bez emocji, który bez zbędnych walorów wygłasza swoją filozofię. &lt;br /&gt;W każdej z przestawionych postaci widać walkę. Wszyscy Karamazowowie szukają właściwej dla siebie drogi, gubiąc się i plącząc we własnych filozofiach i emocjach. Szukają sensu życia, odpowiedzi na podstawowe pytania: Czy Bóg istnieje, a jeśli tak, skąd więc całe to zło? Są jak dzieci we mgle, miotające się pomiędzy dobrem i złem, nie wiedząc która droga będzie tą właściwą. &lt;br /&gt;Wszystko to, doprawione jest klimatycznymi dźwiękami akordeonu i skrzypiec. Spektakl trwa prawie trzy godziny, ale tego czasu w ogóle się nie odczuwa. Akcja jest bardzo dynamiczna, wymaga skupienia uwagi, ale nie usypia, wręcz przeciwnie wciąga i zmusza do zatrzymania się i zastanowienia. &lt;br /&gt;Z pewnością nie jest to spektakl, który ot tak, po chwili się zapomina, bo i Dostojewski nie należy do prostych autorów. Januszowi Opryńskiemu to udało się wyciągnąć z „Braci Karamazow” treści uniwersalne, pytania zawsze aktualne, nurtujące zarówno człowieka czasu Dostojewskiego, jak i nas ludzi XXI wieku, zupełnie innych, a jednak takich samych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Joanna Samołyk&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-1352548889877926165?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/1352548889877926165/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/namietnosc-i-szalenstwo-teatr.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1352548889877926165'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1352548889877926165'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/namietnosc-i-szalenstwo-teatr.html' title='Namiętność i szaleństwo - Teatr Provisorium „Bracia Karamazow”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-7020157722255498875</id><published>2011-10-20T00:52:00.001+02:00</published><updated>2011-10-24T15:18:31.116+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>By nie żałować niczego -Teatr Ósmego Dnia "Osadzeni. Młyńska 1"</title><content type='html'>"Osadzeni Młyńska 1" to przedstawienie które jest wynikiem projektu społeczno artystycznego Teatru Ósmego dnia z Aresztem Śledczym przy ul. Młyńskiej w Poznaniu. Podczas wielotygodniowych spotkań i rozmów, w czasie których aktorzy starali się poznać dogłębnie historie więźniów, zrozumieć ich zachowania, zarówno te z wolności jak i te które maja po latach "odsiadki". Znaleźli moment w którym ich rozmówcy opowiadają o tym jak stają na granicy miedzy dobrem a złem, występkiem a sprawiedliwością. &lt;br /&gt;Spektakl ten wykorzystuje fragmenty Elegii Duinejskich R.M. Relikiego w przekładzie Mieczysława Jastruna. Wybór tego tekstu na pewno nie jest przypadkowy, a świadczyć, może o tym fakt, iż Rilke sam czuł się więźniem, tyle tylko, że swojego pisania. Poczuł, że tworzenie sprawia mu ogromny trud- dziesięć elegii powstało w przeciągu aż dziesięciu lat. &lt;br /&gt;Czterej aktorzy opowiadają historie ośmiu skazanych. Językiem naśladującym naturalną mowę i żargonową potoczność, mówią przeważnie w trzeciej osobie liczby pojedynczej. Ubrani na szaro ograniczają swój ruch do najpotrzebniejszych gestów, a większą uwagę kładą na opowiadane przez nich losy skazanych. Gra aktorów jest prosta i prawdziwa. Więźniowie ubrani w garnitury na tle murów, mówią do nas za pośrednictwem nagrania wyświetlanego na  telebimie umieszczonym na końcu sceny. KU zaskoczeniu wszystkich okazuje się, że skazani cytują fragmenty Elegii duinejskich   R.M. Rilke, które staja się niejako komentarzem do ich prawdziwych historii.&lt;br /&gt;Przestrzeń gry aktorów wyznacza barierka wokół której spacerują zamontowana w poprzek sceny. Staje się ona symbolem który oddziela więźniów od ludzi wolnych. Po obu stronach barierki siedzi widownia która ma doskonały kontakt z artystami, co pozwala na jeszcze większe skupienie i zrozumienie historii osadzonych. Z głośników wydobywają się odgłosy zamykanych drzwi więziennych, kroków i zepsutej lampy. Migoczące punktowe światła dopełniają więziennego obrazu. &lt;br /&gt;Historie przeważnie dotyczą ciężkiego dzieciństwa mieszkańców Młyńskiej 1, które miało bezpośredni wpływ na to, kim zostali w dorosłym życiu. To opowieści o początkach ich przestępczej kariery, pierwszym kontakcie z więzieniem i rodzących się wtedy odczuciach. W spektaklu nie brakuje też przemyśleń, co zrobić po wyjściu na wolność, jak dalej żyć, jak odmienić swój los, przerwać koło wychodzenia na wolność i ciągłych powrotów „za kratki”. Tak, jak różnią się skazani, tak różnią się ich losy, ale wszyscy zgodnie powtarzają że jest coś, czegoś w życiu żałują. Prawdziwe historie ludzi, którzy przez gorzkie dzieciństwo i brak wsparcia dali się zepchnąć do roli złych dają niezwykłą lekcję. Ten spektakl to przede wszystkim nauka, jak postępować, by przejść przez życie jak najlepiej i nigdy niczego nie żałować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mateusz Bednarek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-7020157722255498875?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/7020157722255498875/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/by-nie-zaowac-niczego-teatr-osmego-dnia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/7020157722255498875'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/7020157722255498875'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/by-nie-zaowac-niczego-teatr-osmego-dnia.html' title='By nie żałować niczego -Teatr Ósmego Dnia &quot;Osadzeni. Młyńska 1&quot;'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-941791518560441910</id><published>2011-10-20T00:50:00.001+02:00</published><updated>2011-10-24T15:18:23.249+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Więzienie niejedno ma imię- Teatr Ósmego Dnia „Osadzeni. Młyńska 1”</title><content type='html'>Projekt poznańskiego Teatru Ósmego Dnia, który widzowie mieli okazję oglądać wczoraj w studiu Radia Lublin, jest jednym z nielicznych przedsięwzięć performatywnych o tematyce penitencjarnej w Polsce. Jest także jedynym, który prezentuje ją w tak oryginalny sposób, przy użyciu absolutnie minimalistycznych środków. „Osadzeni. Młyńska 1” to spektakl zrealizowany przy współpracy z Aresztem Śledczym w Poznaniu, ulokowanym przy, wymienionej w tytule, ulicy Młyńskiej. Jego bohaterami są więźniowie, a dokładniej ósemka więźniów, z których każdy (ustami aktora), dostaje szansę opowiedzenia swojej historii. Ten dość prosty zamysł poznański teatr realizuje w godny podziwu i przemyślany sposób. Po pierwsze, poza aktorami, na scenie zostaje umieszczony ekran, na którym widzimy nagranie z zakładu przy Młyńskiej i odbywających w nim karę ludzi – od czasu do czasu czytających poezję M.R. Rilkego. Wprowadzenie recytacji wierszy przez więźniów jest zabiegiem równie artystycznym, co funkcjonalnym. Daje bowiem widzowi możliwość własnej interpretacji wierszy (nota bene traktujących o nieco innym rodzaju uwięzienia), oraz przybliża osadzonych publiczności, poprzez ukazanie złożoności charakteru człowieka społecznie napiętnowanego. Po wtóre, na uwagę zasługuje rozplanowanie sceny i widowni. Ta ostatnia, zostaje podzielona na dwie części, a te ulokowane vis-a-vis. Pomiędzy nimi znajduje się klaustrofobicznie mała scena, dodatkowo podzielona wzdłuż środka żółtą poręczą (taką, jaką spotkać można na ulicy). Wspomniany już wcześniej ekran, umieszczono prostopadle do barierki, tak aby był widoczny dla obydwu stron widowni. Okratowane lampy wiszące wzdłuż osi sceny, rzucające migotliwe, pomarańczowe światło, oraz nieustające w tle odgłosy skrzypienia drzwi, dopełniają całości dzieła tworząc niebagatelną atmosferę zamknięcia. Od strony technicznej spektakl został przygotowany znakomicie. Pomyślano nawet o widzach obcojęzycznych i na jednej ze ścian, wyświetlano dla nich tłumaczenie wypowiadanych kwestii w języku angielskim. Owe tłumaczenie, mimowolnie spełniało jeszcze jedną funkcję – dość niesztampowej budki suflera – niestety aż nazbyt pomocnej. Aktorom często zdarzały się przejęzyczenia i momentami gubili wątek. Należy jednak oddać sprawiedliwości, że role zinterpretowane zostały doskonale i przedstawione w wyjątkowo realistyczny sposób. Całość przedstawienia jest nad wyraz interesującym studium nad naturą i losami ludzi skazanych na karę więzienia. Ukazuje ich od naturalistycznie ludzkiej strony, jednocześnie pozostawiając wrażenie ciążącego nad nimi fatum patologii. Nie przeszkadza mu to symultanicznie być spektaklem trudnym, momentami nużącym i być może zrealizowanym ze zbyt małym ładunkiem emocjonalnym. Nie ulega bowiem wątpliwości, że ten projekt był niezwykle ważny w życiu ludzi, których dotyczy, a tego na scenie nie widać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jarosław Olejniczak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-941791518560441910?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/941791518560441910/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/wiezienie-niejedno-ma-imie-teatr-osmego.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/941791518560441910'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/941791518560441910'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/wiezienie-niejedno-ma-imie-teatr-osmego.html' title='Więzienie niejedno ma imię- Teatr Ósmego Dnia „Osadzeni. Młyńska 1”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-1595551024438811483</id><published>2011-10-19T20:22:00.003+02:00</published><updated>2011-10-24T15:18:38.808+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='RECENZJE'/><title type='text'>Przemoc na scenie - "Turandot" neTTheatre</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-vmEnt-oVrSs/TqAp_VliwaI/AAAAAAAAAsY/RHvUgsTzlp0/s1600/10484aagagabfh.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-vmEnt-oVrSs/TqAp_VliwaI/AAAAAAAAAsY/RHvUgsTzlp0/s320/10484aagagabfh.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5665574499335192994" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;„Turandot” w reżyserii Passiniego widziałam już jakiś czas temu, ale z chęcią wybrałam się na nią ponownie. To spektakl, w którym za każdym razem odkrywa się coś nowego, jakiś szczegół na który nie zwróciliśmy wcześniej uwagi. Tym bardziej, że nie jest to linearna, łatwa w odbiorze opowieść, ale wielowątkowy i wielopoziomowy spektakl, rozgrywany w szybkim tempie.&lt;br /&gt;Paweł Passini nie przeniósł na scenę opery Pucciniego, ale zrobił spektakl o tym jak doszło do powstania „Turandot”. Inspiracja pochodziła zatem z życia kompozytora – jego żona oskarżyła służącą o romans z panem, zniszczyła jej życie i doprowadziła do samobójstwa niewinnej Dorii. W operze autor przeniósł sytuację do Chin, tworząc wizerunek okrutnej księżniczki Turandot zadającej niemożliwe do odgadnięcia zagadki kandydatom do swojej ręki. Nad całością ciąży widmo śmierci – Puccini pracując nad operą był chory na raka krtani i wiedział, że niebawem umrze. &lt;br /&gt;Na scenie współczesność splata się z czasami życia Pucciniego, a postaci realne i bohaterowie opery są jednością. Pomiędzy nimi przewija się przedziwna dwójka – mężczyzna w butach na obcasach (Paweł Chomczyk) i wciąż tańcząca kobieta (Katarzyna Tadeusz). Oboje z ostrym makijażem, nieco nierealni, wydają się być tu najważniejszymi postaciami panującymi nad sytuacją na scenie. Z boku wszystkiemu przygląda się chór głuchoniemych osób – nie słyszą cierpienia i nie reagują na to co dzieje się na scenie, wkraczając na nią dopiero w zakończeniu. Zresztą wszyscy bohaterowie niewiele tu mówią, całość na żywo komentuje przez mikrofon reżyser zajmujący się także techniczną stroną przedstawienia.&lt;br /&gt;W spektaklu pojawiają się wielokrtonie odniesienia do współczesnej sytuacji w Chinach, a zwłaszcza stosowanych tortur. Pojawiają się wideo przebitki prezentujące chińską rzeczywistość, element scenografii stanowią setki plastikowych lalek made in china. Zaskakuje scena przedstawiająca tortury, powszechnie stosowane w tym kraju. Ludzi zastępują w niej warzywa, roztańczona kobieta (Kasia Tadeusz) wstrzykuje do ich wnętrza ciecz koloru krwi. Ogórek ścierany na tarce czy krojony pomidor tryskają karminowym płynem. Nieco przydługa scena jest jednoznaczna w swej wymowie.&lt;br /&gt;Z pewnością jest to spektakl trudny w odbiorze. Natłok wątków i obrazów wymaga od widza sporej uwagi, ale wart jest wysiłku. Passini wydobył z dzieła Pucciniego uniwersalne sensy i zrobił spektakl dotykający tematu przemocy i zła na świecie. Został dzięki temu doceniony na międzynarodowych festiwalach – w sierpniu otrzymał dwie nagrody na Festiwalu Fringe w Edynburgu. „Turandot” neTTheatre cieszyła się także powodzeniem na polskich scenach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wioleta Rybak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-1595551024438811483?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/1595551024438811483/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/przemoc-na-scenie-turandot-nettheatre.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1595551024438811483'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1595551024438811483'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/przemoc-na-scenie-turandot-nettheatre.html' title='Przemoc na scenie - &quot;Turandot&quot; neTTheatre'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-vmEnt-oVrSs/TqAp_VliwaI/AAAAAAAAAsY/RHvUgsTzlp0/s72-c/10484aagagabfh.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-1707646485556461187</id><published>2011-10-19T20:18:00.001+02:00</published><updated>2011-10-24T15:18:00.706+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MAAT FESTIVAL'/><title type='text'>Powtórne narodziny - Mikołaj Mikołajczyk "Waiting"</title><content type='html'>Solo Mikołaja Mikołajczyka „Waiting” wchodzące obok „Z Tobą chcę oglądać świat” i „Plesure da Amour” w skład „Tryptyku” prezentowanego na XVI Konfrontacjach opowiada historię artysty uwięzionego we własnym ciele, wpadającego w stan odrętwienia, pustki, braku wiary we własne możliwości. Obrazuje pragnienie wyrwania się z klatki własnej skóry, pokonania bariery, jaką ona stanowi i narodzenia się na nowo.&lt;br /&gt;Pierwszy solowy projekt Mikołaja Mikołajczyka, absolwenta poznańskiej szkoły baletowej, wieloletniego solisty Teatru Wielkiego w Poznaniu jest oparty na osobistych doświadczeniach. Artysta po ciężkiej kontuzji nogi nie mógł tańczyć, co doprowadziło go do załamania i zmusiło do chwilowego wycofania ze sceny artystycznej.&lt;br /&gt;Spektakl zaczyna się symbolicznie – leżący na podłodze nagi bohater wyciąga w górę dłoń z uniesionym palcem (co przypomina kiełkowanie rośliny, jej wydostawanie się spod mokrej, ciężkiej ziemi) i dotyka nią serca.&lt;br /&gt;Gra stopami – ich ułożeniem i sposobem chodzenia jest aluzją do przeżyć Mikołajczyka. Wyczerpujące, powtarzane do znudzenia ćwiczenia przy drążku, nawiązujące do kształcenia w szkole baletowej, są metaforą zamknięcia w klatce własnego ciała. Scena przy drążku na początku ukazuje cierpliwą pracę, która z czasem przeradza się w furię, zniechęcenie, zmęczenie. Mimo nieporuszonej mimiki twarzy wiemy, ile go to kosztuje.&lt;br /&gt;Przełomowy moment, od którego zaczyna się nowe życie bohatera to zgolenie głowy. Od tej pory widzimy nowe wcielenie artysty. Mikołajczyk staje zupełnie nagi przed widzem i manifestuje siebie, krzyczy do widza: Oto nowy ja! Wróciłem!&lt;br /&gt;Na uwagę zasługuje muzyka Bartłomieja Franka. Różnorodna, tworząca nierozerwalną więź, z tym, co dzieje się na scenie. Raz spokojna, poważna, to znowu drapieżna, skrzypiąca, głośna i nachalna, wręcz nie do wytrzymania.&lt;br /&gt;Spektakl momentami szokuje, na przykład sceną, podczas której na oczach widzów Mikołajczyk na oślep goli sobie głowę, a momentami wzrusza, wywołuje współczucie dla człowieka walczącego z samym sobą.&lt;br /&gt;„Waiting” to oczekiwanie samego Mikołajczyka na powtórne narodziny – powrót na scenę, wyjście ze skorupy, rozwinięcie skrzydeł i poszybowanie wysoko. To też czekanie widzów, na kolejne jego spektakle. Zwracając uwagę na długą przerwę w karierze, do jakiej był zmuszony, oczekiwanie przybrało zwielokrotnioną formę. Artysta świetnie ukazał to w kończącej cały spektakl projekcji (na niej widoczne były zbliżenia twarzy czekających na rozpoczęcie wczorajszego spektaklu widzów).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katarzyna Krzywicka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Pierwowzór tekstu powstał podczas XIII Międzynarodowych Spotkań Teatrów Tańca w 2009 roku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-1707646485556461187?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/1707646485556461187/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/powtorne-narodziny-mikoaj-mikoajczyk.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1707646485556461187'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1707646485556461187'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/powtorne-narodziny-mikoaj-mikoajczyk.html' title='Powtórne narodziny - Mikołaj Mikołajczyk &quot;Waiting&quot;'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-3166872247061111582</id><published>2011-10-19T00:54:00.001+02:00</published><updated>2011-10-24T15:17:48.652+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Kształtuje nas los czyli "Banditen Songs"</title><content type='html'>Ucieszyłam się widząc czarodzieja na scenie i nie mówię tutaj o żadnym spektaklu, ale o Lechu Dybliku, którego "Banditen Songs" przyciągnęły w progi klubu festiwalowego wielu słuchaczy. &lt;br /&gt;Tym razem trafiłam w dobrym momencie – odeskie pieśni krążyły po sali, wśród waniliowego dymu papierosów i cygaretek, woni wina, mieszały się gwarem rozmów, by wpaść wreszcie w ucho melancholijnej widowni.&lt;br /&gt;Lech Dyblik (rocznik 1956, absolwent PWST) aktor tzw. drugiego planu sam był jak reżyser, scenograf i cały film. Nie da się ukryć, że projekt bierze swój początek z osobistych doświadczeń artysty, którego przez pomyłkę zamknięto w więzieniu, ponieważ przypominał poszukiwanego wówczas Lochę Skripacza. Napisane osobistym żargonem pieśni stanowią najlepszą formę do opowiadania o utraconej miłości, tęsknocie i poszukiwaniu tego, co zagubione i nieosiągalne. &lt;br /&gt;Polski komentarz do każdej  z piosenek to wzruszający powrót do młodości, do historii osobistych i ponadczasowych. Utkwiły mi w pamięci słowa, których sens przedstawia się w zwrocie: "doświadczam wszystkiego po trochu, by zrozumieć dlaczego".&lt;br /&gt;Charakterystyczny rosyjski akcent pieśniarza, chrypliwy głos, bandycki wygląd wkomponowały się w salę klubu festiwalowego tak płynnie, że odnosiło się wrażenie jakoby Dyblik grywał tu każdego wieczoru. Niedoskonałe stylistycznie pieśni opowiedziane były językiem duszy i stanowiły autorskie wejście w świat kultury rosyjskiej. &lt;br /&gt;Projekt nazwany przez Dyblika żartobliwie "błatnyje pieśni" to program godny uwagi w czasie eleganckich spotkań, jednocześnie odpowiedni do przestrzeni klubowych, więziennych i ulicznych.&lt;br /&gt;Mówi się, że na lekkim rauszu nawet nie rozumiejąc języka naszych wschodnich sąsiadów potrafimy wsłuchać się i zrozumieć przekaz płynący z pieśni. Dyblik w każdej przestrzeni pozwala im zaistnieć, tworząc dzięki nim unikatową, indywidualną rzeczywistość. &lt;br /&gt;Odnosi się wrażenie, że artysta to osoba zadowolona z życia, której nie obce są "głupie", młodzieńcze przygody, do których wraca i którymi poucza widza, słuchacza. Z jednej strony jest to zabawa. Z drugiej strony jednak nie ukrywa, że ma do spełnienia misję (stąd m.in. jego wizyty w więzieniach). &lt;br /&gt;Grzechem byłoby nazwać Dyblika śpiewającym aktorem. Jest kimś więcej. Wolny od chęci robienia kariery, ubogacony tym co jest jego pasją, fantastycznie zintegrowany z rosyjskim aktorstwem i muzyką, pokorny, świadomie pełni rolę nauczyciela i dobrego ducha. &lt;br /&gt;Wracając do moich wczorajszych rozważań - miałam rację mówiąc o dopasowaniu muzyki do klimatu miejsca. Ten recital wkomponował się idealnie. Pozwalał na swobodne rozmowy, a może wręcz przywołując osobiste wspomnienia, niektórych doprowadzał do wzruszeń. &lt;br /&gt;Zazdroszczę tym, którzy pozostali z Lechem Dyblikiem dłużej niż ja, a wyłapane z tłumu hasło "kocham Konfrontacje!" niech stanowi dowód na to, że festiwal rozwija się i idzie w dobrym kierunku, integrując i zaskakując dobrymi teatralnie oraz muzycznie wydarzeniami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;e.j.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-3166872247061111582?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/3166872247061111582/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/ksztatuje-nas-los-czyli-banditen-songs.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3166872247061111582'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3166872247061111582'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/ksztatuje-nas-los-czyli-banditen-songs.html' title='Kształtuje nas los czyli &quot;Banditen Songs&quot;'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-5843176822271715046</id><published>2011-10-19T00:51:00.001+02:00</published><updated>2011-10-24T15:17:41.656+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Bandycka dusza - Lech Dyblik</title><content type='html'>Lech Dyblik – aktor znany z licznych filmów i seriali pojawił się na lubelskich Konfrontacjach nie po to, by wystąpić na scenie jako aktor, ale by zaprezentować swoje umiejętności wokalne. W Czarnej Owcy dał trwający ponad 1,5 godziny koncert składający się z rosyjskich piosenek.