Gość ze wszech miar specjalny

IX Spotkania Teatralne Zwierciadła, 29.02.-02.03.2012 Lublin


Ostatnim wydarzeniem tegorocznej edycji Zwierciadeł, przed oficjalnym ogłoszeniem wyników, było spotkanie z gościem specjalnym, panem Januszem Opryńskim, dyrektorem Teatru Provisorium oraz ikoną lubelskiego teatru alternatywnego. Chociaż młodzież II LO w Lublinie często chodzi na spektakle Teatru Provisorium, to po raz pierwszy miała ona okazję spotkać się z Januszem Opryńskim na tak prywatnym poziomie i poznać tego niezwykłego człowieka nieco bliżej. Właśnie od zapoznania rozpoczęło się spotkanie - po krótkim wprowadzeniu wygłoszonym przez dyrektora szkoły, pana Ryszarda Kowala, Janusz Opryński począł opowiadać o swoich latach szkolnych i początkach przygody z teatrem. Jego mowa była przystosowana do potrzeb odbiorców, którzy zdawali się spijać każde słowo z ust wielkiego reżysera. Publiczność dopisała - na sali nie było ani jednego wolnego krzesła! Janusz Opryński mówił krótko lecz ciekawie - z charakterystyczną dla siebie swobodą i polotem. Zgromadzona na sali publiczność dowiedziała się między innymi o tym, jak ich gość po raz pierwszy zetkną się z teatrem alternatywnym w postaci przedstawienia „Apocalypsis cum figuris” w reżyserii Jerzego Grotowskiego i o tym jak na studiach rozpoczął współpracę z istniejącym już wówczas Teatrem Provisorium. Pan Opryński wyjaśnił specyfikę i fenomen teatrów studenckich czasów cenzury oraz wewnętrzną potrzebę zmiany świata i walki o wolność słowa ludzi, którzy je tworzyli. Następnie przeszedł do opowieści o własnych inspiracjach i marzeniach lat młodzieńczych, które spełniły się dzięki odwadze i determinacji człowieka z pasją. W końcu przyszedł czas na drugą część spotkania, podczas której publiczność otrzymała możliwość zadawania pytań gościowi. Już pierwsze pytanie przeniosło nas z krainy wspomnień do wydarzeń najnowszych, gdyż dotyczyło ostatniej sztuki teatru Provosorium zatytułowanej „Bracia Karamazow”. Pozostałe pytania również krążyły wokół tego tematu. Pan Opryński pokrótce przedstawił swój sposób pracy z tekstem („W arcydziele trzeba się przejrzeć”) oraz proces tworzenia spektaklu polegający na wielokrotnej lekturze materiału. Wyjaśnił także, że „Bracia Karamazow” Fiodora Dostojewskiego to swego rodzaju „kultowa” powieść jego pokolenia, a jednocześnie encyklopedia ludzkiej natury. Aby podołać tak wielkiemu wyzwaniu, jakim było zainscenizowanie tej powieści w teatrze, poprosił o pomoc wybitnych filozofów naszych czasów, między innymi Cezarego Wodzińskiego. Całe spotkanie miało charakter przyjacielskiej rozmowy, a może raczej ojcowskiej rady dla młodego pokolenia. Rady, aby młodzież nie bała się podejmować dialogu z otaczającym ich światem, aby potrafiła uwierzyć w realizację swoich marzeń, oraz aby szukała swojej drogi bez względu na oczekiwania innych ludzi. Takie słowa płynące z ust człowieka, który po dziś dzień żyje swym marzeniem, są tym bardziej cenne, gdyż osoba Janusza Opryńskiego jest żywym dowodem na to, że kultura i teatr mogą wystarczyć za cały świat.

