Ruch w cetrum uwagi - "STAND BY”

Nataszy Ziółkowskiej-Kurczuk wystarczyły trzy dni zdjęciowe, żeby pokazać widzom pracę nad nowym spektaklem Lubelskiego Teatru Tańca.
Film rozgrywa się na dwóch płaszczyznach, pierwsza to przygotowania do nowego spektaklu pod czujnym okiem choreografki Karen Foss oraz druga – ukazuje efekt artystycznych działań i pokazuje fragmenty spektaklu „gracerunners”. Tancerze byli sfotografowani na terenie dawnego kompleksu klasztornego, a obecnie remontowanego Centrum Kultury. To tło nadawało wyjątkowego charakteru oraz wyrazistości.
Widzimy jak tancerze Lubelskiego Teatru Tańca: Beata Mysiak, Anna Żak, Ryszard Kalinowski oraz Wojciech Kaproń, podczas przygotowań zmagają się ze sobą i otoczeniem, żeby osiągnąć perfekcję ruchu. Widać, że Karen Foss jest wymagającą choreografką, która nie pozwala sobie i innym na artystyczne kompromisy. Widz ma szansę zajrzeć na salę taneczną i zobaczyć jak wiele pracy trzeba włożyć, aby końcowy efekt mógł zachwycić kogoś podczas spektaklu. Szkoda tylko, że realizatorzy filmu nie pomyśleli o osobach nieznających dobrze języka angielskiego (i tłumaczeniu anglojęzycznych fragmentów filmu), gdyż jest przynajmniej jedna scena, którą ważne jest, aby widz zrozumiał. Paradoksalnie dotyczy właśnie problemów z komunikacją, tego jak zespół tancerzy rozumie to, co ma do przekazania choreografka. Wbrew pozorom przekazywanie swojej wizji artystycznej w żadnym języku nie jest oczywiste.
W „Stand by” przeplatają się sceny dokumentujące pracę nad spektaklem oraz jej artystyczny efekt. Reżyserka pokazuje w bardzo plastyczny sposób ruch tancerzy. Duża w tym zasługa operatorów kamer, Jacka Grzelaka i Dariusza Piłata, którzy nie zanudzają widza powtarzalnością ujęć, wręcz przeciwnie, zatańczony fragment starają się pokazać z różnych perspektyw, w sposób niebanalny. Ogromną rolę odgrywa miejsce, czyli surowe, opuszczone wnętrza byłego klasztoru, które tworzą niecodzienny klimat. To bardzo atrakcyjne wizualnie dla widza otoczenie stawia tancerzom nowe wyzwania, muszą się oni zmierzyć z tą przestrzenią.
Na ekranie widzimy grupę tancerzy, dla których głównym elementem choreografii staje się bieg pełen zatrzymań. Operatorom udało sportretować tancerzy, pokazać ich emocje, dwa takie kadry przedstawiające Beatę Mysiak oraz Ryśka Kalinowskiego zapadły mi głęboko w pamięć. W filmie widzimy też sceny, które pokazują po prostu tancerzy i pustą scenę, tam zwyczajnie nie ma miejsca na nic więcej, na nic, co mogłoby odwrócić uwagę widza. W filmie wszystko jest zaprezentowane w harmonijny sposób, ruch pozostaje w centrum uwagi. Przedstawiony w choreografii bieg, nadaje wielu scenom dynamiki, pozwala odczuć tempo, które często jest przyspieszone. Reżyserka używa bardzo wielu środków plastycznych, zarówno w sferze obrazu, jak i dźwięku. Czy słusznie? Tego już nie jestem pewna.
Jestem natomiast przekonana, że mnóstwo osób z przyjemnością będzie wracało do tego filmu, ponieważ oglądając go po raz kolejny można dostrzec inne elementy, ciekawe szczegóły, ciągle przeżywając ten film na nowo.

Iwona Oroń

0 komentarze:

Prześlij komentarz