&lt;br /&gt;Dyblik jest fascynatem kultury rosyjskiej. A zaczęło się od tego, że w konkursie wiedzy o Leninie wygrał zegarek. Żałuję, że nie niestety znam języka rosyjskiego, bo wtedy mogłabym w pełni docenić wartość jego koncertu. Ale i tak Dyblik urzekł mnie wspaniałym brzmieniem gitary, na której grał oraz panującym refleksyjnym nastrojem. Artysta zagrał utwory z albumu „Bandycka dusza” zawierającego tzw. „błatnyje piesni” z Odessy. Pomiędzy utworami opowiadał interesujące anegdoty, związane m. in. z pochodzeniem piosenek albo historiami, jakie zdarzyły się podczas występów. Na przykład co się wydarzyło, gdy grał w środku nocy na krakowskich Plantach. Wytworzyła się dzięki temu swobodna, pozbawiona dystansu atmosfera. W repertuarze pojawiły się zwłaszcza poetyckie ballady pełne tęsknoty i żalu, wyśpiewane zachrypniętym głosem. Opowiadały o miłości,  naszym losie,  marzeniach, oraz o tym, że trudno zerwać z przeszłością. Po prostu o zwykłym życiu.&lt;br /&gt;Dyblik często występuje w więzieniach albo w kościele - dlatego, że tam najłatwiej zamyślić się na temat życia. Ale udało się to także uczestnikom festiwalu zebranym w Czarnej Owcy nad kuflem piwa lub filiżanką herbaty. Publiczność bawiła się świetnie zasłuchując się w głos i gitarę Dyblika oraz zaśmiewając się z przytaczanych historyjek. Były też osoby rosyjskojęzyczne dobrze znające wykonywane utwory, czasem nawet śpiewające wraz z artystą. Choć jeśli ktoś nie znał języka też mógł dobrze się bawić - „Bardzo mi się podobało mimo, że nie rozumiem języka rosyjskiego, najważniejsza była wytworzona atmosfera, słowa nie były tu istotne” – powiedział jeden z widzów. Artysta bisował kilkakrotnie i choć publika domagała się kolejnych piosenek, artysta przed północą zakończył występ tłumacząc, że następnego dnia musi wstać rano i jechać na zdjęcia.&lt;br /&gt;Po koncercie można było kupić płytę Lecha Dyblika, by jego „Bandycka dusza” towarzyszyła nam w domu nawet po zakończeniu lubelskich Konfrontacji Teatralnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wioleta Rybak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-5843176822271715046?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/5843176822271715046/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/bandycka-dusza-lech-dyblik.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5843176822271715046'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5843176822271715046'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/bandycka-dusza-lech-dyblik.html' title='Bandycka dusza - Lech Dyblik'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-7314188873060428989</id><published>2011-10-18T19:17:00.001+02:00</published><updated>2011-10-24T15:17:32.081+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Nieśmiertelna Starucha - Teatr Ochoty „Starucha”</title><content type='html'>Szepty na sali powoli milkną. Zapada ciemność. Cisza. Dźwięki fortepianu wytrącają z transu. Z ciemności stopniowo wyłaniają się kształty. Po lewej drzwi, pośrodku dwie skrzynie. Jedna mała, druga większa i na kółkach. W tle szafa. Oprócz tego dwa wyjścia prowadzące donikąd a zarazem wszędzie. A wszystko białe, jak tabula rasa, gotowe do zapisania. Przestrzeń ta jest jednocześnie kamienicą, mieszkaniem, klatką schodową, sklepem a nawet ulicą. Także szafa w pewnym momencie zmienia się w osobne mieszkanie…&lt;br /&gt;Do świata absurdalnych zdarzeń wprowadza nas starucha (Anna Sroka) siedząca na środku ulicy. Trzyma w rękach zegar bez wskazówek. Przechodzący obok Daniił (Andrzej Mastalerz) pyta ją o godzinę. Od tej chwili po-stać staruchy będzie go nieustannie prześladować. Daniił jest niespełnionym pisarzem. Chce stworzyć arcydzieło o cudotwórcy, który mógł zrobić wszystko, ale nie zrobił nic. Próbuje coś napisać jednak z jego wysiłku powstaje tylko jedno zdanie: cudotwórca był wysokiego wzrostu. Pracę przerywa mu przybycie Staruchy, która wprasza się do mieszkania i zaczyna do niego mówić. Jej słowa nie mają większego sensu, jednak gdy wydaje jakieś polecenie, pisarz natychmiast je wypełnia. Nagle Starucha umiera. Priorytetem bohatera jest odtąd pozbycie się ciała z mieszkania. Próbując to wykonać Daniił poznaje piękną kobietę (Wiktoria Gorodeckaja), w której zakochuje się od razu. Jednak wizja martwej Staruchy nie daje pisarzowi o sobie zapomnieć. W tracie spektaklu bohater przeprowadza absurdalne i groteskowe rozmowy ze swym przyjacielem (Adam Ferency) a także sąsiadami (w potrójnej roli Bartłomiej Bobrowski).&lt;br /&gt;Świat przestawiony rozdarty jest między groteską a brutalną rzeczywistością. Na pozór komiczne sytuacje budzą niepokój bohaterów, ponieważ właśnie drobne sprawy mogą zadecydować o ich losie. Między jednym a drugim balansuje tytułowa Starucha z zegarem bez wskazówek. Zdaje się, że reprezentuje Śmierć, która towarzyszy bohaterom i właściwie cały czas istnieje w rozmowach między nimi. Pisarz pyta o wiarę w Boga, „bo pytanie o wiarę w nieśmiertelność jakoś głupio brzmi”. Podobnie sama Starucha jest zdania, że nieboszczycy nie udają się do innego świata, ale „rozpełzają się” między ludźmi – tak jak ona.&lt;br /&gt;Igor Gorzkowski w bardzo ciekawy sposób połączył prozę Charmsa z historią stworzonej przez niego formacji artystycznej. W latach dwudziestych ubiegłego wieku w stali-nowskiej Rosji istniała bowiem grupa artystów – miłośników futuryzmu. W szeregach Oberiu (Zjednoczenie Sztuki Realnej) znaleźli się między innymi A. I. Wwiedienski i N. A. Zabołocki. Deklarowali swoje przywiązanie do realizmu, a rzeczywistość przedstawiali go jako zwykły nonsens. Młodzi literaci stworzyli podwaliny pod przyszły teatr absurdu. Oczywiście totalitarna władza nie wyraziła zgody na twórczość wykraczającą poza funkcję wspierania systemu. Członkowie grupy Oberiu po zaledwie kilkuletniej działalności zmarli w łagrach, a sam Charms prawdopodobnie popełnił samobójstwo w szpitalu psychiatrycznym.&lt;br /&gt;Doświadczenia bohaterów są bliższe rzeczywistości niż może się wydawać. Czy główny bohater nie jest samym autorem tytułowej powieści, Daniiłem Charmsem? Czy dynamiczna opowieść kobiety o „nieboszczce za kasą z grzybem w ręku” nie prezentuje punktu widzenia Oberiutów? Można przypuszczać, że scena z wyprowadzeniem kobiety przez agenta NKWD miała miejsce w rzeczywistości wielokrotnie, w przypadku każdego z członków Oberiu…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jadwiga Kamińska, Aleksandra Wolczyk&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-7314188873060428989?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/7314188873060428989/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/niesmiertelna-starucha-teatr-ochoty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/7314188873060428989'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/7314188873060428989'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/niesmiertelna-starucha-teatr-ochoty.html' title='Nieśmiertelna Starucha - Teatr Ochoty „Starucha”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-8296545257038206037</id><published>2011-10-18T19:16:00.001+02:00</published><updated>2011-10-24T15:17:17.896+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='RECENZJE'/><title type='text'>Dostojewski, Opryński, Karamazow - Teatr Provisorium, „ Bracia Karamazow”</title><content type='html'>Janusz Opryński popełnił prawdziwe dzieło sztuki. Co do tego nie może być wątpliwości. Jego interpretacja i realizacja „Braci Karamazow” – absolutnej klasyki literatury wschodnio-europejskiej autorstwa Fiodora Dostojewskiego – jest tak misternie i kunsztownie przygotowana, że zapiera dech w piersiach. Wszystko, od scenografii, przez ruch sceniczny, rekwizyty, symbolikę, na realizacji aktorskiej kończąc, stoi na najwyższym poziomie i musiało kosztować cały zespół teatru „Provisorium” ogromnie wiele wysiłku. Wysiłku, który przyniósł wspaniałe owoce.&lt;br /&gt;Niezwykłość uderza od samego początku, kiedy oczom widza ukazuje się wielkie koło – scena. Na samym jej środku znajduje się wysoki, czarny, prostopadłościan. Wszystko to wygląda dość osobliwie. Po niedługim czasie powody tej osobliwości stają się jasne. Okrągła scena jest sceną obrotową, pozwala z łatwością ukazywać wiele od-ległych miejsc jednocześnie lub naprzemiennie. Jakże to proste i eleganckie rozwiązanie problemów, których nastręcza teatralna adaptacja prozy!&lt;br /&gt;Tajemniczy prostopadłościan również skrywa w sobie niespodziankę. Każdy z jego boków składa się z dwóch skrzydeł otwierających się w przeciwstawnych kierunkach – tak, że gdy wszystkie są otwarte, z lotu ptaka wyglądał-by on jak kwadratowe słońce o ośmiu promieniach. W ten sposób scena zostaje podzielona na cząstki, a każda z nich reprezentuje jedno miejsce. Co więcej cząstki te, mogą być i są zmieniane podczas trwania spektaklu. Daje to aktorom i reżyserowi jeszcze większą kontrolę nad prze-biegiem zdarzeń scenicznych. Jednocześnie powoduje to pewne niedogodności – lawirowanie pomiędzy symbolicznymi ścianami i meblami podczas gdy scena jest w ruchu to zadanie dość karkołomne.&lt;br /&gt;Porzucając stronę czysto techniczną a chcąc pokusić się o przybliżenie przedstawionych treści, pragnę zauważyć, że w tej interpretacji „Braci Karamazow” udało się z powodzeniem uchwycić i przekazać to, co zwykło nazywać się „rosyjską duszą”. Mnóstwo pasji, namiętności, żądzy i wewnętrznych rozterek, scena pulsuje od tych emocji. Na usta cisną się słowa: alkohol, seks i pieniądze. Jednak pod tą wierzchnią warstwą w każdym z bohaterów widać rozgorzałą debatę o sens życia i wiary. Rozterki egzystencjalne, stały się w pewnym momencie odrębną osią akcji, będąc jednocześnie immanentną częścią przedstawianej historii. Całość daje efekt ogromnego ładunku emocjonalnego szukającego ujścia, oraz głębi bólu życia wynikającego z niedoskonałości świata. Różni ludzi, różne postawy i tylko jedno wspólne pytanie: w co wierzyć?&lt;br /&gt;Czy „Bracia Karamazow” udzielają na to pytanie odpowiedzi? Nie. Zapraszają raczej do dyskusji oraz przyznania się do istnienia tej ciemniejszej strony, która jest w każdym z nas. Szczerego rozliczenia się z własnymi problemami, bezsilnością i wiarą lub jej brakiem. Prowokują umiejętnie, finezyjnie, bez zbędnej nachalności. Wszystko to zostało przemycone w jednej z najniezwyklejszych historii jakie powstały w XIX wieku, za co ukłon należy się mistrzowi Dostojewskiemu. Fabularnie spektakl odbiega od oryginału w sposób zauważalny i być może, dla niektórych fanów rosyjskiej prozy, drażniący, ale jako całość prezentuje się dobrze i spójnie (choć niezbyt zwięźle). Jednak, gdy widz po trzech godzinach opuszcza teatr, nie czuje czasu, który upłynął od rozpoczęcia seansu. Czuje rozterki, które pozostawił głęboko w świadomości, oraz absolutny zachwyt nad formą w jakiej tego dokonał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jarosław Olejniczak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-8296545257038206037?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/8296545257038206037/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/dostojewski-oprynski-karamazow-teatr.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/8296545257038206037'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/8296545257038206037'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/dostojewski-oprynski-karamazow-teatr.html' title='Dostojewski, Opryński, Karamazow - Teatr Provisorium, „ Bracia Karamazow”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-5594331480019039080</id><published>2011-10-18T18:29:00.002+02:00</published><updated>2011-10-24T15:17:05.431+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Królik, śmierć i konkurs ujeżdżania - Grupa Artystyczna Koncentrat</title><content type='html'>„Królik, śmierć i konkurs ujeżdżania” to poniedziałkowa propozycja lubelskich organizatorów festiwalu Konfrontacje Teatralne.&lt;br /&gt;Zaprezentowany projekt jest efektem pracy grupy artystycznej – Koncentrat, która jak sama o sobie mówi nie jest teatrem tańca współczesnego, nie reprezentuje żadnego konkretnego nurtu w sztuce i nie krępuje się przymusem posiadania konkretnego pomysłu i idei. O „Króliku” twórcy mówią, że powstał „na przekór obowiązkowi myślenia i mienia koncepcji. Na przekór konieczności: pisania o spektaklu, dawania chwytliwych haseł, tłumaczenia się z czegokolwiek.”&lt;br /&gt;Założenia te wydają się być bardzo wygodne – po pierwsze dla twórcy, którego nie ogranicza presja stworzenia dzieła z przekazem, dzieła z ważną myślą, ideą, pouczniem, czy intelektualną głębią, po drugie dla odbiorców, którzy bez wyrzutów sumienia pozwalają sobie na znudzenie, rozczarowanie, zniesmaczenie albo czystą radość, czy śmiech. Przede wszystkim widzowie nie muszą grze-bać się w „intelektualnych bebechach” dzieła i doszukiwać w nim czegoś głębszego. Skoro sam twórca chce widownię prowokować do wszystkich tych form reakcji brakiem jakiejkolwiek koncepcji swojego dzieła, pozostaje nam tylko przytaknąć. Bez ogródek przyznam więc, że za przyzwoleniem autorów dałam się sprowokować – byłam momentami znudzona, czasem zniesmaczona, a zdarzyło mi się nawet zaśmiać.&lt;br /&gt;Wracając do samego „Królika..” jest on rodzajem performance'u, efektem pracy tancerza, choreografa i aktora – Rafała Dziemidoka oraz organizacji światła i przestrzeni teatralnej – Ewy Garniec. Dwójka twórców Koncentratu stworzyła projekt prosty w środkach i wyrazie. Zainicjowana przestrzeń to okrągła arena wyznaczona przez neonowe długie lampy. Jest ona przestrzenią ascetyczną, ograniczoną, ciasną, zniewalającą, wprowadzającą widza i twórcę w rodzaj obłędu. Dla grającego wprowadza to konieczność cyklicznego, powtarzalnego wykonywania niemalże wytresowanych ruchów, dla widza przymus oglądania monotonnego procesu.&lt;br /&gt;Świetlaną arenę połączono z kilkoma śnieżącymi odbiornikami telewizyjnymi i muzyką, która należała chyba do jednych z mocniejszych atutów utworu. Ludzki bełkot, zawodzenie w zestawieniu z telewizorami wszystko to razem dawało efekt dezorientacji, dezintegracji, szumu cywilizacyjnego. Cały utwór to dzieło trzyczęściowe, do których części dosłownym i najodpowiedniejszym opisem, czy też tytułem jest trzyczłonowa nazwa spektaklu.&lt;br /&gt;Pierwsza część zatytułowana „Królik” przedstawia aktora-tancerza ubranego w niebieskie-robotnicze ogrodniczki, który pojawia się by w rytm muzyki odegrać na cyrkowej arenie okrężną sekwencję króliczych skoków i poskoków.&lt;br /&gt;Proces wprowadzający widza po dłuższym czasie w znudzenie zostaje przerwany na rzecz kolejnej części – „śmierci”. Postać miota się przez chwilę na scenie by w końcu skonać przy gasnącym w sali świetle. Niewątpliwie jeden z ciekawszych momentów projektu stanowi taniec bohatera. Postać dobrze zbudowanego mężczyzny ubranego w robotnicze niebieskie ogrodniczki, założone na nagie ciało, tańczącego i wykonującego subtelne ruchy w rytm muzyki, to widok dosyć zabawny i groteskowy.&lt;br /&gt;Trzecia sekwencja to „konkurs ujeżdżania”, czyli próba ukazania, odtworzenia przez artystę sposobu poruszania tresowanych koni. Wszystkie trzy części w zestawieniu z ograniczoną arena cyrkową, powtarzalnością gestów i układów tanecznych – mimowolnie mogą przywoływać na myśl zniewoloną, wytresowaną zwierzynę, człowieka zniewolonego systemem. Warto zwrócić uwagę, że projekt powstał we wnętrzach warszawskiego studia fotograficznego –Berlin, co mogło w pewnym sensie wpłynąć na strumień skojarzeń i inspiracji twórców.&lt;br /&gt;Utwór to ponad półgodzinna próba prowokacji widza, zabawa wizerunkami, skojarzeniami, która dla jednych może być czasem spędzonym przyjemnie i zabawnie, dla drugich czasem przepełnionym znudzeniem i zniesmaczeniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Agnieszka Wójtowicz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin/ III Maat Festival&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-5594331480019039080?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/5594331480019039080/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/krolik-smierc-i-konkurs-ujezdzania.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5594331480019039080'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5594331480019039080'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/krolik-smierc-i-konkurs-ujezdzania.html' title='Królik, śmierć i konkurs ujeżdżania - Grupa Artystyczna Koncentrat'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-3627299643563293611</id><published>2011-10-18T15:11:00.000+02:00</published><updated>2011-10-24T15:25:56.359+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='RECENZJE'/><title type='text'>Reżyser bezczelny i genialny jednocześnie   - Teatr Provisorium „Bracia Karamazow”</title><content type='html'>Powszechnie mówi się, że Janusz Opryński zawsze marzył o teatralnej adaptacji Braci Karamazow. Należy pamiętać o tym, że Fiodor Dostojewski do dzisiaj zajmuje niebagatelną pozycję w kręgu literatury europejskiej. W Braciach Karamazow, uważanych ze jego najwybitniejsze dzieło, odnajdujemy artyzm, wieloznaczność i uniwersalność. Autor umieścił tu ponadczasowe tematy, takie jak konflikt rodzinny, brak jednoznacznych odpowiedzi na fundamentalne pytania, skandal, okropność, okrucieństwo i potworność. Reżyser, który sięga po dzieło tak uniwersalne, musi być człowiekiem bezczelnym i genialnym jednocześnie. W innym przypadku widz niewątpliwie odczuje wszelkie niedoskonałości.&lt;br /&gt;I tu warto się zastanowić nad tym, co zrobić, aby dzieło nabrało cech genialności. Teatr Provisorium, pokazuje niesłychane rzemiosło artystyczne. Kunszt ten jest na tyle wyrazisty, że nikt nie patrzy na drobne przejęzyczenia, czy na trudności związane z poruszaniem maszyny. Poza wspaniałym aktorstwem i pięknymi obrazami pokazanymi na scenie musi być coś więcej. I Opryński o tym wie. Dlatego popisuje się swoją erudycją, dlatego umieszcza w swoim dziele mnóstwo elementów znaczących. Tak, to symbolika najmocniej przemawia do intuicji widza. I z tego względu właśnie używa obrotowej sceny. To właśnie ona jest największym znakiem w całym spektaklu. Czymże inaczej jest koło, jeżeli nie figurą idealną, symbolem Boga, ponadczasowych praw, wieczności i czasu? Okrąg spełnia funkcje ochronne, magiczne i święte. Wiąże się z przemijaniem, z następowaniem dni i nocy, życia i śmierci. Już samo wielkie obracające się koło jest próbą zmaterializowania nieuchwytnych idei – czasu i bytu. Aktorzy bowiem grają na karuzeli i jednocześnie w wielkiej tarczy zegara, gdzie punkt centralny wyznacza usytuowana na środku przezroczysta, choć ciemna rozsuwana scenografia w kształcie pudła.&lt;br /&gt;Kolejnymi, jakże oczywistymi znakami są kolory. Przeważają trzy czyste barwy, najbardziej wyeksponowane w spektaklu: czerń, biel i czerwień. Czarny to niewątpliwie kolor religijności, żałoby, śmierci, tajemniczości, nowoczesności i tradycji. Biały zazwyczaj funkcjonuje jako jej przeciwieństwo, wiąże się z doskonałością, życiem duchowym, czystością, ale również i ze śmiercią. Czerwony kojarzony jest z życiem, emocjami, erotyzmem, miłością i pasją. Triada ta jest dopełniona przez barwy złamane, najczęściej brudną zieleń. Symbolikę spektaklu dopełniają rekwizyty: woda (odrodzenie, chaos, zmienność, mądrość), chleb (mądrość, ofiara, byt) i lustro (kruchość, dwoistość, świadomość). Opryński w każdym detalu, pojawiającym się na scenie, pokazuje nam swój indywidualny sposób konkretyzacji arcydzieła. Za jednym zamachem mierzy się z mistrzem i dokonuje swojej osobistej interpretacji.&lt;br /&gt;A w czymże przejawia się bezczelność? Po pierwsze Opryński aktualizuje Dostojewskiego, multiplikuje sensy, dodaje nowe treści. Zreinterpretował utwór poprzez zmieniające się okoliczności historyczne oraz społeczne i tak właśnie powstali jego Bracia Karamazow. Poprzez osobisty punkt widzenia i pojmowania rzeczywistości uwypuklił ponadczasowe wartości dzieła. Po drugie jego arogancja dotyczy samego czasu trwania spektaklu. Od początku reżyser założył, że jego dzieło ma się podobać. To dlatego nie daje widzowi odetchnąć, nie pozwala mu wyjść na przerwę. Zdaje się kpić z widza, tak jakby mówił: Skoro przyszedłeś na mój spektakl, to teraz siedź.&lt;br /&gt;Spektakl Opryńskiego niewątpliwie należy do wielkich dzieł polskiego teatru. Teatr Provisorium kolejny raz zadaje pytania dotyczące religii, miłości, nauki i filozofii. Za pomocą tych pytań próbuje obnażyć fałsz. Równocześnie wymaga od widza, aby sam sobie na nie odpowiedział. Ponadto w Braciach Karamazow udało się skonkretyzować najważniejsze elementy arcydzieła, takie jak kunszt, duża pojemność znaczeniowa, ponadczasowość i wielowarstwowa symbolika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katarzyna Myszak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-3627299643563293611?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/3627299643563293611/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/rezyser-bezczelny-i-genialny_24.