Jarosław Olejniczak

Fot. Danuta Zgarda

Po drugiej stronie Zwierciadeł

IX Spotkania Teatralne Zwierciadła, 29.02.-02.03.2012 Lublin

Podczas Zwierciadeł 2012 mieliśmy okazję zobaczyć dwadzieścia trzy spektakle. I choć wybór tematyczny przedstawień był bogaty i naprawdę było w czym wybierać, to można zaobserwować pewne tendencje. Zwierciadła jako festiwal teatralny organizowany dla młodych, przez młodych i o młodych, poruszyły tematy bliskie właśnie młodzieży. I nie ma się czemu dziwić. To, co bliskie i namacalne dla młodego człowieka, wydaje się prawdziwe i możliwe do zrozumienia, oceny i komentarza. Zdecydowana większość spektakli oscylowała wokół tematów współczesnych, aktualnych. Nie jest też jednostkowym przypadkiem adaptowanie na scenie lektur szkolnych. Okazuje się, że Szekspir, Fredro, Schulz, czy Mrożek mogą inspirować równie mocno, co samo życie.
Myślę, że właśnie „życie”, które pokazano na scenie wymaga komentarza przede wszystkim. Łatwo zauważyć, że większość spektakli miało charakter gorzkiej refleksji nad doczesnością. Nad tym, co powinno być ważne, a co ważne jest w rzeczywistości. Powtarza się motyw jałowości egzystencji, wypalenia życiowego, zmęczenia obecnym stanem rzeczy i zwyczajnej nudy – a wszystko to w wyniku obserwacji świata przez osoby młode pracujące nad tegorocznymi spektaklami, zwykle jeszcze na początku swej życiowej ścieżki. Obserwując tę tendencję, można wysnuć wniosek, że żyjemy w czasach upadku wartości i nie umiemy się już cieszyć z rzeczy prostych. Czy umiemy cieszyć się w ogóle? Człowiek czuje się samotny, nawet jeśli stoi w tłumie… nawet, a może przede wszystkim wtedy. Odczuwa brak zrozumienia i prawdopodobnie gubi się w natłoku pozornych atrakcji, takich jak media, czy świat wirtualny. Gdzieś zaczyna brakować pomysłu na siebie, gdzieś następuje zwątpienie między tym czego się chce, a co się powinno. I tego miejsca dla innych ludzi mamy jakby coraz mniej, a i my sami nie do końca wiemy dokąd zmierzamy. Dominuje smutek i dekadencja. Przez chciwość umierają przyjaźnie, przez konwenanse umierają marzenia, a przez brak akceptacji umierają ludzie. I w tym tkwi problem, że jest to obserwacja, która nie rozmija się z prawdą. Nie trzeba daleko szukać obsesji, samobójstw, grabieży i morderstw. Nie można wymagać analizy jedynie tematów lekkich, łatwych i przyjemnych, no chyba że wrócimy do cenzury i będziemy udawać, że wszystko jest dobrze. Szkoda tylko, że mało dzieje się w kierunku zmian tego powszechnego zła i znieczulicy. Samo życie uczy, że uczciwość nie zawsze się opłaca, nic więc dziwnego, że wszelkie wypaczenia społeczne są coraz częstsze.
W tegorocznych Zwierciadłach nie zabrakło jednak tego, co bawi. Repertuar komediowy był co prawda w zdecydowanej mniejszości, ale jednak był i nie można o tym zapomnieć. Tam, gdzie pojawił się humor, nie było jednak prostactwa i kiepskiej śmieszności. Trzeba oddać artystom to, że jeśli bawili publiczność, to umiejętnie i inteligentnie, często pod przykrywką lekkiej i zabawnej formy, przemycając tematy bardzo poważne i refleksyjne. I niekoniecznie wszyscy „żyli długo i szczęśliwie” – właściwie taki scenariusz pojawiał się niezwykle rzadko.
Pasja, ambicja, zaangażowanie, ciężka praca – tego z pewnością nie zabrakło na tegorocznych Zwierciadłach. I już na pierwszy rzut oka widać, że młodzi artyści podejmują jedną z najlepszych inwestycji – inwestują w siebie.
Patrycja Małek

Pasja systematyczna.

