Muszę przyznać się, że nie zdarza mi się oglądać spektakli dla maluchów, dlatego spektakl Izabeli Śliwy trudno jest mi ocenić. Moje odczucia po zobaczeniu tego przedstawienia były mieszane, ale przeważyły rzeczy dobre. Przy czym zaznaczam, że na specyfice spektakli dla dzieci się po prostu nie znam – jeszcze. Z zaufanego źródła, czyli od znajomej pani teatrolog, dowiedziałam się jakich rzeczy nie powinno się robić podczas spektakli takich jak ten. Niestety okazało się, że wiele elementów w „Fiu, Fiu!” nie funkcjonuje jak należy, ale nie chcę ich tu wymieniać niczym litanii, wspomnę tylko o niektórych. Przede wszystkim spektakl okazał się bardzo krótki, trwał około 15 minut i skończył się w sposób dość gwałtowny, czyli zniknięciem zwierzątek za drzwiami sali. Poza tym jesienne liście, okazały się niewykorzystanym elementem scenografii i można się było bez nich z pewnością obejść, oszczędzając maluchom wdychania kurzu jaki się z nich potem unosił. Przerażającą postacią, która pojawiła się na zakończenie na scenie była papuga z głową kota. Zupełnie nie rozumiem, co to miało zilustrować dzieciom, a jestem mocno przekonana, że niejedno dziecko może się bardzo przestraszyć takiego stwora-potwora.
Po wejściu na salę oczekiwałam, że znajdę się trochę w „innym świecie”. Poniekąd tak się stało, dzięki niewielkiej przestrzeni sali wypełnionej scenografią. Początkowo wszyscy widzowie mieli znaleźć dla siebie miejsce i usiąść na dywanie. Aktorka-kotek zachęcała dzieci do interakcji. Najważniejszym momentem dla dzieciaków, według mnie, okazał się ten, kiedy z ogromnego jaja wykluło się pisklę, wzbudził on silne emocje i zainteresowanie wśród najmłodszych. Przyznaję, że pomysł z jajem bardzo mi się spodobał. Kolorowe stroje ptaków przyciągały uwagę najmłodszych widzów.
Uważam, że na największą pochwałę zasługuje osoba odpowiedzialna za muzykę podczas spektaklu, a właściwie to w jaki sposób radziła sobie z poniektórymi entuzjastycznie nastawionymi widzami. Liczyła się interakcja z maluchem, który mógł dotknąć, ale i wspólnie zagrać na instrumencie. Umiejętność zabawy z dziećmi, a nie ich kontrolowania podczas spektaklu, jest bardzo cenna.
To, co według mnie najpiękniejsze podczas takiego spektaklu, to reakcje najmłodszych widzów, a te bywają naprawdę różne – od płaczu, poprzez śmiech i spontaniczne oklaski, aż po silne zaangażowanie czy strach o bohaterów. Liczą się przede wszystkim odczucia najmłodszych widzów, a jak sądzę te były w większości pozytywne. Nie oznacza to, że nad podniesieniem wartości spektaklu nie należy popracować. Owszem, należy i to sporo.
Iwona Oroń
VII Studencki Ogólnopolski Festiwal Kontestacje - Lublin 24-27 listopada 2011
0 komentarze:
Prześlij komentarz