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3627299643563293611'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3627299643563293611'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/rezyser-bezczelny-i-genialny_24.html' title='Reżyser bezczelny i genialny jednocześnie   - Teatr Provisorium „Bracia Karamazow”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-1665272240665157947</id><published>2011-10-18T13:44:00.001+02:00</published><updated>2011-10-24T15:16:42.919+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Nie tylko o starości – „Starucha” w Radio Lublin Teatr Ochoty „Starucha”</title><content type='html'>Na tekstach rosyjskiego dramaturga Charmsa Daniła, wł. Daniiła Iwanowicza Juwaczowa artyści Teatru Ochoty we współpracy z Teatrem Centralnym stworzyli baśniowy spektakl „Starucha” oscylujący wokół problemów ciągle zmieniającej się rzeczywistości.&lt;br /&gt;W swojej formule nawiązuje on do baśni, z bohaterami lawirującymi w świecie żywych i umarłych. Poprzez prostą, ruchomą scenografię zbudowaną z białych szafek, szaf i drzwiczek widz wprowadzany jest w ruchomą nie-rzeczywistość. Znajdujemy się ciągle na skraju realizmu i abstrakcji.&lt;br /&gt;Tytułowa Starucha (w tej roli Anna Sroka) to postać rozpoczynająca spektakl. Zegar będący jej własnością nie ma wskazówek lecz według niej pokazuje godziny poprawnie. Akcja zaczyna się o 14.45. Kreacja A. Sroki fantastycznie i zaskakująco wpisywała się w codzienną prozę życia głównego bohatera Daniłowa. Andrzej Mastalerz w roli samotnego mężczyzny Daniłowa niechętnie pożyczającego pieniądze, zostaje przez Staruchę wplątany w szereg dziwnych zdarzeń. Świat w którym nagle się znajduje jest jak sen, którego wszelkie granice znikają, a napotykani tam ludzie przybierają niejasne role. Wszystko jest niebanalne, niezwykłe. Czynności dnia codziennego urastają do rangi przepełnionych znaczeniem scen, które nie pozostają bez wpływu na Daniłowa.&lt;br /&gt;Mężczyzna to postać wystraszona, niepewna swojej pozycji i dopiero w kolejce po czarny chleb, spotykając Kobie-tę (Wiktoria Gorodeckaja) rozumie czym jest uczucie. Niepewny swoich emocji chce ją odwiedzić, ale i tutaj dopada go szereg niespodzianek.&lt;br /&gt;Starucha nie ma nic wspólnego ze starością. Wręcz przeciwnie – ubrana w czarny strój, z wymalowaną jak w cyrku twarzą przypomina zakamuflowaną młodą dziewczynę. Jednak jej obecność przestawia czas, przenosząc głównego bohatera i jego współtowarzyszy w inną surrealistyczną przestrzeń, gdzie zegarów nie ma lub są kruche jak u Salvadora Daliego. Tutaj wielorakie role oraz skomplikowanie rzeczywistości przypadają w udziale scenografii. To ona stanowiąc czarno-białe tło rozstrzygającej się akcji jest jak gra w szachy czy domino. Całość życia Daniłowa to gra.&lt;br /&gt;Niesztampowo, z nutą czarnego humoru pojawił się w roli przyjaciela gawędziarza Adam Ferency. Opowiadając o śmierci, o prawdzie, o dzieciach i miłości oraz wierze w Boga jest dla młodego Daniłowa przyjacielem nie tylko od kieliszka.&lt;br /&gt;Tekst napisany jeszcze przed drugą wojną światową ukazuje życie w Rosji. Mowa tu o spółdzielniach, kolejkach i rublach. Stroje przywołują na myśl tamtą epokę.&lt;br /&gt;Chwilami odnosiłam wrażenie jakby w pędzie wypowiadania słów i wyrażania myśli Kobieta (Wiktoria Gorodeckaja) zapominała o dykcji, jest to może jednak świadomy zamysł artystyczny. Treść z każdą minutą spektaklu została przekazana jasno i klarownie.&lt;br /&gt;Początkowo obawiałam się, że przedstawieniu może za-braknąć tempa. Sceny dłużyły się, a postaci powoli pojawiały się na scenie. Szybko jednak zmieniłam zdanie widząc jak dynamicznego i niespodziewanego obrotu nabiera cała akcja, wykorzystująca scenografię jako swoisty labirynt do przekazywania znaczeń i zmiany miejsca rozgrywanej sceny.&lt;br /&gt;Na brawa zasługuje stylowa muzyka Piotra Tabakiernika, którego gra na fortepianie była mistrzowska. Nie wyobrażam sobie „Staruchy” z podłożoną, płytową muzyką....&lt;br /&gt;Warszawski zespół przyciągnął do sali Radia Lublin liczną widownię, rozbawianą po wielokroć bezpośredniością wypowiedzi bohaterów. Zgrabny jako całość, czytelny w środkach przekazu, interesujący spektakl w reżyserii Grzegorza Irzykowskiego ze scenografią Roberta Pludra polecam tym, którzy poszukują szansy na podróż w krainę niecodzienności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;e.j.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-1665272240665157947?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/1665272240665157947/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/nie-tylko-o-starosci-starucha-w-radio.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1665272240665157947'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1665272240665157947'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/nie-tylko-o-starosci-starucha-w-radio.html' title='Nie tylko o starości – „Starucha” w Radio Lublin Teatr Ochoty „Starucha”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-1962548448822151214</id><published>2011-10-16T17:42:00.002+02:00</published><updated>2011-10-24T15:15:41.335+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Czerwony motocykl, seks i habit - Karolina Dafne Porcari „Luna”</title><content type='html'>Monodram „Luna” Karoliny Dafne Porcari w reżyserii Andrzeja Urbańskiego to jedna z trzech sobotnich propozycji, jakie organizatorzy tegorocznych Konfrontacji Teatralnych skierowali w stronę lubelskiej publiczności. Utwór będący mocno zdialogizowanym monologiem to prawie godzinna próba zmierzenia się aktorki z traumatycznymi losami młodej dziewczyny. Porcari podjęła się rzeczy trudnej – skupić na sobie uwagę widzów wyzyskując do tego celu gest, mimikę, skromny kostium i grę kolorowych świateł. Mimo tych elementów nie jest to utwór bogaty w efekty. Czarna, pusta scena, mocne punktujące światło, pozostawiają odtwórczynię samą sobie w obliczu publiczności i mikrofonu. Uwaga, ciężar i tempo wydarzeń skupiają się tu na barkach jednej osoby. Efekt ten pogłębia wykorzystany w monodramie projektor wyświetlający w tle postać aktorki-bohaterki, która opowiada nam swoją historię. Publiczność ma więc okazję dokładnie śledzić dramat postaci – jej mimikę, gest, emocje, łzy i potknięcia na zdublowanym filmie video. &lt;br /&gt;Do łatwych nie należy też temat, który na warsztat wzięli reżyser i aktorka. Ta wciela się bowiem w postać młodziutkiej dziewczyny - Luny, stopniowo odsłaniającą przed widownią  historię „czerwonego motocykla, seksu i habitu”. Utwór to strzępki chaotycznych wydarzeń i faktów, retrospekcji, które z czasem układają się w spójną historię. Historię, jaka co ciekawe naprawdę miała miejsce i swoich autentycznych bohaterów. Młoda 20-letnia zakonnica w mocnym świetle lampy opowiada o swoim życiu w „Oazie” miejscu, które dla niej - owieczki i „zbłąkanej Magdaleny” miało być nowym, lepszym, duchowym światem. Zakon staje się dla dziewczyny ucieczką przed demonami przeszłości – rodziną , sennymi koszmarami z dzieciństwa i dziwnymi relacjami łączącymi ją z przyjaciółką i jej chłopakiem. Pędząca na czerwonym motocyklu bohaterka doprowadza do śmierci przyjaciółki - Ewy. Kobieta relacjonuje te pełne napięcia i emocji wydarzenia wyzyskując swoje zdolności wokalne i ruchowe. Wspomagają ją w tym ostre punktowe czerwono-zielone światła i dynamiczna muzyka, za którą widz stara się nadążyć. &lt;br /&gt;Dramat nie kończy się jednak w tym miejscu. Tu zaczyna się bowiem prawdziwa historia zakonnicy i ojca Fedele, o której głośno było w mediach prawie sześć lat temu. Reżyser i aktorka odtwarzają prawdziwą historię, operują autentycznymi nazwiskami, pierwowzorami postaci i faktami. Bohaterka w obliczu publiczności dokonuje spowiedzi i oczyszczenia. Zdradza widzom losy słynnego ojca – założyciela „Oazy”, licznych szpitali i przytułków, misjonarza, fana piłki nożnej, bywalca licznych telewizji i gazet, a jak się później okazuje również wielbiciela kobiet i gwiazd porno. Znajomość z energicznym księdzem ratującym świat przed biedą i głodem, nawracającym upadłe kobiety, przeradza się w wielki dramat młodej bohaterki. Luna- zbłąkana owca, oblubienica boża staje się ofiarą wplataną w zbiorowe gwałty, seksualne prywatki filmowane przez ojca Fedele i jego współpracowników. Zastraszana, manipulowana, ogłupiana lekami dziewczyna staje się w niedługim czasie postacią niewygodną i zbędną, której należy się pozbyć - najlepiej pozorując samobójstwo. Ale skrywany przez zakonnicę dramat wkrótce wychodzi na jaw, dziewczyna zdradza okrutną historię, by usłyszeć z ust jednej z sióstr, że „stan duchowny to tylko zawód, oni sami są tylko ludźmi, których życie prywatne nikogo nie powinno obchodzić”. W efekcie takich i innych gorzkich słów padnie jeszcze wiele. Bohaterka wciela się bowiem w postacie różnych stron komentujących nagłośnioną w mediach sprawę, a także samego prowadzącego medialne show. Historia i bohaterka trafiają do telewizyjnych programów, gdzie nikt jednak nie chce dać wiary opowieściom nastolatki. W efekcie ksiądz zyskuje jeszcze większą sławę, zachwycają się nim ugrupowania polityczne i prasa.&lt;br /&gt;Utwór operuje kontrastem, manipuluje emocjami widza i wpędza go ze statycznego monologu zakonnicy w habicie w pędzącą, krzykliwą, pełną wybuchów temperamentu i gry świateł impresję rozebranej nastolatki. Jest to tempo, jakiego momentami zdaje się nie wytrzymywać nie tylko bohaterka, ale również patrzący z boku widz. Wszystko to jest jednak efektem wybranego gatunku, który do łatwych nie należy i dla widza, i dla samego twórcy. Młoda odtwórczyni poradziła sobie z tym wyzwaniem przyzwoicie, biorąc pod uwagę skromny arsenał środków i rekwizytów. Sami twórcy twierdzą, że monodram to próba dotarcia do widza. Nie jest w nim ważna technika i zdolności odtwórczyni, ale próba wzbudzenia empatii w stosunku do bohaterki. Na uwagę zasługuje jednak scenariusz, pomysł i odwaga poruszanego przez twórców tematu. Urbański przywołuje prawdziwą historię sprzed prawie sześciu lat. Rozdrapuje rany i wkłada kij w mrowisko, którym można nazwać kościół i kryjące się w jego celach mroczne historie wykorzystywanych zakonnic. Są to sprawy i problemy przemilczane przez papiestwo, a przez media szybko zapomniane. Temat zasługuje jednak na realizację biorąc pod uwagę fakt, że zamknięte drzwi klasztorów wciąż kryją w swoich murach takie i podobne tej historie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Agnieszka Wójtowicz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-1962548448822151214?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/1962548448822151214/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/czerwony-motocykl-seks-i-habit-karolina.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1962548448822151214'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1962548448822151214'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/czerwony-motocykl-seks-i-habit-karolina.html' title='Czerwony motocykl, seks i habit - Karolina Dafne Porcari „Luna”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-5295368163596309779</id><published>2011-10-16T17:40:00.001+02:00</published><updated>2011-10-24T15:15:34.182+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Kino Konfrontacji „Sześć Postaci”</title><content type='html'>W kinie ABC, znajdującym się w domu kultury Czechów, panuje kameralna atmosfera. Mała salka kinowa wypełnia się powoli i w niewielkim stopniu. Ludzie, zdający znać się nawzajem, witają się uprzejmie i prowadzą ciche rozmowy w oczekiwaniu na seans. Naturalnie, swobodnie i bez przesady. Jak się później okazało, ciężko byłoby wyreżyserować lepszą scenerię dla prapremiery wyświetlanego filmu. Może z wyjątkiem frekwencji - ta powinna być większa. &lt;br /&gt;„Sześć Postaci” autorstwa Nataszy Ziółkowskiej-Kurczuk, film, który otworzył tegoroczne Kino Konfrontacji, jest dokumentem opowiadającym historię podopiecznych i członków fundacji „Teatroterapia Lubelska” podczas ich przygotowań do wystawienia głośnej sztuki Luigiego Pirandello „Sześć postaci scenicznych w poszukiwaniu autora”. Teatroterapia jest teatrem ludzi niepełnosprawnych, którzy poprzez działalność sceniczną walczą z własnymi ograniczeniami. Organizację tę prowadzi pani Maria Pietrusza-Budzyńska, a pod jej opieką znajduje się dwadzieścia pięć osób cierpiących na różne rodzaje schorzeń, od porażeń mózgowych poprzez autyzm, na zespole Downa skończywszy. &lt;br /&gt;Film w bardzo naturalny i nienarzucający się sposób rysuje obraz tej niezwykłej grupy oraz losy ich ambitnego przedsięwzięcia. Ciężko jest stwierdzić, w jakim stopniu film odnosi się do samej sztuki Pirandello, jak bardzo sztuka ta koresponduje z losami aktorów teatru ludzi niepełnosprawnych, a w jakim wymiarze niezwykłość aktorów kształtuje zarówno sztukę jak i film. Wszystkie te splatające się związki są wyraźnie dostrzegalne w dokumencie Ziółkowskiej-Kurczuk i wraz z biegiem filmu zdają się prowadzić ze sobą wewnętrzny dialog. Należy tu zaznaczyć, że reżyserka nie kładzie szczególnego nacisku na żaden z nich. Prowadzenie kamery sugeruje dyskretną, prawie nieobecną obserwację, nie dając jednocześnie wrażenia ukrycia, przez co widz może czuć się jakby naocznym, niemym świadkiem przedstawianych sytuacji. Te zaś potrafią wywołać ambiwalentne emocje, od radosnego uniesienia po konsternacje i zakłopotanie. Dominujący w filmie naturalizm bardzo temu sprzyja, gdyż ludzie niepełnosprawni, łatwo demonstrują uczucia, bywają beztroscy tak często, jak bywają agresywni. &lt;br /&gt;Filmowani prawie nieustannie, zostają ukazani w szeregu sytuacji, z których znaczna większość odgrywa rolę terapeutyczną. Tak więc w filmie obejrzymy, jak bohaterowie robią zakupy, gotują, urządzają wigilię, uczestniczą we mszy świętej, czy jadą autobusem komunikacji miejskiej. W szczególności właśnie scena w autobusie zdaje się unaoczniać problem, jakim wciąż są niepełnosprawni w naszym społeczeństwie, bo chociaż współpasażerowie przeważnie odwracają wzrok od kamery, zapewne onieśmieleni jej obecnością – łatwo jest ulec wrażeniu, że gdyby kamery tam nie było – wciąż odwracaliby wzrok od towarzyszy podróży. &lt;br /&gt;Chcąc poza charakterem dokumentalnym przypisać „Sześciu postaciom” przesłanie ideologiczne, należy szukać go właśnie w tym dążeniu do normalności osób otoczonych tabu. W walce o normalne życie ludzi, którzy sami o sobie mówią: „nienormalni”. W tym sensie łatwo odnieść się do tekstu sztuki Pirandello, który nawiązuje do podobnej potrzeby - wyzwolenia się z kieratu apodyktycznego dyrektora teatru. Motyw ten powraca w filmie dość często w różnych formach i prowadzi widza przez całość opowieści, jednocześnie ubogacając ją o wartość dydaktyczną. &lt;br /&gt;Nie ulega wątpliwości, że dokument posiada ogromny potencjał wychowawczy i jako taki powinien, w moim odczuciu, być jak najszerzej rozpowszechniany. Jest to być może jego najistotniejsza cecha – skuteczne ukazanie niepełnosprawnych, jako zwyczajnych ludzi, których nie powinno się obawiać, a co za tym idzie, także izolować od reszty społeczeństwa. W tym aspekcie dostrzegam największy sukces całego przedsięwzięcia, chociaż nie uchroniło się ono również przed kilkoma mankamentami. Tym najbardziej oczywistym i rażącym jest element dźwiękowy i mam tu na myśli nie całość udźwiękowienia a jedynie parę momentów, w których głośność była zdecydowanie zbyt duża i drażniąca. Poza tym, wartości artystycznej filmu ujmuje kilka zbyt długich scen. Część z nich była podyktowana koniecznością, gdyż film został w znacznej części sfinansowany z budżetu miasta, i jako taki miał również na celu promocję Lublina. Między innymi z tego powodu w filmie odnajdziemy sceny na Placu po Farze, Starym Mieście, w restauracji „Czarcia Łapa” i na Placu Litewskim, na której to scenie film się kończy. &lt;br /&gt;Po zapaleniu świateł rozległy się zasłużone oklaski, a wszyscy widzowie zwrócili się w kierunku obecnej na sali Marii Pietruszy-Budzyńskiej. Rozmowy trwały przez dobre 20 minut po zakończeniu seansu, a i tak nikt nie chciał opuścić kina. Wszyscy zgodnie komplementowali panią dyrektor Teatroterapii oraz chętnie przyznawali, że film coś w nich poruszył. Istotnie, trudno o lepszą recenzję dzieła, niż to co miało miejsce po jego zakończeniu. Daje mi to nadzieję, że jestem jednym z pierwszych, którzy będą wyrażać pozytywne opinie o tym dokumencie oraz, że mimo niskiego zapotrzebowania komercyjnego na tego typu kino, nie zostanie on zapomniany. Nadzieje tę dodatkowo wzmocniły słowa pani Pietruszy-Budzyńskiej, która wyznała, że film został już zgłoszony na trzy zagraniczne festiwale filmowe. Właściwa premiera „Sześciu Postaci” będzie miała miejsce 26 października 2011 w Studiu TVP Lublin. Niestety, dalsze losy dzieła w polskim światku filmowym wciąż pozostają tajemnicą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jarosław Olejniczak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-5295368163596309779?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/5295368163596309779/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/kino-konfrontacji-szesc-postaci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5295368163596309779'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5295368163596309779'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/kino-konfrontacji-szesc-postaci.html' title='Kino Konfrontacji „Sześć Postaci”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-4616625497107109962</id><published>2011-10-16T17:38:00.002+02:00</published><updated>2011-10-24T15:15:10.846+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MAAT FESTIVAL'/><title type='text'>Sens ofiary - Teatr Maat Projekt, „Święto wiosny”</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„Święto wiosny” Teatru Maat Projekt było premierą, otwierającą nurt Maat Festiwalu pod hasłem „Peryferie ciała” na Konfrontacjach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Przypomnijmy – w 1913 roku w Paryżu pokazano balet „Święto wiosny” z muzyką Igora Stawińskiego i choreografią Wacława Niżyńskiego. Spektakl wywołał skandal i został zdjęty tuż po premierze. W Lublinie podczas premiery „Święta wiosny” Teatru Maat nikt nie gwizdał, a widownia Konfrontacji nie opuściła zbiorowo sali, tak jak to miało miejsce w Paryżu sto lat temu. &lt;br /&gt;„Święto wiosny” mogło jednak szokować – widownia musiała stać przez ponad 40 minut pokazu, co dziś się raczej się nie zdarza w teatrze. Stworzyło to pewnego rodzaju dyskomfort dla publiczności i jej początkowe skonfundowanie. Gorszyć mogła także całkowita nagość tancerzy. Czy naprawdę potrzebna? Moim zdaniem niekoniecznie – nagiego ciała jest już za dużo w teatrze tańca, przez co środek ten traci na swojej sile wyrazu i z pewnością rzadko kogo już szokuje. &lt;br /&gt;Spektakl nie był dosłownym przeniesieniem we współczesne czasy dzieła Strawińskiego, ale jedynie luźno podejmował jego wątki. Przede wszystkim jednak wykorzystał muzykę skomponowaną przez rosyjskiego artystę, co stało się jednym z najważniejszych atutów spektaklu. Gra Anny Kozub i Arnolda Dąbrowskiego na dwa fortepiany nie była jedynie tłem dla tańca, ale stała się wobec niego równorzędna, albo wręcz nadrzędna, tak jak w oryginale. Pianiści pokazali, że nie trzeba całej orkiestry, by doskonale oddać niepokój i gwałtowność tej muzyki. Impulsywne, porywcze, momentami niemal drażniące odbiorcę dźwięki, świetnie zabrzmiały w Studiu TVP Lublin.&lt;br /&gt;Mikołaj Mikołajczyk i Tomasz Bazan – autorzy choreografii i tancerze poruszają się wśród kilkunastu białych skórzanych kanap. Początkowo każdy z nich tańczy swoją sekwencję wydobyty z mroku za pomocą światła. Podczas gdy jeden mężczyzna tańczy, drugi siedzi i czeka na swoją kolej. Pod koniec jednak tańczą obaj jednocześnie – każdy na swojej przestrzeni czarnej podłogi oddzielonej pasem białej maty. Przy pomocy przesuwanych kanap obaj w pewien sposób określają swoją przestrzeń, która coraz bardziej się zmniejsza, by stworzyć zamkniętą część, gdzie taniec staje się rodzajem składanej ofiary, jak w oryginalnych balecie. Tam dziewczyna tańczy do upadłego, by natura mogła się odrodzić. Tu ofiara zostaje rozłożona na dwóch tancerzy, którzy chcą dać z siebie wszystko. &lt;br /&gt;Mikołajczyk i Bazan to doświadczeni tancerze, uznawani za jednych z najlepszych w kraju i rzeczywiście w „Święcie wiosny” pokazują na co stać ich ciała. Lecz z drugiej strony nie obawiają się przedstawić rosnącego zmęczenia: słychać ich głośne przyspieszone oddechy i widać krople potu na nagim ciele. Taniec, składający się często z uporczywie powtarzanych ruchów, stopniowo wyczerpuje, sprawia im coraz większą trudność i staje się poświęceniem. Tylko poświęceniem w imię czego? Czy przyniesie jakąś zmianę? &lt;br /&gt;Na trzech ścianach otaczających scenę prezentowane są multimedia, na których widzimy ruiny miasta. Wydaje się, że to Warszawa, totalnie zniszczona po wojnie, ale tak naprawdę może być to dowolne miasto. Albo można je potraktować, jako znak zniszczenia całej naszej cywilizacji. Twórcy jako inną swoją inspirację przy tworzeniu spektaklu podają sytuację z „Czekając na Godota” Samuela Becketta. Idąc tym tropem można dojść do wniosku, że tak jak bohaterowie dramatu nigdy nie doczekają się zmiany w życiu, tak ofiara złożona przez tancerzy niczego nie zmieni. Nie przyjdzie odrodzenie, a otaczające nas zewsząd ruiny nie zostaną odbudowane. To jednak tylko jedna z wielu możliwych interpretacji, bo spektakl Teatru Maat Project jak zawsze unika dosłowności i jednoznaczności w swojej wymowie. I bardzo dobrze!