IX Spotkania Teatralne Zwierciadła, 29.02.-02.03.2012 Lublin

Pod koniec drugiego dnia festiwalu „Zwierciadła”, odbyły się warsztaty dla tych, którzy chcą nauczyć się prowadzenia grup aktorskich. Innymi słowy warsztaty dotyczyły tego, jak zostać dobrym instruktorem teatralnym. Mało kto z obecnych na festiwalu wie o tym więcej niż pan Daniel Arbaczewski, aktor teatru H. CH. Andersena w Lublinie, który poprowadził właśnie te warsztaty. Najlepszym dowodem jego kompetencji może być fakt, że wraz z młodzieżą z III LO w Lublinie przygotował na tegoroczne Zwierciadła aż trzy spektakle! Jednak, kto miał przyjemność uczestniczyć w jego warsztatach nie potrzebuje dowodów na to, że pan Arbaczewski doskonale wie o czym mówi. Przez ponad dwie godziny, zebrane w jednej z sal klasowych, audytorium z zapartym tchem słuchało rad i opowieści o dotychczasowych doświadczeniach prowadzącego. Dowiedzieli się między innymi sporo o pragmatycznych zagrożeniach czyhających na instruktorów teatralnych. Takich jak choćby duża liczebność grup, czy miażdżąca przewaga przedstawicieli jednej z płci. Usłyszeć można było również o różnych sposobach pracy z aktorem oraz pracy z tekstem, a także o tym, że dobry instruktor teatralny musi znać się prawie na wszystkim, aby potrafił jasno przekazać swoje zamysły aktorom. A chociaż rysowany przez prowadzącego obraz pracy instruktora malował się w barwach ciężkiej, systematycznej pracy i wielu wyrzeczeń, to uczestnicy warsztatów zdawali się być oczarowani tą perspektywą. To świadczy nie tylko o ich pracowitości ale i o tym, że nic nie jest w stanie zgasić płonącej w młodej piersi potrzeby sprawdzenia się w teatrze. A zatem można powiedzieć, że młodzież została przez pana Arbaczewskiego ostrzeżona i uzbrojona w całe mnóstwo wiedzy teoretycznej. Teraz nie pozostaje nic jak tylko czekać na to, jakie efekty przyniesie zderzenie tej wiedzy z rzeczywistością.

Jarosław Olejniczak

Zrób to z Wąsowskim

IX Spotkania Teatralne Zwierciadła, 29.02.-02.03.2012 Lublin

Niestety wszystkie warsztaty podczas tegorocznych Zwierciadeł odbywały się w tym samym czasie. Nie sposób było podzielić się na czworo i uczestniczyć we wszystkich! Ważne, że wzięłam udział chociaż w jednych i najważniejsze, że nie żałuję ani trochę!
Warsztaty ruchu scenicznego poprowadził Marcin Wąsowski związany z kabaretem Świerszczychrząszcz ze Szczebrzeszyna. Ten młody, przystojny i pełny pasji mężczyzna przez długi czas zajmował się gimnastyką teatralną i swoje doświadczenie wcielił w program warsztatów. Wszystko zaczęło się od rozgrzewki. Aż z rozrzewnieniem zaczęłam wspominać mordercze lekcje w-f. Nikt jednak nie omdlał, ani też nie połamał kończyn, choć później jakby ktoś bardzo chciał – dałoby się znaleźć ku temu okazję. Warsztat ruchu oparty był na koegzystencji z przestrzenią i z innymi współużytkownikami sceny. Bardzo, ale to bardzo chciałam być anonimowa, ale tak się nie dało koegzystując! Patrzyłam na ponad dwadzieścia osób, a one patrzyły na mnie (może nie cały czas, ale jednak nie dało się udawać, że nie ma mnie albo nie ma ich) i jak tu porozumieć się bez słów? Proste – ruchem! (kłamię, wcale nie takie proste). Pomimo tego, że członkowie grupy przeważnie się nie znali, to bardzo szybko wywiązała się między nimi więź. Może nie nazwałabym jej mocną zażyłością, ale na pewno była to co najmniej nić sympatii.
Oprócz tych emocjonalnych wartości, przy odrobinie skupienia, można było dowiedzieć się wiele o technice ruchu. Próbowaliśmy się wyzbyć tego, co na scenie zbędne i ruch ograniczyć tylko do tego, co konieczne. Staraliśmy się wykorzystywać całą dostępną przestrzeń i panować nad własnym ciałem, a także intuicyjnie łączyć swój ruch z całą grupą.
Działanie jak jeden organizm jest szczytnym celem. Tak jak i umiejętność umotywowania sensowności własnych ruchów na scenie bez potrzeby mówienia o tym. Sukces tkwi w poznaniu własnego ciała, jako podstawowego materiału pracy aktora i to właśnie było celem warsztatu z Marcinem Wąsowskim. Oczywiście jak wszystko, ruch wymaga ciągłego udoskonalania i szlifowania. I choć droga do ideału długa i kręta, podczas warsztatu z pewnością wykonaliśmy pierwszy krok we właściwym kierunku.

Patrycja Małek

Fot. Danuta Zgarda

Warsztat krytyki teatralnej Justyny Czarnoty

IX Spotkania Teatralne Zwierciadła, 29.02.-02.03.2012 Lublin


Piątek, godz. 9.35, wbiegam do sali 503 lekko spóźniona. Wszyscy już siedzą przy stolikach. Szukam wzrokiem wolnego miejsca, podczas gdy Justyna Czarnota - jurorka tegorocznych "Zwierciadeł" - mówi jak będzie przebiegał prowadzony przez nią warsztat krytyki teatralnej.
W sali siedzi około 20 osób, które chcą "krytykować" obejrzane spektakle. Oczywiście w krytyce teatralnej, jak i dotyczącej innych dziedzin kultury nie chodzi o wypunktowanie wad i zalet tego, co zobaczyliśmy, ale jak podkreślała jurorka, o uzasadnianie naszego odbioru. Ważne jest odpowiedzenie sobie na pytanie - dlaczego? Czemu pewne elementy mają służyć i po co reżyser je zastosował?
Omówienie w kilkuosobowych grupach pięciu spektakli, miało być pewnym rodzajem burzy mózgów. Zresztą bardzo pomocnym sposobem, który pozwolił dostrzec różne punkty odbioru spektaklu. Każdy miał szansę wyrazić swoje zdanie na temat scenografii, gry aktorskiej, scenariusza itd. Najcenniejsza na tych warsztatach była możliwość ścierania się między sobą, mówienia o tym, co było świetnym elementem spektaklu, a nad czym można jeszcze popracować. Młodzi ludzie mieli szansę wymienić się swoimi spostrzeżeniami, które potem już dość łatwo jest przelać na papier.
Podczas warsztatów początkowo dość nieśmiało młodzież mówiła o swoich spostrzeżeniach, jednak z czasem dyskusja nabierała tempa. Szczególnie, gdy jedna z grup postanowiła zanalizować swój własny spektakl. Większość osób z tego grona, to byli aktorzy, którzy chcieli opowiedzieć o tym, co według nich im się nie udało. Odważna próba samokrytyki była chyba surowsza niż opinie widzów. Dało to jednak ciekawy punkt widzenia, czyli spojrzenie aktora na własną pracę.
Warsztat Justyny Czarnoty, nie miał na celu pisania recenzji, poprawiania ich itd., gdyż w trakcie tak krótkiego warsztatu (2 godz.) nie ma to większego sensu. Jednak według mnie było to bardzo cenne doświadczenie, dla uczestników była to inspiracja do dalszej pracy i impuls do myślenia o teatrze w trochę inny sposób.