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wioleta Rybak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-4616625497107109962?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/4616625497107109962/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/sens-ofiary-teatr-maat-projekt-swieto.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/4616625497107109962'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/4616625497107109962'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/sens-ofiary-teatr-maat-projekt-swieto.html' title='Sens ofiary - Teatr Maat Projekt, „Święto wiosny”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-5401057190187552225</id><published>2011-10-16T11:52:00.008+02:00</published><updated>2011-10-24T15:14:58.484+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='WYWIADY'/><title type='text'>Rozmowa z Leszkiem Mądzikiem po portugalskim spektaklu „Żar. Ines i Pedro” w jego reżyserii</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ines i Pedro - co to za historia?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zaczęło się od spotkania z ich nagrobkiem w Alcobaca w Portugalii, gdzie zobaczyłem dwie wspaniałe rzeźby, które leżały złączone stopami. Gdy zmartwychwstaną mają być od razu razem, w swoich objęciach. Potem chciałem prześledzić, dlaczego oni są tak pochowani i okazało się, że to niesamowita historia – ona wcześnie ginie, czego zresztą można się zorientować z przekazu spektaklu, ale on nie wierzy w jej śmierć. I to jest niesamowite, że rozum nie daje sobie rady ze stratą kogoś bliskiego. Kochanek – królewicz tak dalece sobie nie radzi, że postanawia koronować trupa i wziąć z nim ślub. Daje w ten sposób światu dowód, czym ona była dla niego. Znalazłem w tej opowieści napięcia, które są wszędzie, nie tylko w kulturze portugalskiej. To reakcje na odchodzenie, śmierć, ale też zachowanie pamięci po kimś. Powtarzam – niemożność dania sobie rady z tym, że się kogoś straciło, niezgoda, bunt to dla mnie fenomen. Szukałem więc do tego obrazu. Aktorzy „zamknęli usta”, opowiedzieli to inaczej, nie słowami. Weszli w przestrzeń teatru, po tygodniu lęku i niepokoju poczuli się w niej zadomowieni. Można nawet powiedzieć, że jej zawierzyli. I wtedy ta praca była łatwiejsza.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;Zobaczyliśmy zatem efekt Pańskich warsztatów w Portugalii?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ciężko to nazwać warsztatami, to normalna praca nad spektaklem, którą przeprowadziliśmy we wrześniu. Także premiera Portugalska już była, a teraz grupa będzie wędrować wzdłuż Atlantyku, by w innych miastach opowiedzieć mieszkańcom tę historię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Wychodząc ze spektaklu usłyszałam dwa bardzo ciekawe stwierdzenia. Pierwsze to takie, iż ten spektakl to kontynuacja „Przejścia”.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Trudno się rozstać z tematem, który się niedawno penetrowało. Choć myślę, że to może być swego rodzaju kontynuacja pewnego nastroju, napięcia. Tu jest konkretny przypadek, wydarzenie, anegdota, mówienie w odniesieniu do faktu. W „Przejściu” rzecz dotyczy uniwersum, jest o każdym człowieku, a tu bohaterowie dali nam pretekst, żeby to oni byli kanwą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Drugie zdanie jest takie: Leszek Mądzik przez pozwolenie aktorom na wyrażanie emocji burzy dotychczasowy porządek panujący w jego teatrze&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Rzeczywiście w swoich spektaklach bardzo uprzedmiotawiałem swoich aktorów. Ale nie tyle pozbawiałem ich emocji, co nimi sterowałem. Tu zostawiłem przestrzeń, w której aktor mógł wyrazić gest, emocję, osobowość. Takie próby robię co jakiś czas, żeby uspokoić sumienie, że nie traktuję aktora jak przedmiot.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Na koniec: jakie ma Pan plany na najbliższy czas?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Planuję realizacje „Antygony” w Gdyni. Kiedyś robiłem ten spektakl z panią Chodakowską, tym razem dostałem cały teatr i mogę nim rozporządzać. Tak jak było w lubelskim „Makbecie”. Mam kolejne spotkanie z wielkim dramatem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Za rok też pojawi się Pan na „Konfrontacjach”?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W tamtym roku były dwa moje spektakle – „Makbet” i „Przejście”, ale co będzie za rok? To za wczesne pytanie, choć na pewno bym sobie tego życzył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;My, widzowie, również mamy taką nadzieję. Dziękuję za rozmowę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katarzyna Krzywicka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-5401057190187552225?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/5401057190187552225/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/rozmowa-z-leszkiem-madzikiem-po.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5401057190187552225'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5401057190187552225'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/rozmowa-z-leszkiem-madzikiem-po.html' title='Rozmowa z Leszkiem Mądzikiem po portugalskim spektaklu „Żar. Ines i Pedro” w jego reżyserii'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-3999783870774917080</id><published>2011-10-16T11:52:00.007+02:00</published><updated>2011-10-24T15:14:09.881+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='KONFRONTACJE'/><title type='text'>Wielkie otwarcie Konfrontacji</title><content type='html'>„Bez względu na to, czy o tym wiemy i czy tego chcemy, nasze życie jest dziełem sztuki. Aby przeżywać je zgodnie z wymogami sztuki, musimy, wzorem innych artystów stawiać sobie wyzwania, które wydają się niedosiężne.” –  tymi słowami, będącymi cytatem z Zygmunta Baumana, Janusz Opryński przywitał widzów, zgromadzonych w Teatrze Muzycznym na inauguracji lubelskich Konfrontacji Teatralnych, które odbywają się już po raz szesnasty. Szczególnymi gośćmi tego wieczoru byli wicewojewoda lubelska Henryka Strojnowska, poseł na sejm Krzysztof Michałkiewicz, a także Włodzimierz Wysocki – wiceprezydent miasta Lublin. „Trudno sobie wyobrazić październik bez Konfrontacji” – powiedziała Henryka Strojnowska, a Aleksandra Wejna z Narodowego Instytutu Audiowizualnego życzyła widowni mniej konfrontacji, a więcej spotkań teatralnych.&lt;br /&gt;Po części oficjalnej było „coś dla ducha”, czyli występ azjatyckiego zespołu Huun Huur Tu („Słoneczne Śmigło”), wraz z orkiestrą kameralną Opus Posth, Michailem Stepanitchem (wybitnym pianistą) i akademickim chórem Mlada z Permu. Grupa Huun Huur Tu pochodzi z Tuwy - miasta położonego w południowej części Rosji; stąd też czerpią swoje inspiracje, a tworzona przez nich muzyka sięga do czasów najstarszych pieśni tuwińskich. Jednak nie jest to zwykły folklor, bowiem spośród wielu innych wyróżnia się charakterystycznym śpiewem gardłowym. Na szczególną uwagę zasługuje też fakt, że artyści zespołu Huun Huur Tu grają na starych i niemal zapomnianych już instrumentach tuwińskich, między innymi jakuckiej drumli, drewnianej lutni oraz igilu.  &lt;br /&gt;Pewnego dnia w głowach Vladimira Obronko i Alexandra Cheparukhina z Green Wave Music, zrodził się nowatorski pomysł, aby dokonać połączenia tuwińskiej muzyki etnicznej ze współczesną orkiestrą kameralną i chórem Mlada, śpiewającym poezję awangardowego poety rosyjskiego, Velimira Chlebnikova. Tak niekonwencjonalny projekt, okraszony ciężką pracą odniósł wielki sukces. W Lublinie dowodem tego była pełna widownia tego wieczoru. Vladimir Martynow zapytany, dlaczego zdecydował się zająć muzyką etniczną, odpowiada, że chciał ukazać niematerialną część tego świata, „duchy zwierząt, ludzi i sfer niebieskich”. &lt;br /&gt;Nastrojowi towarzyszyła gra świateł, która dopełniała całości, obrazując atmosferę grozy lub naśladując promienie wschodzącego słońca. „Bardzo podobało mi się, że chociaż chór i orkiestra różnią się gatunkowo od folkloru tuwińskiego, to jednak te odmienności się wzajemnie dopełniały” - mówi dwudziestoletni Kuba. „Może nie da się przy tym tańczyć, ale posłuchać – z przyjemnością” – dodaje Marta, studentka kulturoznawstwa. &lt;br /&gt;Z całą pewnością można stwierdzić, że Vladimir Martynov dokonał niezwykłej rzeczy: na jednej scenie połączył instrumenty smyczkowe i fortepian z azjatyckim folklorem, a śpiew gardłowy z chóralnym. Pokazał, że muzyka jest ponad podziałami rasowymi i kulturowymi. To prawdziwa konfrontacja dawnej świetności z teraźniejszością. Martynov w pełni odzwierciedla motto inauguracyjnego wieczoru. I choć wprawdzie nie każdy jest amatorem niszowego folkloru, jednak to miła odskocznia od tego, co proponują nam stacje radiowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anna Czyż i Ryszard Lipiński&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-3999783870774917080?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/3999783870774917080/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/wielkie-otwarcie-konfrontacji.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3999783870774917080'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3999783870774917080'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/wielkie-otwarcie-konfrontacji.html' title='Wielkie otwarcie Konfrontacji'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-5867570029110342935</id><published>2011-10-14T14:49:00.007+02:00</published><updated>2011-10-24T15:13:33.665+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LUBELSKIE FESTIWALE'/><title type='text'>16. Festiwal "Konfrontacje Teatralne" 14-22.10.2011</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-nvclNGZec4Q/Tpr-r4PjIdI/AAAAAAAAAsM/0gd2XG0nKnM/s1600/16%2Bkonfrontacje%2Bteatralne%2B-%2Bplakat%2BS.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-nvclNGZec4Q/Tpr-r4PjIdI/AAAAAAAAAsM/0gd2XG0nKnM/s400/16%2Bkonfrontacje%2Bteatralne%2B-%2Bplakat%2BS.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664119511157252562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;14.10 (piątek)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;18.00 - ACTA-A Companhia de Teatro do Algarve (Portugalia) - Żar. Ines i Pedro (60 min) -&lt;br /&gt;Sala Widowiskowa w Warsztatach Kultury - bilet: 20 / 30 zł&lt;br /&gt;20.30 - Huun Huur Tu, Orkiestra Opus Posth - Suita Vladimira Martynova "Children of the&lt;br /&gt;Otter" - Teatr Muzyczny - Otwarcie Festiwalu - bilet: do 1.10: 100 zł / od 1.10 : 150 zł&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;15.10 (sobota)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;18.00 - Teatr im. H.Ch. Andersena (Lublin) - Końcówka (90 min) - Teatr im. H.Ch.&lt;br /&gt;Andersena - bilet: 20 zł&lt;br /&gt;20.00 - Teatr Maat Projekt (Lublin, Warszawa) - Święto wiosny (45 min) / Maat Festiwal&lt;br /&gt;"Peryferie ciała" - Studio TVP Lublin – bilet: 15 zł&lt;br /&gt;21.00 - Karolina Porcari (Warszawa) - Luna (55 min) - Studio Radia Lublin - bilet: 20 / 30 zł&lt;br /&gt;Imprezy towarzyszące:&lt;br /&gt;18.30 – Kino Konfrontacji – Sześć postaci, reż. Natasza Ziółkowska-Kurczuk – Kino ABC&lt;br /&gt;22.00 - Muzyczne Konfrontacje Nocą - Śmierć Disko Sound(s) – Klub Festiwalowy Czarna&lt;br /&gt;Owca&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;16.10 (niedziela)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;16.00 - Marcin Janus, Barbara Bujakowska (Kraków) - 3D Dance (40 min) / Maat Festiwal&lt;br /&gt;"Peryferie ciała" - Studio TVP Lublin - bilet: 15 zł&lt;br /&gt;17.00 - Teatr Ósmego Dnia (Poznań) - Osadzeni. Młyńska 1 (60 min) - Studio Radia Lublin -&lt;br /&gt;bilet: 30 / 40 zł&lt;br /&gt;18.30 - Teatr Provisorium (Lublin) - Bracia Karamazow (180 min) - Sala Widowiskowa w&lt;br /&gt;Warsztatach Kultury - bilet: 30 / 40 zł&lt;br /&gt;20.00 - Teatr Ósmego Dnia (Poznań) - Osadzeni. Młyńska 1 (60 min) - Studio Radia Lublin -&lt;br /&gt;bilet: 30 / 40 zł&lt;br /&gt;21.30 - Teatr Limen (Warszawa) - Arya (45 min) / Maat Festiwal "Peryferie ciała" - Studio&lt;br /&gt;TVP Lublin - bilet: 15 zł&lt;br /&gt;Imprezy towarzyszące:&lt;br /&gt;18.30 - Kino Konfrontacji - Car, reż. Paweł Łungin - Kino ABC&lt;br /&gt;22.00 - Muzyczne Konfrontacje Nocą - Lech Dyblik - Klub Festiwalowy "Czarna Owca"&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;17.10 (poniedziałek)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;16.00 - Teatr Provisorium (Lublin) - Bracia Karamazow (180 min) - Sala Widowiskowa w&lt;br /&gt;Warsztatach Kultury - bilet: 30 / 40 zł&lt;br /&gt;17.00 - Grupa Artystyczna Koncentrat (Warszawa) - Królik, śmierć i konkurs ujeżdżania (35&lt;br /&gt;min) / Maat Festiwal "Peryferie ciała" - Studio TVP Lublin - bilet: 15 zł&lt;br /&gt;19.00 - Teatr Ochoty (Warszawa) - Starucha (100 min) - Studio Radia Lublin - bilet: 30 / 40 zł&lt;br /&gt;Imprezy towarzyszące:&lt;br /&gt;18.30 - Kino Konfrontacji - Wyspa, reż. Paweł Łungin - Kino ABC&lt;br /&gt;22.00 - Muzyczne Konfrontacje Nocą - Papa Zura - Klub Festiwalowy "Czarna Owca"&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;18.10 (wtorek)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;16.00 - Mikołaj Mikołajczyk (Warszawa) - Tryptyk: Waiting, Z Tobą chcę oglądać świat,&lt;br /&gt;Plesure da Amour (420 min) / Maat Festiwal "Peryferie ciała" - Studio TVP Lublin - bilet: 25&lt;br /&gt;zł&lt;br /&gt;18.00 - neTTheatre i Grupa Coincidentia (Lublin, Białystok) - Turandot (70 min) - Studio&lt;br /&gt;Radia Lublin - bilet: 20 / 30 zł&lt;br /&gt;20.00 - TR Warszawa (Warszawa) - Między nami dobrze jest (100 min) - Sala Widowiskowa&lt;br /&gt;ACK UMCS "Chatka Żaka" - bilet: 60 / 80 zł&lt;br /&gt;Imprezy towarzyszące:&lt;br /&gt;14.00 - Teatr Krytyczny - Spotkanie z twórcami Teatru Wolnego z Białorusi - – prowadzenie:&lt;br /&gt;Roman Pawłowski - Klub Festiwalowy "Czarna Owca"&lt;br /&gt;18.30 - Kino Konfrontacji - Wszyscy umrą a ja nie, reż. Valeriya Gai Germanika - Kino ABC&lt;br /&gt;23.00 - Muzyczne Konfrontacje Nocą - PropaBanda - Klub Festiwalowy "Czarna Owca"&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;19.10 (środa)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;16.00 - Anna Steller, Magdalena Jędra (Gdańsk) - Have a nice hell (50 min) / Maat Festiwal&lt;br /&gt;"Peryferie ciała" - Studio TVP Lublin - bilet: 15 zł&lt;br /&gt;17.00 - TR Warszawa (Warszawa) - Między nami dobrze jest (100 min) - Sala Widowiskowa&lt;br /&gt;ACK UMCS "Chatka Żaka" - bilet: 60 / 80 zł&lt;br /&gt;19.00 - Teatr Wolny (Białoruś) - Eurepica. Challenge (135 min) - Sala Widowiskowa w&lt;br /&gt;Warsztatach Kultury - bilet: 20 / 30 zł&lt;br /&gt;20.00 - Scena Prapremier InVitro (Lublin) - Kamienie w kieszeniach (120 min) - Dom&lt;br /&gt;Kultury LSM&lt;br /&gt;22.00 - Justyna Jasłowska (Lublin) - November (40 min) / Maat Festiwal "Peryferie ciała" -&lt;br /&gt;Studio Radia Lublin - bilet: 15 zł&lt;br /&gt;Imprezy towarzyszące:&lt;br /&gt;12.00 – Teatr Krytyczny – Spotkanie z reżyserem Grzegorzem Jarzyną – prowadzenie:&lt;br /&gt;Roman Pawłowski – Klub Festiwalowy „Czarna Owca”&lt;br /&gt;14.00 - Teatr Krytyczny – Spotkanie z reżyserem Davidem Doiashvilim z Teatru Dramatu i&lt;br /&gt;Muzyki Vaso Abashidze (Tbilisi, Gruzja) - prowadzenie: Roman Pawłowski - Klub&lt;br /&gt;Festiwalowy "Czarna Owca"&lt;br /&gt;18.30 - Kino Konfrontacji - Mama, reż. Nikolay Renard, Yelena Renard - Kino ABC&lt;br /&gt;22.00 - Muzyczne Konfrontacje Nocą - Roots Defender - Klub Festiwalowy "Czarna Owca"&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;20.10 (czwartek)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;16.00 - Teatr Wolny (Białoruś) - Być jak Harold Pinter (75 min) - Sala Widowiskowa w&lt;br /&gt;Warsztatach Kultury - bilet: 30 / 40 zł&lt;br /&gt;17.00 - Anna Steller (Gdańsk) - Delia (40 min) / Maat Festiwal "Peryferie ciała" - Studio&lt;br /&gt;Radia Lublin - bilet: 15 zł&lt;br /&gt;18.30 - Teatr Wolny (Białoruś) - Być jak Harold Pinter (75 min) - Sala Widowiskowa w&lt;br /&gt;Warsztatach Kultury - bilet: 30 / 40 zł&lt;br /&gt;19.00 - Centrum Sztuki Współczesnej DAKH (Kijów, Ukraina) - Edyp. Psia klatka (140 min)&lt;br /&gt;- Warsztaty Technikum Kolejowego - bilet: 40 / 50 zł&lt;br /&gt;19.30 - Teatr Dramatu i Muzyki Vaso Abashidze (Tbilisi, Gruzja) - Makbet (145 min) - Sala&lt;br /&gt;Widowiskowa ACK UMCS "Chatka Żaka" - bilet: 40 / 50 zł&lt;br /&gt;22.00 - Adekada (Warszawa) - Wyjście awaryjne (30 min) / Maat Festiwal "Peryferie ciała" -&lt;br /&gt;Studio Radia Lublin – bilet: 15 zł&lt;br /&gt;Imprezy towarzyszące:&lt;br /&gt;18.30 - Kino Konfrontacji - Powrót, reż. Andriej Zwiagincew - Kino ABC&lt;br /&gt;23.00 - Muzyczne Konfrontacje Nocą - Wolfgang in a Truck - Klub Festiwalowy "Czarna&lt;br /&gt;Owca"&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;21.10 (piątek)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;17.00 - Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego (Wałbrzych) - Niech żyje wojna!!! (110&lt;br /&gt;min) - Sala Widowiskowa w Warsztatach Kultury - bilet: 40 / 50 zł&lt;br /&gt;20.00 - Centrum Sztuki Współczesnej DAKH (Kijów, Ukraina) - Edyp. Psia klatka (140 min)&lt;br /&gt;- Warsztaty Technikum Kolejowego - bilet: 40 / 50 zł&lt;br /&gt;Imprezy towarzyszące:&lt;br /&gt;14.00 - Teatr Krytyczny – Spotkanie z Moniką Strzępką i Pawłem Demirskim - –&lt;br /&gt;prowadzenie: Roman Pawłowski – Klub Festiwalowy „Czarna Owca”&lt;br /&gt;18.30 - Kino Konfrontacji - Wygnanie, reż. Andrej Zwiagincew - Kino ABC&lt;br /&gt;22.00 - Muzyczne Konfrontacje Nocą - Zjednoczenie Soundsystem - Klub Festiwalowy&lt;br /&gt;"Czarna Owca"&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;22.10 (sobota&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;17.00 - Teatr IMKA (Warszawa) - Bohater Osama (90 min) / Maat Festiwal "Peryferie ciała"&lt;br /&gt;- Studio Radia Lublin - bilet: 20 / 30 zł&lt;br /&gt;19.00 - I, CULTURE Orchestra (100 min) - Filharmonia Lubelska - Zakończenie Festiwalu -&lt;br /&gt;bilet: 50 / 60 zł&lt;br /&gt;21.30 - Teatr Praktika (Moskwa, Rosja) - Babuszki (70 min) - Sala Widowiskowa w&lt;br /&gt;Warsztatach Kultury - bilet: 40 / 50 zł&lt;br /&gt;23.00 - DakhaBrakha - koncert - Studio Radia Lublin - bilet: 30 / 40 zł&lt;br /&gt;Imprezy towarzyszące:&lt;br /&gt;10.00 Prezentacja East European Performing Arts Platform - Wschodnioeuropejskiej&lt;br /&gt;Platformy Sztuk Performatywnych- Warsztaty Kultury&lt;br /&gt;15.45 - Kino Konfrontacji - Jak spędziłem koniec lata, reż. Aleksiej Popogrebskij - Kino ABC&lt;br /&gt;22.00 - Muzyczne Konfrontacje Nocą – Mołotov Coctail Party - Klub Festiwalowy "Czarna&lt;br /&gt;Owca"&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;23.10 (niedziela)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;18.00 - Teatroterapia Lubelska (Lublin) - Sześć postaci w poszukiwaniu aktora (60 min) –&lt;br /&gt;Sala Widowiskowa w Warsztatach Kultury - bilet: 20 / 30 zł - spektakl towarzyszący&lt;br /&gt;Karnet: 250 / 300 zł (nie obejmuje koncertów, spektakli lubelskich oraz Maat Festiwalu)&lt;br /&gt;Karnet na Maat Festiwal "Peryferie ciała": 100 zł&lt;br /&gt;Kino Konfrontacji: 7 zł&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Bilety i karnety do kupienia w:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Kasie Centrum Kultury, ul. Narutowicza 32, pn.-pt., godz. 12.00-18.00 oraz na godzinę przed spektaklami w miejscu prezentacji. (Uwaga: Teatr im. H.Ch. Andersena - "Końcówka" -&lt;br /&gt;sprzedaż w kasie Teatru, Kino Konfrontacji - w kasie Kina ABC)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Miejsca:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Dom Kultury LSM - ul. Wallenroda 4a&lt;br /&gt;Kino ABC, Dom Kultury Czechów - ul. Kiepury 5a&lt;br /&gt;Klub Festiwalowy Czarna Owca - ul. Narutowicza 9&lt;br /&gt;Filharmonia Lubelska – ul. Skłodowskiej 5&lt;br /&gt;Sala Widowiskowa ACK UMCS "Chatka Żaka" - ul. Radziszewskiego 16&lt;br /&gt;Sala Widowiskowa w Warsztatach Kultury - ul. Popiełuszki 5&lt;br /&gt;Studio Radia Lublin - ul. Obrońców Pokoju 2&lt;br /&gt;Studio TVP Lublin - ul. Raabego 2&lt;br /&gt;Teatr im. H.Ch. Andersena - ul. Dominikańska 1&lt;br /&gt;Teatr Muzyczny – ul. Skłodowskiej 5&lt;br /&gt;Warsztaty Technikum Kolejowego - ul. Zemborzycka&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-5867570029110342935?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/5867570029110342935/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/16-festiwal-konfrontacje-teatralne-14.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5867570029110342935'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5867570029110342935'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/10/16-festiwal-konfrontacje-teatralne-14.html' title='16. Festiwal &quot;Konfrontacje Teatralne&quot; 14-22.10.2011'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-nvclNGZec4Q/Tpr-r4PjIdI/AAAAAAAAAsM/0gd2XG0nKnM/s72-c/16%2Bkonfrontacje%2Bteatralne%2B-%2Bplakat%2BS.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-8529515869834755671</id><published>2011-07-31T15:01:00.000+02:00</published><updated>2011-07-31T15:03:00.122+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='RECENZJE'/><title type='text'>“The Autopsy Project” Dance Work Rotterdam</title><content type='html'>Letnie Forum Tańca współczesnego jest nieprzerwanie od dziewięciu lat cyklem spektakli i warsztatów prowadzonych przez tancerzy i choreografów. W tegorocznej edycji forum gościły teatry tańca będące reprezentantami miast, które w przeszłości uzyskały tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. W ciągu trzech dni zobaczyć można było cieszący się w Skandynawii dużą popularnością spektakl Dance Work Rotterdam „The Autopsy Project”, trzy etiudy przygotowane przez czeski teatr tańca 420People oraz „NN. Wacławowi Niżyńskiemu” Lubelskiego Teatru Tańca. Imprezą towarzyszącą były warsztaty dla adeptów sztuki tańca prowadzone przez Błażeja Jasińskiego i Marka Zawalskiego – polskich tancerzy związanych z teatrem André Gingrasa oraz pedagogów z Norwegii.  &lt;br /&gt;Festiwal rozpoczął Dance works Rotterdam spektaklem André Gingrasa “The Autopsy Project”. Reżyser wielokrotnie już gościł w Polsce, z takimi spektaklami jak „Hypertopia”, „CYP17”, czy „The Lindenmeyer System”. W każdym z nich poruszał ważne społecznie tematy, jak problem migracji czy marzenie o społeczeństwie idealnym. Autor stara się by jego spektakle nie były tylko jednorazową okazją do przemyśleń, ale by zachęcały do włączania się w szerszą dyskusję na tematy społeczne. Po spektaklu „Hypertopia” stworzył blog, na którym każdy może wypowiedzieć się na rozmaite tematy.&lt;br /&gt;„The Autopsy Projekt” tematycznie nie odbiega od innych jego spektakli. Pomysł osadzony jest na dwóch wątkach. Pierwszym z nich jest projekt Manhattan, którego celem było skonstruowanie bomby atomowej. Grupa naukowców biorąca w nim udział dokonała ogromnego przełomu, jednocześnie zdała sobie sprawę, że stworzyli najniebezpieczniejszą broń w historii ludzkości. Drugi opiera się na badaniach anatomicznych Leonarda da Vinci, wówczas bardzo krytykowanych, z perspektywy czasu jednak uznanych za przełomowe odkrycie w dziedzinie nauk medycznych.&lt;br /&gt;Gingras nadał swojemu spektaklowi formę sekcji, próbując w ten sposób rozebrać na czynniki pierwsze organizm, który stanowi dla niego społeczeństwo a poszczególne jednostki są tego społeczeństwa narządami. Bada w ten sposób mechanizmy kierujące człowiekiem głodnym wiedzy. &lt;br /&gt;Ruch dominujący w spektaklu jest prymitywny. Choreografia w dużym stopniu oparta na akrobatycznych sztuczkach, żywcem zaczerpniętych z Parkouru i umieszczona na scenie kilkumetrowa instalacja sprawiają, że tancerze przypominają małpki, które dopiero co zostały wypuszczone na nowy wybieg. Na początku oszołomione nową przestrzenią powoli i spokojnie próbują ją ogarnąć by z czasem rzucić się w wir nowych możliwości jaki im daje. &lt;br /&gt;Nie widać żadnego zindywidualizowania tancerzy. Poruszają się mechanicznie wyuczonymi sekwencjami. Jednocześnie ich ruch jest utylitarny, wyzbyty z jakichkolwiek elementów „upiększających”, ma służyć poznaniu i zdobyciu w jak najszybszym czasie przestrzeni. Jedyne, czym kierują się postaci to chęć zdobycia, poszerzenia swoich umiejętności, które ułatwiają im poruszanie i wykorzystywanie zamontowanych instalacji. &lt;br /&gt;Poznanie zachodzi jednocześnie na dwóch poziomach – umysłowym i sensualnym, są ze sobą nierozerwalnie związane, choć to cielesność stanowi główną drogę poznania. Gingras eksponuje to skupiając się przede wszystkim na technice freerun. &lt;br /&gt;Spektakl dotyczy poznania. Akrobatyczny styl odzwierciedla specyfikę zdobywania wiedzy i brawury, z jaką każdy człowiek popisuje się nowymi umiejętnościami. Uważam, że oddzielanie tego, co holenderscy artyści mieli nam do powiedzenia od sposobu, w jaki to zrobili, (z czym można spotkać się w wielu recenzjach po festiwalu) jest niepotrzebne, gdyż eksponowana sprawność fizyczna tancerzy jest zamierzona i ściśle wiąże się z myślą choreograficzną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Barbara Żarinow&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-8529515869834755671?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/8529515869834755671/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/07/autopsy-project-dance-work-rotterdam.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/8529515869834755671'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/8529515869834755671'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/07/autopsy-project-dance-work-rotterdam.html' title='“The Autopsy Project” Dance Work Rotterdam'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-9018018893514013295</id><published>2011-06-20T19:46:00.002+02:00</published><updated>2011-06-20T19:49:07.558+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='5 Ściana'/><title type='text'>Piąta Ściana na ścianie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-4kxD3-ru7fE/Tf-H0ZKoJVI/AAAAAAAAAr8/tFBx-QAc1xI/s1600/P1010270.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-4kxD3-ru7fE/Tf-H0ZKoJVI/AAAAAAAAAr8/tFBx-QAc1xI/s400/P1010270.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5620360194160076114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Piąta ściana" do znalezienia na ścianie Chatki Żaka na artystycznym kolażu :)&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-9018018893514013295?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/9018018893514013295/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/06/piata-sciana-na-scianie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/9018018893514013295'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/9018018893514013295'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/06/piata-sciana-na-scianie.html' title='Piąta Ściana na ścianie'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-4kxD3-ru7fE/Tf-H0ZKoJVI/AAAAAAAAAr8/tFBx-QAc1xI/s72-c/P1010270.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-5099932463692076419</id><published>2011-05-31T09:56:00.003+02:00</published><updated>2011-06-03T23:32:32.740+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIASTO POEZJI'/><title type='text'>Miasto jakich mało - podsumowanie Miasta Poezji</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-9tdCTyqJ79w/TeSgQ-yt5GI/AAAAAAAAApo/JAww14WWjpo/s1600/P1010253.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-9tdCTyqJ79w/TeSgQ-yt5GI/AAAAAAAAApo/JAww14WWjpo/s400/P1010253.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5612787249204552802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Cztery edycje festiwalu to już poważny wynik – za rok jubileusz „Miasta Poezji”. I zaprawdę będzie co świętować, bo z roku na rok wydarzenie przygotowywane przez animatorów z Ośrodka Brama Grodzka Teatr NN reprezentuje wyższy poziom.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;Festiwale różnych dziedzin sztuki starają się specjalizować i zawężać swoje pole zainteresowań, co idzie w parze z ograniczającą się liczbą odbiorców. Lubelskie wydarzenie idzie pod prąd temu trendowi. Formuła Miasta Poezji należy do bardzo nowatorskich – specyfiką jest otwieranie się na coraz to nowe przestrzenie. Połączenie poezji i graffiti czy parkouru? W oczach organizatorów to nie problem, ale szansa na znalezienie nowego gruntu dla poezji. Będąc więc festiwalem poświęconym jednemu rodzajowi literatury, w gruncie rzeczy włącza w swój obieg bardzo różne dziedziny sztuki i obszary kultury. Wykorzystany może być każdy pomysł kreatywnie wykorzystujący poezję. Miasto poezji podzielone jest na kilka segmentów funkcjonalno - tematycznych, jak Terytoria Poezji, Edukacja poetycka, Poezja 2.0 – w ramach każdego z nich przeprowadzane są bardzo różnorodne działania, a ich pojawienie się w programie wynika nie tylko z pomysłu organizatorów, ale i z inicjatywy bardziej zaangażowanych w krzewienie poezji Lublinian. Cel jest prosty: stworzyć jak najwięcej sposobności do tego, aby skonfrontować mieszkańców miasta z poezją. Ci, których o wartości tej dziedziny sztuki nie trzeba przekonywać także znajdą dla siebie szereg atrakcji w wydaniu klasycznym (wręczenie Nagrody Kamień), jak i bardziej nowatorskim (warsztaty poezji multimedialnej, wystawa Piksele). Miasto Poezji jest festiwalem, który z jednej strony otwiera się na wszystko, co ożywcze i świeże, z drugiej głęboko szanuje i kłania się tradycji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Festiwal ten spełnia również funkcję o charakterze całkowicie pozaartystycznym: przyczynia się do kształtowania postaw właściwych społeczeństwu obywatelskiemu. Nie jest już tak, że „jest w mieście jakiś festiwal”, ale „robimy u nas w mieście festiwal”.  To wydarzenie, gdzie mnóstwo ludzi może powiedzieć „nasze wspólne” – w jego powstawanie zaangażowane są setki osób, których prace koordynują organizatorzy. Dotychczasowi odbiorcy wydarzeń kulturalnych mają okazję stać się na chwilę animatorami lub twórcami podczas zaprojektowanego przez siebie wydarzenia – choćby dla grona bliskich osób, jak to jest w przypadku większości Mieszkań Poezji. Narzekaliśmy na brak koncertów? – zespół Miąższ postarał się na własną rękę o to, by nam to zrekompensować. Zaskakujące i krzepiące zarazem jest, jak wielu znajduje się chętnych do poświęcania czasu i wzięcia na siebie odpowiedzialności. W przypadku Miasta Poezji trudno mówić o festiwalowej publiczności – mamy raczej do czynienia z uczestnikami festiwalu, bo każdy może wnieść do jego kształtu coś od siebie, każdy jest traktowany podmiotowo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z kolei o walorach edukacyjnych Miasta Poezji można by stworzyć osobny artykuł. Na liście festiwalowych wydarzeń znajduje się szereg warsztatów (zamkniętych jak i otwartych) oraz ogólnodostępnych panelów – jak choćby warsztaty haiku czy videopoezji. Organizatorzy dostrzegli, że aby mieć dojrzałych odbiorców twórczości, trzeba ich kształtować od najmłodszych lat, bo czym skorupka za młodu… - to porzekadło nie wzięło się znikąd. Dlatego werbowanie miłośników poezji rozpoczynają już w przedszkolach, gdzie pokazują, że może ona iść w parze z dobrą zabawą. Równocześnie traktują przedszkolaków bardzo poważnie i na równi ze starszymi kolegami z podstawówki, gimnazjum, czy liceum dając im możliwość sprawdzenia się w roli deklamatorów podczas konkursu recytatorskiego. Organizatorzy nie zaniedbują przy tym uczniów i studentów. Dla szkół przygotowany został program „Świadectwa” – poeci przeróżnego kalibru, a więc i laureat Nagrody Kamień Piotr Matywiecki i taki  sztukmistrz słowa jak raper Dolar, zjawiają się na lekcjach by opowiedzieć w dowolnie wybranej formule o swoim spojrzeniu na poezję. Zetknięcie z kimś, dla kogo słowo wierszowane stanowi żywą i niezaprzeczalną wartość (co nie zawsze można powiedzieć o nauczycielach polonistach), może stać się punktem zwrotnym w pojmowaniu literatury dla młodego odbiorcy. A może i zachętą do podjęcia własnej aktywności twórczej? Nie zapomniano także o środowisku akademickim – na uniwersytetach odbywały się spotkania autorskie, odczyty (pojawili się m.in. B. Zadura, E. Ostrowska, W. Wencel). Miasto Poezji zaznaczyło więc swoją obecność na wszystkich etapach procesu kształcenia. Jeżeli w przyszłości więcej placówek zdecyduje się przyłączyć do tego projektu, możemy liczyć na drastyczny wzrost liczby miłośników liryki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście zawsze można lepiej…, bardziej…, więcej…. – ale wszystko to osiąga się etapami i zbieraniem doświadczeń. Pewnie wiele niedoróbek można by wytknąć, jednak koniecznie trzeba docenić to, co już zostało wypracowane, bo mamy do czynienia z wyjątkowym co najmniej w skali kraju zjawiskiem. Czekajmy  z rosnącym apetytem kolejne edycje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Musiałam wyjechać z Lublina w trakcie trwania festiwalu – patrząc w program na  kolejne dni widziałam, że będzie czego żałować. Kiedy wrócę będzie już po festiwalu – szkoda, że nie żyjemy na co dzień w mieście poezji. Choć tak naprawdę zależy to tylko od nas samych – ja nie zamierzam poprzestać na jednym pikniku poezji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katarzyna Piwońska&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;IV Lubelskie Spotkania Literackie Miasto Poezji, 23-29 maja 2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-5099932463692076419?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/5099932463692076419/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/podsumowanie-miasta-poezji.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5099932463692076419'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5099932463692076419'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/podsumowanie-miasta-poezji.html' title='Miasto jakich mało - podsumowanie Miasta Poezji'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-9tdCTyqJ79w/TeSgQ-yt5GI/AAAAAAAAApo/JAww14WWjpo/s72-c/P1010253.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-41749257508362945</id><published>2011-05-31T09:55:00.002+02:00</published><updated>2011-06-02T10:58:45.558+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIASTO POEZJI'/><title type='text'>Inne mieszkania</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„Mieszkanie Poezji” można zorganizować na bardzo różne sposoby. W prywatnych domach lub pubach, czy kawiarniach. Najczęściej takie spotkanie wygląda w ten sposób, że wspólnie czyta się poezję wybranego autora albo zaprasza poetę bądź poetkę, opowiadającą o sobie i czytającą swoje utwory. Ja jednak trafiłam w tym roku na kilka naprawdę zaskakujących i eksperymentalnych „Mieszkań”, którym naprawdę daleko było do tradycyjnych, schematycznych spotkań z poezją.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zaczęło się w poniedziałek, kiedy znaleźliśmy się u Agnieszki Jarmuł (jednej z organizatorek festiwalu) na imprezie zatytułowanej „Rzuć poezją o ścianę”. I rzeczywiście w pokoju pojawił się rzutnik, z którego na ścianie wyświetlane były bajki.  Nie było tu więc żadnej górnolotnej poezji, ale bajki, zazwyczaj pisane wierszem. Towarzystwo leżało na kocach rozłożonych na podłodze i niczym małe dzieciaki z napięciem oczekiwało na rozpoczęcie projekcji. Tekst odczytywany był przez lektora - Adama Marczuka, często wprowadzającego różnorodne wariacje w tekście oryginału. Ale pozostali, liczne zgromadzeni goście także zapragnęli sprawdzić się jako lektorzy i potem czytaliśmy teksty wspólnie. Historyjki były bardzo różnorodne  - zobaczyliśmy przygody Kubusia Puchatka, opowieść o strażakach, czy historię zdobywcy bieguna. Niestety nie było żadnej bajki o księciu albo księżniczce, której domagała się część  zgromadzonych. Mimo to świetna zabawa trwała bardzo długo i ostatni goście opuścili mieszkanie około 3 nad ranem! &lt;br /&gt;Niestandardowo wyglądała także „Poezja z okna” u Eweliny Jurasz (jednej z redaktorek „Piątej ściany”). Tym razem poezja nie była czytana, ale recytowana przez gospodynię i jej koleżanki. Dodam, że recytowana w kuchni, ponieważ  okno mieszkania na ulicy Złotej znajduje się naprzeciw muzeum Józefa Czechowicza, najważniejszego lubelskiego poety, więc nie jest takim sobie zwykłym oknem, lecz ma znaczenie symboliczne, co zaznaczyła na początku Ewelina. Szeroko otwarte w ten ciepły wieczór okno umożliwiało więc głosom recytatorek wydobyć się na zewnątrz. Nie zdziwiło nas, że szybko pojawiła się  interakcja - podczas głośniej recytacji „Listu do ludożerców” Różewicza, jeden z mężczyzn siedzących w pizzerii na dole bardzo żywo zainteresował się słyszaną poezją. Nie wystarczył mu jeden wiersz, chciał więcej! Ewelina zaśpiewała więc swoją popisową pieśń, a w refrenie wtórowało jej całe towarzystwo. &lt;br /&gt;Nieco podobne założenie miało wcześniejsze „Mieszkanie”  Moniki Chylińskiej, gdzie poeta Wojciech Be czytał swoją poezję siedząc na dachu (o czym już pisaliśmy wcześniej). Ze względu na porę dnia akcja wywołała większe poruszenie wśród osób przechodzących ulicą Grodzką niż spotkanie na Złotej. W ten sposób te „Mieszkania Poezji” stały się możliwością kontaktu z wierszem nie tylko dla osób, które specjalnie przybyły na tę część programu, ale także dla przypadkowych przechodniów i turystów.&lt;br /&gt;Inny pomysł na zajęcie nowej przestrzeni dla poezji pojawił się w przypadku Katarzyny Piwońskiej (także redakcyjnej koleżanki). Kaśka uznała, że miejscem dobrym dla czytania białoruskiej poezji będą łąki malowniczo położone nad Bystrzycą. W zamierzeniach było co prawda czytanie wierszy przez rodowite Białorusinki, ale niestety nasze ambitne plany zostały pokrzyżowane. W niewielkim gronie udaliśmy się wiec na piknik, wyposażeni w tomiki młodych poetów. Nasz koc wywoływał spore zainteresowanie rowerzystów i osób uprawiających jogging, ale niestety nikt nie przyłączył się do wspólnego czytania i biesiadowania. Bo oprócz wyśmienitej strawy duchowej zadbałyśmy także o  odpowiednio pyszne menu.&lt;br /&gt;Trzeba przyznać, że „Mieszkania Poezji” są jednymi z najmocniejszych punktów programu „Miasta Poezji”. Oczywiście wiem, że niezwykłych i być może jeszcze bardziej zwariowanych „Mieszkań”, których nie widziałam było jeszcze więcej. Ale wszystkich było tak wiele, że nie dało się być na każdym i należało wybierać, na którym z nich się pojawić. Jednego jestem pewna – żadnego ze swoich wyborów nie żałuję!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wioleta Rybak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-m25vBa1oyFM/TedQcwPiU0I/AAAAAAAAApw/zvJ6DHYGbTU/s1600/IMG_1118.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-m25vBa1oyFM/TedQcwPiU0I/AAAAAAAAApw/zvJ6DHYGbTU/s400/IMG_1118.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5613543915457237826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mieszkanie u Eweliny Jurasz, zdj. J. Sołtys&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;IV Lubelskie Spotkania Literackie Miasto Poezji, 23-29 maja 2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-41749257508362945?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/41749257508362945/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/inne-mieszkania.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/41749257508362945'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/41749257508362945'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/inne-mieszkania.html' title='Inne mieszkania'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-m25vBa1oyFM/TedQcwPiU0I/AAAAAAAAApw/zvJ6DHYGbTU/s72-c/IMG_1118.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-2812145653075636688</id><published>2011-05-29T20:17:00.006+02:00</published><updated>2011-06-02T22:49:22.194+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIASTO POEZJI'/><title type='text'>Literatura na krużganku - o Mieszkaniu Poezji u Ojców Dominikanów</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-aj8Gko5A1Ko/Tef2xkRV5iI/AAAAAAAAAqQ/gg7QYVF61mo/s1600/250194_205066009535516_100000963554338_511657_6996990_n.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-aj8Gko5A1Ko/Tef2xkRV5iI/AAAAAAAAAqQ/gg7QYVF61mo/s400/250194_205066009535516_100000963554338_511657_6996990_n.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5613726791951050274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Fot. Justyna Baran&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Pokaźną grupę widzów zgromadził wieczór poezji przygotowany przez Szymona Burka, Katarzynę Nowak i Rozalię Olszewką w Klasztorze OO. Dominikanów. Zadziwiający tytuł „Radość nad tym co jest, a poezja wisi w muzyce” nie do końca jasno wyrażał jego charakter. Można było spodziewać się w zasadzie wszystkiego, przecież „radość nad tym co jest” to pojęcie mieszczące w sobie wiele aspektów. Tymczasem organizatorzy przygotowali teksty literackie różnych autorów, m.in. Herberta i Schulza nawiązujące do miejsca wydarzenia. Większość dotyczyła kwestii duchowych, samotności, pojednania z Bogiem i samym sobą. &lt;br /&gt;Niebanalna całość (na którą składały się wiersze recytowane z różnych miejsc - furty, balkonu, trzepaka, ławki) osadzona została w patio (krużganku) klasztoru. Pomiędzy ścianą a drzewami rozwieszono sznurki, na których przyczepione zostały kartki z fragmentami tekstów. Dodatkowo pojawiły się inne, niemniej istotne rekwizyty: skoszona trawa w drewnianych skrzyniach, stolik z lampą, buty – które symbolicznie towarzyszyły recytatorom od początku spotkania. Z okna klasztoru rozbrzmiały dwa utwory muzyczne, przygotowane na skrzypce i fortepian.&lt;br /&gt;Złośliwi powiedzieliby, że wieczór u Dominikanów na pewno był „religijny”. Nie był. Szczerze mówiąc też się obawiałam, przesiąknięta stereotypem, że jeśli miejsce święte to i wszystko co się tam dzieje takie będzie. Rezultat był jednak zgoła inny. Rzeczywiście wieczór nastrajał pozytywnie. „Po ludzku” wyjaśniał kwestie wiary, codzienności. Zabrałam ze sobą jeden z wierszy Herberta, a wychodząc dostrzegłam, że nie tylko mnie udało się zachęcić do kontynuacji nieformalnej części wieczoru poprzez samodzielne odczytanie poezji. &lt;br /&gt;Nie czepiając się szczegółów, czyli przede wszystkim lekkiego braku płynności w przechodzeniu tekstów na początku, pochwalę zaangażowanie sporej grupy duszpasterskiej skupionej przy Dominikanach za chęć do pracy, realizacji przedsięwzięć kulturalnych oraz zaangażowanie w obdarzanie ludzi pozytywnymi emocjami. Oby więcej takich kojących spotkań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ewelina Jurasz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-uoBDmh34BYo/Tefz_u-P2vI/AAAAAAAAAqI/LwA3CAkqAuo/s1600/249530_205065499535567_100000963554338_511655_5451206_n.