Iwona Oroń



Fot. Danuta Zgarda

Warsztaty improwizacji

IX Spotkania Teatralne Zwierciadła, 29.02.-02.03.2012 Lublin


W ramach ostatniego dnia festiwalu odbyły się warsztaty improwizacji, w czasie których Przemysław Buksiński, założyciel grupy improwizacji teatralnej No Potatoes, dzielił się swoim doświadczeniem. Praca w tego typu teatrze wymaga wiele pracy nad sobą. Aktor musi być otwarty i skoncentrowany. Przedstawienie posiada pewien rytm, którego równomierne prowadzenie jest bardzo ważne. Prowadzący zaprezentował szereg ćwiczeń i gier, których zadaniem było wyćwiczenie szybkiej reakcji na bodźce, otwartości umysłu i kreatywności, które są podstawą teatru improwizacji. Cała sztuka polega na uświadomieniu sobie przez aktora kim jest, gdzie jest i co robi w danej scenie. Powinien zaakceptować sytuację i dopełnić ją swoją kreatywnością. Ważne jest również uważne słuchanie i obserwowanie wszystkich osób występujących na scenie. Teatr improwizacji jest zaraźliwy. Pod koniec zajęć u uczestników warsztatu widać było początkowe oznaki improwizacyjnej choroby.

Jadwiga Kamińska

Fot. Danuta Zgarda

Warsztaty krytyki teatralnej

IX Spotkania Teatralne Zwierciadła, 29.02.-02.03.2012 Lublin

Ostatni dzień Zwierciadeł 2012 upłynął pod znakiem obcowania młodych z profesjonalistami w dziedzinie teatru. Wśród odbywających się równolegle zajęć, znalazły się warsztaty z zakresu krytyki teatralnej. Poprowadziła je pani Justyna Czarnota.
Sala 503 przez chwilę zmieniła się w miejsce dyskusji kilku grup na temat tegorocznych przedstawień zwierciadlanych. Bardzo pomocne okazały się przygotowane przez prowadzącą schematy dotyczące pisania recenzji. Recenzent nie powinien jedynie opisywać tego, co widział na scenie, ale musi zajrzeć głębiej i odpowiedzieć sobie między innymi na pytanie "po co?"
Myślę, że każdy uczestnik mógł z tych warsztatów wyjść bogatszy o nową wiedzę i przy okazji przeżyć naprawdę miłą przygodę.

Jasiek Ścibior

Myśl ubiera się w sukienkę

2 marca 2012 r. ,,Warsztaty słowa'' – Mateusz Nowak
Mateusz Nowak- juror konkursów recytatorskich, utytułowany recytator, pasjonat słowa. Mówią o nim, że „dużo by gadał”.