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-uoBDmh34BYo/Tefz_u-P2vI/AAAAAAAAAqI/LwA3CAkqAuo/s400/249530_205065499535567_100000963554338_511655_5451206_n.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5613723736807037682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Fot. Justyna Baran&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;IV Lubelskie Spotkania Literackie Miasto Poezji, 23-29 maja 2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(tekst  pochodzi z gazety „Piąta Ściana” wydawanej podczas festiwalu)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-2812145653075636688?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/2812145653075636688/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/literatura-na-kruzganku-o-mieszkaniu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/2812145653075636688'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/2812145653075636688'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/literatura-na-kruzganku-o-mieszkaniu.html' title='Literatura na krużganku - o Mieszkaniu Poezji u Ojców Dominikanów'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-aj8Gko5A1Ko/Tef2xkRV5iI/AAAAAAAAAqQ/gg7QYVF61mo/s72-c/250194_205066009535516_100000963554338_511657_6996990_n.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-8619102312773839620</id><published>2011-05-29T20:12:00.005+02:00</published><updated>2011-06-07T15:22:24.835+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIASTO POEZJI'/><title type='text'>„Narysuj poezję, poezja Cię nie zje!”</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-dbuzhYzqw_U/TeKM-GfxKVI/AAAAAAAAApg/n6OxP4LYXXY/s1600/P1010254%2B%25282%2529.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-dbuzhYzqw_U/TeKM-GfxKVI/AAAAAAAAApg/n6OxP4LYXXY/s400/P1010254%2B%25282%2529.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5612203084180695378" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jedno z powstałych dzieł, fot. W.Rybak&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Rysowanie wierszy czytanych w Parku Saskim – tak w skrócie można opisać wczorajszą akcję o tytule „Narysuj wiersz”.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; Wydarzenie bazowało na prostym pomyśle – tuż przy wejściu do parku, na alejkach rozłożone zostały arkusze papieru oraz materiały do malowania. Dookoła tej instalacji krążyły 3 osoby, na zmianę czytające wiersze młodych poetów: Katarzyny Krzywickiej, Agaty Sztorc i Łukasza Siatkowskiego. Przechodnie zachęcani byli do słuchania i narysowania czegoś pod wpływem wysłuchanych utworów. &lt;br /&gt;Forma łączenia ze sobą różnych dziedzin sztuki, która została użyta podczas wydarzenia, jest zbliżona do poprzednich akcji organizatorów. Katarzyna Krzywicka i Aleksandra Iwańska zajmowały się wcześniej generowaniem sytuacji pod nazwą „Synestezja”. Pierwsza z nich była połączeniem poezji z fotografią, kolejna, zrealizowana z zespołem Strefa Pracy Żurawia to współistnienie muzyki, słowa i rysunków. Wydarzenie „Narysuj wiersz” jest kontynuacją tego cyklu i choć nie występuje pod nazwą „Synestezji”, w sposób oczywisty przywodzi na myśl poprzednie działania.&lt;br /&gt;Z początku akcja nie cieszyła się dużym zainteresowaniem, plastycznie udzielali się jedynie wolontariusze „Miasta Poezji” i osoby zaprzyjaźnione z twórcami wydarzenia. Większe zainteresowanie wzbudził natomiast megafon, bowiem okazało się, że chętnych owszem, jest wielu, lecz nie do rysowania, a do wygłaszania wierszy. W pewnym momencie wydarzenia omal nie zdominował Jan Majowski, były górnik, który do Lublina przeprowadził się z Zabrza. Od trzech lat aktywnie uczestniczy w „Mieście Poezji” czytając swoje wiersze w wybranych przez siebie miejscach. &lt;br /&gt;Tak było i tym razem – w parku postanowił odczytać swoje utwory opublikowane w zbiorze „Godki Hanika”. Napisane gwarą śląską teksty rozbrzmiewały dość długo, ponieważ ich autor kilkakrotnie wracał by znów przeczytać kolejnych kilka. Na szczęście wydarzenie nie skończyło jako spotkanie autorskie, a „Hanik” po rozdaniu obecnym wierszy o papieżu i zrobieniu sobie okolicznościowych fotografii oddalił się na dobre.&lt;br /&gt;Po jego odejściu akcja rysowania wierszy mogła spokojnie wrócić na swoje tory. Do udziału w akcjach plastycznych zachęcane były dzieci, które dość ochoczo partycypowały w wydarzeniu. Niestety, poezja nie została dobrana pod kątem młodych słuchaczy – czytano przeważnie erotyki, toteż najmłodsi rysujący traktowali wiersze jedynie jako delikatną inspirację do tworzenia własnych, abstrakcyjnych dzieł plastycznych. &lt;br /&gt;Zrazu niezbyt popularna akcja zyskiwała na intensywności i kolejne osoby podchodziły do rozłożonych arkuszy, by zostawić po sobie ślad. Zdarzali się i tacy, którzy najpierw odczytywali swoje wiersze, po czym brali kredki i wyrażali się graficznie.&lt;br /&gt;Słowa uznania należą się wszystkim, którzy animowali przechodniów i zachęcali ich do przyłączenia się do wydarzenia. Wykazywali się oni dużą kreatywnością i pomysłowością w wymyślaniu zachęt. Hasło „Narysuj poezję, poezja Cię nie zje” wymyślone przez Darka Figurę szybko stało się hitem i grupa dziewcząt pod dowództwem Ludwiki Mroczkowskiej opracowała do niego melodię i układ choreograficzny. Wszystkie te działania sprawiły, że do rysowania zgłaszało się coraz więcej chętnych w różnym wieku. To bardzo dobrze, bo przecież, posługując się kolejnym cytatem z Darka Figury, „Rysowanie wierszy wydłuża życie o 5 lat”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kaśka Plebańczyk&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-lfWSZexiGJs/Te4l_mOi19I/AAAAAAAAAr0/CkA_uf3A9t0/s1600/P1010252.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-lfWSZexiGJs/Te4l_mOi19I/AAAAAAAAAr0/CkA_uf3A9t0/s400/P1010252.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5615467559901124562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;IV Lubelskie Spotkania Literackie Miasto Poezji, 23-29 maja 2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(tekst  pochodzi z gazety „Piąta Ściana” wydawanej podczas festiwalu)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-8619102312773839620?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/8619102312773839620/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/narysuj-poezje-poezja-cie-nie-zje.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/8619102312773839620'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/8619102312773839620'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/narysuj-poezje-poezja-cie-nie-zje.html' title='„Narysuj poezję, poezja Cię nie zje!”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-dbuzhYzqw_U/TeKM-GfxKVI/AAAAAAAAApg/n6OxP4LYXXY/s72-c/P1010254%2B%25282%2529.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-3491013385236181034</id><published>2011-05-29T20:09:00.003+02:00</published><updated>2011-05-29T20:23:43.540+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='WYWIADY'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIASTO POEZJI'/><title type='text'>Kryminalne „Miasto Poezji”</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Rozmowa z pisarzem Marcinem Wrońskim, autorem m.in. kryminałów retro z cyklu „Komisarz Maciejewski” ukazujących lubelską rzeczywistość barwnego &lt;br /&gt;dwudziestolecia międzywojennego i mniej barwnych, ale obfitujących w wątki kryminalne lat okupacyjnych. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jak wyglądało dzisiejsze spotkanie pt. „Poetyckie kryminały”? Co wspólnego mają kryminał i poezja?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Tym razem, zupełnie inaczej niż zwykle, nie był to wywiad z pisarzem i pytania od publiczności. Poprowadziłem wykład o poezji i poetach w cyklu o komisarzu Maciejewskim. Opowiadałem więc o Łobodowskim i Czechowiczu, pokazując czym różnią się od nich moi bohaterowie, których pierwowzorami byli właśnie ci dwaj poeci. Różnice są przede wszystkim takie, że Czechowicz zginął, a mój bohater Trąbicz żyje dalej jeszcze podczas okupacji – to próba pokazania, co byłoby dalej z Czechowiczem, gdyby przeżył. W układaniu tych postaci interesują mnie smaczki redaktorskie, np. porównanie fikcyjnej pierwszej wersji wiersza Łobodowskiego „Przyzwoitemu człowiekowi” z wersją oficjalną, która ukazała się w jego tomiku dwa lata później. &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;Tak też jest w przypadku Czechowicza – o czym była mowa na poniedziałkowym spotkaniu promującym „Utwory dramatyczne” Józefa Czechowicza – jego wiersze mają bardzo wiele wersji i aby je zestawić potrzebna jest żmudna, mrówcza praca.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;I wiedząc o tym, że jest to zbyt trudne (istnieją liczne wersje drukowane w czasopismach, a nie zachowało się wiele rękopisów), nawet nie próbowałem, a zająłem się Łobodowskim. Wersja jego wiersza zamieszczona w mojej książce, pochodząca z 1930 roku jest inna, trochę gorsza, niż ta, która została opublikowana w tomie.&lt;br /&gt;To spotkanie było więc dla mnie samego ciekawą próbą. Pozbierałam wszystkie wątki poetyckie rozsiane w moich książkach i, ku mojemu zaskoczeniu, okazało się, że jest ich znacznie więcej niż sądziłem. Oczywiście to drobne wstawki, a nie książki o lubelskiej bohemie artystycznej, ale jeśli patrzeć na trzy tomy o Zydze Maciejewskim, to można pokusić się o twierdzenie, że nie byłem na „Mieście Poezji” kwiatkiem do kożucha. Poza tym, opowiadałem również jak współcześni poeci biorą się za pisanie kryminału – mam na myśli niecodzienną antologię, gdzie m.in. Leśmian, Szymborska, Sendecki i Świetlicki opublikowali swoje wiersze inspirowane wątkami kryminalnymi. Książka jest poświęcona Chandler’owi. Jeśli wierzyć plotkom – niektórzy poeci obrazili się, ponieważ mimo że wysłali wiersze, nie zostały one opublikowane. To dowodzi, jak duże zainteresowanie wśród twórców wzbudza taki temat. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Podobne zainteresowanie wykazywali poeci dwudziestolecia?&lt;/span&gt;Dwudziestolecie międzywojenne to epoka, w której kryminał to była literatura klasy B, a może nawet C. Ale taki arcypoeta jak Leśmian bardzo się nim interesował, nawet wymyślił fabułę jednego kryminału. Była to historia hrabiego, który podczas polowania oszpecił sobie twarz. Wierny lokaj oddał mu skórę z własnego pośladka, by ten mógł zrobić przeszczep. Kiedy między lokajem a hrabią doszło do kłótni o kobietę, lokaj szantażował pana, że jeśli ten nie przystanie na jego warunki, powie damie, że zawsze całując hrabiego całuje tyłek jego służącego! Leśmian był z tego konceptu podobno bardzo zadowolony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czy wtedy mógłby zdarzyć się taki festiwal jak „Miasto Poezji”?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Czechowicz planował takie wydarzenie jak „Najazd awangardy na Warszawę”, można to uznać za ówczesne „Miasto Poezji”, ponieważ polegało na udziale wielu poetów w jednej imprezie. Krąg artystów związanych z poetą jeździł trochę z poezją po miasteczkach Lubelszczyzny. Ale takie zbiorowe wydarzenia organizowali też Skamandryci. W Lublinie nie było wtedy instytucji, która by się tym zajęła. Punkt wyjścia do myślenia o mieście był bardziej prozaiczny – fabryki, przemysł, miejsca pracy. Ludzie potrzebowali pieniędzy do przeżycia, a dopiero naddatek tych pieniędzy mogliby przeznaczyć na kulturę. Dziś jest odwrotnie, usuwany jest przemysł, a rozwijają się wartości intelektualne – nauka, kultura.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jak ocenia Pan nasze, współczesne „Miasto Poezji”?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Lubelski festiwal z racji ilości wydarzeń, modułów, uczestniczących w nim twórców, przypomina bardziej kooperację niż jednolitą organizację. Ma oczywiście swoje plusy i minusy. Można by się zastanawiać, na przykład, dlaczego ci, a nie inni poeci zostali na niego zaproszeni. Ale z drugiej strony wiadomo, że nie można zaprosić wszystkich poetów, którzy istnieją w Polsce lub na świecie. Druga sprawa to ranga imprez odbywających się przez cały tydzień – jedne są lepsze, a inne gorsze. Ja oczywiście nie mam zamiaru ich wartościować, bo żeby to zrobić, musiałbym je wszystkie zobaczyć. Ale różny poziom wydarzeń bierze się stąd, że poezja jest czymś, co odbywa się we własnym gronie – ma mało odbiorów. Poeta jest bardzo specyficznym twórcą – dopóki nie dostanie jakiejś bardzo ważnej nagrody, to poetą jest dla przyjemności. Dlatego też „Miasto Poezji” to impreza zrobiona przez poetów dla poetów i znajomych, niestety niewielu ludzi z zewnątrz bierze w niej udział, ale fajnie, że przynajmniej usłyszą o niej i poezji. Próby wyjścia poetów w przestrzeń publiczną są z góry skazane na porażkę, ale dobrze, że w ogóle są.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Gdyby każdy tak myślał – w Lublinie nic by się nie działo. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Chodzi mi o porażkę rozumianą w ten sposób: nie stanie się tak, że nawet połowa osób, które są świadkami wydarzenia, nagle zacznie czytać poezję. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ale tu chodzi o pokazanie ludziom, że poeci istnieją, tworzą i mają się dobrze. O udowodnienie, że Lublin, mimo iż często tak niesprawiedliwie oceniany – nie jest miastem, w którym nic się nie dzieje.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;Jak powiedział stary Szlangbaum – nieważne żeby zarobić, ale żeby był ruch w interesie. I ja takie działania oceniam bardzo pozytywnie – właśnie jako ruch w interesie. Uważam również, że Lublin, wbrew pozorom, oferuje wiele w dziedzinie kultury. „Miasto Poezji” ma taką wartość, że daje możliwość spotkania poetom, którzy bardzo często się wcześniej nie znali osobiście. Teraz przez cały tydzień mają preteksty do spotkań. Rozmawiałem dziś z Romanem Maciejewskim-Vargą, który po 30 latach znów odwiedził Lublin. Był zachwycony, nie tylko zmianami, jakie zaszły w mieście, ale też samym festiwalem i możliwością spotkania poetów, których nigdy wcześniej nie miał okazji poznać. Trzeba koniecznie podkreślać tę czysto integracyjną wartość „Miasta Poezji”. Poeci, których wiersze drukują małe, często niszowe wydawnictwa, są znani jedynie lokalnie, a ktoś kto u nas jest znany, doceniany i nagradzany – w Szczecinie może być jedynie pustym nazwiskiem. Dzięki lubelskiemu festiwalowi, który, o ile mi wiadomo, jest największą polską imprezą tego rodzaju, piszący mają okazję nie tylko się poznać, ale także dowiedzieć czegoś o samej poezji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Po co jest poezja? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Służy do badania granic poznania – osobistego, subiektywnego. W gruncie rzeczy cała dobra poezja liryczna polega na tym, by mówić o tym samym na różne sposoby, po swojemu. Niektórzy robią to na tyle interesująco i odkrywczo, że naprawdę mówią coś, co nie zostało powiedziane przed nimi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmawiała Katarzyna Krzywicka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;IV Lubelskie Spotkania Literackie Miasto Poezji, 23-29 maja 2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(tekst  pochodzi z gazety „Piąta Ściana” wydawanej podczas festiwalu)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-3491013385236181034?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/3491013385236181034/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/kryminalne-miasto-poezji.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3491013385236181034'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3491013385236181034'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/kryminalne-miasto-poezji.html' title='Kryminalne „Miasto Poezji”'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-2599347734533155257</id><published>2011-05-28T22:27:00.002+02:00</published><updated>2011-05-29T20:24:22.328+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIASTO POEZJI'/><title type='text'>S(L)AM - potyczki w Ogrodzie Saskim</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czytelniku. Wyobraź sobie, że posiadasz teraz taką moc sprawczą, by wpłynąć na poniższy tekst. Od ciebie zależy, czy zniknie z tej strony pozostawiając pustą białą przestrzeń, czy pozostanie. Tak jak na slamie poetyckim daję ci w dłoń dwie kartki: wybierz kolor. Czerwona to punkt dla mnie. Niebieska to wyróżnienie dla kogoś innego. Mam trzy minuty. Start!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj w „Muszli Koncertowej” (Ogród Saski) zebrali się ci, którzy zechcieli stanąć do walki słowem. Pojawili się zarówno doświadczeni jak i debiutujący slamerzy. Wydarzenie zręcznie prowadzili Adam Marczuk oraz Wojciech Be, nietypowo ubrany w kominiarski? strój. Uczestnicy walczyli nie tylko o uznanie widowni, lecz także o główną nagrodę 500 zł*.&lt;br /&gt;Nastroje chwilami były burzowe i nie chodzi mi tylko o pogodę. Kilka osób zebranych w „Muszli” rozbijało gładkie, składne wypowiedzi swoimi komentarzami. Taka forma „przeszkadzajek”, charakterystyczna dla slamu, tutaj momentami powodowała konsternację. &lt;br /&gt;Po pierwszej rundzie najwyższe noty zebrali: Anonim, Grzegorz Jędrek, debiutująca Aga oraz Rhys Trimble, zapowiadany w czwartym numerze „5Ściany” Walijczyk. Różnicą 4 punktów publiczność oddała najwyższe laury Rhysowi, doceniając melodyjność jego poezji, determinację do uczestnictwa w „Mieście” oraz sławny kij, który tu spełniał funkcję „wybijacza” rytmu i nakreślenia charakteru samego artysty/slamera. Świadomie nie mówię, że doceniona została jego poezja, bo ta, choćby ze względu na barierę językową, nie jest zrozumiała. Intuicyjnie da się zauważyć, że jest ciekawa, niebanalna, a z pewnością też pełna pasji.&lt;br /&gt;Ja miałam tego wieczoru innego faworyta, dostał nawet ode mnie wiersz (muszę wyznać, że festiwal ma na mnie niemały wpływ. Stworzyłam już dwa teksty prawie-poetyckie!)&lt;br /&gt;Technicznie – po wielu problemach z pogodą, z którą można walczyć słowem, ale tylko szamańskim – wieczór ogarnięty został na czwórkę. Merytorycznie – na trzy z dwoma. Poziom prezentacji z pierwszej rundy nie powalał, a całość przeciągała się, bo: pojawił się problem ze zliczeniem głosów, kapelusz gdzieś się zapodział, a to znów trzeba było wyskoczyć po COŚ do picia. Tak więc średnia ocen za slam to trzy z plusem. Czyli zaliczone.&lt;br /&gt;Załóżmy jednak, że na wydarzeniu była wyrozumiała publiczność, która pierwszy raz w ramach festiwalu zobaczyła tę formę słowa mówionego. Nie mająca porównania z innymi sytuacjami, wieczór może uważać za znośny, chwilami nawet zabawny. Po potyczkach poetyckich nastąpiło muzyczne zakończenie wieczoru. Zagrali „Dolar”, „Open Source” oraz „Anonim”.&lt;br /&gt;Wielkich pochwał tu nie będzie, bo chociaż osobiście większych zastrzeżeń do tego spotkania nie mam, to jednak zdaję sobie sprawę, że slam w ramach „Miasta Poezji” powinien zgromadzić mistrzów i być utrzymany na niezwykle wysokim, wzorcowym poziomie.&lt;br /&gt;Kończę, bo mija mi czas. Dziesięć, dziewięć, osiem.....Głosujcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ewelina Jurasz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*kto wygrywa ten stawia wszystkim piwo&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;IV Lubelskie Spotkania Literackie Miasto Poezji, 23-29 maja 2011, Lublin&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(tekst  pochodzi z gazety „Piąta Ściana” wydawanej podczas festiwalu)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-2599347734533155257?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/2599347734533155257/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/slam-potyczki-w-ogrodzie-saskim.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/2599347734533155257'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/2599347734533155257'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/slam-potyczki-w-ogrodzie-saskim.html' title='S(L)AM - potyczki w Ogrodzie Saskim'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-1367302752680161685</id><published>2011-05-28T22:26:00.006+02:00</published><updated>2011-05-29T20:24:32.151+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIASTO POEZJI'/><title type='text'>Znawca Tybetu</title><content type='html'>„Wiersze zaangażowanie i Nie” to tytuł spotkania z Radkiem Wiśniewskim w Opium Cafe i jednocześnie tytuł przyszłego tomiku poety. Mimo że to „Mieszkanie Poezji” nie zostało zorganizowane w prywatnym mieszkaniu, a w pubie, spotkanie było bardzo kameralne. Niewielkie grono zebranych zasiadło na wygodnych kanapach i fotelach przy wspólnym stole popijając kawę lub piwo. W tle cicho grała muzyka. Ogólnie atmosfera była bardzo miła.&lt;br /&gt;Bohater wieczoru – Radosław Wiśniewski mieszka w tym samym mieście, co Kamil Bednarek – w Brzegu na Opolszczyźnie, ale nic więcej ich nie łączy. Gość „Miasta Poezji” jest poetą, krytykiem oraz redaktorem naczelnym pisma „Red”. Działa także społecznie, o czym wiele się dowiedzieliśmy. Spotkanie prowadził Bartek Wójcik, dobry znajomy Radka, co spowodowało, że rozmowa toczyła się bardzo swobodnie. &lt;br /&gt;Gość opowiadał o organizowanym przez siebie festiwalu Konfrontacje Literackie Syfon, mającym w tym roku swoją 13 edycję. Nagrodą festiwalu jest Syfon Scherfera, którego nazwa pochodzi od nazwiska pierwszego tłumacza poezji Kochanowskiego na język niemiecki.&lt;br /&gt;Sporo usłyszeliśmy też na temat historii  „Red” – wydawanego nieregularnie pisma poświęconego literaturze, gdzie jako dodatek dołączane są tomy poezji. Każdy numer ma swój temat, w aktualnym znajdziemy teksty dotyczące kultury wschodu. O wysokim poziomie gazety świadczy fakt, że jest bardzo szeroko dystrybuowana, także poza wąską siecią empików, jak to często dzieje się w przypadku pism literackich.&lt;br /&gt;Jak wskazuje tytuł spotkania – „Wiersze zaangażowane i Nie”, Radek tworzy głównie poezję zaangażowaną. Bardzo troszczy się o sprawy Tybetu, dlatego wiele opowiedział na ten temat. Interesująca była historia jego odejścia od Amnesty International, gdzie działał przez lata, lecz rozczarował się, gdy sam chciał zorganizować akcję pisania listów dla Tybetu i okazało się, że nie może liczyć na wsparcie organizacji. Postanowił więc dalej już samodzielnie działać na rzecz poprawy losu Tybetańczyków.&lt;br /&gt;Jak przystało na „Mieszkanie Poezji”, poeta przeczytał kilka swoich wierszy, pilnował, by nie przekroczyć liczby dziesięciu. Jego utwory dzielą się na zaangażowane – mówiące o sprawach Tybetu, uchodźców, czy ogólnie wolności. Druga część – „ I NIE” ma nieco inny ton, są także wiersze niejako odrzucone, nie mieszczące się w żadnej z tych kategorii.&lt;br /&gt;Każda z osób zgromadzonych w Opium, otrzymała prezent – tomik wierszy, wydany do spółki z Dariuszem Pado. Tomik jest tak pięknie wydany, że jego interesująca forma zwróciła uwagę jednego z bywalców pubu, który wszedł w głęboką dyskusję z poetą. Jak widać poezja potrafi budzić bardzo żywe emocje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wioleta Rybak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;IV Lubelskie Spotkania Literackie Miasto Poezji, 23-29 maja 2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(tekst  pochodzi z gazety „Piąta Ściana” wydawanej podczas festiwalu)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-1367302752680161685?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/1367302752680161685/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/znawca-tybetu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1367302752680161685'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1367302752680161685'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/znawca-tybetu.html' title='Znawca Tybetu'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-3324035843938899015</id><published>2011-05-28T22:26:00.005+02:00</published><updated>2011-05-29T20:24:27.257+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIASTO POEZJI'/><title type='text'>Wrażenie synestezji</title><content type='html'>Krętymi i stromymi drogami dojeżdżamy do domu Agaty, który znajduje się w Dysie. Obok drzwi plakat promujący „Miasto Poezji”. Dziewczyny nawet w nieco odległej od Lublina, małej miejscowości, podeszły do organizowanego wydarzenia poważnie. Potem było jeszcze lepiej. Zaraz po wejściu każdy losował z barwnego kapelusza karteczkę – był na niej numer wiersza, który należało odnaleźć w domu Agaty. Zadanie okazało się nie takie proste, bo wiersze pochowały się w całym ogromnym domu, były nawet w kuchni i łazience. Niektóre zostały po prostu przyklejone do drzwi lub ściany, inne misternie zapakowano w ozdobne koperty i powieszono np. na żyrandolu, były też i takie, które udawały list rzucony w morze – tkwiły w szklanych butelkach zatkanych korkiem. &lt;br /&gt;Kiedy już odnaleźliśmy swoje wiersze, okazało się, że zawsze występują w dwóch egzemplarzach. Jeden z nich, ten z pieczątką z odbitego opuszka palca autora, należało przeczytać, po czym można było zachować go na pamiątkę, drugi pozostawał na miejscu, by zdobić dom. Poza ciekawymi akcentami, takimi jak kapelusz, czy wszędobylskie wiersze, dziewczyny organizujące wydarzenie wspaniale przystroiły dom – wszędzie pełno było polnych kwiatów, które roztaczały woń wiosny, wsi i beztroski. Przybyli goście mogli się także rozkoszować wspaniałym jedzieniem, co po całym dniu biegania po mieście i śledzenia festiwalowych wydarzeń sprawiało nieukrywaną radość. &lt;br /&gt;Zgrabnie przeszliśmy potem od ciała do ducha – wieczór miał na celu prezentację dzieł 3 artystek – poetek Zuzi i Aci oraz graficzki Karoliny, która pokazywała swoje rysunki, również rozmieszczone w przestrzeni całego domu Aci. Zapadliśmy się w miękkie poduchy i przy świecach, zapachu polnych kwiatów oraz dźwiękach muzyki czytaliśmy poezję młodych autorek. &lt;br /&gt;Na ten wieczór Karolina, Acia i Zuzia przygotowały jeszcze jedną atrakcję – zabawę w tworzenie nowego wiersza z wersów ich wierszy. Losowaliśmy więc cieniutkie karteczki z pojedynczymi wersami i układaliśmy je we własne kompozycje słowne. Efektem były naprawdę ciekawe wiersze. Wszyscy zgodnie ustaliliśmy, że tak świetnie bawiło się nam poezją dziewczyn dlatego, że jest ona utrzymana w podobnym nastroju, w związku z tym jakby nie układać wersów – i tak wychodziły kształtne strofki. Potem, by utrwalić ulotne pomysły, każdy dostał papier i klej i znów powstawały małe dziełka sztuki, bo okazało się, że wśród uczestników spotkania jest wiele uzdolnionych plastycznie osób. &lt;br /&gt;I tak oto spędziliśmy długi wieczór (a podobno i długą noc, choć mi nie było dane tego doświadczyć) z różnymi sztukami, które wspaniale przeplatały się ze sobą, a w połączeniu z wrażeniami wizualnymi zaserwowanymi przez Karolinę i tym cudownym zapachem, o którym wielokrotnie pisałam, dawały swego rodzaju efekt synestezji. Jest to, według mnie, jedno z najlepszych wrażeń, jakie może po sobie zostawić obcowanie ze sztuką. &lt;br /&gt;Nieważne, czy Mieszkanie” odbywa się poza miastem (co niestety z góry zamyka je na gości niebędących znajomymi organizatorów) – ważne jest by stworzyć klimat i mieć pomysł na niekonwencjonalne pokazanie swojej poezji, unikając sztampowego recytowania przy kawiarnianym stoliczku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katarzyna Krzywicka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;IV Lubelskie Spotkania Literackie Miasto Poezji, 23-29 maja 2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(tekst  pochodzi z gazety „Piąta Ściana” wydawanej podczas festiwalu)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-3324035843938899015?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/3324035843938899015/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/wrazenie-synestezji.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3324035843938899015'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/3324035843938899015'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/wrazenie-synestezji.html' title='Wrażenie synestezji'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-1548912058349047766</id><published>2011-05-28T22:24:00.005+02:00</published><updated>2011-06-02T23:04:00.517+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIASTO POEZJI'/><title type='text'>Słowo w romansie z miastem - poezja na Złotej</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-oeJLh2QF1As/TedRTbKZc1I/AAAAAAAAAp4/-55_yvC6WHo/s1600/IMG_1115.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-oeJLh2QF1As/TedRTbKZc1I/AAAAAAAAAp4/-55_yvC6WHo/s320/IMG_1115.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5613544854691345234" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wyobraźmy sobie ogromną, jesiennymi kolorami tkaną kieszeń. Kieszeń pełną słowa. Przetarta starością snuje się ulicami krok w krok za podróżnikiem w płaszczu, gubiąc co chwila – to kartkę, to słowo, to wiersz. Słowa czarują, słowa mamią, słowa uwodzą szukając ciepłego kąta dla samych siebie.&lt;br /&gt;Krople tuszu, co niegdyś przybrały kształt filigranowych liter, dotąd wgryzających się w pożółkły papier tomików, książek przytulających ściany antykwarycznych regałów – nagle, w atmosferze rozedrgania i popłochu, wymykają się przypisanym im strukturom.&lt;br /&gt;Miasto udomawia poezję, na kształt pajęczyny rysuje nową mapę, rozpiętą o punkty, gdzie zagubiło i odnalazło się słowo. Słowo czytane, słowo mówione, słowo pisane. Wiersze romansują z urbanistyczną przestrzenią, będąc wchłanianymi przez miejsca – przez ściany, chodniki – zaczepiają delikatnie przechodniów, błądząc niczym wiatr pomiędzy ich smutnymi stopami. Poezja z powodzeniem odnajduje dom dla siebie, choć w tym domu – fizycznie nie zostaje, przywdziewa emocje ludzkie i wyrusza dalej o-słowić magię zakątka innego.&lt;br /&gt;Mieszkania poezji, a w zasadzie – mieszkanie, bo o jednym, konkretnym składam owe słowa. Usytuowanym na Starym Lubelskim Mieście przy ul. Złotej. Mieszkaniu z oknem otwartym na oścież.&lt;br /&gt;A w mieszkaniu… w kuchni dokładniej – nastrajający romantycznie, melancholijnie, ostro angażujący zmysły mrok, stare lustro potęgujące blask świec, które przywarły woskiem do mebli soczyście dębowych, skrzypiących z lekka przy skromnych oddechach. &lt;br /&gt;Poezja z okna Eweliny Jurasz – poezja, wymykająca się jakiejkolwiek formie uwiązania, zamknięcia. Poezja, która koncentruje wokół siebie nie tylko do drzwi stukających – zasłuchanych, lecz również tych, co głos recytujących kobiet zasłyszeli spacerując ulicą Złotą.&lt;br /&gt;„Kochani!” – słowami Różewicza krzyczy gospodyni wieczoru – „nie patrzcie wilkiem na człowieka! ..poczekajcie!” Jakież zdziwienie wokół wywołał fakt odzewu Pana stojącego przed kamienicą.. „może jeszcze jeden wiersz?” – rzecze…&lt;br /&gt;Otóż nie wierszem, a wspólnie wykonaną piosenką skończył się ów wieczór. Po wydarzeniu zastało już tylko otwarte okno, które nieoczekiwanie pozwoliło wymknąć się wierszom.&lt;br /&gt;Dobrze jest gdy słowo odnajduje swego słuchacza, zamieszkując niejako… to w duszy, to w myśli, to w sercu.&lt;br /&gt;js&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-I1eN9EF5FUU/TedR6ecK3XI/AAAAAAAAAqA/FWT0rrgMC6E/s1600/IMG_1117.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-I1eN9EF5FUU/TedR6ecK3XI/AAAAAAAAAqA/FWT0rrgMC6E/s400/IMG_1117.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5613545525586091378" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Fot. J. Sołtys&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;IV Lubelskie Spotkania Literackie Miasto Poezji, 23-29 maja 2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(tekst  pochodzi z gazety „Piąta Ściana” wydawanej podczas festiwalu)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-1548912058349047766?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/1548912058349047766/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/sowo-w-romansie-z-miastem-poezja-na.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1548912058349047766'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/1548912058349047766'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/sowo-w-romansie-z-miastem-poezja-na.html' title='Słowo w romansie z miastem - poezja na Złotej'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-oeJLh2QF1As/TedRTbKZc1I/AAAAAAAAAp4/-55_yvC6WHo/s72-c/IMG_1115.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-4120727172457699042</id><published>2011-05-28T22:23:00.007+02:00</published><updated>2011-06-02T22:51:51.748+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIASTO POEZJI'/><title type='text'>Trolejbus wypełniony poezją</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-GPR_4ZJ4Knc/Tef3xDkgJRI/AAAAAAAAAqY/tpIJNCUf_bk/s1600/247168_205062379535879_100000963554338_511623_6038332_n.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-GPR_4ZJ4Knc/Tef3xDkgJRI/AAAAAAAAAqY/tpIJNCUf_bk/s400/247168_205062379535879_100000963554338_511623_6038332_n.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5613727882684671250" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Fot. Justyna Baran&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Logiem „Miasta Poezji” jest trolejbus wyposażony w skrzydła. Nie bez powodu! Podczas festiwalu niektóre trolejbusy na lubelskich ulicach uskrzydlają się poezją dzięki dzieciakom czytającym w nich wiersze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Na skrzydlaty trolejbus natkniemy się także w komiksie na bramie Ogrodu Saskiego, którego tematem jest „Miasto Poezji”. Autorem jest Jakub Kijuc, znany jako autor komiksu „Konstrukt” (był także jednym z tegorocznych nominowanych do nagrody Żurawie). Tuż obok jest przystanek linii 158, czyli trolejbusu, który między godziną 15 a 17 rozbrzmiewa poezją.&lt;br /&gt;Jeśli chcemy sprawdzić, jak wygląda jazda takim środkiem komunikacji, wystarczy wsiąść do oznakowanego z zewnątrz logiem festiwalu trolejbusu. W środku znajdziemy kilkoro dzieci z Osiedlowego Domu Kultury „Źródło”, które czytają wiersze. Jak reagują pasażerowie? Trolejbusem jadą osoby doskonale znające festiwal, większość jednak wsiadając nie jest świadoma przeprowadzanej właśnie akcji. Są tacy, którzy nie zwracają żadnej uwagi na otaczającą ich poezję, pochłonięci są rozmową z towarzyszem podróży albo nie chcą ujawniać swoich emocji i udają obojętność. Większości jednak bardzo się to podoba. „Gratuluję, świetny pomysł” „Dobre urozmaicenie zwykłej przejażdżki trolejbusem”, „Taka podróż jest dużo milsza niż zwykle” – to głosy niektórych pasażerów.&lt;br /&gt;Zdarzało się też, że występy dzieciaków nagradzane były spontanicznymi brawami. Idea podoba się również kierowcy trolejbusu, który już w ubiegłych latach miał okazję taki trolejbus prowadzić. Przyznaje, że na co dzień raczej nie czyta poezji, ale lubi słuchać tego, co czytają dzieci. „Może dzięki temu młodzi zaczną czytać książki?” – pyta. &lt;br /&gt;Ciekawie o tej niezwykłej podróży trolejbusem mówi Adrian Krać, opiekun dzieciaków, którego możemy spotkać także przy Stole Poezji, albo usłyszeć w Szafie podczas festiwalu: „Jazda kojarzy mi się z łodzią, bo trolejbusy strasznie bujają. Niczym okręt przemierzający miasto zbieramy żeglarzy z różnych dzielnic Lublina i razem, na tym okręcie poetyckim podróżujemy poprzez kręte ulice i przemierzamy dziurawe drogi. Mam nadzieję, że podróż dobrze się skończy”. &lt;br /&gt;Niestety, w trolejbusie jest dość głośno, zwłaszcza, że poezja czytana jest w godzinach szczytu, a ruch na ulicach całkiem spory. Co prawda, dzieciaki czytają wiersze do mikrofonu, lecz mimo to ich głosy zanikają chwilami w gwarze i szumie ulicy, co może utrudniać pasażerom odbiór. Na szczęście widać, jak wiele osób wyciąga szyję, nasłuchując i nie chcąc uronić ani jednego słowa poety. &lt;br /&gt;Najbardziej niezwykłe jest jednak patrzenie na twarze ludzi, na których, pod wpływem usłyszanych słów, nagle pojawia się uśmiech. Wiele osób jest po prostu wzruszonych. Karolina, jedna z dziewczynek uczestniczących w akcji, trafnie zauważa: „podoba mi się, że ludzie poprzez poezję mogą wrócić do swoich młodszych lat”. Przecież w każdym z nas siedzi dziecko… &lt;br /&gt;Repertuar nie jest zbyt wymagający, bowiem ulubionymi autorami dziewczynek są Jan Brzechwa i Julian Tuwim, dlatego czytają właśnie ich utwory. Nie zabrakło więc „Kaczki Dziwaczki”, czy „Zosi Samosi”, czyli po prostu klasyki polskiej poezji dziecięcej. Mimo upływu lat, ich uniwersalna twórczość nadal cieszy się popularnością, choć jedna z pasażerek stwierdziła, że wolałaby posłuchać wierszy bardziej współczesnych poetów, a innej marzy się, by w trolejbusie towarzyszyły jej utwory Agnieszki Osieckiej. Kto wie? Może kiedyś te marzenia się spełnią. &lt;br /&gt;Największą frajdę z całej akcji mają jednak dzieciaki ze „Źródła”. Pełne energii, niezmordowanie czytają bez żadnych oznak zmęczenia. Gdy trolejbus dojeżdża do końcowego przystanku nie chcą kończyć, ale ostatecznie godzą się na chwilę przerwy. Dzieciaki zapalone są do działania – Julia mówi: „czytanie ludziom jest bardzo ciekawe”, a jej koleżanka Kinga stwierdza: „Pomysł bardzo mi się podoba, bo możemy pokazać ludziom, że w zwykły dzień też mogą posłuchać poezji”. Poezja staje się w ten dostępna sposób dla każdego mieszkańca. &lt;br /&gt;Warto przejechać się trolejbusem linii 158 w piątek, bo następna szansa na to nastąpi dopiero za rok. Ehh… szkoda, że podróż trolejbusem po lubelskich ulicach nie wygląda tak wspaniale każdego dnia!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wioleta Rybak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;IV Lubelskie Spotkania Literackie Miasto Poezji, 23-29 maja 2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(tekst  pochodzi z gazety „Piąta Ściana” wydawanej podczas festiwalu)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-4120727172457699042?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/4120727172457699042/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/trolejbus-wypeniony-poezja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/4120727172457699042'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/4120727172457699042'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/trolejbus-wypeniony-poezja.html' title='Trolejbus wypełniony poezją'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-GPR_4ZJ4Knc/Tef3xDkgJRI/AAAAAAAAAqY/tpIJNCUf_bk/s72-c/247168_205062379535879_100000963554338_511623_6038332_n.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-5193751932283474835</id><published>2011-05-28T22:22:00.003+02:00</published><updated>2011-05-29T20:24:57.243+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIASTO POEZJI'/><title type='text'>Spacer śladami Edy Ostrowskiej i Tadeusza Karabowicza</title><content type='html'>Nie, nie pomyliłam się. Odbyliśmy taki spacer śladami dwójki zaprzyjaźnionych poetów szukających dogodnego miejsca, w którym mogłaby na moment zamieszkać ich poezja. Spotkanie, które miało odbyć się w jednej z sal Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, stało się bezdomne. Maszerowaliśmy  więc potulnie za Edą i Tadeuszem poszukując nowego mieszkania. Kiedy zwiedziliśmy niezliczoną ilość pięter i korytarzy w monumentalnym gmachu KULu, Eda wpadła na pomysł, by czytać wiersze na przepięknie ukwieconym dziedzińcu uczelni. &lt;br /&gt;Pomaszerowaliśmy więc na dziedziniec, a że dzień chylił się ku końcowi, stawało się coraz chłodniej, a ławki, jakby na złość poumawiały się na buntownicze napisy „Świeżo malowane”. Odbyliśmy więc powrotny marsz do gmachu. Proszę mi wierzyć: rekonstruowanie pokonanej przez nas, licznie zgromadzonych w liczbie siedmiu sztuk miłośników poezji trasy, spokojnie wypełniłoby ten skromny artykulik. &lt;br /&gt;Spacer z poetami był naprawdę ciekawym doświadczeniem, mogliśmy zaobserwować ich normalne, życiowe reakcje i zachowania w trudniejszym momencie nie skrywane pod maską wierszy. &lt;br /&gt;Spotkanie zrekompensowało w pełni kłopoty organizacyjne. Śpiewająca jedno ze swoich melodyjnych misteriów Eda Ostrowska i czytający wiersze równie melodyjnie, bo w języku ukraińskim Tadeusz Karabowicz, szybko złagodzili sytuację. Publiczności pozostało wsłuchiwać się w wiersze i odpoczywać po długim spacerze. Utwory stanowiły wspaniały dwugłos – sakralność poezji Karabowicza przeplatała się z dopracowanymi utworami-konceptami Ostrowskiej. Te ostatnie zaskakują różnorodnością, bowiem twórczość poetki gatunkowo rozpościera się bardzo szeroko – od piosenki ludowej, przez wspomniane już misteria i wiersze o barokowej ornamentyce, aż do śmiesznych cztero-, pięciowiersowych wierszyków, które zamieszcza w smsach i mailach do Karabowicza. Poetka zdradziła też, że wierszyki te zostaną opublikowane w tomie dedykowanym „Tadejowi” – bo tak nazywa kolegę z dawnych lat szkolnych. &lt;br /&gt;Wielką zasługą Edy jest przywrócenie dzięki temu spotkaniu do życia literackiego przyjaciela, który przestał w nim istnieć kilka lat temu. A szkoda. Po takim spotkaniu odzywa się w głowie  myśl – „Ależ to jest przyjaźń!” Wpatrzone w Edę oczy Karabowicza i słowa uznania dla jej twórczości dowodzą prawdziwości relacji pomiędzy przyjaciółmi, którzy debiutowali w tym samym czasie. Warto dodać, że od tamtej pory upłynęło: 14 tomów Edy i 8 tomów Tadeusza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katarzyna Krzywicka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. A może za rok warto naprawdę zorganizować spacer po Lublinie śladami tych poetów?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;IV Lubelskie Spotkania Literackie Miasto Poezji, 23-29 maja 2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(tekst  pochodzi z gazety „Piąta Ściana” wydawanej podczas festiwalu)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-5193751932283474835?