IX Spotkania Teatralne Zwierciadła, 29.02.-02.03.2012 Lublin

Uczestnikami warsztatów byli licealiści, głównie recytatorzy i amatorzy aktorstwa. Ich celem było zdobycie wiedzy na temat umiejętnego posługiwania się słowem. Jak wiemy, Mateusz Nowak jest mistrzem w tej dziedzinie, dlatego konstruktywnie i stopniowo zapoznawał wszystkich ze „sztuką słowa”.
Wprowadzającą częścią warsztatu była rozgrzewka. Jak każdy sportowiec przed swoim występem, tak i recytator musi „rozruszać'” odpowiednie mięśnie. Ćwiczenia idealnego mówcy polegają na próbie emisji głosu oraz wypowiadaniu ciągu różnych wyrazów. Spotkanie opierało się na zdobywaniu wiedzy dotyczącej technik dobrej mowy. Jedną z głównych zasad, którą wyróżnił Mateusz Nowak jest tzw. „mowa na maskę”, polegająca na współpracy wyobraźni z wypowiadanymi słowami. Wyobrażamy sobie w zwolnionym tempie proces przesuwania się dźwięku po podniebieniu górnym, następnie kiedy trafia na zęby i je przekracza. Prowadzący warsztaty przekonywał: „Poruszmy wyobraźnię! Wykorzystujmy nasz dźwięk w przestrzeni scenicznej, głos ma oddziaływać na człowieka!”
Mateusz Nowak przekazał swoim słuchaczom trzy złote zasady wydobycia dźwięku, które nazwał sztuką budowy intencji, zasadą dykcji i sztuką żywego słowa. Mówiąc o sztuce budowy intencji musimy wcielić się w rolę naszego widza. Ma to na celu przyswojenie myśli audytorium. Zastanawiamy się co poczuje widownia, kiedy nas usłyszy. Takie rozważania pozwolą uświadomić sobie czy nasz komunikat łączy się z celem jaki chcemy uzyskać. Tan rodzaj medytacji daje możliwość pracy nad samym sobą. „Intencja wypowiedzi jest zaklęta w dźwięku!” – tłumaczył Nowak. Obrazując intencję wypowiedzi, porównał aktorów do „bezbarwnej plasteliny”, z której przecież „lepimy dzieło”. Kolorem staje się sposób łączenia myśli (treść słowa, znaczenie) z formą wypowiadającego, czyli jego możliwością jak najdoskonalszej realizacji. Jedną z wytycznych sztuki budowy intencji jest wywołanie emocji, koordynacja myśli z gestem. Efektem zmaterializowanej myśli jest emisja i dźwięk (szabla i tarcza). To energia wykonawcza pozwala myśli uzyskać moc.
Specjalista swoją drugą złotą zasadę przedstawił w formie krótkiego wykładu na temat fonetyki. Zaprezentował ćwiczenia dotyczące badania nosowości głosek, a także wydobywania ze słów charakterystycznych dźwięków. Na przykład w słowie ,,strzała” – „Co słyszymy? Huk, strzał. Widzimy energię i szybkość ruchu”. Rzecz w tym, by wydobywać ze słowa duszę, która tkwi w samogłosce.
Ostatnia zasada, czyli sztuka żywego słowa dotyczy obowiązku aktora jakim jest czystość posługiwania się słowem i komunikat. Na tym właśnie polega „sztuka słowa”. To nie tylko wyraźna dykcja, ale i wprowadzanie myśli na scenę, a więc budowanie relacji między artystą a widzem.
Spotkanie było niezwykle żywiołowym doświadczeniem. Zgromadzeni poznali nowe, ciekawe techniki, które z pewnością staną się ich inspiracją. Można zauważyć nawet, że niektórzy poczuli się „oświeceni”, gdyż dotychczas nie byli świadomi przekazanej podczas spotkania treści i zaczęli inaczej postrzegać wartość słowa.


Sylwia Tomczyk


Fot. Danuta Zgarda

Szacunek ludzi ulicy

„Miasto w mieście, czyli władcy osiedla”
Grupa Signum- Znak; I LO w Lublinie
Reż. Janek Tarnas
IX Spotkania Teatralne Zwierciadła, 29.02.-02.03.2012 Lublin


Dlaczego temat młodzieży spędzającej czas pod blokiem może być atrakcyjny dla młodzieży licealnej, jest dość zrozumiałe.
Blokowisko. Znajomi. Nuda. Po środku sceny znajduje się ławka, która staje się centralnym miejscem dla blokmenów (jak sami siebie nazywają). To tu się spotykają, rozmawiają, kłócą i spędzają wspólnie czas. Spektakl jest nasycony młodzieżowym slangiem, ale daleko mu do słownictwa „z ulicy” (możemy na scenie usłyszeć sformułowania takie jak lala, kałamarnica, posępne czerepy, czy kłapanie dziobem w odniesieniu do zwykłych osób i przedmiotów).
Fani hip-hopu mieli szansę usłyszeć kilka kawałków, które są chyba centralnym przesłaniem, mimo to wciąż zamglonym i niejasnym. Ilustrują jednak to, co dzieje się na scenie. Muzyka przede wszystkim ożywia posępne blokowisko, wypełnia nudę i zagłusza problemy codzienności.
Blokmeni (głównie Zibi) starają się pokazać kto sprawuje władzę na osiedlu. Próbują osiągnąć to poprzez krzyk i terror na ludziach odmiennych niż oni. Dziewczyna mieszkająca na tym samym osiedlu poniżona przez blokmenów, pokazuje im prawdę o nich samych, coś czego nigdy nie chcieli dostrzec. Że wcale nie są lepsi od innych, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć i nie można go zdobyć siłą.
Należy docenić wysiłek młodzieży włożony w spektakl, jednak uczniowie I LO niestety kończą przestawienie mało optymistycznie cytatem z piosenki „Nie zmienia się nic, dalej trzeba żyć.”

Iwona Oroń

Ludzki Sentymentalizm

Świat zamknięty w mojej małej torebce...
Grupa Kub-Art; II LO w Lublinie
Reż. Jakub Matyja
IX Spotkania Teatralne Zwierciadła, 29.02.-02.03.2012 Lublin

Życie jest dla człowieka cenne, wcale nie samo przez się. Tak naprawdę to rzadko myślimy o nim jako o wartości samej w sobie. O wiele częściej wartość życia mierzona jest siłą ludzkiego przywiązania, przyzwyczajenia do miejsc, rzeczy, osób i przeżyć. Od najmłodszych lat lubimy wspominać. Przeżywać na nowo coś istotnego, co już się wydarzyło. Pozwolę sobie więc zaryzykować stwierdzenie, że nasze dobre samopoczucie w życiu zależy przede wszystkim od jakości naszych wspomnień. Jednak wszystkie te moje przemyślenia to teoria. Trudna do przekazania i przyswojenia bez konkretnych odniesień do rzeczywistości. Takim właśnie bezpośrednim przełożeniem filozofii sentymentu na przeżycia może być spektakl, przygotowany przez grupę Klub-Art. Z II LO w Lublinie, o wiele mówiącym tytule: „Świat zamknięty w mojej małej torebce…”. Właściwie to nie spektakl a monodram, pierwszy i jedyny w tej edycji festiwalu Zwierciadła. Jego akcja, forma i treść opływają w sentyment i chociaż mówię monodram, to nie jestem pewien, czy ta sztuka nie miała dwóch bohaterek. Pierwszą była z pewnością właścicielka tytułowej torebki, a drugą - sama torebka – metafora wspomnień. Spotykamy je obie na dworcu, czekające na pociąg do domu. Po chwili, gdy niczym nie zmącony, wolny czas zaczyna doskwierać swą monotonią, bohaterki zaczynają konwersować, a wygląda to tak: właścicielka torebki, atrakcyjna dziewczyna w wieku licealnym wyciąga ze swojego bagażu coraz to nowe przedmioty, z każdym z nich wiąże się jakieś wspomnienie, o którym widz dowiaduje się z monologu kobiety. Licealistka ucieka w świat wspomnień, każde z nich ma inną barwę (zaznaczoną oświetleniem), inny dźwięk (ukazany muzyką) oraz inny charakter. Wraz z bohaterką udajemy się w sentymentalną podróż po reliktach jej przeszłości. Wraz z rozwojem wydarzeń zaczynamy coraz lepiej ją poznawać, podczas gdy ona przestaje rozpoznawać samą siebie. Trudno wyobrazić sobie lepszy materiał na spektakl teatralny i niełatwo byłoby o równie dobrą realizację. Chociaż muzyka użyta w spektaklu, mogłaby równie dobrze być najnowszą listą przebojów muzyki pop i chociaż odtwórczyni tego monodramu chwilami przejaskrawiała odgrywaną przez siebie postać, to należy przyznać, że spektakl został przemyślany, zaplanowany i przeprowadzony z wielką dokładnością i polotem. To właśnie dzięki podobnym spektaklom o uniwersalnie ludzkiej tematyce, w człowieku zalęgają się wspomnienia oraz rodzi się sentyment do teatru jako sztuki.

Jarosław Olejniczak