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/5193751932283474835/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/spacer-sladami-edy-ostrowskiej-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5193751932283474835'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/5193751932283474835'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/spacer-sladami-edy-ostrowskiej-i.html' title='Spacer śladami Edy Ostrowskiej i Tadeusza Karabowicza'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-2504621514814991221</id><published>2011-05-28T22:20:00.003+02:00</published><updated>2011-05-29T20:25:02.636+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIASTO POEZJI'/><title type='text'>Nie tylko dla wnuków, nie tylko dla dzieci</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Cenię sobie te momenty, gdy spotykając się z poezją mam możliwość posłuchać nie tylko tego co pisane, lecz dodatkowo wciąż żywych wspomnień. Tak było w przypadku teatru poezji w Młodzieżowym Domu Kultury na Grodzkiej. Wiersze pani Anieli Kamienieckiej (nazywanej w tytule „Babcią Anielą”) przedstawili młodzi recytatorzy przygotowani przez Joannę Wawiórkę-Kamieniecką. &lt;br /&gt;Premiera wie&lt;/span&gt;rszy „Babci” odbyła się dzień wcześniej, w jednej z restauracji na Starym Mieście, zaś ich dzisiejsza, druga odsłona, miała miejsce na patio będącym na czas festiwalu przystanią teatralno-poetycką.&lt;br /&gt;Krótko mówiąc – wieczór nieskomplikowany, ze znaczną dozą humoru i pozytywnej energii. Oprócz sprawności recytatorskiej sprawiły to przede wszystkim teksty pani Anieli. Rymowane, dowcipne, z wnikliwością, ale i niebywałym dystansem opisujące otaczającą rzeczywistość, znalazły liczne grono fanów, niepowstrzymujących się od uśmiechów i komentarzy.&lt;br /&gt;Tematycznie wiersze oscylowały wokół spraw damsko – męskich. Chyba najbardziej w pamięci utkwił mi jeden wers, wyraźnie obrazujący klimat wieczoru: „bo największą mą bolączką jest paluszek… ten z obrączką”. Teksty przypominają poezję Jerzego Jurandota czy Mariana Hemara. Łączy je po pierwsze podobna tematyka, po drugie charakterystyczny sposób opisywania codzienności – z nutą ironii, sarkazmu, żartu.&lt;br /&gt;Wydawać się może, że prezentowana w utworach kobieta jest aż nadto stereotypowa: gadatliwa, złośliwa, nadopiekuńcza. Pewnie tkwi w tym ziarno prawdy i bezsprzecznie popieram fakt, że od wieków jesteśmy niezmienne. &lt;br /&gt;Jak wspomniałam, jest to poezja łatwa w odbiorze i interpretacji, i pewnie właśnie dlatego padła propozycja, by zaangażować kogoś z widzów do przeczytania ostatniego utworu. Po krótkich namowach znalazł się chętny, nagrodzony później za odwagę gromkimi brawami.&lt;br /&gt;Tu znów następuje czas na moje osobiste refleksje. W drugim numerze “5ściany” pisałam o tym, by pracować nad warsztatem recytatorskim, by nieustannie szukać prawdy przekazu tekstu literackiego. Po dzisiejszym dniu dodam, że bywają i takie momenty, gdy oczekujemy najprościej mówiąc pozytywnych słów. I to wszystko. Wówczas nie oceniamy samych recytatorów, lecz klimat występu. Dzisiaj tę aurę na patio na Grodzkiej oceniam na piątkę z plusem. Chyba nie tylko mi po kolejnym pełnym zdarzeń festiwalowym dniu przydała się chwila odpoczynku.&lt;br /&gt;Poetyckie popołudnie w MDK kontynuowane było przez aktorów Teatru Panopticum, prowadzonych przez Mieczysława Wojtasa. Grupa przygotowała szalenie interesującą interpretację bajki „Kot w butach”, w całości „wyśpiewanej”. Dzisiejszy, piętnastominutowy musical był niewielkim skrótem tego, co pod okiem reżysera przygotowują młodzi, warsztatowo świetni artyści. &lt;br /&gt;Pozostaje mi tylko dodać, że i w tym przypadku przedstawienie przyjęli z entuzjazmem wszyscy, bez względu na wiek. &lt;br /&gt;Trudno określić czy mój pozytywny nastrój wpłynął na wielość pochwał zawartą w tej relacji, czy to dom kultury swoją atmosferą i obecnością ludzi zaangażowanych w wykonywaną pracę poprawia mi samopoczucie. Nie szukam odpowiedzi, zdecydowanie jednak polecam to miejsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ewelina Jurasz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;IV Lubelskie Spotkania Literackie Miasto Poezji, 23-29 maja 2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(tekst  pochodzi z gazety „Piąta Ściana” wydawanej podczas festiwalu)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-2504621514814991221?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/2504621514814991221/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/nie-tylko-dla-wnukow-nie-tylko-dla.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/2504621514814991221'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/2504621514814991221'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/nie-tylko-dla-wnukow-nie-tylko-dla.html' title='Nie tylko dla wnuków, nie tylko dla dzieci'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-9018781937604183745</id><published>2011-05-28T22:19:00.007+02:00</published><updated>2011-06-03T22:45:03.952+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIASTO POEZJI'/><title type='text'>Piksele (w) Między Słowami - wernisaż prac Agaty Dębickiej</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-HB_jmIySRdw/TeKBMvWs7eI/AAAAAAAAApI/68vLXyNJdOE/s1600/P1010259.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-HB_jmIySRdw/TeKBMvWs7eI/AAAAAAAAApI/68vLXyNJdOE/s400/P1010259.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5612190141527158242" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jednym z wydarzeń „Miasta Poezji”, związanym z blokiem Poezja 2.0 jest wystawa prac Agaty Dębickiej „Piksele”. Niezwykłe połączenia grafiki i krótkich tekstów zawisły w kawiarnio-księgarni Między Słowami, a wernisaż prac był okazją do spotkania z ich autorką.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Agata Dębicka swoje dokonania prezentuje w przestrzeni internetowej na blogu (www.agde.blox.pl). Każda z prac nazywanych pikselami składa się z krótkiego tekstu, opartego zazwyczaj na grze słów i wieloznaczności wyrazów oraz obrazka przedstawiającego postaci wypowiadające ten tekst. Nie są to tradycyjne grafiki, ale jak wskazuje tytuł, powstałe przy użyciu komputera. Dzięki spotkaniu, prowadzonemu przez Agnieszkę Jarmuł, dowiedzieliśmy się wiele na temat autorki oraz sposobu powstawania jej prac. Każdy, kto przyszedł na spotkanie, również mógł zadać artystce pytanie, zapisując je na karteczce i wrzucając do tęczowego kapelusza.&lt;br /&gt;Jak powstaje Piksel? Najpierw zawsze jest tekst, inspiracja zazwyczaj pochodzi z życia, rozmów prowadzonych z ludźmi. Agacie zdarza się podczas spotkania wyciągnąć nagle notes, zapisać coś i obwieścić, że zostanie to przez nią użyte. Jej znajomi zazwyczaj to akceptują i zgadzają się na to, że ich słowa mogą zostać wykorzystane. Świetnym materiałem są również przejęzyczenia i błędy zaczerpnięte np. z rozmowy prowadzonej na internetowym komunikatorze. Potem pojawia się mały ołówkowy szkic, przebierający później cyfrową postać. Pierwszy piksel Agaty stworzony został po sobotnim wieczorze, spędzonym dość niestandardowo, bo nie w gronie znajomych, a w domu. Powstał wtedy tekst „Ale fajnie, że nie musiałam iść do knajpy, tylko grałam w kalambury”, do tekstu doszło przerobione zdjęcie i całość trafiła na bloga Agaty. I tak się wszystko zaczęło. &lt;br /&gt;Piksele są formą wyrażenia siebie, istotnych spraw, które mogą dotyczyć każdego człowieka. Inspiracja może pochodzić z każdego miejsca i nie wiadomo kiedy nadejdzie. Czasem wystarczy sekunda, a czasem proces tworzenia trwa o wiele, wiele dłużej. Artystka wyznała, że dużo trudniej robi się jej prace na konkretne zlecenie w celach komercyjnych niż piksele artystyczne.&lt;br /&gt;Agata woli tworzyć przy pomocy komputera, niż tradycyjnych technik, ponieważ brakuje jej możliwości użycia magicznych przycisków CTR + Z, gdy coś jej nie wyjdzie. Poza tym, nie chce wydawać zbędnych pieniędzy na farby. Dużo lepiej odnajduje się w środowisku cyfrowym, dlatego działa właśnie na tym polu. Inspiracją do tworzenia są dla niej prace Agaty Endo Nowickiej, również prezentującej swoje grafiki na internetowym blogu.&lt;br /&gt;Agata jest niezwykle sympatyczną osobą, która świetnie potrafi o sobie opowiadać. Wyznała publiczności, że w dzieciństwie marzyła o zostaniu weterynarzem, a studia – wzornictwo przemysłowe, wybrała dlatego, że miały proste egzaminy. Takich interesujących anegdot przytoczonych na spotkaniu było jeszcze więcej!&lt;br /&gt;Prace Agaty podczas festiwalu można obejrzeć w Między Słowami na ulicy Rybnej, lub zajrzeć na jej blog w sieci. Można także mieć piksela na własność – w Internecie jest możliwość zakupu np. torby z grafiką albo piksela jako obrazu do powieszenia na ścianie. Każdy może też mieć zdjęcie z pikselowym tekstem, wystarczy przyjść do Punktu Info na Placu Łokietka albo znaleźć Stół Poezji podczas „Miasta Poezji”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wioleta Rybak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-vEJxA_fnlgY/Tef8w-iHglI/AAAAAAAAArI/QxVyhBDa2Is/s1600/piksele_w_miescie_poezji_kopia.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-vEJxA_fnlgY/Tef8w-iHglI/AAAAAAAAArI/QxVyhBDa2Is/s400/piksele_w_miescie_poezji_kopia.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5613733378890629714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;IV Lubelskie Spotkania Literackie Miasto Poezji, 23-29 maja 2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(tekst  pochodzi z gazety „Piąta Ściana” wydawanej podczas festiwalu)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-9018781937604183745?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/9018781937604183745/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/piksele-w-miedzy-sowami-wernisaz-prac.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/9018781937604183745'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/9018781937604183745'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/piksele-w-miedzy-sowami-wernisaz-prac.html' title='Piksele (w) Między Słowami - wernisaż prac Agaty Dębickiej'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-HB_jmIySRdw/TeKBMvWs7eI/AAAAAAAAApI/68vLXyNJdOE/s72-c/P1010259.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-4555360815304197839</id><published>2011-05-28T22:17:00.002+02:00</published><updated>2011-05-29T20:27:26.781+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIASTO POEZJI'/><title type='text'>Poezja (dla) nocnych marków</title><content type='html'>Organizatorzy festiwalu dbają o to, żebyśmy przez tydzień jego trwania nie mogli ujść cało poezji. Tym razem posłużyli się medium niezwykle egalitarnym, jakim jest radio. We współpracy ze Studnią Akademicką powstała pięciogodzinna audycja „Noc Poezji”. Reguły tego wydarzenia są proste: jeśli ktoś ma ochotę podzielić się ze słuchaczami Radia Lublin swoją twórczością, tej nocy drzwi rozgłośni stoją dla niego otworem. Każdy, kto pojawi się w studiu ma szansę na swoje przysłowiowe pięć minut na antenie. &lt;br /&gt;W praktyce wygląda to jednak tak, że tłumy poetów nie walą drzwiami i oknami budynku przy ul. Obrońców Pokoju 2 i czasu na prezentację wierszy oraz rozmowę z prowadzącym Józkiem Szopińskim jest więcej.  Wydaje mi się, że propozycja ta szczególnie powinna ucieszyć osoby, które mają problem z publicznymi występami, stąd nie dla nich debiut podczas slamu czy konkursu jednego wiersza. Tutaj może zdecydować, w jakim stopniu pozostanie anonimowy.&lt;br /&gt;„Noc poezji” już po raz trzeci towarzyszy festiwalowi. Tegoroczne radiowe spotkanie z poezją otworzyły utwory jednego z organizatorów „Miasta Poezji” – Adama Marczuka, toteż poprzeczka dla kolejnych autorów została ustawiona wysoko (subiektywny sąd autorki tekstu :P). W rozmowie z Szopińskim przyznał on, że z frekwencją podczas festiwalowych wydarzeń bywa różnie – jedne są oblegane do granic możliwości pomieszczenia, w którym się odbywają, inne mają zaledwie kilkuosobową publiczność. Muszę od razu dodać, że nie zawsze „małoobsadowe” spotkanie równa się nieudanemu – efektem bywa jego kameralny, a przez to swobodniejszy charakter. Niemniej jednak liczba uczestników nie zawsze jest proporcjonalna do rangi wydarzenia. &lt;br /&gt;W kolejnych odsłonach na antenie poeci korzystali ze stworzonej przez Radio Lublin okazji do podzielenia się ze słuchaczami wycinkiem swojej poezji – można było usłyszeć poetów dobrze już w Lublinie znanych, jak i osoby, które dopiero zaczynają przygodę z szerokim kręgiem odbiorców. Było to grono głównie męskie, toteż odnotuję personalnie tylko pojawienie się Eweliny Jurasz, która posiliła prowadzącego domowym ciastem. Aby jednak regułom audycji stało się zadość, również i ona recytowała swój wiersz (stworzony chwilę wcześniej) oraz dzieliła się poetyckimi wspomnieniami  z Lublina. W celu czytania tekstów Herberta i Miłosza pojawił się Przemysław Szymański, ale tym razem prezentacja cudzej twórczości była niedozwolona, ograniczył się więc do zareklamowania Szafy Poezji, która w piątek stanie przed głównym wejściem do Parku Saskiego. Szafa powstała przy jednej z poprzednich edycji festiwalu i od tej pory zaczęła żyć własnym życiem, towarzysząc innym wydarzeniom kulturalnym. &lt;br /&gt;Uczestnicy audycji cały czas wyrażali wątpliwość, czy o tak nietypowej porze mają odbiorców. Telefony słuchaczy – również chętnych czytać swoje teksty, są świadectwem tego, że przy odbiornikach radiowych dotrzymywało realizatorom i poetom towarzystwa co najmniej kilka osób.&lt;br /&gt;Lojalnie przyznaję, że moja relacja dotyczy tylko trzech godzin – jak sprawy potoczyły się dalej, pytać trzeba wytrwalszych miłośników poezji. &lt;br /&gt;Ta audycja emitowana jest tylko raz w roku. Może w przypadku tak zacnej inicjatywy warto byłoby pomyśleć o zwiększeniu częstotliwości?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kaśka Piwońska&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;IV Lubelskie Spotkania Literackie Miasto Poezji, 23-29 maja 2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(tekst  pochodzi z gazety „Piąta Ściana” wydawanej podczas festiwalu)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-4555360815304197839?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/4555360815304197839/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/poezja-dla-nocnych-markow.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/4555360815304197839'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/4555360815304197839'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/poezja-dla-nocnych-markow.html' title='Poezja (dla) nocnych marków'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-162613638949742580</id><published>2011-05-28T22:16:00.002+02:00</published><updated>2011-05-29T20:26:17.835+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIASTO POEZJI'/><title type='text'>Śladami Hartwigów - poetycki spacer po Lublinie</title><content type='html'>Nie jest tajemnicą, że z Lublina pochodzi wielu utalentowanych artystów. To właśnie z tego miasta wywodzi się sławna rodzina Hartwigów, do której należeli poetka Julia oraz fotograf Edward Hartwig. W ramach „Miasta Poezji” pojawiła się okazja spaceru szlakiem miejsc związanych z ich życiem.&lt;br /&gt;Przewodnikiem była Joanna Zętar, związana z Ośrodkiem „Brama Grodzka Teatr NN”. Dodam, że przewodnikiem bardzo dobrze przygotowanym do swojej roli. Podczas spaceru mogliśmy poznać nie tylko interesujące fakty z życia rodzeństwa, ale także obejrzeć zdjęcia Edwarda przedstawiające Lublin oraz posłuchać wierszy Julii.&lt;br /&gt;W 2006 roku Julia Hartwig odbyła spacer po Lublinie dokładnie taką sama trasą, jaką przeszli uczestnicy festiwalu. Niewielka grupa, składająca się głównie z uczniów Gimnazjum nr 19, która przyszła razem ze swoją nauczycielką, wyruszyła spod Bramy Grodzkiej. Następnym przystankiem był Rynek Starego Miasta, jako ważne miejsce, gdzie rodzeństwo często bywało. Później zatrzymaliśmy się przy Placu Wolności, by zwrócić uwagę na mural z wierszem Krynickiego, powstały kilka lat temu podczas „Miasta Poezji”. Kolejnym punktem był budynek dzisiejszego Wydziału Pedagogiki UMCS - w dawnych czasach siedziby Gimnazjum im. Unii Lubelskiej, a więc szkoły, do której uczęszczała poetka, zanim opuściła Lublin i wyjechała na studia do Warszawy. Dziś możemy znaleźć tu tablicę, upamiętniającą jej wybitne uczennice, między innymi Julię Hartwig czy Annę Kamieńską, także poetkę. Kolejnym punktem spaceru była ulica Peowiaków - znajdował się tam pierwszy zakład fotograficzny Hartwigów. Niestety możemy sobie tylko wyobrazić, gdzie stał i jak dokładnie wyglądał, ponieważ do dziś nie zachował się jego żaden ślad. Pozostał nam tylko szkic przedstawiający wygląd baraku. &lt;br /&gt;Następnie skierowaliśmy się ku Krakowskiemu Przedmieściu, gdzie na skrzyżowaniu z Kapucyńską Hartwig w latach późniejszych umiejscowił swój zakład. Dziś mamy tu… drogerię. Potem Joanna zawiodła nas na dziedziniec Hotelu Europa, lecz niestety dość szybko musieliśmy opuścić teren parkingu, ponieważ okazało się, że według ochrony nasza mała wycieczka przeszkadza w trwającej konferencji. Przenieśliśmy się więc do wąskiego zaułka, z którego wiodło wejście do drzwi kamienicy, gdzie Hartwigowie mieszkali. Tu spotkaliśmy starszą panią, która wykrzykiwała hasła dotyczące Żydów. Mimo to udało się nam przeczytać kilka utworów. Dalej trasa zawiodła nas do skrzyżowania Kowalskiej i Lubartowskiej, gdzie w czasie wojny przebiegała granica getta. Miejsce o znaczeniu bardzo symbolicznym. Ostatnim punktem wycieczki był zaułek Hartwigów, nazwany tak na cześć tej zacnej rodziny kilka lat temu. Miejsce niezwykle malownicze, tym razem stało się przestrzenią dla Sztafety Poetów, która była kolejnym punktem festiwalowego programu.&lt;br /&gt;Dlaczego warto było udać się na spacer śladami Hartwigów? Bo dzięki temu możemy inaczej spojrzeć na pewne miejsca mieście, poznać ich fascynującą historię. Interesująca tym bardziej, że miejsca te nie są specjalnie oznaczone i często pomijane w szlakach turystycznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wioleta Rybak&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;IV Lubelskie Spotkania Literackie Miasto Poezji, 23-29 maja 2011, Lublin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(tekst  pochodzi z gazety „Piąta Ściana” wydawanej podczas festiwalu)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1835040969845442184-162613638949742580?l=teatrologia-umcs.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/feeds/162613638949742580/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/sladami-hartwigow-poetycki-spacer-po.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/162613638949742580'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1835040969845442184/posts/default/162613638949742580'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://teatrologia-umcs.blogspot.com/2011/05/sladami-hartwigow-poetycki-spacer-po.html' title='Śladami Hartwigów - poetycki spacer po Lublinie'/><author><name>teatrologia umcs</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11254542096921224847</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1835040969845442184.post-6542401249237143784</id><published>2011-05-28T22:15:00.002+02:00</published><updated>2011-05-29T20:26:08.148+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIE TYLKO O TEATRZE'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MIASTO POEZJI'/><title type='text'>Szalonego nic nie ruszy*</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Mieszkanie Poezji, spotkanie z Jackiem Bieleńskim – taki tytuł miało wydarzenie, które tak naprawdę okazało się zakamuflowanym koncertem. Znając jego twórczość, można się było spodziewać takiego obrotu sprawy, toteż nie dziwią goście licznie przybyli do klubu Opium.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;I nie zawiedli się, gdyż Bieleński rzeczywiście nie zamierzał spotkać się by rozmawiać o poezji, ale po to, by prezentować swoje teksty przy dźwiękach muzyki. Do udziału w koncercie artysta zaprosił znanych w Lublinie z zespołu Miąższ Karola Gadzało (kontrabas) i Sebastiana Pikulę (gitara, melodyka).&lt;br /&gt;Utwory Bieleńskiego można by opisać jako poezję barową. Wiersze traktują o alkoholu, kobietach, związkach z nimi (przeważnie nieszczęśliwych), i stanowią przykład męskiej, gorzkiej liryki. Dużo w nich słów wulgarnych, mocnych, dlatego jeśli ktoś zjawił się na spotkaniu zupełnie przypadkowo, mógł być skonfundowany – wszak od spotkania poetyckiego wielu oczekuje zgoła innych wrażeń.&lt;br /&gt;By oddać ducha tej twórczości posłużę się cytatem z jednego utworu: „Kiedy patrzę się na Ciebie czuję się jak w marcu niedorżnięty kot” – to jeden z łagodniejszych fragmentów, odnoszących się do sfery seksualnej. Ciężko z niego jednak wywnioskować, czy twórca usiłuje w ten sposób prawić komplementy, czy też może skarży się na niespełnienie seksualne, którego przyczyną jest adresatka wypowiedzi.&lt;br /&gt;Tematyka wierszy i używana w nich leksyka nie są jednak w stanie szokować – ulica jest przepełniona takimi zwrotami i żadnemu z odbiorców nie obce są już wulgaryzmy. Zaskoczenie mogło być spowodowane jedynie faktem, że na festiwalu, którego misją jest krzewienie poezji, pojawiają się wydarzenia tego typu. Niesłuszne to zresztą zarzuty, gdyż, jak w utworze „Ogólniki” pisał Norwid, ważne by „Odpowiednie dać rzeczy – słowo”.&lt;br /&gt;Zupełnie nie dziwi jednak w tym kontekście fakt, że Bieleński w 2003, po jednym z koncertów w Łodzi otrzymał zakaz występów publicznych na imprezach plenerowych w tym mieście, po innym zaś, który miał miejsce w trakcie Festiwalu Dialogu Czterech Kultur ponownie wydano dla jego zespołu Plastic Bag trzyletni zakaz występów właśnie ze względu na teksty piosenek.&lt;br /&gt;Trzeba przyznać, że teksty te, choć czasem niesmaczne, są jednak nie pozbawione dużej spra
